TW #4 Religijny McDonald’s (2/2)


 Link do pierwszej części:

 

 https://t3kstura.eu/index/Profiles/teksty/pokaz_tekst.php?id_txt=2238

 

 Matkę, ojca i dwie dziewczynki ustawili w rzędzie. Ręce związali z tyłu, usta zakleili taśmą.

 — Teraz zabawimy się w grę — powiedział jeden z mężczyzn i popchnął skrępowaną kobietę na podłogę. Pozostali zrobili to samo ze swoimi ofiarami.

 — Nie rzucaj się! Przyjmij z pokorą karę! — rozkazał drugi napastnik, wbijając kolano w plecy ojca rodziny. — Zachowajcie spokój, za chwilę będzie po wszystkim.

 Wtedy dostrzegłem, że trójce napastników towarzyszy kobieta. Było ciemno, ale wyglądała jak Ela! Nie mogłem poskładać obrazów w głowie. Wszystko działo się w lawinowym tempie. Kolejne wydarzenia jak obrazy migały przed oczyma, a mózg nie nadążał z przetwarzaniem i interpretacją uzyskanych informacji. Niesprawiedliwy wyścig, gdy akcja dobiegała do mety, reakcja ustawiała się dopiero na starcie. Bandyta klęczący na bezbronnym, skrępowanym człowieku wyjął z kieszeni rewolwer i strzelił mu prosto w tył głowy. Rozległy się stłumione przez taśmę krzyki i piski kobiety z dziećmi. Konie zarżały, kury sfrunęły z grzędy, rozbiegły się chmarą, gdacząc, trzepocząc gwałtownie skrzydłami. Z pierwszym hukiem wystrzału, odrzuciło mnie. Przerażony potknąłem się i przewróciłem na plecy, wtedy rozległ się drugi strzał, a za nim trzeci i czwarty. Fala martwej ciszy zalała noc, barwiąc gwiazdy krwią dokonanej egzekucji. Nie wrzasnąłem, nie przestraszyłem ich. Gdy jeszcze mogłem coś zrobić, nie zrobiłem nic. Teraz było za późno. Leżałem bezwładnie na ziemi. Strach jak kula wniknął głęboko w serce. Jedyną reakcją na kolejne grzmoty wystrzelonych pocisków było skrzyżowanie rąk i zasłonięcie twarzy oraz marne podrygi kończyn, jakby ktoś celował do mnie, jakby ktoś przyłożył do ciała paralizator elektryczny.

 Zimny pot spłynął z czoła. Ocknąłem się, podniosłem, nie spojrzałem już do stodoły. Z całych sił zacząłem uciekać, gnać przed siebie. Pod butami chrupała zmrożona chłodem nocy trawa, pękały gałązki. Potykałem się o każdą niewypukłość drogi, a nawet o własne nogi. Serce waliło w klatkę piersiową jak młotem. Zerwał się porywisty wiatr. Wiał zamiast w plecy prosto w twarz. Galopowałem na oślep, charcząc, plując, dławiąc się śliną i powietrzem.

 

  W mieszkaniu szybko odszukałem kluczyki, wsiadłem do auta i drżącą ręką uruchomiłem silnik.

 — Wiej stąd Tomasz, wiej! — Pisk opon. Już dobrze. Już mnie tam nie było.

 

 W domu setki razy przemierzałem drogę w tę i we w tę, od ściany do ściany, bijąc się z myślami, czy zadzwonić na policję. Kim byli ci ludzie? Dlaczego zamordowali całą rodzinę? A jeśli ktoś wyszedł ze stodoły, zobaczył uciekającą postać i zaczął śledzić? Może Ela dostrzegła i rozpoznała mnie? Lęk o własne życie nie opuszczał. Wycieńczony padłem na łóżko. Usnąłem w ubraniu i butach.

 Następne dwa dni upłynęły na przełączaniu programów telewizyjnych, audycji radiowych w poszukiwaniu wiadomości o brutalnym morderstwie rodziny ze Zełwągi. Ale nic, żadnej informacji nie podano na ten temat. Przypomniałem sobie Adasia. Pewnie czekał, aż przyjdę pograć w koszykówkę lub stracił nadzieję, utwierdzając się w przekonaniu, że każdy człowiek go opuści, odejdzie i nie wróci, że obietnice nic nie znaczą. Rozpłakałem się, ciało ogarnęła fala dreszczy i uczucia gorąca. Zacząłem kaszleć, z trudem łapałem oddech, serce kołatało. Szybko zmierzyłem gorączkę. Termometr wskazał trzydzieści dziewięć i pół stopnia. Coś się działo. Coś bardzo niedobrego. Zadzwoniłem na pogotowie, podając zaobserwowane objawy.

 Parę godzin później leżałem podpięty do kroplówki. Pielęgniarka ubrana w medyczny kombinezon powtarzała drugi raz pytanie:

 — Podróżował pan? Proszę podać wszystkie miejsca pańskiego zatrzymania w przeciągu ostatnich trzech tygodni. Gdzie pan wyjeżdżał?

 — Wszystko, wszystko opowiem... — Przeraziłem się na własny, świszczący głos. Z trudem kontynuowałem wypowiedź. — Proszę tylko powiedzieć, co mi jest. Dlaczego ubrana jest pani, jakby miała walczyć z groźną epidemią?

 — Proszę pana, znajduje się pan w specjalistycznym szpitalu w Warszawie. Został pan zakażony zmutowaną postacią pewnej bakterii. W laboratorium trwają badania. Będziemy pana na bieżąco informować. Proszę podać ostatnie miejsca pobytu. Musimy zabezpieczyć i zdezynfekować potencjalne źródła zakażania dla innych.

 — Koronawirus? — Roześmiałem się na absurdalne skojarzenie, ale zaraz zrzedła mi mina, gdy spojrzałem na poważny wyraz twarzy pielęgniarki.

 — Nie. Tak jak już powiedziałam to bakteria. Podaliśmy antybiotyk i antytoksyny. Najprawdopodobniej posiada pan nieznany szczep błonicy złośliwej, w dodatku opornej na leki. Teraz proszę powiedzieć, gdzie pan przebywał w ostatnim czasie? Słyszy mnie pan?! Proszę podać miejsca pobytów i osoby, z którymi miał pan kontakt! Zdaje pan sobie powagę z zaistniałej sytuacji?! Proszę pana!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 ***

 

 Echo dnia, Warszawa, 20 maja 2020 rok

 

 Polska w koronie

 

 Rząd Polski przygotowuje się do walki z nową odmianą błonicy, nazwanej Aniołem Dusicielem XXI wieku. Dzisiaj cichaczem o godzinie szóstej rano przyjęto ustawę, dzięki której premier i podlegli mu wojewodowie będą mogli wydawać samodzielnie polecenia, a raczej rozkazy bez uzasadnienia do natychmiastowej realizacji. Ustawa wchodzi w życie z dniem 1 czerwca 2020 roku.

 Śledzimy na bieżąco rozwój sytuacji, a najnowsze informacje znaleźć można w naszej relacji.

 

 

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~entropia
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis:
Dodano: 2020-03-05 11:04:03
Komentarze.
Witamy kolejną część tekstu!
Odpowiedz
~alfonsyna 1 m.
"Wszystko działało się w lawinowym tempie" - działo;
Kurczę, no tej końcówki to się nie spodziewałam, choć podejrzewałam od początku, że mamy do czynienia z jakimś rodzajem sekty, której członkowie wcale nie są tacy wspaniali, za jakich chcą uchodzić. Czerwona lampka już się powinna zapalić podczas tej mszy, zresztą ja już wówczas nabrałam podejrzeń, ale ostatecznie motyw zarażenia nieznaną bakterią mnie zaskoczył. Mamy tu taki fanatyzm religijny, który, jak widać, jest bardzo niebezpieczny pod wieloma względami. W sumie historia bardzo dobrze się wpasowała w obecną sytuację z koronawirusem, a jednocześnie pokazuje pewne mechanizmy społeczne, które łatwo potrafią doprowadzić do tego, że ludzie sami siebie niszczą - bywa, że w imię czegoś, czego tak do końca nawet nie rozumieją.
Bardzo dobrze mi się czytało, jestem ukontentowana lekturą. Pozdrawiam.
Odpowiedz
~alfonsyna 1 m.
A teraz dopiero widzę, że jeszcze dodałaś tą ostatnią wzmiankę i bardzo mi się spodobało to określenie "Anioł Dusiciel XXI wieku" - świetne!
Odpowiedz
~entropia 1 m.
alfonsyna Bardzo Ci dziękuję za przeczytanie i trafne spostrzeżenia. Cieszę się, że końcówka wywołała efekt zaskoczenia, trochę podyktowana tym, co się dzieje i tak potem wpadają takie pomysły do głowy Dziękuję za wyłapanie baboli, chyba ogarnęłam wszystkie. Ale tak z tą za ciśniętą pięścią chyba zostawię, bo chodziło o dwie dłonie splecione jakby w jedną pięść, brodę tak można oprzeć, jak i o dwie osobne pięści, a tu chodziło o to, że dwie splecione razem w jedną nie obok siebie dwie pięści. Nie wiem czy dobrze to słownie teraz zwizualizowałam Rosyjski prikaz zostaje Nie używam tego słowa, samo się napisało i aż byłam zdziwiona i spytałam kolegę, na ile kojarzy te słowo i stwierdziłam w tym sekciarskim przypadku pasuje Co do końcówki to tu chyba jeszcze miałam trzy wstawki z gazety i zastanawiałam się na ile obciąć, ucięłam wszystkie, i potem wróciła jedna . Co do ustawy oparte na aktualnych faktach ustawa jest w Senacie już ale cicho sza, sytuacja z koronawirusem wykorzystana i mamy pretekst do wprowadzenia legalnej dyktatury, rozkazy mogą być przekazywane telefonicznie więc nawet ciężko będzie je oskarżyć W Korei południowej pacjentka zero była członkinią sekty, tam połowa ludzi zarażonych to osoby należące do religijnego ugrupowania. Najprawdopodobniej wywołane przez to, że nabożeństwa odbywają się w ciasnych zamkniętych pomieszczeniach. Oczywiście nie chciałam tutaj urazić niczyich uczuć religijnych, ale gdzieś tam coś zaalarmować. A masowe otrucia w sektach były, ci co przeżyli opowiadali, że to nie było tak że ochoczo wszyscy się otruli, tylko dzieciom wstrzykiwano do ust truciznę, pewna grupa ludzi doplinowywała by wszyscy spożyli truciznę, po wszystkim ciała ułożono w objęciach, by upozorować dobrowolne samobójstwo, a wszystko to z inicjatywy założyciela, który twierdził że lada moment przyjedzie CIA i będzie chciało ich zniszczyć.
Odpowiedz
~alfonsyna 1 m.
Entropia, tak to właśnie jest z sektami - potrafią do tego stopnia omamić ludzi, że potrafią się dziać straszne rzeczy, u Ciebie też dobrze widać ten mechanizm, więc wyszło wiarygodnie.
Odpowiedz
~entropia 1 m.
alfonsyna jeszcze raz dziękuję!
Odpowiedz
~Adelajda 1 m.
Jaka końcówka! Zupełnie się nie spodziewałam Super, ale zarazem trochę przerażające. Podobało mi się
Odpowiedz
~entropia 1 m.
Adelajda Bardzo dziękuję ♥️
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Ale to zajebiście rozplanowałaś. Wow. Podłożone tropy. Stodoła, chłopiec i nagle... bach końcówką prosto w ryj.
Kall, Ty zrobiłaś oszałamiające postępy, masz Ty w ogóle świadomość. Kurde, pamiętam jeszcze Twe teksty o tych tańcach "Z kiedyś" i były takie... nieporadne. A teraa. Ło madam. Pięknie.
Już mi sie spodobało, kiedy on po prostu wsiadł i uciekł. Jezu. Nikt mu nie zabrał kluczyków, nie pzreciął opon. Nie zatarasował drogi. Złoto. W końću jebany realizm.
Pięknie.
Odpowiedz
~entropia 1 m.
Canulas Tak, tak o to chodziło, by odciągnąć uwagę od pierwszej sceny z kościoła Cieszę się że są postępy. Ja bym tam chciała jeszcze i więcej i szybciej ale zacytuję Pana który zacytował mi kiedyś słowa piosenki "nie ma co poganiać życia, bo straci się oddech" czy jakoś tak... Ślicznie dziękuję za ciepłe słowa ♥️
Odpowiedz
~pkropka 1 m.
Cześć
W pierwszej części ciut zastanowiło mnie, skąd sąsiadka wiedziała, że typ jest z Warszawy. Choć mała mieścina, pewnie wszyscy wiedzieli skąd jest, niemniej daję sygnał.
" Matkę, ojca i dwie dziewczynki ustawili w rzędzie. Ręce związali z tyłu, usta zakleili taśmą klejącą." - myślę, że wystarczy samą taśmą
Opowiadanie na czasie. Dobre zagranie z Adasiem.
Odpowiedz
~entropia 1 m.
pkropka "Widziałam pana w kościele. Mieszkam dwa domy dalej. Wie pan, tutaj na wiosce wszyscy się znają i jak ktoś nowy przyjeżdża, wybucha mała sensacja. " — tak jak tutaj zaakcentowalam charakter społeczności typu Ty wiesz ktoś się wprowadził... Kto kto? A podobno jakiś gościu z Warszawy. Mieszkam sama w małej mieścinie i jak tylko ktoś nowy się obok wprowadzi to info przemyka błyskawicznie. Poza tym mamy Mazury tam najwięcej przyjezdnych to typowa tkzw brzydko określana przez nich "warszawka" na drugim miejscu Niemcy. Do tego społeczność należąca do sekty, gdzie jeszcze większe czujne i ciekawskie oko na kogoś z zewnątrz.
Klejąca tak poleciała.
Dziękuję za poczytanie
Odpowiedz
~entropia 29 d.
pkropka po namyśle z tą Warszawą, żeby nie było coś tam dodałam, dziękuję
Odpowiedz
~pkropka 29 d.
entropia nie ma sprawy. Pewnie też inaczej patrzę, bo nigdy nie miałam styczności z tak zwartą społecznością.
W końcu ja też z Warszawy
Odpowiedz
~entropia 29 d.
pkropka myślę, że na większości wiosek tak jest, tutaj wiadomo, że w większym stopniu. Ale u nas od razu patrzą kto jakim autem jeździ, tablice rejestracyjne zazwyczaj też podpowiadają skąd kto jest, oczywiście nie zawsze.
Dobra napiszę coś (własny spam). Wczoraj robiłam porządki w garażu i w takim przydomowym blaszaku, przerzucałam słoikami m.in., a dużo ich mam z racji robionych przetworów. Mam wysoki drewniany płot, podeszła jakaś parka i wystawiła głowy nad płot, stojąc na palcach i do mnie: - strasznie pani hałasuje. Ja ciut zmieszana, ubrana w najgorsze domowe łachy, z czołową latarką na głowie, myślę co, to za ludzie w sobotę jeszcze... ( W weekend u nas faktycznie jest wielka cisza nie ma nikogo wśród tych paru domów). Odpowiedziałam, że muszę trochę pohałasowac, porządki robię... I pan do mnie, że tak rozumie, że tyle piękna stworzonego nas otacza i żeby utrzymać porządek ile czasu trzeba i wysiłku by wszystko ładnie cały czas wyglądało. I że całe te piękno stworzył Bóg i ten Bóg ma imię , to dlaczego tak mało osób zwraca się do niego po imieniu i że jeżeli pozwolę chce mi przeczytać pewien fragment z biblii. A ja , Aha, pomyślałam, Jehowi, czyżby jeszcze nie czytali mojego opka, albo czy ich nie ściągnęłam tym opkiem do siebie. Spytałam który to fragment chce przeczytać. A on, że z psalmu 83. Ja na to, że nie musi, bo przeczytałam całą prawie Biblię i imię Boga ja znam. Swoją wiarę mam (poza religiami trochę), poglądy na różne religie też, ale nie mam ochoty teraz tym się dzielić. I bardzo dziękuję i życzę im miłego dnia, ale muszę sprzątać. A on spytał, to jak brzmi te imię?. Odpowiedziałam: jestem który jestem. Powtórzyli między sobą, powiedzieli, że mało, co można spotkać taką osobę i poszli. A prawda jest taka, żałuję, że może im tego nie odpowiedziałam. Ale Bóg nie ma żadnego imienia, sam Mojżeszowi się przedstawił, że jest który jest, czy tam będący. Drugie to słowo Pan, które błędnie zastąpiono kiedyś wyrazem, podkreślam wyrazem nie imieniem JAHWE, bo w hebrajskim było JHWH. Więc żadnego imienia sam Bóg nie wyjawił. Dobrze wiedzieć skąd W ogóle wziął się ten Jehowy, i że nie jest to imię Boga tylko wstawiony wyraz, który błędnie zinterpretowano, bo powinno być Pan, to tak, jakby kogoś zaczepiali
Odpowiedz
~pkropka 29 d.
entropia ciekawa historia, coś w tym jest że chyba ich ściągnęłaś.
Nie żałuj, czasem nie warto rozwlekać dyskusji. Szczególnie, jeżeli ktoś tak odrywa od ciężkiej pracy.
Odpowiedz
*Ritha 28 d.
"Bandyta klęczący na bezbronnym, skrępowanym człowieku wyjął z kieszeni rewolwer i strzelił mu prosto w tył głowy. Rozległy się stłumione przez taśmę krzyki i piski kobiety z dziećmi. Konie zarżały, kury sfrunęły z grzędy, rozbiegły się chmarą, gdacząc, trzepocząc gwałtownie skrzydłami. Z pierwszym hukiem wystrzału, odrzuciło mnie. Przerażony potknąłem się i przewróciłem na plecy, wtedy rozległ się drugi strzał, a za nim trzeci i czwarty" - świetny moment, te kury z grzędy itp, bardzo obrazowo, dobrze skadrowane

"Proszę podać miejsca pobytów i osoby, z którymi miał pan kontakt!" - dobrze to zaszachowałaś

I te końcowe informacje.

Więc tak, na początku odrzuciło mnie z powodu a) długości podanej na raz, b) choroby nowotworowej na start (niestety - gusta - tego się nie da przeskoczyć, jednym siadają jedne rzeczy, drugim inne itp.), więc sfokusowanie mojej uwagi było tym bardziej utrudnione, ale kurde, entropio... Kalaallisut umarła. Narodziła się entropia. I ja tę entropię kupuję. Kupuję po całości.
Odpowiedz
*Ritha 28 d.
Reasumując - bardzo mi się podobało opowiadanie Bardzo!
Odpowiedz
~entropia 28 d.
Ritha A i B rozumiem. Dziękuję za śmierć, planuję jeszcze jedną, ale nie wiem, czy dożyję. Dziękuję ślicznie.
A, fajnie, że zwracasz uwagę na drobiazgi, to też świadczy o twoim sprawnym i wyrobionym o oczku literackim, nie tylko u mnie. Widzisz takie rzeczy pozornie tylko szczegóły, ale ważne.
Odpowiedz
*Ritha 28 d.
entropia "Dziękuję za śmierć, planuję jeszcze jedną, ale nie wiem, czy dożyję" hahaha, złoto
Odpoczywaj, pozdrawiam!
Odpowiedz
Nooo koniec mnie zaskoczył. Świetnie rozplanowane opowiadanie i fajny klimat. Pozdrawiam
Odpowiedz
~entropia 22 d.
aniamarzycielka Dziękuję za przeczytanie i ślad. Pozdrawiam również
Odpowiedz
+berkas 24 d.
Bardzo ciekawy początek pierwszej części sprintem wprowadził mnie w ciekawy środek, a końcówka ładnie to wszystko wyhamowała.
Pozdro
Odpowiedz
~entropia 22 d.
berkas Dziękuję za fajne krótkie i trafne podsumowanie.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin