# TW 20 – Nowe życie


 Postać: Ten pode mną

 Zdarzenie: Historia trzech dziur: Dziury w ziemi, dziury w dupce, dziury w mózgu

 

 Gatunek (do wyboru): Pamiętnik/ Dziennik/ Retrospekcja lub (pod kątem Antologii) Horror i pochodne

 

 — Już niedługo. Bądźcie wolni, ja nadchodzę!

 ***

 

 Podobno chwila zapominania nic nie kosztuje. Podobno pewne rzeczy są warte grzechu. Podobno... A jednak jeden wyjazd całkowicie odmienił moje życie. Najgorsze są historie, które zaczynają się niewinnie, a kończą tragicznie. Wystarczy nieodpowiedni moment i złe miejsce, by wpaść w otchłań zła jak w bagno. Jest gorsze im bardziej wykracza poza ramy naszego świata, wciąga tych, którzy mu ulegną. Istnieją takie miejsca, że kiedy światło gaśnie, ciemność pochłania wszystko, a wtedy potwory wychodzą na żer i dzieją się straszliwe rzeczy. W skutek bolesnych wspomnień umysł wytwarza wirtualną rzeczywistość, inną wersję snu będącą jedyną formą ucieczki przed ciemnością własnej psychiki, bo każdy koszmar ma swoje źródło w źle przeżytym dniu.

 ***

 Nie wiem, jak tej wariatce udało się mnie namówić na tygodniowy pobyt w Nowej Zelandii. Trzeba przyznać, że jeżeli chce, umie postawić na swoim i przekonać do najgłupszego pomysłu. Nie bez przyczyny została radcą prawnym. Poważana pani prawnik – roześmiałam się w duchu, zerkając, jak poprawia złociste włosy i wypina do lusterka przed chwilą umalowane różową, brokatową pomadką usta. Na pierwszy rzut oka typowa głupiutka blondynka. Nie powinnam tak myśleć o pięć lat młodszej koleżance, ale image Izy bardziej pasował do konsultantki z Avonu niż prawniczej posady. Jednak pozory potrafią mylić. Pod maską słodziutkiej i bezbronnej kobiety kryła się prawdziwa lwica. Krystian – były mąż kumpeli, za skok w bok dostał solidną karę. Po rozwodzie dom dostała Iza. Nie wiem, czy miał coś więcej na sumieniu, czy zwyczajnie bał się, ale w wyniku polubownego załatwienia sprawy zostawił mieszkanie, w które tylko on inwestował.

 — Olka! — krzyknęła, szturchając mnie łokciem.

 — No co?

 — Chyba nie zamierzasz czytać teraz książki? Mamy tyle spraw do obgadania! — Wyrwała mi lekturę z dłoni i przez chwilę przyglądała się okładce.

 — Mróz? Czarna Madonna? — spytała ironicznie.

 Westchnęłam głęboko. Może faktycznie nie był to najlepszy wybór, biorąc pod uwagę, że autor opowiadał o zaginionym samolocie w niewyjaśnionych okolicznościach.

 — No dobra, a o czym chcesz konkretnie pogadać? — bez entuzjazmu odpowiedziałam pytaniem na pytanie, gdy nagle samolot zaczął się trząść.

 Przez głośnik podano informację, że wlecieliśmy w burzę. Pilot nakazał zachować spokój, ale ja nerwowo wbijałam paznokcie w oparcia od fotela, powtarzając w duchu uspakajacą mantrę:

 — Nie przesadzaj. Nie spadniemy. Nie znikniemy z radarów. To tylko turbulencje. Poczekaj, to minie.

 Odetchnęłam z ulgą, gdy wszystko wróciło do normy, ale i tak pomyślałam, że to zły znak.

 — Słyszałam, że Marcin wpadł z jakąś dwudziestką i planują teraz ślub. To prawda? — kumpela zadała pytanie, kiedy tylko przestało telepać samolotem.

 — Yhy, Jolka coś wspomniała — przytaknęłam, przełykając ślinę w zaschniętym ze strachu gardle.

 Kobieta pracowała w tej samej branży fotograficznej. Tak zresztą poznałam Izę. Robiłam dla niej album ślubny. Mieszkanie Jolki znajdowało się dwa piętra niżej od nowego lokum Marcina i tej młódki wywłoki. Znajoma często wysiadywała w oknie, przypominając typową wścibską staruszkę z poduszką na parapecie, tylko zamiast poduszki trzymała w dłoni aparat fotograficzny. Z byłym narzeczonym nie rozmawiałam od ładnych paru miesięcy, nie po tym, jak po dziesięciu latach ot tak oznajmił, że już mnie nie kocha i że to koniec.

 — Widzisz, tak się ociągał ze ślubem, to teraz ma za swoje. Podobno mają się pobrać. A ty, jak sobie radzisz z tym wszystkim? — spytała, zerkając na mnie i ciągnąc za język.

 — Próbuję zapomnieć, wymazać te dziesięć lat z pamięci. Skupiam się na obowiązkach zawodowych — wyjaśniłam chłodno, nie ujawniając skrywanych emocji.

 Jednak prawda wyglądała inaczej. Wszystko straciło sens. Od rozstania z Marcinem, gdy łapałam na kliszę szczęśliwe chwile z życia innych ludzi, ogarniał mnie smutek. Praca nie przynosiła tyle radości, co kiedyś.

 — Prawidłowo! Skupiaj się na swojej pasji. Z czasem zapomnisz, zobaczysz. Kto wie, może poznasz kogoś ciekawego na weselu lub w Nowej Zelandii. Tutaj zima, a tam teraz jest lato. Wygrzejemy sobie dupcie. — Na tę myśl Iza zatrzepotała radośnie rzęsami, poklepując mnie w udo.

 — Kawy, herbaty może panie sobie życzą? — spytał steward.

 — A możemy prosić o coś mocniejszego? — przymilnie zaproponowała koleżanka, owijając kokieteryjnie pukiel włosów wokół palca.

 — Gin, whisky, szampan, wino?

 — Niech będzie whisky — oznajmiła zdecydowanie.

 Młody mężczyzna o czarnych włosach i błękitnych jak niebo oczach uśmiechnął się i po chwili wrócił z trunkami.

 — Dziękujemy panu bardzo — zaszczebiotała Iza.

 Rzuciłam koleżance wymowne spojrzenie, kiedy jednym tchem opróżniła szklankę.

 — No co? Jedna małpka dla kurażu nie zaszkodzi.

 — Nic nie mówię. — Uśmiechnęłam się pod nosem.

 — A tak w ogóle, cieszę się, że mnie posłuchałaś i oddałaś się w ręce Sebastiana. Pięknie wyglądasz w tym melanżu kolorów na głowie... jak prawdziwa kocica. Nowa fryzura podkreśla twoje piękne zielone oczy. Mahoń, blond, róż, srebro i łola! Efekt bajkowych włosów. Od razu promieniejesz. I tak ci jest o wiele lepiej niż w tym żałobnym kolorze. Teraz z nowym wyglądem i wigorem stawisz czoła codziennym wyzwaniom!

 — Tak, teraz rycząca czterdziestka ze mnie na całego — wydukałam ponuro.

 — Ciii! — Zakryła mi usta. — Nie waż się wypowiadać tej liczby na głos. W Chinach czwórka przynosi pecha, a w towarzystwie zera to już w ogóle wrota do piekieł — oznajmiła z nutą grozy w głosie, palcem zataczając w powietrzu duży okrąg.

 

 ***

 Jeszcze się nie rozpakowałam, a żywiołowa koleżanka już odwiedziła mnie w srebrnym, neonowym bikini.

 — I jak? — nagabnęła wesoło, opierając wyprostowane ręce wysoko o framugę drzwi, wciągając jednocześnie brzuch.

 — Jak sardynka, która wyskoczyła z puszki — odpowiedziałam kąśliwie.

 Iza spojrzała z dezaprobatą spod zmarszczonych brwi.

 — To nie było miłe! — żachnęła się, krzyżując ręce na piersi.

 — Nawet się jeszcze nie rozpakowałam — wyjaśniłam zirytowana.

 — Olka! Daj spokój, później dokończysz. Wkładaj strój i lecimy na plażę. Czas przywitać Muriwai Beach. Czekam na ciebie przy recepcji.

 Nie miałam wyjścia, szybko wskoczyłam w przyciasne, czerwone bikini. Sporo mi się przytyło w ciągu roku. Przy tej sardynce będę wyglądać jak tuńczyk, pomyślałam, ale szybko odgoniłam negatywne myśli i popędziłam na dół.

 — Jesteś! Chodź, sprawdzimy, czy w twojej piersi bije serferskie serce.

 — Że co? — Zakrztusiłam się, popijaną wodą mineralną.

 Iza nie marnowała czasu, poklepała mnie po plecach i chwyciła za rękę, ciągnąc za sobą w kierunku plaży. Po drodze opowiadała podniosłym tonem:

 — Zapisałam nas na kurs chwytania fal. Pan Jacek, to bardzo miły mężczyzna i bardzo przystojny. Polak i utalentowany serfer. W dwa tysiące siedemnastym roku został mistrzem Hawajów.

 — Chyba oszalałaś! Ja połamię się na desce! Nie jesteśmy pierwszej młodości. — Zatrzymałam się, nie miałam zamiaru uczestniczyć w czymś tak ryzykownym.

 — Panikara z ciebie. Wszystko dla zdrowia. Ruszaj się! — Ponagliła mnie. — Nie mam zamiaru wlec cię całą drogę. No żwawiej, laska i uśmiechnij się, bo grunt to dobre nastawienie. — Ostentacyjnie klepnęła mnie w pośladki i ruszyła przed siebie.

 — W brzuchu mi burczy... — Zerknęłam na zegarek. — Iza za półgodziny, to mamy obiad!

 — Spokojnie, ja już zadbam o to, żebyś pół wiaderka mniej żarła. Nie chciałam ci tego mówić, ale ostatnio spasłaś się jak świnia. Zobaczysz, po tygodniu ze mną i panem Jackiem będziesz wyglądać jak szczupła trzydziestolatka — radośnie stwierdziła, ponownie ciągnąc mnie za rękę.

 Sama jesteś świnia, ale masz tupet! Nie ma to jak szczerość i bezpośredność bez ogródek. Stwierdziłam w milczeniu, maszerując za nią sfrustrowana.

 Gdy minęłyśmy gęsty busz, wyłoniła się czarna plaża. Piasek w tym miejscu zawdzięczał swój ciemny kolor dawnym erupcjom wulkanu.

 — Auuć! — krzyknęła podskakując zabawnie. — Ale parzy w stopy!

 — Zanim dotrzemy do morza, wyskoczą nam bąble. Nie da się iść na bosaka! — oznajmiłam z bólem.

 Czarny piasek dużo szybciej i o wiele mocniej nagrzewał się w słońcu niż biały. Przez chwilę, zanim na powrót ubrałyśmy klapki, komicznie przebierałyśmy na zmianę nogami. Dzieliło nas kilka metrów od trenera, a koleżanka już zaczęła wymachiwać dłonią na przywitanie. Jakże ona mnie irytowała! Swoją nadmierną gestykulacją i nadawaniem jak nieznośna audycja w radiu, której nie sposób wyłączyć lub przełączyć na inną stację.

 — Dzień dobry, jestem Iza, a to... — szturchnęła mnie w żebra. — Ola.

 — Dzień dobry — wydusiłam z siebie, spoglądając z lękiem na dwie deski zapewne przygotowane dla nas.

 — Witam was, dziewczyny. — Mężczyzna o wysportowanej sylwetce ciała, uśmiechnął się szeroko, ukazując rząd równych śnieżnobiałych zębów, które mocno kontrastowały z ciemną opalenizną. — Poćwiczymy trochę na sucho, a potem ubierzemy stroje i spróbujemy ujarzmić żywioł. Zimna woda nie przeszkadza w serfowaniu. Wystarczy gruba pianka i można śmigać — dodał i znów uśmiechnął się czarująco.

 Obie wzięłyśmy swoje deski i ruszyłyśmy za trenerem w stronę morza. Na głowie mężczyzny śmiesznie podskakiwała ulizana mysia kitka.

 Nauka serfowania okazała się trudniejsza, niż myślałam, ale byłam dumna z siebie, że pod koniec lekcji udało mi się dłuższą chwilę utrzymać na desce.

 Wykończone i głodne wróciłyśmy do hotelu na kolację.

 — Ubierz coś seksy — rzuciła Iza. — Później jest impreza, potańczymy trochę.

 — Już nie mam sił! Rano nie będę mogła wstać z łóżka. To dopiero pierwszy dzień, a ty narzucasz śmiertelne tempo. — Rozdrażniona przymrużyłam oczy i odwróciłam się na pięcie, chcąc pokazać Izie, że nie mam ochoty na eskapady.

 — Oj tam, oj tam — bąknęła koleżanka. — Nie śmiertelne, tylko życiowe tempo — dodała i zniknęła za drzwiami pokoju.

 Na kolację dostałyśmy od szefa kuchni typową nowozelandzką potrawę kai, w skład której wchodziła wołowina, kurczak i oczywiście baranina z dodatkiem warzyw. Posiłek podano na pseudo talerzach uplecionych z trawy i liści. Później wyszłyśmy na duży taras usytuowany z tyłu hotelu, gdzie dudniła muzyka w stylu indie pop. Niewiele pamiętam z tej imprezy. Kolejne wydarzenia przebiegały błyskawicznie. Doświadczałam nowych emocji, które mi towarzyszyły podczas tańców z co chwila zmieniającymi się partnerami. W przerwach piłam drinka za drinkiem. Koło północy koleżankę poderwał świński blondyn o muskularnej budowie ciała i oświadczyła mi, że idą spędzić trochę czasu sam na sam, tym samym pozostawiając mnie w towarzystwie trzech nowozlenadczyków, którzy zapragnęli pokazać mi tajemniczą dziurę w pobliżu hotelu. Poinformowali mnie, że pojawiła się parę dni temu, a podobno w ostatnim czasie dochodziło do takich powstających zapadlisk w ziemi na całym świecie dość często. Najniższy z mężczyzn, a zarazem najbardziej wygadany wyciągnął telefon i na YouTube włączył nagrania z trzech takich niezwykłych miejsc: ze wsi Neledino w Rosji, z półwyspu Jamalskiego i z Gwatemali, gdzie dziura powstała w samym środku miasta, pochłaniając całe skrzyżowanie.

 — We are lucky! This is small! (*1) — krzyknął podekscytowany.

  „No, patrzcie go, kurdupel, ale wygadany i odważny” – pomyślałam, kiedy pierwszy wskoczył do środka i wyciągnął do mnie dłoń, wołając:

 — Hurry up! Your turn! (*2)

 Koledzy bruneta ponaglili, abym zeszła w dół. Po chwili bezpiecznie znalazłam się w środku dziury. Reszta towarzystwa podążyła za mną. Pogładziłam dłonią otwór wzdłuż równomiernych i gładkich krawędzi, który miał około trzech metrów średnicy i dwóch głębokości.

 Poczułam lekki niepokój, gdy zdałam sobie sprawę, że znalazłam się sama w towarzystwie trzech pijanych i napalonych samców, i to w miejscu, z którego o własnych siłach nie potrafiłbym się szybko wydostać. Czyżbym wskoczyła na własne życzenie do pułapki bez wyjścia? Onieśmielona zerknęłam na towarzyszących mi mężczyzn, po czym zadarłam głowę wysoko do góry i spojrzałam na piękne gwieździste niebo, na którym rozpoznałam Pas Oriona i gwiazdozbiór Wielkiego Wozu. Gdy dotykałam oczami gwiazd, spokój powrócił. Nie trwał jednak zbyt długo. Niebieskooki brunet przytulił mnie od tyłu, mocno dociskając do siebie. Oparł głowę na moim ramieniu. Nasze rozpalone policzki stykały się wzajemnie. Zaczęliśmy się obracać w kółko, imitując taniec. Gorąca fala dreszczy przeszła po moim ciele, gdy mężczyzna rozpoczął kaskadę pocałunków na szyi. Dwóch szatynów o tak samo nienaturalnie jaskrawo błękitnych oczach objęło nas. I tak trójka obcych facetów zaczęła ocierać się o mnie, szepcząc do uszu komplementy na zmianę w języku angielskim i nowozelandzkim. Dźwięki szeptów wywołały przyjemne ciarki, które chciałam, aby trwały jak najdłużej. Z wypowiadanych pochlebstw zrozumiałam jednie tyle, że jestem piękna i mam gładką, delikatną skórę, oraz cudowne włosy, które wyglądają jak jasny płomień. Jeden z mężczyzn palcami zaczął je zaczesywać, aby podnieść do góry. Po chwili już muskał ustami kark i podgryzał ucho. Ogarnęła mnie nieziemska błogość, rozpływałam się w czułych objęciach trójki przystojniaków, których języki ślizgały się wzdłuż moich ramion, pach i szyi. Zacisnęłam uda, czując narastające pożądanie i delikatne mrowienie w głowie. Napięcie seksualne wzrastało, a mnie kręciło się w głowie. Z trudem utrzymywałam równowagę, czując na plecach dodatkowy ciężar opierającego się bruneta, który chwiał się z powodu wypitego zapewne w zbyt dużych ilościach alkoholu.

 — Czy na pewno tego chcesz? Czy jesteś gotowa? — Wewnętrzna bitwa myśli nie dawała mi spokoju.

 Perspektywa zbliżającego się stosunku z trzema mężczyznami z jednej strony podniecała mnie, a z drugiej strony przerażała. Tylko czy istniała jeszcze szansa na wycofanie się z tak napiętej sytuacji? Gdy wspominam dalsze wydarzenia, przeszywający ból rozrywa głowę. Co ja wtedy sobie wyobrażałam, przecież w głębi duszy wiedziałam, że to musiało się źle skończyć.

 Niski mężczyzna niespodziewanie obrócił mnie przodem do siebie, wsunął głęboko nogę między moje i uniósł do góry. Gdy złapał za uda, intuicyjnie wskoczyłam i objęłam nogami w pasie błyskotliwego uwodziciela. Zatoczyliśmy parę kółek, jednak młodzieniec stracił równowagę, co skończyło się nagłym upadkiem. Nie mogliśmy się powstrzymać od śmiechu. Przez chwilę znów poczułam spokój. Siedziałam na przystojniaku, który podniósł dłoń, aby zgarnąć mi z twarzy włosy. Spojrzał na moje usta i pogładził je kciukiem, aby po chwili złożyć na nich namiętny pocałunek. Powoli oddawałam się rozkoszy. Wewnętrzny opór opadał na sile z każdą kolejną doznawaną pieszczotą, aż całkowicie zanikł, a wtedy poczułam się wolna i wyzwolona z lęków. Siedząc okrakiem na obcokrajowcu, poczułam, że na jego spodniach pojawiło się wybrzuszenie spowodowane twardniejącym penisem, więc odpięłam pasek, potem guzik i rozporek. Ogarnął nas szał namiętności. W pocałunkach, nasze języki figlowały intensywnie. A ja, chciałam więcej i mocniej, chciałam poczuć go głęboko w sobie. Brunet też zapragnął mnie jeszcze bardziej. Przez stringi jedną dłonią zaczął masować wrażliwy klejnot kobiecości, a drugą moje pośladki. Och, jak ja cała drżałam w rytmie ruchów jego ręki. Udami ocierałam się o napalonego mężczyznę, czując coraz większą wilgotność w kroku. Pozostałych dwóch panów też nie próżnowało. Mężczyzna stojący z prawej strony, zsunął ramiączko sukienki i biustonosza, a nowozelandczyk kucający z lewej strony opuścił moją kusą, wieczorową kreację do pasa. Podczas gdy intensywnie zatapiałam się w pocałunkach i pieszczotach bruneta, dwójka mężczyzn wsuwała ciepłe dłonie pod biustonosz, uwalniając piersi. Nie krępowałam się nagością ani niedoskonałościami swojego ciała. Mrok nocy ośmielał mnie coraz bardziej, został sprzymierzeńcem. Odchyliłam się do tyłu, gdy mężczyźni zaczęli na zmianę lizać i ssać twardniejące skutki, powodując, że mój oddech stawał się płytszy i szybszy. Tej nocy stałam się dojrzałą królewną, której należała się chwila zapomnienia i spełnienia. Adoracja trzech młodzieńców łechtała kobiece ego. Brunet włożył mi głowę pomiędzy piersi i pieścił żarliwie. Chwytając mnie za biodra, dociskał mocno do siebie. Dłużej już nie dał rady – powstrzymywać się od zdobycia tego, na czym zależało mu najbardziej. Zdecydowanym ruchem przesunął w bok pasek koronkowych, czarnych stringów i wbił się dumnie nabrzmiałą męskością w wilgotną szparkę. Początkowo pchnięcia były ostrożne i powolne, ale wraz z kolejnymi przybierały na sile, aż w końcu wszedł we mnie do końca, mocno i niemalże boleśnie.

 — Och... — jęknęłam z utęsknionej i doznawanej w tym momencie przyjemności.

 Po chwili już nie mogłam wydobyć żadnego odgłosu, bo otwarte z rozkoszy usta na zmianę zatykały dwa nabrzmiałe i domagające się uwagi penisy. Panowie nadawali rytm, przytrzymując moją głowę i dociskając do swoich krocz. Krztusiłam się, nie mogłam złapać oddechu. Ten pode mną nie ustawał w rytmicznych ruchach, szybko podnosił i opuszczał biodra. Nagle, któryś z szatynów kucnął za mną. Poczułam nieprzyjemny ucisk i lekki ból, gdy powoli wsunął w odbyt trzy palce, poszerzając ciasną dziurkę dupci, aby po chwili wejść do niej swoim twardym prąciem. Trzymając mnie za biodra, wsuwał go do samego końca i wysuwał coraz szybciej.

 — Ach! Och! — Zaczęłam krzyczeć z rozkoszy, która rozsadzała mnie od środka.

 Nie wiem, jak mogło do tego dojść. To w ogóle nie pasowało do mnie. Bez cienia wstydu i skrępowania zabawiałam się z trójką nieznanych mi mężczyzn. Rozluźniona i zrelaksowana oddawałam się ich pieszczotom.

 — Aaaaa! — wrzasnęłam z przerażenia, kiedy dostrzegłam, że zamiast męskiego przyrodzenia w dłoniach trzymam wijące się węże.

 Nie, nie. Stop! To wcale się nie wydarzyło. Mam w mózgu same dziury, ale jestem pewna, że to nie były prawdziwe wspomnienia. Pamiętam, jak kolejno wskakiwaliśmy do tej przeklętej dziury, gdy niespodziewanie oślepiło nas światło. Nic nie widziałam. Moje ciało zaczęło się unosić do góry, nie mogłam wykonać żadnego ruchu, ani wezwać pomocy. Leżałam, a raczej lewitowałam cała sparaliżowana i śmiertelnie przerażona. W pewnym momencie światło znikło, a ja upadłam obok dziury. Czułam, jak pode mną zaczyna drżeć ziemia. Pomyślałam, że to trzęsienie ziemi! Drgania trwały jakiś czas, aż otwór w glebie znikł. Nie widziałam, co dokładnie się stało... Nie mogłam podejść. Kątem oka obserwowałam wydarzenia, ale jestem pewna, że dziura z trzema młodzieńcami w środku zasklepiła się całkowicie.

 Pozostało mi parę wspomnień. Gdy otworzyłam oczy, znalazłam się w przyciemnionym miejscu; mrok rozświetlało nikłe światło porozstawianych świeczek. Wyglądało to na podziemny loch. Leżałam z rozłożonymi nogami i z naciągniętymi ramionami na dziwnej podstawie. Kostki, nadgarstki były zapięte pasami do przymocowanych uchwytów na drewnianej platformie w kształcie koła, które zostało wprawione w ruch. Przy mnie stały zamaskowane postacie w czarnych, dużych trójkątnych kapturach, zasłaniających twarze. Pamiętam kolor oczu, wszyscy mieli takie same jak poznani młodzieńcy. Jaskrawo błękitne ślepia patrzyły na mnie z otworów wykrojonych w maskach. Szeptali coś wspólnie w nieznanym mi języku, a ja kręciłam się coraz szybciej i szybciej. Na ile mogłam, odchyliłam głowę w bok i zwymiotowałam. Nagle platforma się zatrzymała. Postacie dalej recytowały jakieś słowa. Przypominało to modlitwę, albo zaklęcia wypowiadane w zbiorowym transie. Zaczęli kolejno unosić na przemian swoje dłonie nad moim brzuchem. Najpierw prawa ręka potem lewa. Wtedy ich policzyłam. Dziewięć dziwnych i przerażających osób. Czy to jakiś rytuał? Czy po wszystkim mnie zabiją? Tak strasznie się bałam, ale dalej nie mogłam wykrztusić z siebie żadnego słowa, a nawet gdyby to było możliwe, pewnie i tak, nikt by nie usłyszał mojego wołania.

 W pewnym momencie ucichli, aby po chwili głośno chórem wypowiedzieć:

 — Perfectum complevit! (*3)

 Wszystkie płomienie świecy zdmuchnął nagły powiew wiatru. Nastała całkowita ciemność. Wytężałam wzrok, ale nic nie mogłam dostrzec, nawet tych postaci, które przed chwilą pochylały się nade mną.

 — Auć!!! Auć!!!

 Przeraźliwy pisk i szum rozrywały mi głowę. Brzmiało to, jak dźwięki ustawione na głośną nieprzyjemną częstotliwość. Bzyczenie rojów much, os lub innych owadów przybierało na sile.

 — Słyszysz? — spytał głos w otchłani. — Słyszysz? — powtórzył.

 — Kim jesteś?

 Nikt nie odpowiedział. Za jakiś czas intensywne bzyczenie ucichło.

 — Raz... dwa... trzy! Raz... dwa... trzy! — Tym razem chyba maszerowali żołnierze.

  Ziemia dudniła pod ich stopami. W tle słychać było nawołujące okrzyki zachęcające do szybszego kroku.

 Światło zabłysło na parę sekund, po czym nastała całkowita ciemność. I tak na zmianę. Oślepiająca biel, mroczna czerń, światło, mrok, światło, mrok. Wszystko migotało w błyskawicznym tempie.

 — Aaaa!!! Aaaa!!! Aaaa!!! — zerwałam się z łóżka, krzycząc na całe gardło.

 Po chwili do mojego hotelowego pokoju wparowała Iza.

 — Olka!!! — wrzasnęła. — Ja pierdolę, co ci się śniło? Chcesz, żebym zawału serca dostała!

 — Perfectum complevit — nie wiem czemu, powtórzyłam te słowa, które wróciły do mnie jak echo z koszmaru, a może innego świata.

 Za parę miesięcy miałam się przekonać, że potwory istnieją naprawdę. Żyją blisko nas i czasami wychodzą z obskurnych, odosobnionych zakamarków mroku.

 

 ***

 

 Gdy obudził mnie płacz niemowlęcia, na zegarze wyświetlała się godzina druga w nocy.

 — Łee, łee, łee...

 Nocna lampka zapalała się i gasła, zapalała się i gasła.

 — Łee, łee, łee...

 Wzięłam dzieciątko w ramiona i zaczęłam tulić.

 — Już dobrze, jestem przy tobie, nie płacz synku — wyszeptałam, dygocząc ze strachu.

 Miałam złe przeczucia, że to dopiero początek koszmaru i za chwilę wydarzy się coś niedobrego. I pojawiło się... Błękitne, jaskrawe ślepia przypominające oczy wilków. Dobrze je pamiętałam. Rozmazane postacie powoli zbliżały się do nas.

 — Kim jesteście?! Czego ode mnie chcecie?! — wykrzyczałam przerażona i cofnęłam się z dzieckiem pod ścianę.

 Wówczas coś zaczęło uporczywie chrobotać i chrzęścić, jakby ze ściany zaraz miała wyskoczyć chmara wygłodniałych i rozwścieczonych szczurów.

 — Łee..., łee..., łee...

 Bezradna i bezbronna kucnęłam, trzęsąc się ze strachu. Tuliłam do siebie nieustannie płaczące dziecko.

 — Na imię mi Legion, bo nas jest wielu(*4). Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć (*5) — odpowiedział chór nakładających się głosów.

 Uporczywie bzycząca mucha usiadała na żarówce w lampie, która po chwili całkowicie zgasła.

 — Perfectum complevit — skrzeczącym, niemowlęcym głosem odezwał się syn.

 — F... F... Filip!!!(*6) — wyjąkałam przestraszona.

 

 ***

 — Olka! Zwariowałaś?! Jest czwarta nad ranem. Nie mogłaś poczekać z telefonem kilka godzin? No dobra, słucham, co się dzieje? Oby to było coś ważnego.

 — Iza, ja... ja... jestem w ciąży! Wczoraj zrobiłam test.

 — Gratulacje! Naprawdę nie mogłaś poczekać z tą wiadomością do rana?! Ale chwila, jak to w ciąży? Z kim? Kiedy? Chyba mi o czymś nie powiedziałaś...

 — Pamiętasz nasz pobyt w Nowej Zelandii... Chyba zostałam zgwałcona. Słyszysz? Izka, odezwij się!

 — Tak, słyszę, tylko nie wiem, co powiedzieć. Zgwałcona?! Olka, cholera! Czekaj, ogarnę się i zaraz przyjadę do ciebie. Dobrze? Na spokojnie mi wszystko opowiesz.

 — Niewiele pamiętam, to znaczy, jednie coś, co chyba nie wydarzyło się naprawdę.

 — Okej, już jadę! Czekaj na mnie!

 

 ______________________

 

 *1) We are lucky! This is small! – z angielskiego: Mamy szczęście! Ta jest mała!

 *2) Hurry up! Your turn! – z angielskiego: Pośpieszy się! Twoja kolej!

 *3) Perfectum complevit! – z łacińskiego: Doskonały skończony!

 *4) Na imię mi Legion, bo nas jest wielu – Ewangelia Marka 5, 9.

 *5) Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka.

 A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć. – fragment z Apokalipsy św. Jana 13, 18.

 *6) Liczba bestii jest zwykle kojarzona z liczbą 666, zapisywana również jako „FFF”, gdyż litera „F” jest szóstą literą alfabetu.

 

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~entropia
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis:
Dodano: 2019-11-07 21:54:13
Komentarze.
Witamy nowy tekst, a zarazem pierwszy tekst TW na T3!
Odpowiedz
~marok 4 m.
brawo
Odpowiedz
~entropia 4 m.
Marok najgorszy jest pierwszy raz
Odpowiedz
*Canulas 4 m.
Z pierwszym seksem jest, jak z pierwszym samochodem. Najpierw nie chciałeś, ale ojciec wepchnął Ci go na siłę.

Do tego Twego, Entropio, siądę jutro. Super, że jesteś
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
Entropio, rozpoczęłaś nową TW epokę, jak się z tym czujesz?
pssst pod tekst oczywiście przycwałuję, ale już świeższym baniakiem
Odpowiedz
~entropia 4 m.
Mam wypieki na twarzy. Miło być pierwszą Chociaż stres jeszcze nie opuścił...
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
No i gites, zapisałaś się niniejszym na kartach pamięci
Odpowiedz
~marok 4 m.
Odnotujmy to w kronice T3kstury. Potem pamiątkowe zdjęcie
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
O tak, fotografia koniecznie! Oki, idźmy z tym spamem w pieron
Odpowiedz
~entropia 4 m.
Hahaha nie mogę się skupić
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
A po co Ty się chcesz skupić o tej porze? Tera już możesz być nieskupiona, rozluźniona wręcz
Ej, a tak serio, to jestem ciekawa jak rozpykałaś ten zestaw )) no ale już nie dziś, to nastała zbyt historyczna chwiła by w stanie zmęczeniowej głupawki się w to wgryzać. Ale ciekawa jestem, bo zestaw ode mnie
Odpowiedz
~Agnieszka 4 m.
Cudownie, podlece czytać... Ale wpierw sen...
Odpowiedz
~entropia 4 m.
Przeleciałam, i lecę dalej do wyra. Miałam ogromną bekę z zestawu i musiałam ostro powstrzymać się od głupawki Kto taki zestaw wymyślił? Sensol?
Odpowiedz
~entropia 4 m.
Ale jesteście... Przecież to lektura na sen! Potem można dłubać. Myślę, że przed snem lepsze wrażenie zrobi, przyjemne sny mogą być )
Odpowiedz
*Canulas 4 m.
Nie. Jam. Przynajmniej Zdarzenie.
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
Namówiłaś mnie! :P
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
Dupa, Ty wrzuciłeś do tabeli, ale ZESTAW dostała ode mła!
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
aaaaa, dobra, nie doczytałam Entropii komcia, mówiłam, ze juz nie teges z myśleniem
Odpowiedz
*Canulas 4 m.
boszzz
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
Ej, bez jaj. Przeczytałam. To jest jak z Sukkuba Edwarda Lee zdarte, czytałaś? Nie mam siły na porządny komentarz, ale podobało mi się bardzo, przemyślany, dopracowany tekst (błędów nie zauważyłam), zestaw wykorzystany w 300 %, no i klimat stworzyłaś koncertowo. I tak - zdecydowanie lektura na wieczór, nie na poranek. Dobra robota, Entropio
Odpowiedz
~entropia 4 m.
Nie, nic jego nie czytałam. Oprócz parę stron ze Świni, co podrzucił Can, potrzebowałam do sceny morderstwa.
Bardzo dziękuję Ritha za przeczytanie. Teraz mogę iść spać, tylko jestem tak przemęczona, że nie mogę zasnąć.
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
No mówię Ci, identyko, a tę knigę bardzo lubię, więc naprawdę brawo. Też idę, trza powyłączać te ekrany, to może prędzej pa-lulu.
Tekst mega. Dobranoc.
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
*trach!*
/symboliczne pamiątkowe zdjęcie zrobione/

Odpowiedz
*Canulas 4 m.
Będę na części krótszych komentow.
Do pierwszej gwiazdki bardzo ładne.

"Najgorsze są historie, które zaczynają się niewinnie, a kończą tragicznie. Wystarczy zły moment i złe miejsce, by wpaść w otchłań zła jak w bagno." - czy miało być, złą jak bagno. A nawet jeśli - dlaczwgo?
Lubie slowotwory, ale ciężko mi zazębić bagno z czymś złym. Grząskim ok, złym średnio.
Odpowiedz
*Canulas 4 m.
"Odetchnęłam z ulgą, gdy wszystko wróciło do normy. Mimo wszystko pomyślałam, że to zły znak." - 2x wszystko

"Widzisz, ma za swoje. Tak się ociągał ze ślubem, to teraz ma. Podobno mają się pobrać." ma, ma, mają.


Ogólnie podskoczy Ci aspekt techniczny. Gadki ich naturalne, choć średnio porywające
Odpowiedz
*Canulas 4 m.
Kompletna, pelnokrwista opowieść. Naszkicowana, zaplanowana i napisana. Nie było tej, czasem dla Ciebie charakterystycznej, kwadratowosci.
Od momentu, kiedy wlezli do dziury trochę za dużo: moje, mnie, mi.
Natomiast jako zestaw, wykonane perfekcyjnie
Odpowiedz
~entropia 4 m.
Canu dziękuję za poczytanie i komentarz.
Z momentu z dziury udało mi się zlikwidować chyba tylko dwa/trzy dookreślenia, inne zabardzo nie mam jak. Jedno wszystko już poleciało.
A co do otchłani, kurde przeczytałam i dla mnie jest zrozumiałe. Nie zło tylko otchłań zła jest jak bagno, wciąga...

Dziękuję!
Odpowiedz
*Canulas 4 m.
Widocznie źle zrozumiałem. Czytałem w średnio sprzyjającym środowisku
Odpowiedz
~Pasja 4 m.
Wow
Początek rozgadany i dialogowy. Kobiece rozterki. Jedna szalona, druga cierpiąca po rozwodzie, chociaż nie dająca po sobie poznać. W głębi duszy czuje żal i dalej kocha byłego. Wyjazd ma być plastrem na pokaleczone wnętrze. Iza doskonale wie czego chce, Olka pomiędzy rozdarciem.
Ciekawie pokroiłaś opowiadanie i przeniosłaś czytelnika do świata równoległego, a jak wspólnego z rzeczywistym.
Przypomina mi się Dziecko Rosemary i zapłodnienie w podobny sposób. A potem oczekiwanie na dziecko.
Nie bez powodu wybrałaś za cel ich wycieczki: Nowa Zelandia to tak naprawdę część osobnego kontynentu Zelandii, którego 90% znajduje się pod wodą. Nowa Zelandia leży w strefie aktywnej sejsmicznie. Wulkany i trzęsienia Ziemi. To świat Hobbita i krainy z Władcy Pierścieni?
Nawiązanie do Ewangelii i Legionów św Marka i Apokalipsy św. Jana i 666 to szatańskie cyfry kojarzące się z bestią wyjaśnia po części jej wizje.
Sny i Filip, chłopiec płaczący synek, potem test i kreska wskazująca o ciąży układa porozrzucane puzle w całość.
Perfectum complevit — nie wiem czemu, powtórzyłam te słowa, które wróciły do mnie jak echo z koszmaru, a może innego świata. Za parę miesięcy miałam się przekonać, że potwory istnieją naprawdę. Żyją blisko nas i czasami wychodzą z obskurnych, odosobnionych zakamarków mroku... Niesamowite przejście ze snów do swiata rzeczywistego.
Świetna robota i świetny rozkład, obraz kobiecej psychiki.
Czy będzie dalsza część? Bo koniec urwany.
drobiazgi?
, ale ostatnio spałaś się jak świnia
podczas tańców z co chwila zmieniającymi się partnerami
Pozdrawiam
Odpowiedz
~entropia 4 m.
Tzn. ta szalona to rozwódka, druga była w związku 10 lat, który się zakończył. Muszę w końcu obejrzeć ten film Polańskiego, ostatnio gdzieś na opowi była recenzja innego i obejrzałam,o tej blondynce chorej psychicznie, tytuł wyleciał mi z pamięci.
Bardzo dziękuję Pasjo i bardzo się cieszę, że opowiadanie wyszło.A z tym cdn... to te opko mi się rozrastało, najpierw chyba kończyło się po przebudzeniu w hotelu, potem dodałam rozmowę z koleżanką przez telefon. A losy Filipa wyglądają tak że trafia do domu dziecka, prowadzonego przez siostry zakonne, bardzo dobrze się uczy, jest dziwnym odosobnionym chłopcem, w trakcie święceń kapłańskich, rezygnuje...a później to już losy antychrysta ale mogłabym to spartolić ))
Odpowiedz
~Adelajda 4 m.
Przeczytałam i zupełnie nie spodziewałam się takiego zakończenia. Świetnie wykorzystany zestaw, kurde mam takie samo zdarzenie Muszę coś w końcu napisać. Miałam takie skojarzenie z nowoczesną Rosemary. Ogólnie świetny tekst i genialnie zbudowane napięcie, jakby była druga część to z chęcią bym przeczytała.
Pozdrowienia entropio :-)
Odpowiedz
~pkropka 4 m.
Witaj Entropio
"Wystarczy zły moment i złe miejsce, by wpaść w otchłań zła jak w bagno" - może nieodpowiedni moment i miejsce? Chyba że aż tak złe musi być to wszystko.
"Piasek w tym miejscu zawdzięczał swój ciemny kolor dawną erupcją wulkanu" - dawnym
Zdarzenie wykorzystane na maksa.
Ogólnie wciągające, cały czas towarzyszy atmosfera niepokoju. Widać, ze przemyślałaś fabułę i wiedziałaś do czego dążysz.
Odpowiedz
~entropia 4 m.
Kropeczko, taki był zamysł z tym złym, ale może zabardzo zagęściłam, pomyślę nad zmianą.
A drugie jak najbardziej poprawnie, też mi brzmiało dziwnie, ale to jest liczba pojedyncza, a nie mnoga.
Cieszy mnie, że wciągnęło i napięło
Dziękuję!
Odpowiedz
~entropia 4 m.
Adelajdo nie kuś, nie Kuś )
Dziękuję za ciepłe i budujące słowa. Pozdrawiam gorąco!
Odpowiedz
~pkropka 4 m.
Hmm... To może dawnej erupcji? Coś mi nie gra z tą dawną, ale może niech ktoś jeszcze się wypowie.
Odpowiedz
~entropia 4 m.
Hmm okej, tak brzmi lepiej. Dziękuję kropeczka
Odpowiedz
~JamCi 4 m.
Przyjdę rano, mózg już nie teges.
Odpowiedz
~entropia 4 m.
Krpoczko po zasięgnięciu opinii na górze, wraca "dawną erupcją wulkanu" lub l.mn. dawnymi eurupcjami...
Odpowiedz
~entropia 4 m.
Kropeczko trochę się zakręciłam! wybacz
Odpowiedz
~JamCi 4 m.
No powiem Ci że zaskok. Zrobiłaś przekrój stylowy jak przez Himalaje. Początkowa obyczajówka, później niemal pornol żeby przejść do thrillera i to wszystko spięłaś w jedną spójną i sensowną całość, nadając znaczenie wszystkiemu. O ile dwa pierwsze etapy mnie nie porwały, o tyle zebranie tego już tak. Bardzo ciekawy tekst. Niepokojący, rzeczywiscie skojarzenie z Dzieckiem Rosemary sie narzuca albo z Omenem też trochę.
Odpowiedz
~entropia 4 m.
JamCi Trochę tak jest Bo gdyby zostawić tylko środkową część, która ma wszystkie dziury, to trochę wiesz jakby to wyglądało :P. Zamysł był taki, że miało się zacząć niepozornie, by w końcu przerodzić w koszmar, pomieszanie zmysłów, obłęd, nie bez powodu taki wstęp... To miało być wprowadzenie na reakcję bohaterki, która przeżyła gwałt i jej psychika zaczęła produkować takie koszmary. Równie dobrze mogłabym to zakończyć np. upuszcza na podłogę dziecko, bo jest przerażona wizjami, które traktuje jako rzeczywistość, co skutkuje zabójstwem dziecka... Ale wolałam urwać już w tym miejscu historię. Podsumowując tak każdy element nabiera znaczenia w całości,i przez to nawet element zbiorowego seksu jest strawniejszy.
Dziękuję i pozdrawiam
Odpowiedz
~entropia 4 m.
A Adelajdo jak napiszesz o trzech dziurach na pewno zajrzę, bo uważam, że ten zestaw nie należy do łatwych. Chyba , że podejść czysto humorystycznie i napisać opowieść ala facet srał w kibel, sedes się rozleciał i powbijał w pupę ) to właśnie z pierwszych głupich myśli
Odpowiedz
~JamCi 4 m.
Skończyło się w idealnym momencie. I wszystkie kawałki złożyły się w nim. Dobrze to rozegrałąś, ale w trakcie zanim sie zebrało, to wisz... :-)
No wiem, bo wiem jakie miałam odczucie: pornolek normalnie ;-)
Ale potem wszystko wypełniło. Przekrój się okazał pełnią prawie.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin