TW # 2 Fiolet


  Postać: Człowiek widmo

  Zdarzenie: Maszyna czasu: zmienić losy wojny

  Efekt: opisuj wszystkich bohaterów głównie przez pryzmat kolorów

 

  W słowie apokalipsa znajduje się pies w konfiguracji. Drogi turysto! Pędząc podniebnym jetem do mitycznej krainy szczęścia i hazardu, nie zobaczysz już archipelagów. Nic nie zobaczysz, bo gęsty dym spowił ziemię. Drogi turysto! W słowie apokalipsa, prócz psa w konfiguracji, znajdziemy przestrzeń wypełnioną tym, o czym nigdy nie myśleliśmy. Bo czy oko wszystko zobaczyło? Czy ucho najplugawsze odgłosy przyswoiło?

  Niewyobrażalne istniało do czasu, kiedy Arg użył nowej broni. Wtedy brak słów spowodowany natężeniem lęku stanowił niepisaną regułę gry. Gry o przetrwanie.

  Drogi turysto, który wejdziesz w sam środek postapokaliptycznego świata. Wiedz, że pozostaniesz głupi. Do końca.

 

  Szszszszszszszum. Powiew. Oto Renklod - człowiek widmo. Pokonywał ciemność niczym wiatr.

 

  Fiordy Norwegii pozostały nietknięte. Jak to możliwe? Czyżby zło darzyło sympatią cuda natury? Domek na skraju przepaści przypominał bajkową chatkę czarownicy. W domku na skraju przepaści mieszkała Algebra Fioletowousta, jej siostra Geometra Różanooka, ich kuzynka Fizyka Złotowłosa i starszy pan - Mleczny Świt, czyli Ole. Ten ostatni to naukowiec. Całymi dniami pracował nad Maszyną Czasu. Pragnął za jej pomocą odmienić bieg wojny. Zatopiony w głębinie ułudy, snuł wizje o pokonaniu Arga i życiu pozbawionym grozy apokalipsy.

 

 Renklod jako byt niematerialny, podbarwiał swą bezbarwność kolorami tęczy. Mógł być zieloną smugą albo czerwoną plamą, niebieskim deszczem lub jaskrawym przykładem kaczeńca. Lubił zmienność, nią żył i dla niej tworzył. Lecz w postapokaliptycznym światku wszelka twórczość przypominała śniegowego bałwana potraktowanego zbyt dużą dawką słońca. Słońce... zapomniana twarz dnia. Przeciwieństwo chłodu i nocy. Nadzieja, zapach, smak, truskawki, mięta...

  Oto Hans. Hans robił za ewangelistę. Spisywał dzieje unicestwionego uniwersum. To dzięki jego tekstom wiemy dziś o istnieniu Renkloda czy Olego. Hans uwielbiał szarość. Jego płaszcze miały mieć łatki, zwisające niteczki, rozdarte kieszenie i tylko dwa guziki, jak dwa krzyżujące się spojrzenia. Spotkanie nastąpiło. Hans od razu rozpoznał Renkloda. Ten za pomocą chmury muszek, przemówił: witam cię, jak idzie pisanie ewangelii? Hans powiedział mu to i owo, i odnotował co trzeba. Renklod przybrał wtedy magentowy połysk, zawirował trzykrotnie i pognał w swoją stronę.

  Gnał Renklod nad fiordami w sposób następujący: weź drogi turysto-czytaczu pędzel, w farbie bądź jakiej go zamocz, i chluśnij w kierunku płótna, ściany, czegokolwiek. Takimi oto śladami znaczył nieboskłon widmowy człek - Renklod. Skrapiał nabrzmiałe, kalafiorowate wątroby chmur, niczym artysta plastyk.

 

  Wielki dół zapanował w chatce Olego. Naukowiec utknął w martwym punkcie, nie potrafił przełamać przeszkód dzielących go od sukcesu działającej Maszyny Czasu. Tkwili tam, w subtelnym zalaminowaniu. Dziewczyny piękniały w smutku, melancholii, goryczy i kwasie. Algebra leżała uwikłana w prześcieradła, Geometra malowała paznokcie, a Fizyka wyglądała przez okno. Nagle ktoś wszedł. Piękny, bursztynowy ktoś. Był to Renklod upostaciowiony młodzieńczym blaskiem. Nastąpiło małe poruszenie, podniecenie zakneblowane konwenansem. Ole wyrwany z letargu zawołał: jesteś Renklodzie! Bursztyn usiadł na wskazanym miejscu. Dziewczyny przystąpiły do stołu. Dziewczyny cudownie rozgoryczone, rozregulowane, roztargnione. Rozebrane? Tak, w równoległym wyobrażeniu. Fioletowousta ze wstydliwie spuszczonymi oczami, krzyżowała nogi mocno. Różanooka która wpadła całym ciałem w odmęty fuksji, sznurowała nerwowo ustami, czuła że ciepło zalewa jej oblicze. Złotowłosa zerkała zza fasady obojętności, wypełniona sarkazmem i pogardą, pęczniała za białą ścianą tapety. Ole gładził brodę. Renklod zapytał: zrobiłeś ją? Maszynę Czasu? Naukowiec posmutniał. Zaległa długa cisza. Renklod zrozumiał: prócz konstruowania Maszyny Czasu jest jeszcze jeden kłopot: dziewczęta. Dziewczęta zainfekowane szaleństwem, chorobliwym pożądaniem. Rzekł cicho: nie mogę wam tego dać. Jestem duchem, co prawda w kształcie młodzieńca, ale to tylko pozór. Zapanowała druga cisza. Straszniejsza, czarniejsza. Po upływie pulsujących chwil, Geometra wstała i rozdarła halkę, którą miała na sobie. Z donośnym sykiem nienawiści rzuciła zwiewny materiał prosto w twarz bursztynowego Renkloda. Stała naga, dumna, skumana z ostatecznością. Ole wtenczas wstał i podszedł. Położył dużą dłoń na białym ramieniu. Geometra drgnęła. Usiądź, powiedział z posągowym spokojem starzec. Usiadła. Złotowłosa burknęła: czyżby nasz sędziwy pseudotatuś potrafił ugasić żar? W oczach Olego zabredziła wielka złość. Renklod rzekł: jesteście ostatnimi ludźmi. Jest jeszcze Hans, ale jego pożera obłęd. Nie dajcie mu szans. Nie dajcie szansy obłędowi. Złotowłosa ryknęła histerycznym śmiechem. Za późno, pomyślał Renklod. Za późno.

  Fioletowousta, wciąż skrywająca źrenicowy skarb za powiekami, głosem cichym, kruchym, zapytała: czy aby na pewno dotyk mości Renkloda przenika fundament materii, czy też zatrzymany nią, nim, zaczyna pełgać, zaczyna zmierzać w górę po przedramieniu, ku sercu... Renklod poczuł jak zimne ostrze żalu tnie cholerną niematerialność. Jestem pieprzonym widmowym zerem - przeleciało mu. Bursztynowy młodziak szarzał. Jedna łza pociekła Renklodowi po gładkim policzku. Ole tymczasem wyjął ze skrzyni jabłko. Skąd to masz, krzyknęła Złotowłosa. Naga Różanooka Geometra błyskawicznie capnęła, i gdy zważyła owoc w dłoni, zanurzyła w nim swe białe zęby. Ty wężu, wycedziła do naukowca Złota Fizyka. Ole zaczął parodiować węża, sycząc i wywijając groteskowo ciałem. Blada Algebra nie zważając na sytuację, ciągnęła dalej: a może mości Renklod wstydem porażony, delikatnością struty zapomniał, że w skrajnych warunkach brak miejsca dla pustych gestów, słów-girlandów i zachowań umajonych barokowymi wykwitami... zapomniał mości Renklod o nas, o biednych nas, o ludziach czterech, zamkniętych w czterech. Ale jest tu zaraz przepaść. Boskie fiordy. Boskie Buenos. Wystarczy wyjść z domu, zrobić parę kroków, polecieć. Lecieć po wolność, ekstazę. Powieki Fioletowoustej odsłoniły oczy. Oczy pełne bezbrzeżnego smutku i bezradnie błyszczącej skargi. Renklod zniknął. Poleciał na północ by zamienić się w deszcz płaczu.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~jagodolas
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis:
Dodano: 2020-01-30 21:56:58
Komentarze.
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
~jagodolas 2 m.
Siemka
Odpowiedz
*Canulas 2 m.
Uuu, nie skalam tego tekstu dziś komentem, ale składam wstępne gratulacje.
Uuu.
Odpowiedz
~jotka 2 m.
O mamo...
Wróżę numero uno.
Odpowiedz
~jagodolas 2 m.
Canulasie i jotko, dzięki bardzo
Odpowiedz
~Adelajda 2 m.
Pięknie skonstruowany tekst, soczyste opisy, ale nieprzesadzone - idealnie wyważone tym razem. Stworzyłeś jakiś mikro świat, nęcący, duszny, chce się w nim człowiek zanurzyć, ale też wyjść z niego. Zdecydowanie posiadasz ten przedziwny pierwiastek pięknej umiejętności pisania, tego odmiennego, dziwnego, który bardzo lubię, doceniam, którego również nie potrafię kreować, dlatego podziwiam. Wprawiasz w ruch drobne słowa, by potem stworzyć najprawdziwszy potok.
Świetnie wykorzystany zestaw jago, naprawdę. Super.
Odpowiedz
*Canulas 2 m.
Ostatnio trochę na Ciebie narzekałem. Kwękałem, coś mi nie grało. No ale co Ty żeś tu odjebal, to nie mam po prostu pytań. Stary, dobry, nienormalny Jogodolas.
Mistrzostwo
Odpowiedz
~jagodolas 2 m.
@Adelajda, dziękuję pięknie za słowa te
@Canulas, też wielkie dsięki za motywacyjnego kopa w zad
Odpowiedz
~entropia 2 m.
Lubię tak " W słowie apokalipsa znajduje się pies w konfiguracji. Drogi turysto!..." Bardzo fajne wprowadzenie, w ogóle super zestaw, super wykorzystany z wijzą, wyobraźnią.
Odpowiedz
~Mia123a 2 m.
Wow. Przewspaniałe opowiadanie
Odpowiedz
~JamCi 2 m.
Przyjdę. Kiedyś. Wiesz, że przyjdę...
Kiedyś.
Odpowiedz
~jagodolas 2 m.
@entropia, wielkie dzięki, cieszę się
@Mia, miło mi Mia, dzięki
@JamCi, spoko tekst nie zając
Odpowiedz
*Canulas 2 m.
Nooo, należy sie wyróżnienie, jak łobuziakowi wpierdol kablem.
Odpowiedz
~alfonsyna 2 m.
Na początku myślałam, że mi nie podejdzie, ale jak przeszłam przez te pierwsze dwa, trzy akapity to już szło coraz lepiej. I nawet nieszczególnie przeszkadzało mi, że dialogi zlewają się z narracją, bo to zasadniczo pasuje do koncepcji. A efekt, jak dla mnie, niezwykle współgrający z Twoim stylem, pewnie mało kto mógłby to zrobić lepiej, bardziej plastycznie. Zresztą, cały zestaw dobrze się zgrał w Twoim wykonaniu. A ostatnie zdanie "Poleciał na północ by zamienić się w deszcz płaczu" - dla mnie zaiste cudne i doskonale zamykające całość. Ma swój urok.
Odpowiedz
~jagodolas 2 m.
Alfonsyna, wielkie dzięki. dzięki też za dobrnięcie do końca. Faktycznie, pierwsze akapity mogą zniechęcić
Odpowiedz
~jagodolas 2 m.
Canulas, hehe
Odpowiedz
~JamCi 2 m.
O kurczę. Nieodmiennie mnie zaskakujesz. Bo to znowu jest coś innego, czego jeszcze nie było. Tak się zastanawiam, czy Ty w ogóle masz jakieś ograniczenia w tej materii. Czasem myślę, że nie.
To jest o tyle ciekawe, że niby jest ciężar tego, co się dzieje, zdarzeń i ich braku. A jednocześnie czytając mam takie poczucie niebywałej lekkości. Jakbym... Leciała, być może po to, żeby zamienić się w deszcz płaczu.
Imiona Pań mam wrażenie że wiem co znaczą.
Odpowiedz
~jagodolas 2 m.
To że nie lubię przedmiotów ścisłych? dzięki Ci JamCi za ciekawy komentarz
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
"Tkwili tam, w subtelnym zalaminowaniu" - to
"Złotowłosa zerkała zza fasady obojętności, wypełniona sarkazmem i pogardą, pęczniała za białą ścianą tapety" - i to

Mam problem z tym tekstem. Kurde. Problem mam taki - powiem wprost - nic nie rozumiem. Ładne zdania, ładnie dobrane słowa, ale gdyby ktoś mnie zapytał o czym to, wówczas musiałabym odpowiedzieć - nie wiem. Trochę skręcasz w stronę Floriana. Jest jeszcze druga opcja - pierońsko napierdala mnie brzuch i może nie powinnam czytać czegokolwiek teraz. Taaa, wrócę tu drugi raz.
Odpowiedz
~jagodolas 2 m.
No może faktycznie za bardzo odjechane to opko, no ale ostatniego słowa jeszcze nie powiedziałem dzięki
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
"Różanooka[,] która wpadła całym ciałem w odmęty fuksji"
"Dziewczyny przystąpiły do stołu. Dziewczyny cudownie rozgoryczone, rozregulowane, roztargnione" - to boskie

Nie no, oglądam ten tekst, rzucają mi się w oczy zdania, zdania-kafelki, ale nie układają się w zwartą powierzchnię, wrócę, wybacz, w ogóle nie powinnam się zabierać za czytanie w nieodbiorczym stanie.
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
Ale to nasuwa kolejne refleksje, żeby w pełni zaabsorbować to co zawierasz w swoim pisaniu, trzeba być w dobrej formie, czyli noo, wymagająco, jest to na jakimś poziomie twórczym i służy też czemuś innemu. Np. sztuce
Odpowiedz
~jagodolas 2 m.
E tam jakiej sztuce powiem szczerze, że lubię być czytelny i gdy nie jestem, to obwiniam siebie, także dziękuję na pewno mnie to w jakiś sposób zmotywuje i ukierunkuje na przyszłość. Dziękować
Odpowiedz
*Canulas 2 m.
Broń Cię Bóg Aztecki, synu, żebyś skręcał w tym co robisz zbyt gwałtownie. Korekty, jeśli musisz, to delikatne.
Posiłkując się słowami klasyka: nie spierdol tego.
Odpowiedz
~JamCi 2 m.
hahaha trza przekroić na pół :-)
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
Jago, wróciłam, nic mię tera nie boli i kurdeee, dużo przyjemniej mi się czytało. Wydaje mi się, już tak patrząc na całokształt Twojej twórczości, że
a) masz pieroński talent, to nie ulega żadnej wątpliwości
b) radośnie tworzysz, twórz
c) w swym radosnym tworzeniu czasem odlatujesz w stronę Słońca (czy ja kiedyś nie używałam już tego samego porównania u Ciebie? być może nie, ale na pewno pomyślałam o tym wcześniej)
d) pasażerowie tejże podroży, czyli Twoi czytelnicy zostają czasami poparzeni przez bliskość tegóż Słońca, gdyż nie posiadają twórczego skafandra szaleństwa, w którym Ty radośnie tworzysz
e) zalecenia (moje, subiektywne) - czasem spójrz na tekst oczami odbiorcy, bo wydaje mi się, że momentami brakuje dosłownie zdania, dwóch na cały tekst, by złożyć te artystyczne puzzle w jedną całość
f) masz swój styl i pierdol powyższe punkty, bądź sobą, taki Jagodolas zostaje w głowie.
Świetnie wykorzystałeś zestaw, zwłaszcza efekt. Chciałabym przeczytać kiedyś coś dłuższego Twojego, z bohaterami, którymi zdążyłabym się zżyć. Pisz Jago. Jesteś na swojej drodze.

"Jest jeszcze Hans, ale jego pożera obłęd. Nie dajcie mu szans. Nie dajcie szansy obłędowi"- złoto
Odpowiedz
~jagodolas 1 m.
A skąd wiesz Ritha, że ja radośnie tworzę? Nie na żartuję. Nie no pomyślałem że najlepsze byłoby znalezienie złotego środka. Żeby nie za bardzo zbliżać się do tego słońca i nie za bardzo od niego się oddalać. I powiem, że jak na moje ostatnio możliwości to i tak długie teksty piszę, ale dobrze, postaram się nabazgrać też coś dłuższego. Chciałbym kiedyś też napisać taki tekst z dialogami, ale nie mam tych cholernych długich kreseczek, można się bawić w kopiuj wklej, ale to wkurzające jest. Jednym słowem dzięki za rady no i dzięki.
Odpowiedz
~pkropka 1 m.
Kurczę... Powiem ci, że czułam, jak sens mi umyka. Muskałam go opuszkami palców, ale cały czas pozostawał nieuchwytny.
Znam kilka osób które piszą w podobnie umykający sposób. Są to osoby oczytane, z dużymi pokładami wiedzy i wrażliwości na świat. Osoby, które są o krok przed wszystkimi w drodze do sedna rzeczy. Już wcześniej to podejrzewałam, ale po tym tekście wkładam cię do tej szufladki i będę czytać z przyjemnością, ale nie będę się smucić, jeżeli czegoś nie zrozumiem.
Odpowiedz
~jagodolas 1 m.
pkropka bardzo bardzo dziękuję, cieszę się
Odpowiedz
~Agnieszka 1 m.
Witam panie jagodolas'ie,

no to tak:

"Wtedy brak słów spowodowany natężeniem lęku stanowił niepisaną regułę gry. Gry o przetrwanie." - musiałam se dwa razy przeczytać, bo na moja głowę zdanie zbyt zacnie zawiłe, w jak najbardziej pozytywnym sensie. Znaczy, zachwycona jestem... Lecę dalej...
"Zatopiony w głębinie ułudy, snuł wizje o pokonaniu Arga i życiu pozbawionym grozy apokalipsy." - znów perełka. Bardzom ostatnio wyczulona na punkcie zacności w zapisie zdań. U ciebie mnóstwo tego, przebierać można

"Słońce... zapomniana twarz dnia. Przeciwieństwo chłodu i nocy. Nadzieja, zapach, smak, truskawki, mięta..." - kurde, kleczę i zaczynam się modły. Masakra.
"Spisywał dzieje unicestwionego uniwersum. " - unicestwienie uniwersum - podniecenie sięgnęło zenitu, no, tu już mam ślinotok z zachwytu...

Muszę teraz przerwać, ale tu wrócę dokończyć...


Odpowiedz
~jagodolas 1 m.
Agnieszka bardzo dziękuję, cieszę się z tych podnieceń i ślinotoków
Odpowiedz
~Agnieszka 1 m.
jagodolas ale ja jeszcze nie skończyłam się podniecać...

Czytam dalej...

"wątroby chmur" czy "subtelne zalaminowanie" - mmmmmmm....

"upostaciowiony młodzieńczym blaskiem", "pulsujące chwile", "źrenicowy skarb za powiekami" - no kurde...

No, drogi Autorze, świetne to bylo Bardzo dobre opko
Zyczylabym sobie więcej takiego Ciebie
Pozdrowionka





Odpowiedz
~jagodolas 1 m.
Agnieszko bardzo mi miło, dziękuję
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
Czysta poezja. Zwrócił ktoś uwagę na melodię tego tekstu? Czytałam sobie na głos, niesamowite brzmienie. Aż mam ochotę nagrać.
Wielki plus ode mnie.
Odpowiedz
~jagodolas 1 m.
Halmar, bardzo Ci dziękuję
Odpowiedz
+berkas 1 m.
Ciekawe, przyjemna lektura, ale chyba nie połapałem się dokładnie o co biega. Stworzyłeś intrygujące postaci .
Odpowiedz
~jagodolas 1 m.
Dzięki, postaram się by następne były przystępniejsze (texty)
Odpowiedz
+berkas 1 m.
jagodolas eeee to ja się muszę wczytać. Spróbuję jeszcze raz potem.
Odpowiedz
!Szudracz 1 m.
Porzucony galop wychodzi na przeogromny plus.
Pojawiło się więcej spójności pomiędzy poszczególnymi, jakby nie było trudnymi do manewrowania opisami.

Odpowiedz
~jagodolas 1 m.
Dzięki
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin