TW#20 - Średni kryzys


  Postać: Kobieta z obrazu

  Zdarzenie: Areszt domowy

 

 

  Było ciemno. Było też zimno, bo Fiulhorn nie posiadał w swoim domu dodatkowego ogrzewania oprócz własnej ciepłoty ciała. Kiedy jak co noc spacerował korytarzem w poszukiwaniu sprytnego gryzonia, sprawcy wielogodzinnych serenad o niskiej tonacji, ale za to głośnych i drażliwych jak wbijane w ucho wykałaczki, potknął się. Prawa ręka wygięła się w dziwny sposób, można powiedzieć artystyczny nieład, po czym osiągnąwszy kres wytrzymałości, pękła odsłaniając białą kość w wiśniowej galarecie. Nie zdążył nawet zakląć w duchu, bo czujnik lampki nocnej przywieszonej pod sufitem zauważył go i korytarz oświetliła żółta poświata żarówki. Wiszący pod nią obraz dodał mu otuchy, bo chyba tylko dlatego kupił go tydzień wcześniej na wyprzedaży garażowej u znajomej rzeźniczki – Borney. Kobieta ze łzami w oczach wystawiła go obok starych kijów hokejowych i sterty dziecięcych zabawek. Teraz należał do niego, co koiło ból złamanej w pół ręki. Kolejna fala bólu, ta właściwa, i tak nadeszła, ale została zdławiona przez zachwyt, który ogarnął Fiulhorna. Zostało to cuchwtcone na kamerze bezpieczeństwa dwa tygodnie temu, kiedy jeszcze (nie licząc złamanej ręki) życie nudnego jak flaki z olejem faceta w wieku średnim było rutynowe do granic możliwości.

 ******

 Pamela usmażyła jajka i zaparzyła kawę. Około siódmej kończyła autorskie śniadanie, czując narastający w brzuchu ból. Fala konwulsji napływała powoli, z każdą kolejną minutą coraz szybciej. Fiulhorn siedział w swoim kącie od wczoraj. Nie jadł i nie pił. Nie odważył się zaprotestować. Nie był gierojem, jaki ma odwagę postawić się kobiecie ze wbitymi w oczy widelcami. Miał też wątpliwości, czy jej lewa pierś istnieje, ale zachował je do ogólnych rozważań w samotności.

 — Kochanie, śniadanko na stole.

 Nie wierzył, że tym razem to prawda. Niewinny ton śmierdział pułapką podobną do ostatniej. Kolejne dni w kącie nie napawały optymizmem. Ale głód doskwierał coraz bardziej, drylował jelita i żołądek, choćby mały kęs. Wstał. Z kuchni dochodziło głośne mlaskanie. W połowie drogi mimowolnie się zatrzymał. Jego ulubione miejsce przy stole było puste, czekało na swojego właściciela cierpliwie. Kolejna podpucha. Odgłosy przeżuwania wykręcały kiszki Fiulhorna w kilka bliźniaczych ósemek.

 — Skradasz się gorzej niż kiedykolwiek. Chodź, śniadanie ci stygnie.

 — Nie czuję się na siłach, żeby iść szybciej.

 Pamela wstała. Resztki jajecznicy zalegały w kącikach ust, podobnie plamy kawy na szlafroku, w którym paradowała codziennie odkąd wyszła z obrazu. Jako zlepek kolorów wyglądał dużo lepiej, pomyślał Fiulhorn. Przecenił jej niewinność, za co płacił od czternastu dni. Co tym razem?

 — Nie pozwolę żebyś zdechł z głodu. Twój smród zniszczyłby to wspaniałe mieszkanie, bo przecież kto by uwierzył kobiecie z widelcami w oczach, że umarłeś w akcie głodowego protestu?

 — Na pewno nie miejscowa policja. Oni raczej załatwiliby ci stryczek.

 Poczuł, że jej dłoń jest silniejsza niż kiedykolwiek. Twarz odskoczyła, a wraz z nią reszta ciała, zatrzymując się na ścianie korytarza.

 — Zmuszasz mnie do tego — jęknęła.

 — Nie bardziej niż tym mnie, żebym ze sobą skończył. Uwierz, są fajniejsze sposoby na śmierć, niż ten, który mi serwujesz od kilku dni — otarł zakrwawione usta i usiadł wygodnie na miękkim dywaniku pod drzwiami sypialni.

 — Zmuszasz mnie, żebym to zrobiła. Przecież dałam ci wybór.

 — Areszt domowy do końca życia to jest twoja propozycja? I bez tego miałem po dziurki tej życiowej nudy, a teraz codziennie widuje te same ściany, sram do tego samego kibla, a nawet nie, bo kurwa nie działa!

 — A więc koniec z rutyną.

 *****

 — Cztery szklanki Gluta Paprycznego.

 Kelner ukłonił się nisko, może nawet zbyt nisko, i pomaszerował do kuchni.

 — Widziałeś? Miał dwie głowy i chyba wykastrowany. Przedziwne miejsce.

 — Mówi babka z widelcami w oczach — skwitował Fiulhorn.

 Zły humor mógł tłumaczyć chorobą lokomocyjną albo faktem, że wylądowali w restauracji Gił&Gnił, uprzednio przeciskając się przez rury kanalizacji w jego domu. Wyobraźnia i całe zaplecze umysłowe nie potrafiły

 ogarnąć jak to możliwe. Sen? Zbyt banalne? Przedawkowanie prochów? Polemizowałby nad tym, choć to było prawdopodobne. Z samej podróży pamiętał tylko smród, ciasnotę i dwa przystanki: Rozgałęzienie do Robbsonów i Piwnica Fiulhorna. Potem jakby urwał mu się film.

 — O czym myślisz? — Pamela już dopijała drugą szklankę specjalności restauracji.

 — Zgadnij. Od kiedy… to…

 — Nie wiem. Dostałam cynk, że mają tu najlepsze drinki i kisiele, a ty chciałeś wyrwać się z tej rutyny, a więc poproszę. Świat jest dziwny, zawsze był i nawet ja czasami go nie pojmuję — Oblizała usta, choć wyglądała, że zmieści kolejne cztery szklanki.

 — Nadal uważam, że areszt domowy to przesada z twojej strony.

 — Gdybyś był… czarny pewnie obyłoby się bez niego, a tak, płacz i płać.

 — Mam czarne włosy.

 Pamela uśmiechnęła się z przekąsem. Przebranżowiła się z prawdziwego stracha na wróble w coś pomiędzy zjadliwym kabareciarzem a złośliwym bachorem. Ta wersja przemawiała do Fiulhorna bardziej.

 — Dlatego cię nie zarżnęłam wtedy, gdy jakimś cudem uwolniłeś mnie z obrazu.

 — Po prostu złamałem rękę.

 — I to właśnie zadziałało jak klucz albo po prostu skończył mi się wyrok.

 — Nie wspominałaś nic o wyroku. Jakbyś mogła nie zatajać więcej tajemnic przede mną, byłoby znacznie lepiej.

 — Siedziałam trzydzieści lat w tym zasranym płótnie, tylko dlatego, że zwabiłam kolesia do restauracji, a potem go zamordowałam na oczach gości.

 Fiulhorn zbladł, poczuł nadciągającą falę słabości i strachu.

 — Ot tak? — spytał niepewnie.

 — Nie, najpierw zamówiłam cztery szklanki Gluta Paprycznego, on zawsze wyzwalał we mnie tę ciemniejszą stronę.

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~marok
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis:
Dodano: 2019-11-10 15:54:53
Komentarze.
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
~pkropka 4 m.
Witaj marok
"Zostało to cuchwtcone na kamerze bezpieczeństwa dwa tygodnie temu" - ?
"Na pewno niemiejscowa policja" - nie zgubiłeś przypadkiem przecinka?
"zaplecze umysłowe nie potrafiły
ogarnąć jak to możliwe. " - a tu wkradł ci się enter
Zakończenie mega! Całość mocno absurdalna, ale ma swój urok. Podobało mi się
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
Postać: Kobieta z obrazu
Zdarzenie: areszt domowy - daj Areszt z dużej, żeby było ładnie, estetycznie

"że wylądowali w restauracji Gił&Gnił"
Noo, mocno absurdalnie. Jest w tym szaleństwo. Podobało mi się. Teksty wskoczyły w ostatniej chwili, ale edycja mocna.
Pozdro!
Odpowiedz
~JamCi 4 m.
Nooooo dooobre, odjechane, niczym nieskrępowana wyobraźnia w czystej postaci. Nie wiem czemu, ale sama końcówka, ostatnie zdanie wydało mi sie trochę mdłe w kontekście soczystości wszystkiego pozostałego.
drażliwych - drażniących (drażliwy - nadmiernie reagujący złością na niewielkie bodźce)
nie zatajać więcej tajemnic - idem per idem, może by inne słowo?
Odpowiedz
~marok 4 m.
Lecę na absurdzie jak mam kryzys i nie mogę nic wymyślić. Taka przypadłość
Jamci, a mi się ostatnie zdanie ładnie zgrywa, myślałem nad nim sporo, ale każdy patrzy inaczej.

Odpowiedz
~Adelajda 4 m.
Zgrabnie napisane i z polotem. Absurd jest tu motywem przewodnim i jest to ciekawe, choć ja często się gubię w takich mocno absurdalnych światach, jednak tutaj jeszcze jestem.
Zawszy wymyślasz świetne imiona dla bohaterów
Odpowiedz
*Canulas 4 m.
"Zostało to cuchwtcone na kamerze bezpieczeństwa" - tu chyba usnąłeś na chwilę.

"— Nie bardziej niż tym mnie, żebym ze sobą skończył. " - "ty"

"Wyobraźnia i całe zaplecze umysłowe nie potrafiły
ogarnąć jak to możliwe. Sen? Zbyt banalne?" - od "ogarnąć' niepotrzebnie spadło linię niżej.

"— Nie wiem. Dostałam cynk, że mają tu najlepsze drinki i kisiele, a ty chciałeś wyrwać się z tej rutyny, a więc poproszę. Świat jest dziwny, zawsze był i nawet ja czasami go nie pojmuję — Oblizała usta, choć wyglądała, że zmieści kolejne cztery szklanki." Brak kropki po "pojmuję".

Takie, jakbyś wymyślał na bieżąco, choć puenta ok.Widac, że bawisz sie zapisem, co jest dobrym prognostykiem. Sam tekst zaś, poza ewidentnymi walorami absurdalnymi - nie ma do zaoferowania wiele więcej. Jest ok i tyle


Odpowiedz
~entropia 4 m.
Marok lubię takie pokręcone klimaty absurd lubię wtedy, że za pomocą alegorii ukazuje lub wyśmiewa pewne istotne rzeczy.
Uśmiech był pozdrawiam
Odpowiedz
~marok 4 m.
Canulas, no i git. Dobrze że wygląda jak na bieżąco, ale nie, raczej wiedziałem co pisać.


Odpowiedz
~marok 4 m.
Entropia cieszę się. Uśmiechy zawszę lubię
Odpowiedz
~JamCi 4 m.
No to fajnie, moze masz rację, ze hamuje narrację, wycisza ją, spina. :-)
Odpowiedz
~JamCi 4 m.
Znaczy końcówka, ostatnie zdanie.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin