jasno nowy wygląd

LITERATURA | Jak napisać powieść?

Ritha
Podobno bardzo, bardzo niewielki odsetek rozpoczętych książek zostaje napisanych do końca. Chyba każdy z nas ma jakieś rozgrzebane historie. Jako że portal dla twórców, w tym pisarzy, więc na 100 % spora część po cichu marzy o wydanym dziele i o ile psioczyć na rynek wydawniczy można bez końca, o tyle najczęściej bywa jednak tak, że to właśnie my sami zduszamy ambicje w zarodku, porzucając rozgrzebane twory z przeróżnych powodów – braku weny, słabnącego zapału do początkowego pomysłu, czy chociażby rozjeżdżającej się fabuły.

Inicjuję więc ten wątek do rozmów wszelakich o tym, jak wytrwać i napisać coś od A do Z. Może macie jakieś swoje sposoby?

Udało mi się zamknąć dwie serie, a rozgrzebać trzy razy tyle... Ostatnio próbowałam stworzyć kwestionariusz bohatera, taką jego „tekę” ze zbiorem informacji wszelakich, żeby móc do niej wrócić w każdej chwili, nie musieć pamiętać tego wszystkiego i żeby bohater był spójny przez cały czas, jednak… hm, jeszcze nie do końca się przekonałam do tego sposobu. Moja metoda na bohatera to wczuć się w postać na 200 %, tak jakby się nim było, a będąc kimś trudno przecież zapomnieć, jaki jest (jeśli się zapomina, widać za mało się wczuło). Utrudnieniem jest tutaj jednak to, że przy trzech różnych postaciach trzeba przeskakiwać w ich głowy i w każdą wczuwać się równie mocno… to już schody. I paradoks – jest to najtrudniejsze na początku pisania, kiedy sama jeszcze nie znam bohaterów, natomiast im dalej w głąb, tym jakby łatwiej. Z kolei mam szereg innych problemów – postaci kobiece wychodzą mi mdłe, a męskie w przeróżnych tworach mają zbiór podobnych cech, jakbym tworzyła jeden model męskiej postaci… Dylematów jest stos.

To samo plan, piszę bez planu, jedynie z zarysem, na żywca, ale przez to dochodzę często do betonowej ściany lub fabuła zaczyna mi się sypać – pisałam kryminał, w którym za bardzo polubiłam mordercę, więc obsadziłam tę rolę inną postacią i znów powtórka z rozrywki (fanfary), wiec ciągnęłam tę farsę dalej, aż wymyśliłam, kto mógł zabić, na końcu dorabiając motyw, żenua. Ostatnio zupełny laik w tej dziedzinie powiedział mi: „Ej, słyszałem, że żeby napisać książkę, trzeba sobie rozpisać ją na wielkich kartkach na podłodze mieszkania”. Hmmmm, mam 30 metrów, mogłoby mi zabraknąć podłogi, ale pomysł niegłupi…

A Wy, jakie macie sposoby? Zapraszam do dyskusji
__________

Półtora miesiąca Waszego życia - jeśli ktoś jest w stanie tyle poświęcić, to plan soft for you:

dzień 1 – 10.000 zzs
dzień 2 – 20.000 zzs
dzień 3 – 30.000 zzs
dzień 4 – 40.000 zzs
dzień 5 – 50.000 zzs
dzień 6 – 60.000 zzs
dzień 7 – ------------- odpoczynek
dzień 8 – 70.000 zzs
dzień 9 – 80.000 zzs
dzień 10 – 90.000 zzs
dzień 11 – 100.000 zzs
dzień 12 – 110.000 zzs
dzień 13 – 120.000 zzs
dzień 14 – --------------- odpoczynek
dzień 15 – 130.000 zzs
dzień 16 – 140.000 zzs
dzień 17 – 150.000 zzs
dzień 18 – 160.000 zzs
dzień 19 – 170.000 zzs
dzień 20 – 180.000 zzs
dzień 21 – --------------- odpoczynek
dzień 22 – 190.000 zzs
dzień 23 – 200.000 zzs
dzień 24 – 210.000 zzs
dzień 25 – 220.000 zzs
dzień 26 – 230.000 zzs
dzień 27 – 240.000 zzs
dzień 28 – --------------- odpoczynek
dzień 29 – 250.000 zzs
dzień 30 – 260.000 zzs
dzień 31 – 270.000 zzs
dzień 32 – 280.000 zzs
dzień 33 – 290.000 zzs
dzień 34 – 300.000 zzs
dzień 35 – --------------- odpoczynek
dzień 36 – 310.000 zzs
dzień 37 – 320.000 zzs
dzień 38 – 330.000 zzs
dzień 39 – 340.000 zzs
dzień 40 – 350.000 zzs
dzień 41 – 360.000 zzs

Have fun!
ps. to serio możliwe, a jak przewrócicie się w połowie, to będziecie mieć i tak więcej niż tu i teraz


__________

Szalony plan miesięczny:

dzień 1 – 12.000 zzs
dzień 2 – 24.000 zzs
dzień 3 – 36.000 zzs
dzień 4 – 48.000 zzs
dzień 5 – 60.000 zzs
dzień 6 – 72.000 zzs
dzień 7 – 84.000 zzs
dzień 8 – 96.000 zzs
dzień 9 – 108.000 zzs
dzień 10 – 120.000 zzs
dzień 11 – 132.000 zzs
dzień 12 – 144.000 zzs
dzień 13 – 156.000 zzs
dzień 14 – 168.000 zzs
dzień 15 – 180.000 zzs
dzień 16 – 192.000 zzs
dzień 17 – 204.000 zzs
dzień 18 – 216.000 zzs
dzień 19 – 228.000 zzs
dzień 20 – 240.000 zzs
dzień 21 – 252.000 zzs
dzień 22 – 264.000 zzs
dzień 23 – 276.000 zzs
dzień 24 – 288.000 zzs
dzień 25 – 300.000 zzs
dzień 26 – 312.000 zzs
dzień 27 – 324.000 zzs
dzień 28 – 336.000 zzs
dzień 29 – 348.000 zzs
dzień 30 – 360.000 zzs


jagodolas
jagodolas 9 m.
Zazdroszczę. Ja raczej nigdy nie napiszę powieści, wiem to już prawie na pewno. Nawet nie mam żadnej rozgrzebanej historii, nic. No wiadomo, kiedyś (chyba jak każdy )marzyłem o powieści conajmniej 300 - stu stronicowej, ale mój najdłuższy tekst mierząc stronicowo ma ze trzy? dlatego mam duży szacunek dla.Was którzy tworzycie i zamykacie swe serię
Ritha
Ritha 9 m.
Jago, masz artyzm (talent), brakuje Ci rzemiosła (technik), stąd właśnie ten wątek.
oko
oko 9 m.
Katarzyna Bonda napisała "Maszynę do pisania" - warto rzucić okiem. pomyślała o wielu aspektach i stara się wesprzeć działalność tych, którym się wydaje. przeczytałem z zainteresowaniem.
bawię się opowiadaniami, więc nie muszę mieć planu, jednego bohatera i ciągłości, chociaż produkowałem serie, które trzymałem w ryzach pamięcią. skompletowałem też coś na 220 stron i po sklejeniu czytałem i czytałem, aż nie wygładziłem kantów i tego, co szwankowało.
pisanie wymaga pracy i skrupulatności. chyba, że ma się czujną korektę. ale początkujący nie mają, więc trzeba siąść na zadzie i wojować.
mam wrażenie, że to, czego najbardziej każdemu brakuje, to wiara, ze to co robi ma sens i że warto pokazać ludziom.
borykam się z tym. zniechęca mnie każdy "krawężnik", o jaki potknę się w swoich tekstach. Dobrze mieć muzę, kogoś, kto pokaże wartość i wierzy, że to ma sens.
czego wszystkim tu obecnym życzę niezawistnie.
Ritha
Ritha 9 m.
Nie przeczytałam niczego Katarzyny Bondy niestety, ale obejrzałam masę wywiadów z nią i uwielbiam kobietę. Tylko, że ci od kryminałów trzymają się trochę innych zasad, oni muszą mieć plan, żeby móc nakręcić zagadkę i śledztwo. Natomiast w horrorze/thrillerze/fantasy… czy aby? Mi w Cmyku (też ponad 200 stron) najlepsze, najbardziej poruszające gawiedź pomysły przychodziły w trakcie pisania, w samym środku procesu, takie małe „eureki”. Ponadto mój guru – mistrz grozy Stephen King uparcie twierdzi, że cyt.: „Plan jest ostatnią deską ratunku dobrego pisarza, a podstawowym narzędziem nudziarza”. Myślę jednak, że zbyt to spłycił (nie każdy jest Kingiem) i to sprawa mocno indywidualna. Sam musiał odłożyć „Bastion” na wiele miesięcy (rok bodajże) nim wymyślił jak spleść wątki i zakończyć dzieło. Polecam jego „Pamiętnik rzemieślnika”, krzepiąca książka.
Piszesz „mam wrażenie, że to, czego najbardziej każdemu brakuje, to wiara, ze to co robi ma sens i że warto pokazać ludziom” – dokładnie tak (!)
A Tobie tez życzę
oko
oko 9 m.
dzięki.
książka jest uniwersalna i nie dotyczy kryminałów - uczy systematyczności i zwraca uwagę na ciągłość zdarzeń/bohaterów itp. pokazuje, na co zwracać uwagę i napisana jest bez zadęcia.
mój ojciec mawiał, że jak ktoś potrafi, to z książki telefonicznej stworzy pasjonujące dzieło.
Ritha
Ritha 9 m.
W jednym z wywiadów Katarzyna Bonda mówi, że wcale nie chciała być pisarką, dokładnie nie wiedziała, co chce robić w życiu, wiedziała natomiast czego nie chce. Najpierw nie chciała "sielankowego" życia na wsi, została więc dziennikarką, podsłuchała rozmowę ojca z sołtysem o jakiejś regionalnej aferze i poleciała z nią do najbliższej redakcji, dostała staż i mega zrypę od ojczulka Potem ryła jako korpo-dziennikarka, aż zaraz po pogrzebie ojca wysłano ją na wywiad przez pół Polski, nie chciała jechać, nie była w stanie, ale nie odmówiła, była zmęczona, roztrzęsiona, zabiła człowieka na pasach (człowieka, którego data urodzenia pokrywała się z jej, mówi - czułam się, jakbym zabiła sama siebie), stanęła na ławie oskarżonych, dostała zawiasy, w międzyczasie zostawił ją mąż (mówi – żył z wariatką, teraz wcale mu się nie dziwię), wpadła w depresję, sprzedała wszystko z mieszkania do gołych ścian, zaczęła pisać najpierw scenariusze, potem książki. Jest w top kryminału w Polsce. Szacunek.
Mówi, że "odkleja się od świata" na kilkanaście, kilkadziesiąt godzin, zakończenie jednej książki pisała w 30-godzinnym cugu z przerwami jedynie na siku i coś na ząb.
Może się skuszę na tę "Maszynę do pisania"...
oko
oko 9 m.
to akurat jedyne jej dzieło, które przeczytałem. dorobiła do tego kolejne pozycje np: o pisaniu scenariuszy.
Canulas
Canulas 9 m.
Czytam ten wątek i zaciekawiła mnie ta pozycja miss Bondy. Mniemam, że nabędę.
oko
oko 9 m.
kurcze... i będzie na mnie jakby coś poszło nie tak... trudno.
Ritha
Ritha 9 m.
Ja też kupię, i to z miejsca, dziś wieczorem.
"mój ojciec mawiał, że jak ktoś potrafi, to z książki telefonicznej stworzy pasjonujące dzieło" - być może tak, symetrycznie rzeknę: złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy
Tutaj znajdują się ukryte posty 1154
alfonsyna
alfonsyna 4 m.
Tak w ogóle to piszę ostatnio, od dłuższego czasu już, tak gdzieś akapit czegoś dziennie, czasem więcej, czasem mniej, ale generalnie jest ciągłość, choć taka spokojna, bez napinki. Polecam takie pisanie - to trochę tak, że coś powstaje właściwie niepostrzeżenie, jak roślinka, którą się podlewa - i nagle człowiek patrzy, a ona taka duża!
Manta
Manta 4 m.
A ja robiłam wczoraj aktualizację sytemu, a dziś odkryłam, że straciłam 10 stron poprawek... Właściwie kończę i już wszystkiego mi się odechciało. Może jutro odzyskam siły i skończę.
Alf, brzmi fajnie podoba mi się porównanie do roślinki
alfonsyna
alfonsyna 4 m.
O matko, współczuję, toż to mega dużo pracy, nie dziwię się, że straciłaś motywację. Mam nadzieję, że dasz radę to jakoś odbudować.
Manta
Manta 4 m.
Dam radę na pewno Zacisnę zęby i będę klęła pod nosem, ale dam radę!
Manta
Manta 4 m.
I tak w pierwszej chwili odzyskałam wersję sprzed chyba miesiąca, więc myślałam, że ponad 100 stron poprawek poszło się... Ale jakimś cudem udało mi się przywrócić wersję sprzed kilku dni... Tak że i tak źle nie jest
alfonsyna
alfonsyna 4 m.
Mimo wszystko - zawał na miejscu!
NocnaWilczyca
NocnaWilczyca 4 m.
Mam pytanie - czy jeśli w opowiadaniu fantasy użyłam "młota lucereńskiego", a nazwa pochodzi od szwajcarskiego miasta Lucerena, to czy mogę użyć tej nazwy, czy jednak powinnam ją wyjaśnić bądź zamienić?
Zastanawia mnie czy konkretnie element realny może istnieć w opowiadaniu, gdzie świat jest zmyślony od podstaw.
Ritha
Ritha 4 m.
Kurde, dobre (i trudne) pytanie. Poczekamy na jakichś fantastów
Agnieszka
Agnieszka 4 m.
Oczywiście, że można go używać i ewentualnie można wyjaśnić też pod spodem opka w przypisie znaczenie. Taki szczegół to fajny bajer w opowiadaniu.

W sci-fi trzebaby było to jakoś wyjaśnić, ale w fantasy to 1/może być bieg okoliczności z tą nazwą i/lub 2/może to być celowy zabieg związany z istnieniem tego miasta gdzieś w wymyślony świecie...

Tak bym to widziała
NocnaWilczyca
NocnaWilczyca 4 m.
Dzięki wielkie, Agnieszko!
Ritha
Ritha 4 m.
Po przemyśleniu i patrząc ze sporego dystansu (a zbliża się okres noworoczny, co skłania do przemyśleń, podsumowań, wyciągania wniosków) nie polecam sposobu, jaki uskuteczniałam, pisząc Rankor. Co z tego że napisałam 200 tys. zzs w 3 tygodnie, jak mnie odrzuciło, wykończyło, zablokowało, zniesmaczyło, aż mnie cofa, jak sobie pomyślę.
W przyszłym roku będę się skupiać na utrzymaniu względnej systematyczności bez uszczerbku na radości z pisania.
Amen.
Canulas
Canulas 4 m.
Noo, warta wiedza
CptUgluk
CptUgluk 4 m.
I o to ma chyba chodzić w pisaniu, żeby radocha była też już piszę nowość, więc solidaryzuję się
Canulas
Canulas 4 m.
Głównie o to
Ritha
Ritha 4 m.
Dokładnie
jotka
jotka 1 m.
Jakie to notatki tworzysz, Ritha? A notatniku coś sobie klepiesz papierowo? ;D
Ritha
Ritha 1 m.
Staram się pisać w pliku jak cowiek, ale wszystkie myśli okołotematyczne do scen, które mi przelatują przez głowę zapisuje w locie w keepie (ten googlowski notatnik).
Dialogi często piszę na papierze, bo - uwaga, tera będzie beka - wyczytałam, że inna półkula mózgu pracuje jak się piszę ręcznie, a inna jak się stuka na klawiaturze, więc by osiągnąć optimum pracy mózgu 🧐 piszę tak i tak 🙉🤔😄😏
Ritha
Ritha 1 m.
A w keepie, bo mam to potem na każdym urządzeniu, gdzie się zaloguje na kunto gugla
Ritha
Ritha 1 m.
Kokaina, wszędzie kokaina
Zaciekawiony
Zaciekawiony 1 m.
Parę dni temu przyszedł mi do głowy kompletny pomysł na powieść (wiem jak się zaczyna, jaki będzie przebieg około 70% fabuły, jakie będą ostatnie zdania, tytuł i motto). Martwi mnie jedynie, że jest oparta na dość znanym pomyśle wyjściowym i nie wiem czy będą w stanie coś w tym świeżego zaproponować.
Ritha
Ritha 1 m.
Hmm, w sumie jest tak naprawdę skończona ilość motywów, na podstawie których tworzy się fabułę, dużo zależy od ugryzienia pomysłu, języka, tego "pod jakim kątem poprowadzisz kamerę". No trudno mi powiedzieć bazując na ogólnikach.
aniamarzycielka
aniamarzycielka 1 m.
Ja mam tak, że raz piszę i mam radość z pisania, a potem odkładam, bo mam wrażenie, że to będzie nudne, nielogiczne i w ogóle po co to pisać. I że lepiej poczekać na lepszy pomysł, bo może to jeszcze nie ten czas 😕
aniamarzycielka
aniamarzycielka 1 m.
Ale z drugiej zaś strony każda napisana książka podreperuje warsztat pisarski i czegoś można się nauczyć, aby następną napisać lepiej
Konstancja
Konstancja 1 m.
Trzymam kciuki. Hmm u mnie trochę się zmieniło. Musiałabym mieć historię, w którą bym wierzyła. Obecnie to co mam, to za mało albo mam pomysł na rozwinięcie jedynej historii, ale taki straszny i porąbany, że jakoś podpisać się imieniem nazwiskiem własnym niebardzo. Wymyśliłam sobie, że czekam na prawdziwą historię. Może być tak, że się nie doczekam Trudno, cieszę się, że i tak większość moich pisarskich marzeń spełniłam, jedno być może ostatnie jest w trakcie. Książka, powieść to już zupełnie inny kaliber. Trzymam za was wszystkich kciuki! Powolutku do celu.
Ritha
Ritha 12 d.
Odkopuję wątek, może do wzajemnego motywowania się czy coś

JarekD
JarekD 12 d.
Ja mam prosty plan, którym podzielił się ze mną kiedyś Kuba Cwiek - minimum 1000 słów dziennie. W ten sposób mam już ponad 75 tys słów w 14 rozdziałach napisanych w przeciągu ostatniego pół roku. Oczywiście wpadam w pułapkę zawracania, edycji w trakcie pisania, ale gdzieś tam już widzę światełko w tunelu i zawiązuję wątki zmierzając do finału... Cel to minimum 100 tys słów, ale myślę, że przy tym co mam w głowie będzie to ok 120 tys.

W tym wszystkim najgorsze jest chyba zwątpienie Nie mam tej pewności siebie, o której pisaliśmy w innym wątku oraz wiadomo, że piszę głównie dlatego, że sprawia mi to frajdę. Odkryłem jednak, że odkładanie na chwilę opowieści i np. skrobanie opowiadań pozwala nabrać fajnego dystansu.
CptUgluk
CptUgluk 12 d.
Ja nie potrafię przeliczać na słowa U mnie wyznacznikiem są zzs. I tak sobie pomyślałem w tym tygodniu, że będę sobie zapisywał w specjalnym kalendarzyku, ile udało mi się podczas danej sesji napisać. Potem będę mógł podliczyć i wiedzieć, jak przedstawia mi się bilans tygodniowy, miesięczny itd., a potem porównać. Postanowiłem spróbować też podziałać według "zasady dwóch dni", tzn, że nie mogę odpuścić sobie pisania dwa dni z rzędu. Mogę mieć dzień nieproduktywny, ale dwa takie pod rząd nie wchodzą w grę. Ciekaw jestem, jak mi pójdzie.
Ritha
Ritha 11 d.
Ugluku, zamiast w kalendarzyku to tu zapisuj Może kogoś zmotywujesz (np. mnie)
Ja też liczę w zzs. 1000 słów dziennie, to pewnie z 5 tys. zzs, sporo!

Jarek, "Odkryłem jednak, że odkładanie na chwilę opowieści i np. skrobanie opowiadań pozwala nabrać fajnego dystansu" - też tak mam, to wietrzy umysł
Agnieszka
Agnieszka 11 d.
Pozwolę sobie niezgodzić się ze spostrzeżeniem, jakoby odłożenie pisania opowieści spowoduje przewietrzenie umysłu... Otóż w moim przypadku - odłożenie pisania sprawia, że gdy znów po przerwie chce kontynuować - wściekam się okrutnie bo muszę tracić czas na powtórkę tego co było.
Tak, że, tego

Zdzislav
Zdzislav 11 d.
Zajrzałem do tego wątku z ciekawości i tak sobie myślę, że napisanie powieści jest - póki co - grubo poza moim zasięgiem (choć marzę o tym). Wygenerowanie w ciągu dwóch tygodni opowiadania składającego się z 12 tys. zzs to dla mnie nie lada wyczyn. Robię to, ale na styk. Praca, rodzina, "tato, to / tato, tamto" - wszystko to sprawia, że gdy już późnym wieczorem siadam do pisania, to głowa niestety nie zawsze chce współpracować. Mam problem z opowiadaniem, a co dopiero z powieścią. Jak Wy to robicie? Tak czy owak - szacun! Trzymam kciuki za Wasze dzieła
Ritha
Ritha 11 d.
Zdzislav, a próbowałeś wstać przed wszystkimi? O jakiejś nieludzkiej porze, żeby mieć godzinę ekstra rano?

Aga, fakt, wybijanie się opóźnia ponowne wejście w historię, ale w sytuacji kiedy już tak strasznie tym rzygasz, że i tak nie piszesz, to krótki "skok w bok" działa (na niektórych) ożywczo
Zdzislav
Zdzislav 11 d.
Ritha, to niestety nie takie proste Stukanie w klawiaturę o nieludzkiej porze, sprowadziłoby na moją głowę gromy ciskane przez moją żonę i młodszą córkę. Gdybym miał jakiś swój zaciszny kącik, w którym mógłbym się zaszyć, zamknąć za sobą drzwi i odciąć od reszty świata, to jak najbardziej, pewnie korzystałbym często z tego rozwiązania. Ale nie mam
JarekD
JarekD 11 d.
Ritha wspomniałaś ciekawą kwestię, czyli czas na pisanie. Generalnie próbowałem wstawać o nieludzkiej porze i pisać - rada od Hensa. Ale przyznam, że zanim się obudzę na dobre, to trudno jest mi się wkręcić w pisanie. Najczęściej w tym czasie jeżeli już piszę, to jakiś artykuł.

Najlepszy czas dla mnie, to taki kiedy mam coś innego do zrobienia Im jest ważniejsze, tym lepiej mi się pisze. Ot paradoks, ale podobno nie tylko ja tak mam. Generalnie czas, jaki poświęcam to godziny 18+, kiedy jestem już po pracy, sprawunkach i spędziłem trochę czasu z rodziną.

Co do tych 1000 słów, to nie wydaje mi się to dużo. Ot ze dwie strony A4. Zwykle i tak zaczynam od sczytywania tego co napisałem np. poprzedniego dnia i szybkiej edycji. Przy odpowiednio dobranej muzyce jestem w stanie jakoś wbić się w klimat (nie zawsze) i pisać dalej. Raz jest lepiej, raz gorzej ale zawsze do przodu.
JarekD
JarekD 11 d.
Dodam, że 1000 słów to minimum. Kiedy mam natchnienie, limitem jest mój własny zasób energetyczny - czyli do momentu, aż nie wypiszę się lub nie zaczynam zasypiać. Po takich maratonach jednak jest mnóstwo edytowania. I tak, nie stosuję się do reguły "po prostu pisz". Piszę > edytuję > piszę > edytuję. Z czego oczywiście zdaję sobie sprawę, że jak już skończę, to zacznie się prawdziwa edycja.
JarekD
JarekD 11 d.
Agnieszka - każdy ma inaczej, ważne żeby Tobie pasowało. Techniki są różne. Osobiście eksperymentuję ile mogę. Bawię się zarówno techniką pisania, podejściem etc. Miałem np. kiedyś fazę na pisanie przy szklaneczce miodu pitnego (świetny sposób na wpadnięcie w alkoholizm ). Całe szczęście opamiętałem się po jakimś czasie, bo pióro było tak samo lekkie przed jak i w trakcie.
Agnieszka
Agnieszka 10 d.
JarekD - zgadza się. Ja też w sumie eksperymentuję
A o piciu przy alkoholu mogłabym tomy pisać ostatecznie jednak, doszłam do podobnych, jak ty, wniosków w tym konkretnym temacie i rzadko korzystam z tych "upiększaczy świata "
Agnieszka
Agnieszka 10 d.
Najgorsze jest chyba jednak to ciągłe wracanie i poprawianie... wracanie i poprawianie... człowiek grzęźnie na jakiejś dupereli, zamiast lecieć dalej.
JarekD
JarekD 8 d.
Czy korzystacie ze struktury opowieści? Np. hero journey? Czy też wolicie być wiedzionymi przez swojego bohatera?
CptUgluk
CptUgluk 8 d.
Zdecydowanie to drugie. Przynajmniej na razie
Canulas
Canulas 8 d.
Wracanie i poprawianie to kompulsyna esencja, zrodzona z natręctw, ale czasem fajna.

Canulas
Canulas 8 d.
Nie znam hero journej, a planowanie najczęściej kończyłem na określeniu najważniejszych momentów i to tylko w tych najobszerniejszych tekstach. 95% odkrywam świat i uczestniczę w zdarzeniach na równi z bohaterem, więc patrząc z perspektywy wielkich tego świata - bezustanna piaskownica, literowy minecraft.
Ritha
Ritha 8 d.
Nie do końca, wielcy pisarze (np. King) też dają się w dużej mierze wodzić za nos bohaterom, więc to nic złego.
Hero journey też nie znam, ale zaintrygowało (poznam). Ja też lubię na żywioł i chyba jest to 90% przyjemności z pisania, a bez niej nie pociągnę niczego, więc koło się zamyka. Planuję kilka kluczowych momentów i ogólny zarys, ale czasami ten szkic się zmienia w trakcie. W ogóle najlepsze rzeczy przychodzą mi do głowy w trakcie pisania, a nie planowania.
Nawet w opowiadaniach mam często tak, że wpływają komentarze "dobrze przemyślane/zaplanowane" a ja prawie nigdy nie planuję opowiadań i to się dzieje w trakcie.

Ritha
Ritha 8 d.
Wracać i poprawiać natomiast nie znoszę
JarekD
JarekD 8 d.
Hero journey to nic innego jak ustrukturyzowany monomit. Jest wiele przykładów. Np. te diagramy

https://www.google.com/search?q=her

Na YT jest też sporo dekonstrukcji różnych znanych historii w oparciu właśnie o tą strukturę.
Ritha
Ritha 8 d.
O kurka, przyjrzę się wieczorem temu.
Może jedno nie wyklucza drugiego
Canulas
Canulas 8 d.
Wygląda zacnie. Tysz obadam
JarekD
JarekD 8 d.
Ja to stosuję dla rozdziałów, w których mam zwarty epizod, ale zapędzam się i nie wiem jak z tego wybrnąć. Działa doskonale.
Hiraeth
Hiraeth 8 d.
Oto ja, cała na biało. Nie ma gadania beze mnie xD

Zawsze mam zarysowane, co chcę przekazać, kim są moi bohaterowie, jaki jest ich charakter i jak - w teorii - powinni reagować na wydarzenia.
Akcję też mam przećwiczoną, najczęściej i z zakończeniami, i zwrotami fabularnymi - tylko siąść i pisać (smutna morda).
Na swobodę pozwalam sobie w mniej istotnych momentach. Np. gdy postacie gdzieś idą - między dwoma punktami fabularnymi - czy wywalają się na głupi ryj. Ot, chwila, żeby przybliżyć ich osobowość, ale żeby te wydarzenia nie były zbyt wiążące.

Co się zaś tyczy przedstawionych diagramów; milion lat temu usłyszałam bardzo mocne słowa, aby nie być sztampowym, aby nie trzymać się przećwiczonych motywów - mimo że one zapewne będą i tak tam umieszczone i że każdego można tak skategoryzować. I złota zasada - nie odkrywać wszystkich kart przed czasem (w życiu też to pomaga )
Najgorszym, co można zrobić - szczególności w książkach fantasy, które sama uwielbiam i próbuję pisać - to iść po sznurku jak w papierowym RPGu. Czyli postacie spotykają się, dostają questa i ruszają w nieznane. Choć jest to bardzo powtarzalny motyw i ciężko od niego uciec, to najlepiej postawić najpierw na budowanie klimatu. Na możliwość oswojenia się z bohaterami - dopiero wtedy niech ruszają, bo akcja przecież musi być.
Czy to dobre? Nie wiem. Mi się podoba. Sama w swoim lore tak postępuję


Ritha
Ritha 8 d.
No i super Hilareth, że jesteś, cała na biało Im więcej spojrzeń, tym ciekawsza dyskusja
JarekD
JarekD 8 d.
Ja jestem gdzieś pośrodku. Zacząłem od ogólnego pomysłu i rozpisania postaci (zboczenie gracza RPG). Następnie wymyśliłem parę kluczowych momentów. Dalej daję się już prowadzić postaciom. Stephen King uważa, że notowanie pomysłów to najlepszy sposób na spieprzenie historii. Mi teoria pisania pomaga unikać czegoś, co wydaje mi się być przestojami. Książka to produkt, a produkt jest konsumowany w określony sposób. Oprócz tego, że piszemy dla siebie, to fajnie jest napisać coś tak aby innym czytało się dobrze, nawet jeżeli to mieliby być jedynie nasi znajomi. Ludzie lubią konkretne, znane układy. Jak inżynier Mamoń i jego rozmówcy. Więc super są wariacje wokół znanych motywów w ramach indywidualnego podejścia i oryginalnych pomysłów (które z racji rzeczy i postępu cywilizacji nie istnieją). Przynajmniej dla mnie.
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.