TW#20 Dziewczynka w masce


 Postać: dziewczynka w masce

 Zdarzenie: pociąg widmo

 

 (Poniższy tekst stanowi fikcję literacką)

 

 

 Dotyk zimnego wylotu lufy, przytkniętej do rozległej blizny na policzku, wyrwał go brutalnie z głębokiego snu. Zszokowany otworzył oczy i przez kilka sekund wpatrywał się w ciemny sufit pociągu. Następnie nerwowo obrócił głowę w bok i zlustrował wnętrze przedziału sypialnego. Wypełniał go głęboki półmrok i senny spokój.

 Zatem tylko śniłem – pomyślał, i pozwolił wrócić oddechowi do normalnego rytmu. Uspokoił myśli i kilka chwil później ponownie zasnął.

 

 ***

 

 Czekaliśmy z ucieczką do ostatniej chwili. Front był coraz bliżej, jednak mama wciąż miała nadzieję, że nasi zdołają ich powstrzymać i wojska Trzeciej Rzeczy tu nie dotrą. Pewnego dnia jednak spakowała nas i szybko pobiegliśmy na stację. Wiatr, oprócz syku pary w lokomotywie, niósł gdzieś z oddali odgłosy wystrzałów i wybuchów. Bardzo się tego bałam, ale mama cały czas mnie uspokajała. Patrzyłam na nią szarymi oczami, a ona odgarniała jasne loki z mojej twarzy. Stałam obok wystraszona i kurczowo ściskałam rąbek jej sukienki.

 

 ***

 

 Dotyk zimnego wylotu lufy, przytkniętej do rozległej blizny na policzku, zmroził mu krew w żyłach. Otworzył oczy i usiłował dojrzeć postać, która trzymała broń. Ta wyłaniała się z półmroku jednak bardzo wolno. Miała twarz przesłoniętą maską. Przetarł więc oczy i wyszeptał:

 – Kim jesteś? Czego chcesz?

 Odpowiedziała mu cisza. Nie poddał się jednak i ponowił zapytanie. W odpowiedzi odbezpieczyła broń. Mężczyzna wrzasnął.

 

 – Panie Helmut! Co panu jest? Proszę się obudzić!

 Otworzył oczy i natychmiast usiadł na posłaniu, ciężko dysząc. Rozejrzał się nerwowo i skupił wzrok na budzących go towarzyszach podróży. A wiec znów śnił…

 

 ***

 

 Jechaliśmy kilka godzin. Mama miała cały czas łzy w oczach. Chciała to przede mną ukryć, ale ja widziałam. Tuliłam się do niej, gdy koła pociągu jednostajnie stukotały na szynkach. Tuliłam się również, gdy kilka chwil później, po niespodziewanym ostrzale artyleryjskim, wagon zaczął się staczać z nasypu. Nie pamiętałam, czy nadal to robiłam, gdy osiadł w końcu na dnie parowu…

 

 ***

 

 Dotyk zimnego wylotu lufy, przytkniętej do rozległej blizny na policzku, zmroził mu krew w żyłach. Tym razem jednak wiedział, że to sen.

 – Kim jesteś? Czego chcesz? Dlaczego mnie dręczysz?

 Patrzyła na niego przez chwilę w ciszy, po czym zdjęła maskę. Oniemiał. Szare oczy i blond włosy opadły na twarz dziewczynki. Skądś je znał.

 – Gdzie jest mama? – wyszeptała.

 

 ***

 

 Las był ciemny i wilgotny. Od długiego marszu bolały mnie już nogi. Nie wiem, gdzie jest mama. Wciąż jej szukam, ale nie mogę znaleźć.

 Łkam i biegnę w kierunku prześwitujących między drzewami smug światła.

 W końcu ponownie docieram do parowu. A więc zbłądziłam i zatoczyłam kółko. Stoję nieruchomo i patrzę w kierunku ognia. Wśród porozrzucanych ciał dostrzegam leżącą mamę. Natychmiast wybiegam zza krzaków i przypadam do niej. W smugach światła, rzucanych przez jęzory żaru, widzę żołnierzy. Jak przechodzą między ciałami pasażerów. Mierzą z broni i strzelają.

 Jeden z nich podchodzi do nas. Ściskam nieprzytomną mamę jeszcze mocniej. Widzę jego oczy. Szramę na policzku. Mierzy do nas i pociąga za spust.

 

 ***

 

 Dziś

 

 Dziewczynka ze snów na tyle mnie zaintrygowała, że postanowiłem rozpocząć prywatne śledztwo. Trwa ono już ponad rok, podczas którego pomagała mi odkryć swoją tajemnicę, dostarczając w sennych koszmarach, coraz to kolejnych poszlak. Idąc ich tropem, najprawdopodobniej trafiłem w końcu do wsi, z której pochodziła.

 Mój plan obejmował przepytanie starszyzny na okoliczność ostrzelania i wykolejenia pociągu osobowego, podczas działań wojennych.

 Jak się okazało, ludzie niewiele pamiętają. Gdy pytam o dziewczynkę, patrzą podejrzliwie i milkną. W końcu jednak, stopniowo, nabierają do mnie zaufania i uchylają rąbka tajemnicy:

 – Teraz to już wszystko jedno – starzec przełamuje miejscowe tabu. – Przecież ona nie żyje.

 – Co się stało? – pytam, i częstuję dziadka papierosem.

 – A co miało się stać, panie – odpowiada, a potem odpala go, kaszląc. – Zmarła trzy lata temu. Na raka, albo i z żalu za matką.

 – A wiedzieliście, skąd tutaj się wzięła?

 – To znajda wojenna była. Trafiła tu z raną od kuli. Cudem przeżyła, ale z szoku, miała pomieszane zmysły. Podróżowała z matką i widać je dorwali. Była wojna. Przyszedł front. Świat się mienił. I tak została w wiosce już…

 

 Kilka godzin później.

 

 Wsiadam do pociągu usatysfakcjonowany, że oto udało się rozwiązać zagadkę „dziewczynki w masce”, jak ją teraz nazywałem. Szykuję się do snu w nadziei, że to będzie moje ostatnie spotkanie z Małą i że w końcu będę miał dla niej dobre wieści, a ona przestanie mnie nękać. Odwiedziłem mogiłę, jaką postawiono w miejscu ataku na pociąg. To na pewno tam leżą zwłoki jej matki.

 Poszukiwania dobiegły końca. Moje koszmary również.

 Zasypiam z uczuciem ulgi.

 

 Dotyk zimnego wylotu lufy, przytkniętej do rozległej blizny na policzku, zmroził mi krew w żyłach. Otworzyłem oczy i usiłowałem dojrzeć postać, która trzymała broń. Nie miała maski. Uśmiechnąłem się.

 – Mam dla ciebie dobre wieści – zacząłem, ale przerwałem wypowiedź, bo uderzył mnie jej zimny wzrok.

 – To ty – wyszeptała. – Żołnierz z blizną na policzku.

 Znieruchomiałem. W ułamku sekund przebiegły mi w świadomości obrazy działań wojennych, w którym brałem udział. Niezliczone potyczki. Nocne ataki.

 – To ty! – powtórzyła dobitnie i zbliżyła do mnie twarz.

 Nie od razu zrozumiałem.

 – To tylko sen! To tylko sen! – szeptałem nerwowo, ale jej świdrujący wzrok, który zdominował całe pole mojego widzenia, pozbawił mnie złudzeń. Patrzyła dopóki nie nabrała pewności, że do mnie dotarło. – Sądzisz, że to ja do was strzelałem? Że ją zabiłem, tak?

 

 W odpowiedzi palec nacisnął spust.

 

 Nie obudziłem się.

 

 

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Agnieszka
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis:
Dodano: 2019-11-10 14:04:23
Komentarze.
~JamCi 4 m.
Rzeczy - Rzeszy
Świetny tekst. Wyrwało mnie z butków.
Zazdroszczę wyobraźni.
Odpowiedz
~pkropka 4 m.
Dobre. Szkoda, że krótkie, ale bardzo dobre.
Mantra z lufą nadaje klimatu. Ładnie pokazałaś, że w tak ekstremalnych sytuacjach człowiek przestaje myśleć o tym, co robił.
Odpowiedz
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
~entropia 4 m.
Agnieszka fajne zapętlenie na końcu. A na początku mnie denerwowały te klisze, bałam się, że nie połapie. Prawdziwe wspomnienia jak wyjdą na jaw zabijają... Z wyrzutami sumienia ciężko żyć. Fajny pomysł!
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
O proszę, teraz ja mam Dziewczynkę w masce. Obadajmy zatem jak to rozpykałaś

Oki doczytałam, motyw snu przypomina Twoje bodajże ostatnie TW, tak samo ciachanie zdarzeń, to już taki trochę Twój styl. Podoba mi się cykliczność stwierdzenia o zimnej lufie. Jest energia, tu u Ciebie norma zresztą. Końcówka idealna. Bardzo fajny tekst.

Odpowiedz
~Adelajda 4 m.
Ciekawa konstrukcja i powtarzalność tego jednego snu. Oglądałam niedawno kilka odcinków Marianne i tam też ten motyw snu taki przerażający, że mocno oddziałuje na odbiorcę, podobnie u Ciebie.
Podobało mi się, choć miałam lekki niedosyt.
Pozdrawiam
Odpowiedz
*Canulas 4 m.
Odmierzalność snu - lufy - jest siłą kompozycji tego tekstu. Szkoda tylko, że jest on dość pospieszny. Taki do bólu jednostrzałowy. Piękny pomysł i dobre wykonanie, ale można tu było sporo dobudować. W sumie to Ci zazdroszczę (i chyba większości), że umiesz trzymać się skrupulatnie naszkicowanego planu. Mnie się zawsze wymyka
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin