Medialny bełkot, czyli jak obca propaganda wypiera prawdę! Tajemniczy Czołg!

Tajemniczy Czołg Część II

 Tajemniczy czołg

 Część II

 

 Następnego dnia rano po śniadaniu, na które zaproszono obu oficerów, Kuzniecow oficjalnie poprosił o wypożyczenie Zajcewa na pewien czas. Oczywiście generał wyraził zgodę. Był tak szczęśliwy, że przystałby na wszystko, byle tylko pozbyć się oficera NKWD. Kiedy jednak usłyszał, że obaj chcą się udać do drugiego batalionu, zmartwiło go to, ale nie okazał niepokoju. Wziął jednak na bok Zajcewa i nakazał mu, żeby chronił majora. Kapitan skinął ze zrozumieniem głową. On także wiedział, czym może grozić śmierć takiego oficera na ich terenie.

 Obiecał generałowi, że będzie uważał na majora.

 Do dowództwa batalionu dotarli bez żadnych przeszkód. Tym razem mieli potężną eskortę, złożoną z czterech ciężarówek i trzech samochodów pancernych i trzech czołgów T-34.

  Generał chciał im nawet dać więcej czołgów, ale Kuzniecow się sprzeciwił, twierdząc, że tu mogą być bardziej potrzebne. Tym razem ich przyjazd nie wzbudził sensacji, ponieważ, za radą Zajcewa, major przebrał się w zwykły mundur Armii Czerwonej, który był na niego nieco za duży, ale innego nie było. Dowódca batalionu, uprzedzony przez sztab dywizji, nie zadawał żadnych pytań. Kuzniecow krótko wyłuszczył, o kogo mu chodzi. Okazało się, że sierżant Wasiliew jest w swojej kompanii i po chwili już wysłano po niego samochód.

 Po pewnym czasie przybył lekko przestraszony. Wszedł do środka i zameldował się. Zajcew kazał mu wyjść na dwór i tam poczekać, a sam szepnął do Kuzniecowa:

 – Ja z nim pogadam. Wy mówicie jak każdy oficer NKWD. On to wyczuje na kilometr.

 Major wyraził zgodę. Miał, co prawda, wielką chęć przesłuchać sam tego podoficera, ale wiedział, że nie należy go straszyć, bo wtedy nic nie powie.

 – Kapitan wrócił po jakichś trzydziestu minutach.

 – No cóż, wiem już wszystko. Ten Wasiliew to stary wyga i wygląda na to, że mówi prawdę, choć za cholerę nie wiem, jak to możliwe. On twierdzi, że pociski z ich działa trafiały w czołg, ale nie wyrządzały mu żadnej szkody. Nieraz widział, jak pocisk przeciwpancerny uderza w czołg. Uderza! Rozumiemy się? I nic! – Ostatnie słowa kapitan wymówił głośno i dosadnie.

 – Może ten czołg ma jakiś nowy pancerz?

 – Też o tym pomyślałem i jest to możliwe. Sierżant twierdzi, że wyglądał normalnie. Był ciemny, prawie czarny, ale poza tym niczym się nie różnił od innych czołgów.

 – A jak udało mu się przeżyć?

 – To jest najbardziej dziwne. Otóż, kiedy czołg był już nie więcej niż dziesięć metrów od nich, Wasiliew podniósł się i chciał rzucić wiązkę granatów, kiedy poczuł straszne zimno, a chwilę później coś w niego uderzyło i poleciał do tyłu kilka metrów. Kiedy się ocknął, leżał w okopie i chyba to uratowało mu życie.

 – Jak to uderzyło? Pocisk z czołgu zrobiłby z niego miazgę?!

 – No tak, ale on mówi, że to nie był żaden pocisk. Raczej podmuch wiatru albo coś podobnego.

 – Nie rozumiem. – Kuzniecow wstał z wrażenia. – Idziemy do niego. Musimy dowiedzieć się dokładnie. Coś mi to podejrzanie wygląda.

 – Ale…

 Kuzniecow nie dał mu dokończyć.

 – Umiem rozmawiać z żołnierzami – powiedział cicho, ale tak stanowczo, że Zajcew nie zaprotestował już więcej.

 – Podeszli do siedzącego na trawie sierżanta, który na ich widok wstał i stanął na baczność.

 – Siadaj, jak palisz, to zapal. – Kuzniecow od razu przeszedł na ty, bo chciał pokazać, że to nie jest przesłuchanie, ale rozmowa. Wasiliew również usiadł.

 – Słyszałem, że walczyłeś z jakimś dziwnym czołgiem, który zniszczył wasze działo, nawet nie strzelając! Po prostu rozjechał was. Tak było?

 – Tak jest, towarzyszu majorze!

 – Pewnie twoi dowódcy nie uwierzyli ci?

 – Melduję, że nie, towarzyszu majorze. Nikt mi nie wierzy. – Ostatnie słowa prawie wykrzyczał.

 – Posłuchaj mnie, Wasiliew, ja razem z kapitanem Zajcewem widzieliśmy już niejedno i to, co mówisz, nas nie zaskoczyło. Na froncie zdarzają się różne rzeczy, a my mamy za zadanie zbadać każdy taki niecodzienny przypadek. Twoja opowieść nie jest dla nas zaskoczeniem. Nam możesz powiedzieć wszystko i nie musisz się bać. To, co nam powiesz, zostanie między nami. Nikt ani w kompanii, ani w batalionie nie będzie nic wiedział. Powiem tak: my ci wierzymy. Rozumiemy się, sierżancie?

 – Tak jest, towarzyszu majorze! – W głosie Wasiliewa słychać było ulgę.

 – No to mówcie, spokojnie i powoli. Chcemy, żebyś opowiedział wszystko, co pamiętasz.

 Kiedy sierżant rozpoczął swoją opowieść, Zajcew patrzył na Kuzniecowa i nie mógł wyjść z podziwu, że ten zatwardziały enkawudzista potrafi przemawiać tak sympatycznie i prosto. Był zupełnie inna osobą i kapitan musiał uczciwie przyznać, że major potrafił bardzo dobrze znaleźć się w takiej sytuacji.

 Po dwudziestu minutach Wasiliew skończył mówić i widać było, że jest szczęśliwy, że mógł komuś to wszystko opowiedzieć. Kuzniecow nie przerwał mu ani razu, słuchał bardzo uważnie. Zajcew, siedząc z boku, nie mógł się nadziwić opanowaniu majora. Bo dla niego opowieść sierżanta była wprost szokująca, choć również starł się nie pokazywać emocji.

 Na chwilę zapanowała cisza. Kuzniecow się zamyślił, nagle znieruchomiał, wpatrując się w niebo. Naraz, oprzytomniawszy, zapytał:

 – Wasiliew, a gdzie to było?

 – Tu niedaleko, towarzyszu majorze. Będzie może siedemdziesiąt kilometrów. To teraz ziemia niczyja. Z jednej strony my, potem kawał ziemi niczyjej, a dalej Niemcy.

 – Zaprowadzisz nas tam?

 Wasiliew rozpaczliwie odmówił.

 – Wybaczcie, towarzyszu majorze, ale ja tam już nie chcę wracać. Boję się. Ten potwór pewnie dalej tam jest.

 Major chyba spodziewał się takiej odpowiedzi, bo powiedział:.

 – Posłuchajcie mnie, sierżancie. Zdaję sobie sprawę z tego, co przeszliście, ale nie chcielibyście dopaść tego skurwysyna, który tak załatwił wasze działo i żołnierzy? Ja mogę wam wydać rozkaz, mało tego, mogę wydać rozkaz dowódcy batalionu, pułku, a nawet dywizji. Mam takie uprawnienia. Ale nie chcę tego robić. Chcę, żebyś nam pomógł z własnej woli, żebyś pomścił kolegów, którzy zginęli na tej polanie. Czy to jasne? – Po tych słowach zapadła cisza. Wasiliew chyba już się domyślił, z kim ma do czynienia, bo zaczął inaczej patrzeć na Kuzniecowa. Ten, widząc jego przestraszony wzrok, powiedział wprost:

 – Tak, jestem oficerem NKWD wyznaczonym do sprawdzania takich przypadków jak twój. Ale przyjechałem tu nie po to, żeby wyśmiewać czy karać takich jak wy, sierżancie. Jestem tu po to, żeby dowiedzieć się prawdy i jeśli to będzie możliwe, rozwiązać problem. Teraz już wszystko wiecie. Pomożecie mi?

 – Wasiliew, chcemy tylko, żebyś nam pokazał to miejsce, nic więcej – wtrącił się Zajcew.

 Widać było, że sierżant nie ma ochoty tam wracać. Przez dłuższą chwilę się nie odzywał. To, co tam się wydarzyło, musiało bardzo nim wstrząsnąć. Z drugiej jednak strony chciał pomścić śmierć kolegów, którzy zginęli, walcząc do końca, a poza tym nie miał odwagi odmówić oficerowi NKWD. Wiedział, że może go zmusić. Dlatego się zdecydował.

 – Zgoda, towarzyszu majorze. Pokażę wam, gdzie to było. Resztki tego działa wciąż stoją na polanie. Tylko tam mogą być już Niemcy.

 Kuzniecow odetchnął z ulgą. Nie chciał zmuszać Wasiliewa. Lepiej, że sam się zdecydował.

 – Bez obaw sierżancie, weźmiemy kilkunastu żołnierzy i rano wyruszamy. Załatwię, żeby was zwolnili i nie robili żadnych problemów. Na razie jesteście wolni. Jutro punkt piąta rano wyruszamy.

 – Tak jest, towarzyszu majorze. – Wasiliew nie wyglądał na szczęśliwego.

 Kiedy sierżant odszedł już dość daleko, Kuzniecow zapytał:

 – Co myślisz o tym, Zajcew?

 – A cholera go wie, może po prostu uciekł, widząc, jak czołg dojeżdża do działa. Ale widzieliście jego twarz. On był przerażony. A takiego weterana ciężko przestraszyć. Trzeba tam pojechać i zobaczyć, może ten czołg jeszcze gdzieś tam jest?

 – Czyżbyś chciał na niego zapolować. – Major jakby podążył za myślami kapitana.

 – Pewnie, ale to było miesiąc temu i wątpię, żeby trzymali go w jednym miejscu tak długo.

 – Ale spróbować nie zaszkodzi. – Zajcew nagle nad czymś się zamyślił. Trwało to jakiś czas, aż wreszcie spojrzał na Kuzniecowa i powiedział:

 – Mam pomysł. W sztabie dywizji mają dwa działa 88 mm zdobyte na jakimś polowym lotnisku. Zadzwońcie do dowódcy dywizji, niech nam podeśle jedno z dobrą obsługą. Znacie te działa?

 – Nie za bardzo.

 – To istne cudo, lepsze od naszych. To tak naprawdę działo przeciwlotnicze, ale Niemcy wykorzystują je do walki z naszymi czołgami. To draństwo potrafi zniszczyć naszego T-34 z tysiąca metrów. A z mniejszej odległości nawet KW-1. Tak sobie myślę, że jak nie dało rady nasze działo 76 mm, to osiemdziesiątka ósemka poradzi sobie z każdym czołgiem. Musimy tylko zaczaić się i czekać. Jak podejdzie na pięćset, sześćset metrów, to pocisk z osiemdziesiątki ósemki przebije go na pewno. Widziałem, co te działa potrafią. Kiedyś taki ukryty na wzgórzu skurczybyk załatwił dwanaście naszych czołgów, zanim któryś zajechał go z boku i trafił. To była masakra.

 – Czyli chcesz załatwić niemiecki czołg, niemieckim działem, dobre ha, ha, ha. – Kuzniecowowi spodobał się ten pomysł.

 – Dobre. Tylko pewnie generał będzie pytał, po co nam osiemdziesiątka ósemka.

 – Dlatego to wy musicie zadzwonić. Was nie będzie pytał, po co – z uśmiechem odparł Zajcew.

 – Podoba mi się twój pomysł, do rana powinni zdążyć z działem. Jak przyjedzie, weźmiemy dwudziestu ludzi i ruszamy na polowanie. – Major wyglądał na zadowolonego z takiego obrotu sprawy.

 – Hm… Dziwny z was człowiek – powiedział Zajcew. – Wygląda na to, że dobrze się czujecie na froncie. Tacy jak wy, towarzyszu majorze, raczej wolą być za naszymi pozycjami, a nie na linii frontu.

 – Żebyś wiedział. Tu wszystko jest znacznie prostsze niż tam, gdzie byłem przez ostatnie lata. Wróg jest widoczny, owszem, czasami zaskakuje, ale i tak widać, kto co robi. W wywiadzie nigdy nic nie wiadomo. Wczorajszy przyjaciel dzisiaj może być wrogiem i odwrotnie. A do tego wszyscy kłamią i oszukują. Wierz mi, to niełatwa praca. Znam jedno i drugie i rzeczywiście lepiej się czuję tutaj niż tam.

 – Czyli ten pomysł z szukaniem tego czołgu to tylko przykrywka? Chcieliście wrócić na front?

 Kuzniecow spojrzał na Zajcewa. Czyżby ten zawadiacki i odważny do bólu kapitan miał rację? Major rzeczywiście czasami tak myślał, ale sam przed sobą nie chciał do tego się przyznać. Może rzeczywiście podjął się tego zadania, żeby choć na chwilę odejść z tamtego fałszywego i totalnie zakłamanego świata. Być może tak właśnie było. Major spojrzał w dal i westchnął.

 – Może i masz rację. Gdybym kilka lat temu nie spotkał Mierkułowa, to kto wie. Pewnie dzisiaj byłbym na froncie jak wy, kapitanie.  Albo gdzieś w łagrze z długoletnim wyrokiem.

 Major dużo wiedział o czystkach wśród oficerów. Nie tylko armia, ale także NKWD stało się celem nagonki w latach 1936–1938. Spośród jego kolegów i znajomych uratowało się zaledwie kilku. W niektórych wydziałach aresztowano prawie wszystkich. Wielu zostało od razu rozstrzelanych, a reszta trafiła z długimi wyrokami do obozów pracy. Czystka trwała tak długo, że praktycznie sparaliżowała pracę wywiadu i kontrwywiadu. Aresztowanie prawie wszystkich bardziej doświadczonych oficerów spowodowało zapaść całego NKWD. Nikt nie pracował normalnie, bo nie wiedział, kiedy po niego przyjdą. Strach był wszechobecny.

 – To, co na rozkaz Stalina zrobił szef NKWD, było niewyobrażalną głupotą i kretyństwem. Budowane przez lata struktury zostały zlikwidowane. Pod byle pretekstem ściągano oficerów wywiadu, po czym ich aresztowano i szybko sądzono. W ten sposób ogołocono z doświadczonych pracowników prawie wszystkie komórki wywiadu, praktycznie uniemożliwiając mu pracę. Niewielu udało się przeżyć czystki. Nie liczyły się żadne znajomości ani układy. Każdy mógł trafić pod sąd a wtedy wyrok był zazwyczaj tylko jeden – rozstrzelanie.

 

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Ozar
Kategoria: thriller
Opis:
Dodano: 2019-11-10 13:37:49
Komentarze.

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin