T.W. (I) (21) — Topa Kompolti — część I Prapoczątki T3

Zimowe Zbiory

 (Moje pierwsze TW)

 

 Brudne Noir (1-23)

 Postać: Pisarka

 Miejsce: Izba przesłuchań

 Zdarzenie: Mam przed oczami

 

 TW – Zimowe zbiory*

 * Tekst zainspirowany wierszem Thomasa Hardy'ego, pt: "Życia nie miałem nigdy za warte zachodu" oraz tekstem Szudracz, pt: "Mors"

 

 W myśl jakiegoś niepojętego prawa dla przeciwstawności, po kontaktach z tobą pozostało mi wręcz oblubienie do gorącej wody i chroniczny strach przed mrużeniem oczu. Owa kombinacja powoduje, że częstokroć nie dosypiam. Niemal zawsze też się witam poparzoną dłonią.

 Biorę jednak ten zestaw takim, jaki jest, całość pozostawiając pod arbitralny osąd Bogu. Jeśli jego oględziny przebiegną krytycznie, gotów jestem uiścić opłatę.

 

 Życia nie miałaś nigdy za warte zachodu.

 Nie chciałaś uczestniczyć w jego pląsach, tańcach. Mówiłaś, że nie rozumiesz potrzeby tak długiej tułaczki. Po co to będzie trwało przez wiosny, jesienie, skoro można teraz i zobaczyć prędzej? Że koła rdzewieją, wypadają śruby.

 Kiwałem z uznaniem, myśląc o czymś innym.

 Mam wciąż przed oczami twą kwiecistą suknię. W barwach o wiele żywszych niż jest życia w tobie. Widzę, jak siedzisz zgarbiona, zapatrzona w grę iskier. Apatyczna twarz opływa blaskiem oleistej lampy. Jest tak smutna, zmarniała, że zdaje się, iż nawet cienie nie uczestniczą w jej tańcu. Nasłuchuję łoskotu, kiedy wiatr obnaża niedostatki fachowca, który wybudował chatę.

 I wtedy jeszcze nie wchodzę, bo...

 Wtedy jeszcze nie umiem.

 

  Znajduję cię po śladach, które do chałupy musiał spędzić ziąb. Zbiedniała sceneria jest kwintesencją słów: surowa – majestatyczna.

 Oblodzoną szosą nikt od dawna nie jeździł, więc mój jednoślad ma szansę zostać pionierskim przez dłuższy czas.

 Tafla jeziora powleczona lodem, po którym bez obawy można biec. Karłowate sosny, gdzieniegdzie poprzechylane. Błota śnieżne, występujące z brzegów potworzyły utwardzone bagna i kręte, spiralne leje. Kredowe wzgórza tak jałowe w zwierzynę, że jedyne, co może zaoferować twe domowe muzeum, to chleb oraz herbata. Wychudłe okazy nieurodzajnych ryb umierające w samotności pod lodem.

 Dla kogoś "spoza" – obce.

 

 Tak otulony ramionami własnego ciepła, obchodzę chatę, widząc, że oszronione liście zostały już jedynie na najstarszych drzewach. Czarno-biały pies w łaty już nie pójdzie za gęsią, gdyż oboje leżą porośnięci lodem. Izba tortur bez narzędzi w środku.

 Kolejne kroki przekonują mnie, bym się strzegł zbytniego wychodzenia na powierzchnię. Kiedy więc nie mam już czym odwracać wzroku, wracam i...

 W twarde drewno (puk, puk).

 Nic. Żadnej reakcji.

 Naciskam klamkę, czując, że odnalazłem ogród, w którym wszystko umiera. Miejsce, gdzie samotność dawno wypłoszyła już namiętność.

 — Kompasu szyba ci pękła, że tak długo?

 Wylękniona z oczu, w zbyt dużym swetrze z zależałą na kolanach książką, nadal potrafisz zabić. Karmisz się bezradnością niemogących dotrzymać ci kroku. Ściągam czapkę. Rozpinam puchową kurtkę. Przy zdejmowaniu rękawiczek, kiwam nieznacznie głową.

 — Nie albo tak, to żadna odpowiedź. Jaki był cel tej zwłoki?

 Mógłbym odrzec cokolwiek. Kupić czas. Miast tego rozpoczynam tak, jak tego chcesz.

 — Znalazłem ją w oddali, sprowadziłem w progi...

 — Wołała mnie z pustki, prosząc się o dłoń. — Wchodzisz mi w słowo. Twe lico rozjaśnia chwilowy rozbłysk radości na myśl o tym, że ktoś jeszcze pamięta. Dwanaście lat. Końcowe wersy wygłaszamy już wspólnie. Dwa głosy się nie zgrywają, ale dwa serca tak.

 — Pamiętasz, z którego zbioru? — pytasz z nadzieją w głosie. Błysk prawdziwego uśmiechu onieśmiela. Jedyny antybiotyk przeciw zmarszczkom.

  Znam odpowiedź, lecz wpierw odwieszam porcelanowy kubek i czerpię nim wody z gara. Jest zimna, aż trzeszczą zęby. Tylko dwa małe łyki i odpowiadam:

 — Chęć uszła wraz ze złożonym ślubem na ciemnej polanie.

 — Zbiór?

 Biorę jeszcze dwa łyki. Odkaszluję. Pierwszy raz w życiu piję tak zimną wodę, że pali w środku.

 — Pamiętasz, z jakiego zbioru?

 — Kto dłubał w czaszce grzesznika? Mogę podejść?

 Stojące na półce radio jest tak opatulone pajęczyną, jakby nie było używane od lat. Twoja twarz upiornie pogodna. Dosłownie, jakbyś wiedziała, że mroźna noc już cię dzisiaj nie dotknie. Piętrzące się w stosy książki obrasta zielony mech.

 — Mogę?

 Kiwasz głową. Siwy strączek uwalnia się spod czarnej chusty, którą masz przewiązane włosy. Zestawiam gar i biorąc spod niego taboret, siadam przy tobie. Smród powala. Kocie główki leżą ci na kolanach.

 — Boże, co ty wyrabiasz? — pytam wprost.

 Pokazujesz mi pomarszczoną dłonią ścianę, mówiąc, żebym popatrzył. Jedna głowa z łoskotem spada, tocząc się po podłogowych nierównościach. Słychać piski nienawykłych do tak nagłego poruszenia zwierząt. Kilka gryzoni pierzcha, jednak nie wszystkie. Dwa najbardziej bezczelne okazy dalej ogryzają ci stopy. Musi to trwać już długo, bo spiłowały ci kikuty do tego stopnia, że mogłabyś je zmieścić w pudełka po papierosach. Sczerniała krew ubarwiła ich niegdyś białe futra. Zrywam się z cholernego taboretu.

 — Co do kurwy, że jebanej w łeb?!

 — Nic nie czuję — mówisz. — Zamarzły mi dwa dni temu.

 — Evelyn, posłuchaj mnie! Szukaliśmy cię odkąd tylko...

 — Spójrz na ścianę!

 Patrzę. Myśl o tym, że właśnie cię jedzą, wywleka mi żołądek na lewą stronę. Zaczynasz mówić. Głos masz przy tym szalony, nieobliczalny.

 — Nasz portret się nigdy nie zedrze. Świece wbrew cieniom wiatru mają się nad wyraz dobrze. Łby potulnych stworzeń wiszą już po obejściu. Chore liście dawno poumierały. Iglaste dogorywają. Z czego to?

 — Posłuchaj, Eve. Natychmiast muszę cię zabrać do szpitala.

 (jesteś nieubłagana)

 — Z jakiego zbioru to jest?

 — Kurwa mać. "W sprawach ludzkiego cierpienia nigdy się nie mylę". Dobrze? Może być?!

 Zaraz tu zwymiotuję lub zemdleję. Cofam się aż do okna. Tam przystaję, karmiąc się ułudnym fragmentaryzmem jasności. W zlewie dostrzegam talerz z zamarzniętymi resztkami niedojedzonego mięsa. Nie chcę się im przyglądać. Mam złe przeczucia.

 — Deszcz zmyje nasze imiona wypisane na szybie. Lód wykruszy pamięć maleńkich stóp. Mapa naszej wędrówki jest nietrwała.

 Pocieram skronie, czując, że lada moment mogę stracić przytomność. Zataczam się, wymiotując do zlewu. Zamarznięte karakany toną w fali przetrawionej surówki. Twoje: "a to?" ciągle świdruje mi uszy.

 — "Nikt tu nie umie kłamać" — podaję tytuł, sądząc, że to wystarczy. Że będziesz miała już dość. Nie masz.

 — Nieee!!! — krzyczysz, miotając się na fotelu. Kolejne odrąbane kocie główki z łoskotem uderzają o posadzkę. Wraz z nimi spada też coś, co robi hałas przynajmniej dwukrotnie większy. — Podaj mi ten pierdolony tytuł!

 — "To był dom, gdzie nikt nie musiał kłamać" — ponawiam, wysilając umysł. Pamiętam tylko, że książka miała zieloną okładkę i zdobne, złote litery. Czekam na twą reakcję, modląc się, by to, co leży w półmroku, było tylko objedzoną głową pluszowego misia czy plastikowej laleczki. Nie wygląda jednak na pluszową. Z tego całego nagromadzonego szaleństwa zaczyna mi skakać noga. Zęby uderzają o siebie, jakbym chwilę temu był w przeręblu. Jeden ze szczurów przyczajonych na najwyższej z szafek, spogląda w moim kierunku. Ślepia mu błyszczą nienaturalnymi rozbłyskami srebra.

 — Prosiłem ją gardłem pełnym modlitw, a jej myśli harcowały zboczem. Mówiła: kulig mnie woła. I: pocałuj mnie w usta. Wabi mnie mróz i to, co jest za nim. Przyjmij cios mego pójścia. Nie waż się iść za mną. A to? Z czego to?

 Nie mam już siły. Chcę tylko się stąd wydostać. Zobaczyć światło i odetchnąć tym jakże mroźnym powietrzem. Uciec jak najdalej. By cię jednak trochę uspokoić, rzucam, że to ze zbioru: "Potem nastały chwile ich wzajemnych zapatrzeń".

 — Widzisz tę lampę? Co noc wokół niej kłębią się owady. Umierają, zwiedzone jej blaskiem. Bezsenność to dalszy przestrach. Inne, większe, rozbijają się w pędzie o siatkę werandy. Jestem już trochę na schodach domu, w którym zamieszkałam. Z czego to?

 Zesztywniały, po ścianie, docieram do drzwi wyjściowych. Zupełnie bez świadomości, że gdybym został, że gdyby nie ten strach i szaleństwo. Że gdybym zszedł do piwnicy, może bym jeszcze zdołał... ich... całą piątkę...

 Wychodzę jednak.

 Uciekam.

 Zwariowałaś.

 

 Link do B. Noir 02: https://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/1083.php

 

Liczba ocen: 1
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: wspomnienia

Liczba wejść: 18

Opis:

Skoro tak pięknie nam się tu hula, pora na szczyptę historii. Moje pierwsze TW

Dodano: 2019-11-10 21:48:55
Komentarze.
~JamCi 11 m.
O nie nie nie. Jest pora śniadania. Ni wuja. Nie czytam tego drugi raz w porze jedzenia. Bo albo będę musiała wyrzucić albo samo wyskoczy. Jedno śniadanko w całości już przy tym wywaliłam do kosza. To jest kurwax genialne, ale nie mogę tego czytać. Widzę te główki. Czuję to wszystko za mocno. Ja nie wiem kim trzeba być, żeby tak pisać. To jedno mi się tłukło po głowie i nadal tłucze. To jest dla mnie niepojęte. Jakbyś wyrywał z siebie całe życie, żyły, trzewia i wkładał je w tekst. Jakbyś umierał za każdym razem. Tak mi to robi.
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Dziękuję i dzień dobry
Taki mam zamysł, by tu noiry stopniowo poupychać.
Miło mnie na sercu, JamCi
Odpowiedz
~jotka 11 m.
Jak dobrze, że te teksty wracają.
😊
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
I Twoje mogłyby
Odpowiedz
~Adelajda 11 m.
Przypomniała mi się trochę Saga o ludziach lodu, przeczytałam chyba dwa tomy, ale niektóre zdania zapadły w pamięć.
Nie będę się uzewnętrzniać, bo znowu dostanę wiadro zimnej wody na głowę, więc napiszę tylko, że mi się bardzo podobało.
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Ej, jakie wiadro, bez żartów. Fsjnie, że Ci się podobało. Sagę o Ludziach lodu miała moja ciocia. Stały zawsze za szybą. Dalej stoją, tylko już cioci nie ma
Odpowiedz
~JamCi 11 m.
ja przeczytałam całą dawno dawno temu.
Odpowiedz
~JamCi 11 m.
Druga proba
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Taaa, działa

Odpowiedz
~Pasja 11 m.
Witam
Znajomy a jak zawsze interesujący cykl opowieści. Wszystko w jednym miejscu, porąbane i mocno klimatycznie. Znakomita narracja. Pozdrawiam
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Taaak, taki plan, żeby spokojnie poukładać
Odpowiedz
wciąż moje ulubione...
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Oo, jesteś, więc, ten, wiesz. Możesz wrzucić czy cuś nagranie. Albo założyć w ogóle taką serię, gdzie będziesz linkowac nagrywki z noirów. Oczywiście jeśli masz chęć.
Odpowiedz
Mam chęć ogromną. Ale zobaczę, bo u mnie obecnie jest bardzo krucho. Niemniej wiedz, że bardzo bym chciała i że to dla mnie zaszczyt .
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Fajnie
Jesteśmy w kontakcie.
Odpowiedz
Jestesmy.
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
„Nie chciałaś uczestniczyć w jego pląsach, tańcach. Mówiłaś, że nie rozumiesz potrzeby tak długiej tułaczki. Po co to będzie trwało przez wiosny, jesienie, skoro można teraz i zobaczyć prędzej? Że koła rdzewieją, wypadają śruby” – bliźniaczo podobne, a zarazem proporcjonalnie odwrotne jest poczucie, że życie pędzi jak szalone, wymyka się spod oblepionych śliską codziennością palców i już za moment przepadnie, niewykorzystane. Trudno być szczęśliwym człowiekiem. Zdaje się, że trzeba by w tym celu wyciąć w pień wszystkie te… myśli.

Piękny Noir. Turpizm na wysokim poziomie. Czuć zimę, czuć mróz, bardzo obrazowo – mam przed oczami jak bohater ściąga czapkę, rozpina kurtkę, zdejmuje rękawiczki, wszystko, każdy pojedynczy ruch.
„Znam odpowiedź, lecz wpierw odwieszam porcelanowy kubek i czerpię nim wody z gara. Jest zimna, aż trzeszczą zęby” – u mojej babci zawsze stało krzesło z wiaderkiem, a w nim lodowata woda prosto ze studni. Wszyscy z niego pili chochlą. Z kranu woda nigdy nie była tak lodowata jak ze studni, dobre na upał. Mam przed oczami to krzesło, to wiaderko, tę chochlę. Robię się z wiekiem kurewsko sentymentalna. A może to tylko ten listopad. Oby tak, wolę być chyba mniej. No ale do czego zmierzam, do tego, że obrazowe, plastyczne, pobudzające wyobraźnię, surowość obrazów jest mi bliska, uczucie zimna znane, a i melodramatyczność odczuwania, która tli się w scenie, również. Mogłabym darować sobie komentarz pod tekstem, który czytałam przecież wielokrotnie, ale warstwy dostrzegam za każdym razem nowe.

Te noirowe pary są już uber kultowe, choć bliższa jest mi ta parka z Oczy spięte szpilkami, nie wiem czemu, inspiracyjnie uderza silniej. Z kolei W balecie zimowych noży łączy mi się w głowie już trale z Noną, obrazy przenikają się jakby były jedna historią. Z przyjemnością przedre się przez kolejne Noiry raz jeszcze.


Odpowiedz
*Ritha 11 m.
trwale*
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Ło-baben, dziękować. Mam zamiar wrzucić x23 w takim sezonie (nam niej, ale dopiszę), ale pierwej musi być możliwość jakiegoś zbiorcze go linkowania czy cus. Nie wiem. Pomyślę.
Dziękować bardzo.
Mam chęć pisać.
Odpowiedz
*Ritha 11 m.
Też myślę jak to wszystko usystematyzować, bo wrzuciłam kilka jednostrzałów, kawałek Trupy i hm, ogólnie jakoś mi się zdaje, że mam pierdolnik w profilu. Chyba powywalam foty w pień, bo już jak na pchlim targu. Można w opisie chyba linkować do kolejnej części (?), nie wiem zresztą.
Też mam chęć pisać. W końcu.
Odpowiedz
^krajew34 11 m.
Ritha ja tam w opisie daje link do poprzedniego i następnego rozdziału. Fajnie to wygląda i jest dosyć czytelnie.
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Jest to jakiś plan, dzięki Krajew - czydźeści for
Odpowiedz
~jagodolas 11 m.
To mnie zmroziło dość. Znam sytuację, opowiedzianą mi przez matkę, że z mojego dalszego i już nieistniejącego kręgu rodzinnego, była akcja, że na łóżku syna rodzicielka postawiła odrąbaną głowę psa. Nie traktuję więc tego jak jakieś wydumanie. Klimat stworzyłeś taki, że uczestniczyłem w tej makabrze i naprawdę wciskają się w mózg te obrazy.
Odpowiedz
*Canulas 11 m.
Noo, ja mam też podobną historię w zasadzie z tego roku. Nie tak drastyczną w czynię, ale drastyczniejszą w zapowiedziach czynu.
Odpowiedz
~alka666 7 m.
Wbiło mnie w ryczkę. Piękne jak baśń, w moim odczuciu. zapisałam link, wrócę tu nie raz...
Odpowiedz
~alfonsyna 7 m.
O, to wygląda, że w mym guście, choć nie wiem, co napisać w komentarzu. To napiszę, że w mym guście, daje ciarki, daje emocje, odjechane - ale tak, że się w to wsiąka. Czuć chłód i szaleństwo - dobra mieszanka.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alfonsyna - to pierwsze TW ever (moje) - tak więc takie są początki.
Odpowiedz
~alfonsyna 7 m.
Canulas - pierwsze czyli historyczne! Mnie chyba wówczas nie było na opowi, jak z tym zaczynaliście, bo nie pamiętam, więc tym bardziej te początki ciekawe z perspektywy czasu.
Odpowiedz
*Canulas 7 m.
alfonsyna, nooo- fajne czasy... powiedzmy. Ale one były trzonem pod dzisiejsze - lepsze
Odpowiedz
~alka666 1 m.
z dużym wykopem
Jestem tu drugi raz. Już mnie nie wbija w ryczkę, ale wyłuskuję smaczki:
"Karmisz się bezradnością niemogących dotrzymać ci kroku"

Odpowiedz
*Canulas 1 m.
alka666 o kurdex - I tu. Fajno
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin