TW#4 Doktor Piotr Nowik


 Postać: chirurg – debiutant.

 Zdarzenie: boję się to otworzyć.

 Efekt: korespondencja fikcyjnego świata. Tekst jest mailową wymianą wiadomości pomiędzy tobą, a osobą, która cię obdarowała zestawem. Wcielacie się w role, wymieniacie mailami, piszecie po minimum dwa maile i potem osoba obdarowana zamieszcza je w tekście.

 

 Pkropka: „Już mówiłem, nic mi nie jest. Przebadałem to na tysiąc sposobów i nic. Żadnego żywego organizmu. Nie miałem czym się zakazić. Zamknięcie mnie w laboratorium nam nie pomoże. Brak komunikacji tym bardziej. Wypuść mnie, do cholery!”

 DarkStone: „Patrzyłem na jego rosnący brzuch. To niemożliwe, facet nie może być w ciąży, a jednak pod skórą coś się wiło, rozwijało się coś, czego obecności żadne nasze badania nie wykazywały. Zostało tylko jedno – zajrzeć tam dosłownie, fizycznie. Obawiałem się tego, z niepokojem czekałem na decyzję komisji.”

 Pkropka: „Hej, ani o tym nie myśl. Nie dociera do ciebie, że nic mi nie jest? Wszystko jasne… Czujesz się zagrożony. Myślisz, że tak łatwo się mnie pozbędziesz?”

 DarkStone: „Jestem zgubiony. Dlaczego nie wypuściłem go, kiedy się tego domagał? Głupia odpowiedzialność, a teraz zostałem z tym sam. Nie mam odwagi, aby podjąć jedyny słuszny krok.”

 

 

 

 12 września 2036

 Oto jestem – dumny pracownik Instytutu Biologii i Genetyki! Ja i tylko ja, najlepszy absolwent, mogłem marzyć o takim stanowisku! Nie tylko marzyć, zdobyć je! Niech wszyscy, którzy zazdrościli mi na studiach, zazdroszczą mi i teraz. Kujon i lizus, tak? Pokazałem wam, wszystkim, którzy śmialiście się ze mnie - chirurg w prestiżowym Instytucie! Od dzisiaj prowadzę dziennik mojej kariery.

 

 14 września 2036

 Rozmawiałem z głównym dyrektorem. Trochę jestem zawiedziony jego osobą, bo okazał się człowiekiem nieprzystępnym i surowym, który nie potrafi docenić czyjegoś potencjału. W dodatku bez poczucia humoru. Chciałem pokazać mu, że ta praca to moje marzenie i jak nikt inny nadaję się na to stanowisko, że od zawsze miałem predyspozycje do pracy badawczej. Na dowód przytoczyłem anegdotę z czasów, kiedy byłem licealistą, a której nie docenił. Spojrzał dziwnie i powiedział, że ma ważne sprawy do załatwienia. Urażony takim potraktowaniem, opuściłem jego gabinet. Napiszę tę rozmowę. Kiedyś, najdalej za kilka lat, pokażę dyrektorowi ten zapis i zobaczymy, czy wtedy, gdy będę już uznanym naukowcem, nie będzie zażenowany tym, jak mnie potraktował.

 – Dzień dobry, panie dyrektorze! – Ukłoniłem się, wchodząc do gabinetu. – Nie mogę powiedzieć, żebym nie spodziewał się tego, że zechce mnie pan poznać osobiście.

 Dyrektor skrzywił wargi, a że nie kwapił się z zaproszeniem, żebym usiadł, sam to zrobiłem. Nie jestem byle kim, żebym musiał stać przed biurkiem.

 – Oczywiście mogę? – Wskazałem fotel naprzeciw niego, jednocześnie siadając w nim.

 – Panie…? – Dyrektor spojrzał wyczekująco.

 – Nowik. Piotr Nowik. Najlepszy absolwent i obiecujący pracownik, na którym się pan nie zawiedzie! – Zerwałem się z fotela, podając mu rękę. Uścisnął ją, ale nie wstał.

 – Panie Nowik – zaczął jeszcze raz, kiedy usiadłem z powrotem. – Wezwałem pana, ponieważ rozmawiam z każdym nowym pracownikiem. Niewykluczone, że to będzie jedyna nasza rozmowa. Preferuję system hierarchii stanowisk, jaki obowiązuje w Instytucie, tak więc będzie kontaktował się pan zawsze ze swoim bezpośrednim przełożonym.

 – Oczywiście – zgodziłem się. – Jednak… – Dyrektor podniósł rękę, uciszając mnie.

 – Niech pan powie kilka słów na swój temat. Jestem ciekaw ludzi, których zatrudnia Instytut.

 – Powiem tak: wszystkie dane na mój temat znajdują się w dokumentach, które zapewne pan zna już dokładnie, więc nie będę sam siebie chwalił, bo to nie wypada. Chociaż mógłbym wiele powiedzieć – zaśmiałem się. Zdecydowałem postawić na swobodną atmosferę i pokazać, że już dawno były sygnały świadczące o tym, że kariera naukowa jest mi przeznaczona. Dyrektor milczał, więc podjąłem temat:

 – Opowiem panu o pewnym zabawnym zdarzeniu z czasów liceum, kiedy, jak to nastolatek, pstro miałem jeszcze w głowie, ale to zdarzenie zaważyło na tym, kim jestem obecnie. – Oparłem się wygodniej w fotelu i zetknąłem palce w piramidkę przed sobą. – Otóż mieliśmy w klasie takiego nieudacznika, wie pan, takiego co to zawsze na szarym końcu gdzieś tam próbuje dorównać najlepszym. Czasem chłopcy robili sobie z niego żarty i ja też nie uniknąłem tego, choć przyznaję, że trochę wstyd mi takiego zachowania. Mój żart jednak był na innym poziomie, niż żarty kolegów z klasy, zresztą, sam pan za chwilę oceni. Dla przykładu, chłopaki potrafili uznać go za pół człowieka, bo był mały i chudy, kiedy wystawiali drużynę do bójki z inną klasą. Rozumie pan? Pół człowieka, żenujące prawda? – Spojrzałem na dyrektora, który siedział nieporuszony. Kontynuowałem więc:

 – Ja natomiast ogłosiłem, że będę przeprowadzał eksperymenty naukowe i nawet założyłem specjalny zeszyt do opisywania doświadczeń. I zgadnie pan, kogo wybrałem na obiekt? Właśnie tego Białego, tego nieudacznika. Pierwsze doświadczenie polegało na kłuciu go szpilką i zapisywaniu reakcji. Opisałem najpierw obiekt: „obiekt rasy białej, z wyglądu odbiegający nieco od standardu z racji mizernej postury i prawdopodobnie chorobliwości, o czym świadczy bladość i unikanie zachowań typowych dla przedstawiciela gatunku. Płeć prawdopodobnie męska.” – Znów się roześmiałem. – Oryginalny opis, prawda?

 – A pan brał udział w tych bójkach? – zapytał dyrektor.

 – Oczywiście, że nie! – zaprzeczyłem. – Nigdy nie zniżałem się do prymitywnego zachowania.

 – Rozumiem więc, że nawet – jak pan mówi – nieudacznik był lojalny wobec klasy, a pana pomijano mimo pańskich zalet? – Ton dyrektora był napastliwy.

 – Ja zawsze byłem intelektualistą – odpowiedziałem – a moje szkolne eksperymenty dowodzą, że już w tamtym czasie potrafiłem opisywać badania. Pierwsze doświadczenie na Białym to było kłucie go szpilką. Reakcję opisałem tak: „obiekt ukłuty szpilką reaguje wyraźnym ożywieniem”. Zabawny dobór słów, prawda? Miałem na celu…

 – Panie Nowik – przerwał mi znowu dyrektor. – Pańskie…. opowiastki są zajmujące, jednak wzywają mnie obowiązki. Pożegnam już pana. – Wstał, dając jasno do zrozumienia, że powinienem zrobić to samo. Wyszedłem więc, żegnając się krótkim „do widzenia”.

 Jak widać, wizyta w jego gabinecie służyła tylko temu, żeby mógł okazać swoją wyższość i arogancję. Ale ja jeszcze udowodnię, że nie jestem pierwszym z brzegu lekarzyną.

 

 2 października 2036

  Zawiedziony jestem tym, że do tej pory nie przydzielono mi samodzielnego zadania. Pracuję w Instytucie już dwa tygodnie, a jedynie asystuję starszym stażem pracownikom, co do pracy których mam wiele zastrzeżeń. Zgłosiłem kilka pomysłów do dyrektora działu, ale mimo przypominania mu o nich, nadal nie podjął żadnych kroków, żeby zreorganizować i usprawnić pracę sektora. Jestem pewien, że wdrożenie ich znacznie podniosłoby moje znaczenie w oczach głównego dyrektora. Sądzę, że tego właśnie obawia się mój przełożony, do tej pory nieprzygotowany na to, że pojawił się silny konkurent. Będę zmuszony prosić o rozmowę samą górę. Dam jeszcze dwa dni, żeby kierownictwo mogło się wykazać, potem będą tylko żałować straconej szansy.

 

 

 7 października 2036

 Zostałem przeniesiony do działu laboratoryjnego. Nie podano mi powodów tej decyzji, oczekując jedynie, że dostosuję się do polecenia. Podobno tam będę mógł w pełni wykorzystać moje możliwości. Chirurg z wyróżnieniem będzie kroił szczury! Nie pozwolę na takie poniżenie, złożyłem już skargę w administracji i szkoda tylko, że muszę czekać na przeprowadzenie procedury. Sprawa jest przecież oczywista, zaszła jakaś pomyłka. Do rozpatrzenia skargi muszę zostać w laboratorium.

 

 11 października 2036

 Wycofałem dzisiaj skargę. Na szczęście nie trafiła jeszcze na biurko decydenta. Powodem wycofania jest pojawienie się pacjenta do przeprowadzenia badań. Pacjenta, żywego z krwi i kości człowieka cierpiącego na nieznaną chorobę. To dla mnie ogromna szansa. Od razu postarałem się o przydzielenie mnie do zespołu badawczego. Od jutra rozpoczynamy obserwację i testy. Z moją kreatywnością i wiedzą najdalej za tydzień zostanę przewodniczącym zespołu, na razie jest nim szef laboratorium, człowiek skostniały w poglądach, któremu nie wróżę rozwiązania tej sprawy.

 

 16 października 2036

 Nie wszystko idzie tak, jak powinno. Przeprowadzamy kolejne badania, których wyniki nie wskazują niczego. Przypadek został umieszczony w bezpiecznym pomieszczeniu, z zachowaniem najwyższych wymogów kwarantanny. Wstęp do niego mają tylko dwaj laboranci pobierający próbki. Dzieje się też coś dziwnego – ci, którzy spędzają w jego obecności czas potrzebny do pobrania próbki, stają się apatyczni i podatni na sugestie. Dzisiaj jeden z nich omal nie wypuścił go ze szklanej klatki. Szef laboratorium zarządził zakaz rozmowy z przypadkiem i każdy może wejść do niego tylko raz. Jeśli w najbliższych kilku dniach nie odkryjemy, co zaatakowało jego organizm, zabraknie nam laborantów.

 

 19 października 2036

 Pobrałem ostatnie próbki do badań. Musiałem to zrobić ja, ponieważ zostaliśmy już tylko we trzech. Ja, szef i genetyk. Reszta personelu znajduje się w innej części Instytutu, na obserwacji. Nie wykazują żadnych cech chorobowych, oprócz głębokiego wycofania i cicho szemranych, niezrozumiałych słów. Jeden z laborantów, który przed wprowadzeniem dodatkowych środków ostrożności miał kilkukrotną styczność z przypadkiem, wykazuje cechy klasycznej katatonii.

 Pacjent na szczęście nie wykazuje agresji fizycznej, ale jego wpływ na psychikę jest ogromny. Nie bardzo rozumiem, dlaczego, ponieważ to, co mówi, jest zwykłą próbą nawiązania kontaktu, co w jego sytuacji nie jest niczym zaskakującym. Owszem, próbuje przekonywać, że jest zdrowy, ale z pewnością to nie jego słowa wywołują zaobserwowane u laborantów objawy.

 

 Zapis dzisiejszej wypowiedzi: „Już mówiłem, nic mi nie jest. Przebadałem to na tysiąc sposobów i nic. Żadnego żywego organizmu. Nie miałem czym się zakazić. Zamknięcie mnie w laboratorium nam nie pomoże. Brak komunikacji tym bardziej. Wypuść mnie do cholery!”

 

 Oczywiście ignorowałem próby nawiązania kontaktu.

 

 21 października 2036

 Kolejne testy nie wniosły niczego nowego. Czuję się zmęczony. Straciłem cały zapał do pracy, nie zależy już mi na sukcesie badawczym tego przypadku. Chciałbym tylko odpocząć. Dnie i noce spędzam w laboratorium i moje poświęcenie nie prowadzi do niczego. Zająłem miejsce szefa, który trafił na obserwację. Genetyk wzbrania się przed wejściem do klatki. Dyrektor zdecydował, że pobraliśmy już wszystkie możliwe próbki i będziemy pracować teraz wyłącznie na pobranym materiale. Jakikolwiek kontakt z pacjentem jest absolutnie zakazany.

 

 23 października 2036

 Dzisiaj zaobserwowałem znaczne zmiany fizyczne u pacjenta. Wygląd jego tułowia już kilka dni temu wzbudzał niejasne podejrzenie, że coś dzieje się w obrębie jamy brzusznej. Prześwietlenia nie wykazały jednak żadnych nieprawidłowości. Specjalna komisja ma podjąć decyzję o otwarciu pacjenta. Z niepokojem patrzyłem na jego rosnący brzuch. To niemożliwe, facet nie może być w ciąży, a jednak pod skórą coś się wiło, rozwijało się coś, czego żadne nasze badania nie wykazywały. Zostało tylko jedno – zajrzeć tam dosłownie, fizycznie. Obawiałem się tego, z niepokojem czekałem na decyzję komisji.

 

 24 października 2036

 Decyzja zapadła. Pacjent zostanie uśpiony gazem wpuszczonym do klatki, a następnie ja, obecnie jedyny chirurg w Instytucie, który miał styczność z przypadkiem bez żadnych negatywnych następstw, otworzę jego brzuch. Jeszcze raz wszedłem do niego, aby pobrać próbki potrzebne do określenia stężenia gazu usypiającego. Od razu zaatakował mnie słownie, sprawiając wrażenie, jakby znał nasze plany i mój stan psychiczny.

 To niesamowite, co powiedział: „Hej, ani o tym nie myśl. Nie dociera do ciebie, że nic mi nie jest? Wszystko jasne… czujesz się zagrożony. Myślisz, że tak łatwo się mnie pozbędziesz?”

 Skąd mógł znać nasze zamiary? I mój, głęboko ukryty jeszcze nawet przed samym sobą. Czułem się tak, jakbym to ja był obiektem jego obserwacji. Te fanatycznie jarzące się oczy, śledzące każdy mój krok…

 

 26 października 2036

 Operacja nie wyjaśniła niczego. Brzuch pacjenta był pusty. Oprócz prawidłowo zbudowanych narządów nie było tam nic. Po prostu nic. Godzinę po założeniu szwów powłoki brzuszne uniosły się, z powrotem przybierając kształt i rozmiar brzucha ciążowego z połowy trzeciego trymestru.

 

 28 października 2036

 Słyszę głos pacjenta, mimo wyciszonej klatki. Słyszę go też wtedy, gdy tylko patrzy na mnie tym jarzącym się wzrokiem. Nie wiem, jak to możliwe. Grozi mi, przekonuje mnie, kusi różnymi obietnicami. Tym razem jednak nie chce opuścić laboratorium. Teraz mówi, że jesteśmy połączeni, że jest nas już więcej. Zbieramy się pod skórą i musimy poszukać innych. Próbuje nakłonić mnie, żebym wszedł do niego, do klatki, żebyśmy mogli dokończyć wymianę. Mówi, że popełniłem błąd, usypiając go i dlatego wymiana została niedokończona. Mówi, że bezkrwiści wybaczają mi ten błąd. Jego głos coraz bardziej doprowadza mnie do szaleństwa, zaczynam zamykać się przed wszystkim z zewnątrz. To pomaga chociaż trochę wyciszyć to nieustanne gadanie. Nie mam już sił.

 

 30 października 2036

 Ocknąłem się dzisiaj przy drzwiach klatki. Niemal ją otworzyłem, a on stał z rękoma na szybie po drugiej stronie i czekał. Jego brzuch też falował oczekiwaniem, a ja pragnąłem być w nim. Nie wiem, jak długo oprę się podszeptom. Jestem zgubiony. Dlaczego nie wypuściłem go, kiedy się tego domagał? Głupia odpowiedzialność, a teraz zostałem z tym sam. Nie mam odwagi, aby podjąć jedyny słuszny krok…

 

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~DarkStone
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis:
Dodano: 2020-03-09 00:08:52
Komentarze.
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
~Manta 26 d.
Hej DarkStone
Kilka rzeczy, które wyłapałam:
"– Oczywiście – zgodziłem się – jednak… - Dyrektor podniósł rękę, uciszając mnie." Czy ten dialog nie powinien wyglądać tak: "– Oczywiście – zgodziłem się. – Jednak…"?
"– Opowiem panu o pewnym zabawnym zdarzeniu z czasów liceum, kiedy , jak (&hellip
– Otóż (&hellip" - Niepotrzebnie od nowego akapitu, bo wygląda jakby to dyrektor zaczął mówić, a to chirurg kontynuuje, plus spacja po kiedy niepotrzebna.
"– Ja zawsze byłem intelektualistą – odpowiedziałem – a moje szkolne eksperymenty" Zapisałabym to z kropką po odpowiedziałem: "odpowiedziałem. - A moje..."
A poza tym... mega mnie zaintrygowałaś! Czytałam z zapartym tchem Na początku było lekko zabawnie (przez przekonanie bohatera o swojej zajebistości), a potem klimat mocno się zmienił. Bohater spokorniał, zaczął odczuwać strach i niepewność i ja też to czułam.

Odpowiedz
~DarkStone 26 d.
Manta,
dzięki za wyłapanie. Późno już było i poszedł surowy tekst, bez przeglądu. Dzisiaj to zrobię. Cieszę się, że udało mi się oddać dokładnie to, co odczułaś. Tak miało być, arogancki, nieco zadufany doktorek, przekonany o tym, że jest najlepszy miał spokorniec, miał stracić pewność siebie, w końcu miał się bać. Mam nadzieję, że widać też jego charakter. Pozdrawiam!
Odpowiedz
~Manta 26 d.
DarkStone, to w takim razie zrealizowałaś założony plan
Odpowiedz
~DarkStone 26 d.
Manta,
tak, tym razem się udało 😉😉😉
Odpowiedz
*Ritha 26 d.
Hejo, mam 3 minuty, wiec szybko. Jak opowiadał te anegdotki u tego profesora i tak się wymądrzał, to miałam wrażenie, że to o Tomku Bordo A potem, jak zaczął się ten zapis pamiętnikarski - bardzo mi siadło. Lubię takie klimaty i tak zbudowaną "mroczność" (nie wiem czy jest takie słowo). Z filmem "Kształt wody" mi się trochę skojarzyło. Super. No i super, że się wyrobiłaś
Odpowiedz
~DarkStone 26 d.
Cicho, Ritha, ciiiichoooo 😆😆😆
"Jakiekolwiek podobieństwo do osób i zdarzeń rzeczywistych jest nieZAMIERZONE" 😆😆😆😆
Fajnie, że się spodobało. Pzdr!
Odpowiedz
*Ritha 26 d.
DarkStone hahhahahhaha
pozdro!
Odpowiedz
~pkropka 26 d.
Aż mnie bolało jego zachowanie na początku.
Łooo, świetne. Klimat zmieniał się, ewoluował. Z początkowo lekkiego, choć męczącego przerodził się w bardzo niepokojący.
Trochę skojarzył mi się z filmem "horyzont zdarzeń".
Bomba
Odpowiedz
~DarkStone 26 d.
pkropciu, pomogłaś mi to skonstruować, za co Ci wielkie dzięki ♥️ Twoje maile dały mi dobrego bohatera, który odegrał rolę "zmieniacza" zarozumiałego doktorka w przestraszonego człowieka.
Możliwe, że trochę początkowy klimat przerysowałam, ale miało to za zadanie ukazanie kontrastu zachowania i odczuć głównego bohatera pod wpływem tego, co się wydarza. Dzięki za tak pozytywną opinię
Odpowiedz
~pkropka 26 d.
DarkStone myślę, że nie przerysowałaś. Spotkałam się w pracy z kilkoma takimi przypadkami, dlatego też męczące.
Cieszę się, że pomogłam
Odpowiedz
~DarkStone 26 d.
pkropka,
O to właśnie chodzi, że przypadek z życia wzięty żywcem, choć akurat nie z tej branży 😉😉😉 doskonale rozumiem więc Twoje odczucie 😉
Odpowiedz
*Canulas 26 d.
DarkStone, a no i. Tytuł. Nie podoba mi się.
Odpowiedz
*Canulas 26 d.
" Pkropka: „Hej, ani o tym nie myśl." - dziwnie brzmi

"– Oczywiście mogę? – wskazałem fotel naprzeciw niego, jednocześnie siadając w nim." - Wskazałem

" – Nowik. Piotr Nowik. Najlepszy absolwent i obiecujący pracownik, na którym się pan nie zawiedzie – zerwałem się z fotela, podając mu rękę. Uścisnął ją, ale nie wstał." - Zerwałem + brak kropki.

" – Oczywiście – zgodziłem się – jednak… - Dyrektor podniósł rękę, uciszając mnie." - kreseczka za krótka

" – Opowiem panu o pewnym zabawnym zdarzeniu z czasów liceum, kiedy , jak to nastolatek, pstro miałem jeszcze w głowie, ale to zdarzenie zaważyło na tym, kim jestem obecnie." - uciekł przecinek za daleko.

"Rozumie pan? Pół człowieka, żenujące prawda? – spojrzałem na dyrektora, który siedział nieporuszony. " - Spojrzałem.

"Płeć prawdopodobnie męska.” – znów się roześmiałem. – Oryginalny opis, prawda? "
"Płeć prawdopodobnie męska.” – Znów się roześmiałem. – Oryginalny opis, prawda?

 "– Oczywiście, że nie! – Zaprzeczyłem. – Nigdy nie zniżałem się do prymitywnego zachowania." - zaprzeczyłem

" – Rozumiem więc, że nawet – jak pan mówi – nieudacznik był lojalny wobec klasy, a pana pomijano mimo pańskich zalet? - ton dyrektora był napastliwy. " krótka kreska + wydaje mi się ( bo pewności nie mam), że jednak Ton

"Pożegnam już pana. – wstał, dając jasno do zrozumienia, że powinienem zrobić to samo." - Wstał.

"Zająłem miejsce szefa , który trafił na obserwację." - uciekł przecinek.

I dalej też jest zwrot "ani o tym nie myl", ale jako że pojawił się ponownie, nie uważam go już za coś złego, gdyż wygląda na to, że jego dziwność jest rozmyślna.

Ok.
Jak lecisz narracją wszystko gra i buczy. Się czyta. Jak pojawiają się dialogi – tekst siada pod samym sobą. Głównie nie idzie o sam dialog, a oczywiście o wtrącenia po i pomiędzy dialogowe oraz inne takie didaskalia.
Hop: https://t3kstura.eu/index/pomoc.php
Bez tego będzie ciężko. Trza to ogarnąć. No po prostu trza.

Bardzo trudny zestaw. Duży plus.
Elementy zestawu nie tylko zarysowane, a w pełni wykorzystane. Wręcz zbudowałaś na ich kanwie tekst. Kolejny plus.
Tekst długi, pełnokrwisty. Kolejny plus.
Zdaję też sobie sprawę, że kilka błędów wynikło po prostu z pośpiechu i tego, że tekst nie odleżał. To nawet nie są właściwie błędy, bo każdy korektor to wyprasuje w kwadrans.
Sam tekst się broni, ale...
Mam jeden zarzut.
Nie do końca rozumiem od strony psychicznej tak zbudowanego głównego bohatera. Na początku sądziłem, że chcesz go lepiej uczłowieczyć, po równo obdarzając cechami pozytywnymi i negatywnymi, ale nie. On jest specjalnie przedstawiony mocno pejoratywnie. Uwidocznione są jego wady. Jest założenie, żeby go nie lubić i ok, bo nie każdego trzeba lubić. Można nie lubić, byle coś do postaci czuć.
Tyle że w połowie albo kawałek dalej nagle rezygnujesz z ukazywania tych jego wrednych przymiotów. Obiekt zawłaszcza clue opka, zaczynając grać pierwsze skrzypce i rozrzuca innych po kątach. Tak więc nie bardzo rozumiem, czemu miało służyć aż takie uwypuklanie cech negatywnych, skoro nie ma w tej materri kontynuacji.
Bardzo możliwe – dopuszczam taką ewentualność – że czegoś nie zrozumiałem.
W każdym razie tekst ciekawy. Lubię takie pamiętnicze. Sporo takich czytałem, ze "Szkołą przetrwania" – S. Kinga na czele.
Tutaj wrażenia odbiorcze mam silnie dualne. Podoba mi się zarys i ten psioniczno-tajemniczy wpływ obiektu ( i tu tajemnica jest ok), ale rażą niedostatki techniczne.
Co jak co, ale już czytałem kilka Twoich tekstów i ta przywara będzie Cię blokować. Będziesz się trzymać sprawdzonych kijem wód i coraz ciężej będzie wyskoczyć poza strefę komfortu. Tak więc weź się za te podialogówki, bo szkoda opek.
Jesteś tak silna, jak najsłabszy punkt.

Odpowiedz
~DarkStone 26 d.
Witaj, Can.
Wrzuciłam wczoraj tekst prosto z pisania, ale dzisiaj wieczorem przejrzałam go pod kątem błędów. Wiekszość tego, co wypisałeś w komentarzu, mam napisane dokładnie tak, jak podałeś jako prawidłowy zapis. Nie wiem,czy to możliwe,ale prawdopodobnie czytałeś tekst w tym samym momencie, kiedy ja go poprawiałam i miałeś wersję przed sprawdzaniem błędów, zanim kliknęłam zapisywanie zmian. W tej chwili nie poprawiłam jeszcze niczego po Twoim komentarzu i wychodzi na to, że z błędów wyłapanych przez Ciebie zostają:

dwie krótkie kreseczki,

"Pół człowieka. Żenujące, prawda? – spojrzałem",

"a pana pomijano mimo pańskich zalet? – ton dyrektora był napastliwy".

Treść maili przytoczona dosłownie tak,jak były napisane.

Wiem, że pod względem technicznym dialogi to moja słaba strona i staram się to wyeliminować.

Odnośnie bohaterów chodziło o to, żeby najpierw ukazać cechy chirurga, głównie jego pychę i arogancję, wielkie wybujałe ego, a następnie postawić przed nim kogoś w jego oczach nic nie wartego i ten ktoś bez szczególnych zabiegów ze swojej strony sprowadzi go do pokory, niepewności i strachu. Stąd taka zmiana, że Nowik ustępuje pola obiektowi.

Dzięki wielkie za dostrzeżone plusy i przede wszystkim za walenie linijką po łapach tam, gdzie trzeba.

Za chwilę poprawię kreseczki, "spojrzałem" i "ton".


Odpowiedz
*Canulas 25 d.
DarkStone prawdopodobnie było jak mówisz. Komentarz chcilę trwał i pewnie po odświeżeniu strony, straciłby na mocy.
Odpowiedz
~DarkStone 25 d.
Canu,
co nie zmienia faktu, że było trochę niedopatrzeń, które poprawialam, zdziwiłam się tylko, że wymieniłeś te, które były poprawnie. Ale wiadomo, o co chodzi, a ja już pisałam, że po to tu jestem, żeby się uczyć pisać, bo sam pomysł to dopiero początek i super, że chce Ci się analizować mój tekst i udzielać wskazówek. Dzięki
Odpowiedz
Ciekawy tekst. Fajna ta ewolucja charakteru bohatera - z takiego pewnego siebie w człowieka bezradnego i wystraszonego Podobało mi się, pozdrawiam
Odpowiedz
~DarkStone 26 d.
Dziękuję,Aniu. To właśnie chciałam pokazać i cieszę się, że się udało. Pozdrawiam również!
Odpowiedz
~alfonsyna 26 d.
"– Pannie Nowik – przerwał mi znowu dyrektor" - Panie;
Trochę też spraw interpunkcyjnych, no i te dialogi, ale to już wydaje mi się była po części kwestia pośpiechu, którą rozwiąże spokojne przejrzenie tekstu. Jakoś nie wiem, aż tak mocno mnie ten bohater nie zirytował, choć początkowo zachowywał się jak jakiś rozkapryszony dzieciak. Główna oś, czyli przypadek tego tajemniczego pacjenta, bardzo intrygująca, mam wrażenie, że na tej kanwie można by było jeszcze więcej napisać i bardziej rozkręcić, choć w tej formie, w jakiej jest, gdzie mamy pewne zawieszenie i niedopowiedzenie, też jest bardzo w porządku - nie zawsze tajemnica musi zostać odkryta.
Jest dobrze, choć nie opuszcza mnie wrażenie, że mogłoby być jeszcze lepiej. Pozdrawiam.
Odpowiedz
~DarkStone 26 d.
alf,
zaraz poprawię pannę Nowik. Co do dialogów...objechał mnie Can solidnie, a ja się zdziwiłam, bo większość mam napisane dobrze, zgodnie z tym, co Can podał,że tak powinno być. Edytowałam ten tekst pod kątem błędów i u mnie widzę zmiany, nie wiem, może coś nie zadziałało, jak należy.
Dzięki za opinię i też uważam, że tam gdzie jest dobrze, może być lepiej 👍
Pozdrawiam również!
Odpowiedz
~alfonsyna 25 d.
DarkStone, o ile dobrze pamiętam to w poprzednich Twoich tekstach dialogi były pisane dobrze, więc tu wydaje mi się to po prostu kwestią pośpiechu, że coś tam się zaplątało, a też może nie odświeżyłam sobie, bo miałam otwarte w innych okienkach teksty przez dłuższy czas zanim się do nich zabrałam. Także nie ma się co martwić, wszystko już jest jak trzeba.
Odpowiedz
~DarkStone 25 d.
alfonsyna,
spoko, zanim zorientowałam się, co może być przyczyną, trochę się po prostu zdziwiłam, że objeżdżacie mnie z Canem z deka niesłusznie 😉 z deka, bo mimo poprawienia i tak parę błędów jeszcze umknęło. Ale lekcja wyniesiona - nie ma, że czas się kończy, tekst będzie wstawiany od tej pory dopiero po "korekcie" i wszystko, co tam wtedy się pojawi nie tak, będzie słusznie mi zarzucone i wzięte na klatę 😉
Dzięki, Alf
Odpowiedz
~Agnieszka 25 d.
Hej

" DarkStone: „ Jestem zgubiony. " - niepotrzebna spacja przed "Jestem..."

"Zdecydowałem postawić na swobodną atmosferę i pokazać, że już dawno były sygnały świadczące o tym, że kariera naukowa jest mi przeznaczona.

– Opowiem panu o pewnym zabawnym zdarzeniu z czasów liceum, kiedy, jak to nastolatek, pstro miałem jeszcze w głowie, ale to zdarzenie zaważyło na tym, kim jestem obecnie. " - tu sie pogubiłam kto co mówi, to przez przeniesienie "- Opowiem..." do nowej linijki. Zaburzyło ciąg wypowiedzi kandydata. czytałam to, jakby opowiadał Dyrektor, dopiero później wyszło, że to ten kandydat. To mylące. Sam efekt, jaki osiągniety został tym dialogiem - był bardzo wciągający. Zaciekawił...

Podsumowując, bardzo dobrze napisane, ciekawe opowiadanie. Bardzo mnie wciągnęło.
I bardzo zaintrygowało.
Pozdrawiam

Odpowiedz
~DarkStone 25 d.
Agnieszka,
dzięki za zainteresowanie i cieszę się, że się podobało. Zgrzyty poprawione 😉
Odpowiedz
~Adelajda 25 d.
Tak trochę Atwood mi się skojarzyła z Twoim okiem. Ogólnie bardzo na tak, wybacz lakoniczność, ale nie mam czasu, aby się jakoś rozpisywać dziś 🙂
Odpowiedz
~DarkStone 25 d.
Adelajda,
super, że do mnie zajrzałam i że na tak, wybaczam wszystko 😉😉😉
Odpowiedz
~DarkStone 25 d.
Adelajda, zajrzałaś*
Odpowiedz
^Halmar 23 d.
Tytuł do zmiany. Absolutnie szpeci tę fajną narrację. Akcja osadzona w przyszłości, ale styl gotycki, coś a'la Wyniki wyszukiwania Montague Rhodes James. Dla mnie autor kultowy.
Czyta się świetnie, wartko, wciąga - kawał świetnej roboty prozatorskiej.
Dla mnie absolutny pewniak do Antologii, no ale ja tu tylko sprzątam
Moje klimaty. Brawo.
Odpowiedz
~DarkStone 20 d.
Halmar,
dziękuję Ci bardzo, dodajesz otuchy 😘
Z tym tytułem to mi też zgrzyta, Can też pisał, że do kitu- powstał tak na szybko, ale pomyślę nad nim, bo faktycznie szkoda psuć już pierwsza linijką. Dzięki i pozdrawiam!
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin