Zatrucie gazem. Okupacja 1939/1940. Wspomnienia z II wojny! Dziwny Diabeł...
Praca Wyróżniona

Diabeł i Anioł w mundurze Wehrmachtu.

 

 Diabeł i Anioł w mundurze Wehrmachtu.

 

 Ciąg dalszy losów Ireneusza w okupowanym Poznaniu.

 

 Dzień zapowiadał się całkiem dobrze. Kiedy Irek jak zwykle przed ósmą rano szedł do warsztatu Pani Schuster, nie spotkał po drodze ani jednego patrolu. Ulice były puste, a na całej trasie z Wildy na Gwarną, którą jak zwykle przemierzał pieszo, widział zaledwie kilku poznaniaków. Chłopak miał co prawda bardzo mocną przepustkę wystawioną przez sztab Wehrmachtu, ale zawsze widok patrolu przyprawiał go o gęsią skórkę. Dokument wystawiony przez sztab Wehrmachtu, z którego wynikało, że pracuje dla armii, musiał robić i robił wrażenie, bo choć zatrzymywany był już wiele razy, zawsze puszczano go wolno.

 

 Tylko czasami na twarzach niemieckich żandarmów pojawiało się zdziwienie i niedowierzanie, że młody Polak ma taki papier.

 

 A ów dokument załatwił znajomy... Pani Schuster, major pracujący w sztabie na Alejach Marcinkowskich. Oficer ten, co nie było dla chłopca żadną tajemnicą często odwiedzał szefową, która zaraz znikała na jedną, czasami dwie godziny, po czym wracała w znakomitym humorze. Jak Irek się domyślał wehrmachtowiec „pocieszał” kobietę, która swojego męża widziała raz na pół roku, albo nawet rzadziej (był oficerem Kriegsmarine, a jego okręt stacjonował we Francji).

 

 Major załatwiał warsztatowi naprawy radioodbiorników swoich kolegów ze sztabu. A że było ich sporo, to właśnie Irek zawoził i odbierał stamtąd wszelkiej maści radia.

 

 Pewnego dnia, kiedy zawoził kolejne radio do sztabu, jak zwykle pokazał przepustkę i wszedł do środka. Kiedy tu przychodził szedł zawsze do biura do znajomego oficera i tam zostawiał radio. Tym razem majora nie było w biurze, więc usiadł na korytarzu i postanowił na niego poczekać. Kiedy tak siedział zaczepił go jakiś oficer i zapytał co tu robi. Irek, tak jak umiał starał się wytłumaczyć Niemcowi, że właśnie przywiózł radio z naprawy, pokazując stojący na podłodze odbiornik. Oficer nawet nie dał mu dokończyć, zaczął krzyczeć i po chwili zjawiło się kilku żołnierzy, którzy złapali chłopaka i wyprowadzili na dziedziniec stawiając pod ścianą z rękami uniesionymi do góry. Irek był przerażony. Niemcy stali i krzyczeli na niego, a on ze strachu praktycznie niczego nie mógł zrozumieć, poza tym, że jest polską świnią i bandytą.

 

 Sytuacja była bardzo groźna, a co gorsza w tym miejscu jego przepustka nic nie była warta. Jednego tylko był pewien. Jego życie zawisło na bardzo, bardzo cienkiej linie.

 

 Nie wiadomo, jak by dla niego skończyła się ta historia gdyby nie łut szczęścia. W pewnym momencie wjechał do środka samochód i z niego wysiadł „jego oficer”, który podszedł i zapytał co się stało. Irek był tak przestraszony że słowa grzęzły mu w ustach. W końcu powiedział tylko: radio. Major mimo protestów żołnierzy wziął chłopca pod rękę i wyprowadził przed sztab, każąc mu iść do warsztatu. Irek szczęśliwy z takiego obrotu sprawy pobiegł pędem na Gwarną. Kiedy tam dotarł opowiedział wszystko Pani Schuster. Kobieta zadzwoniła do sztabu i okazało się, ze nic mu nie grozi, ale od tej pory nie ma już wchodzić do środka, tylko dojść do posterunku przy bramie i prosić o zawołanie majora.

 

 Można założyć, że gdyby „jego oficer” spóźnił się, albo nie przyjechał akurat w tym momencie, Irek został by aresztowany i zawieziony do więzienia, albo do siedziby Gestapo, a po przesłuchaniu trafiłby pewnie do obozu koncentracyjnego położonego w forcie VII, miejscu o którym wiedział każdy poznaniak i którego wszyscy omijali dalekim łukiem. Irek słyszał kilka razy, jak jego wuja, elektryk opowiadał o tym miejscu. To było piekło na ziemi. Wuja był kilka razy w tym miejscu i naprawiał uszkodzony transformator. Pracował tak szybko jak umiał, ale kątem oka widział co z więźniami, którzy słaniali się na nogach, byli zarośnięci i brudni robili niemieccy strażnicy.

 

 Jedną z ulubionych „zabaw” było zrzucanie więźniów z idących prawie pionowo kilkudziesięciu schodów, a potem krzykiem wydawano rozkaz natychmiastowego powrotu. Niestety kilku ludzi po upadku już się nie podniosło. Do takich nieszczęśliwców podbiegał strażnik i bił pejczem, albo kopał starając się zmusić go do powstania. Często także puszczał psa, który rzucał się na ofiarę, rozrywając jej ciało, aż tryskała krew, co doprowadzało psa do jeszcze większej furii. A w oczach esesmanów widać było nienawiść tak okrutną, że pracującemu niedaleko człowiekowi ciarki przechodziły po plecach. Oni znęcali się dla zabawy, co chwile widząc spadającego więźnia wybuchali śmiechem. To było dla normalnego człowieka czymś niepojętym, taka mieszanina sadyzmu, wściekłości i braku jakiegokolwiek szacunku dla drugiego człowieka. A przerażenie ofiar tylko wzmagało zaciętość, wściekłość i zarazem radość gnębicieli.

 

 Kiedy Irek tak stał z podniesionymi rekami, oczyma wyobraźni widział siebie bitego i zagryzanego na śmierć przez psa. To było coś, co w kilka minut zmieniło młodzieńca, jakby mu przybyło przynajmniej kilka lat.

 

 Jak pokazuje powyższa historia w życiu zawsze przydaje się trochę szczęścia, szczególnie w takich strasznych czasach.

 

 Irek w ciągu krótkiego czasu poznał zachowania dwóch oficerów Wehrmachtu Diabła i Anioła. Jeden wyzywał go od polskiego bandyty, a drugi uratował mu najprawdopodobniej życie. Tacy też byli, bo nie wszyscy Niemcy byli nazistami. Los czasami decydował na którego z nich się trafiało. Pierwszy oznaczał śmierć, drugi dawał szanse na dalsze życie.

 

 P.S. Opis obozu i tortur z kolejnych zebranych przeze mnie wspomnień, człowieka który przeżył pięć niemieckich obozów koncentracyjnych. To niesamowita historia, którą przedstawię w którymś z kolejnych odcinków.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Ozar
Kategoria: wspomnienia
Opis:
Dodano: 2019-11-05 18:41:03
Komentarze.
*Ritha 6 m.
Tu przyjdę, zaznaczam
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Trochę szczęścia się przydaje zawsze, fakt, ale mimo to (i mimo dobrego zakończenia) historia bardzo smutna Jak chyba większość dotycząca tamtych czasów.
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
A tutaj jeszcze wywal kropkę z tytułu.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin