online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
ciemno
Opowieści z elfiej krainy. Rozdział 2: Wśród elfów
<

Opis:

Chciałbym przedstawić mój pierwszy rozdział przygód młodej leśnej elfki o imieniu Aerie. Bardzo proszę o komentarze odnośnie jakości mojej pracy.

Tagi: #elfy #magia #fantasy

Opowieści z elfiej krainy. Rozdział 1: Wyprawa

 Był piękny, wiosenny dzień. Wiatr delikatnie muskał gałęzie, pokryte świeżą zielenią. Pod zieloną kopułą, stworzoną przez korony drzew, na dnie lasu, wśród obumarłych pni drzew i gęstych paproci, nieśmiało przebijały się drobne kwiaty o zróżnicowanych kształtach i barwach. Las niemalże tonął w zieloności wzbogaconej złotymi, różanymi, błękitnymi i śnieżnobiałymi akcentami kwiatów, które dzięki intensywnemu zabarwieniu i niezwykłym aromatom, wabiły do siebie pełne gracji, wielobarwne motyle, bzyczące pszczoły, a także inne liczące na smakowitą ucztę owady. Ogromne ważki krążyły nad kwiatami, niczym niestrudzeni łowcy, oczekujący na odpowiedni moment, żeby błyskawicznie pochwycić niczego nieświadomą ofiarę. Tą sielankową atmosferę zakłócił szaleńczy wyścig dwójki elfów. Ciemnowłosy mężczyzna, zdecydowanie wyprzedał młodziutką, rudowłosą elfkę.

  - Co tak wolno!? – zawołał drwiąco.

  - Że co? – odpowiedziała zdyszana.

  - Nie dasz mi rady – zawołał – szybciej, dziewczyno, szybciej!!! – krzyknął i przyspieszył, zostawiając elfkę daleko z tyłu.

  - Ja Ci jeszcze pokażę! – zaklęła pod nosem. Starała się biegnąć jak najszybciej. Jednak nie była w stanie doścignąć, starszego i znacznie silniejszego elfa.

 Biegła co sił, starając się nie stracić towarzysza z oczu. Na moment spojrzała na ścieżkę i … straciła go z pola widzenia. Akurat w tym momencie dotarła do rozwidlenia dróg. Przystanęła, żeby złapać oddech. Rozejrzała się, ale nigdzie nie mogła go dostrzec.

  - No nareszcie, chwila spokoju – powiedziała do siebie. Wyjęła z torby bukłak z wodą i pociągnęła łyk.

 Nagle, wśród drzew, usłyszała szelest liści. Spojrzała w górę zaciekawiona.

  - Ha, przegrałaś! – krzyknął rozradowany, zeskakując z drzewa – Słabiutka jesteś dziewczyno, oj słabiutka!

  - No dobra, może lepiej powiedz, którędy teraz mamy iść? - odpowiedziała i pociągnęła kolejny łyk wody.

  - Hm, zobaczmy – odpowiedział wyciągając z torby mapę.

  - Jesteśmy w tym miejscu. – kontynuował – Spójrz, tutaj jest skrzyżowanie dróg. Prawa prowadzi nad rzekę, natomiast lewa do naszej doliny – wskazał miejsce na mapie.

  - Jeśli chcesz, możemy zrobić przerwę – zaproponował.

 - Nie, nie trzeba, dam radę iść dalej – odpowiedziała, chcąc jakoś ukryć zmęczenie lub chociaż pokazać, że jest wystarczająco silna.

  - Nie udawaj – odpowiedział siadając na przewróconym pniu drzewa – wyraźnie widzę, że jesteś wykończona.

  - Za bardzo przyspieszyłem? – spytał udając zatroskanie.

 Nic nie odpowiedziała. Usiadła obok niego i pociągnęła kolejny łyk wody.

 Elf przez moment studiował mapę i po chwili wskazał palcem na wspomnianą wcześniej dolinę.

  - Widzisz, oto nasz cel. – wskazał miejsce na mapie – Tutaj jest gniazdo ognistych jastrzębi. Znajduje się wysoko na tej skalnej ścianie. Po dotarciu do doliny, skierujemy się w górę, do miejsca nad gniazdem. Jak widzisz, droga wydaje się być stosunkowo łatwa.

 Elfka z uwagą śledziła wskazaną na mapie trasę podróży. Nie zadawała zbędnych pytań. Uznała to za bezcelowe. W głębi duszy czuła, że czekające ją zadanie nie będzie jednak tak łatwe jak to się wydaje. Próbowała zebrać w sobie wszystkie siły i przygotować się, najlepiej jak tylko mogła.

  - Gotowa? Możemy ruszać? - Elf zapytał chowając mapę do torby.

 Posłusznie schowała bukłak do torby i przygotowała się do dalszej drogi.

  - No to co? Biegniemy? – zaproponowała.

 Nie czekała na odpowiedź. Zebrała się w sobie i z całych sił zaczęła biegnąć w kierunku doliny.

  - No, no dziewczyno, nie spodziewałbym się tego po Tobie – odpowiedział drwiąco i ruszył za nią. Tym razem postanowił dać jej satysfakcję za zwycięstwa. Biegł miarowo tuż za nią.

 Gdy przekroczyli granicę drzew znaleźli się w dolinie tonącej od szafirowo zabarwionych pierwiosnków, otoczonej przez gęsty las. Jedynie od wschodu dolina graniczyła z wysoką na kilkaset metrów skalną ścianą, za którą rozciągało się pasmo, porośniętych gęstym lasem, wysokich gór Pasmornii.

  - Niezły widok. – elf wspomniał od niechcenia – My musimy dostać się na samą górę.

  - Oj tak, … wspaniały – odpowiedziała ledwie łapiąc oddech po zwariowanym biegu przez las.

  - Sugeruję spokojny spacerek tą oto ścieżką. – wskazał na wiodącą w górę zbocza, kamienistą dróżkę – Przy Twoim obecnym stanie wspinaczka raczej nie wchodzi w grę.

  - Nie, raczej nie dałabym rady. – odpowiedziała wyjmując bukłak z torby.

  - Nie mamy czasu. Zbieraj się. – ponaglił elfkę – Nie licz teraz na przerwę. Odpoczniesz na górze.

 Pociągnęła łyk wody, schowała bukłak i ruszyła w górę, tuż za elfem. Droga nie należała do najłatwiejszych. Była stroma i kamienista, a ścieżka momentami wiodła tuż nad przepaścią.

 Gdy dotarli na miejsce rozłożyli prowizoryczny obóz, w którym planowali spędzić noc. Po czym podeszli do skraju skalnego urwiska.

  - Widzisz tą skalną półkę pod nami? – zwrócił się do elfki. - To jest miejsce, gdzie nasze ptaki zwykle żerują i czyszczą pióra. – to mówiąc wskazał na skalną półkę, gdzie akurat siedział jeden z jastrzębi i czyścił ognistoczerwone pióra. – Zadanie masz dość proste. Musisz przynieść kilka piór tych ognistych ptaków.

  - Piór? – spytała zdziwiona

  - Dokładnie – potwierdził – Jako nowicjuszka musisz zdobyć ten, być może banalny do zdobycia przedmiot, ptasie pióra.

  - Na tej skalnej półce na pewno będą te … pióra? – zapytała

  - Mam taką nadzieję – odpowiedział – nie chcę wysyłać Cię wprost do gniazda. Możesz tego nie przeżyć.

 Po krótkiej przerwie, przywiązali linę do skały. Elf wybrał taką, która była w odpowiedniej odległości od skalnej ściany. Sprawdzili czy lina dobrze się trzyma. Była to magiczna lina, która dzięki odpowiednim zaklęciom prawie zawsze spełniała swoją rolę. Jeśli miała za zadanie utrzymać wspinacza, robiła co mogła, żeby wywiązać się z zadania. Natomiast, gdy czuła swobodę, można było ją bez większego trudu zdjąć i schować do torby. Jednak, magiczne liny potrafią być też złośliwe, dlatego lepiej upewnić się, że są dobrze zawiązane. Chociaż czasami, to też nie zdaje egzaminu. Wszystko zależy od humorków magicznej liny.

  - Gotowe – stwierdził - możemy zaczynać.

 Elfka podeszła do skraju przepaści i ostrożnie zaczęła schodzić w dół ku skalnej półce. Czuła się bezpiecznie. Zawsze mogła liczyć na pomoc towarzysza i … magicznej liny. O którą dbała od czasów, gdy była ona jeszcze malutką siewką. Wiedziała, że może jej zaufać. Gdy dotarła na miejsce znalazła mnóstwo ogniście błyszczących piór.

 - Ależ one są piękne – pomyślała.

 Na szczęście, nie została zauważona przez samca patrolującego okolice gniazda. Po zebraniu piór rozpoczęła mozolną wspinaczkę ku górze. Droga nie była łatwa. Jednak dzięki wprawie jakiej nabyła w trakcie szkolenia, sprawnie dotarła na szczyt.

  - Zadanie wykonane – oświadczyła i z dumą pokazała zdobyte pióra.

 Elf już miał odpowiedzieć, gdy nagle całe życie w dolinie zamarło. Czas zatrzymał się. Nad doliną pojawił się krąg magicznej energii, z którego wyłonił się wielki skrzydlaty jaszczur

 z jeźdźcem w czarnym płaszczu. Przeraźliwie zaskrzeczał, zatoczył koło nad doliną i ponownie zniknął w kręgu magicznej energii. Po krótkiej chwili wszystko wróciło do normy, tak jakby nic się nie stało.

  - Moje gratulacje – elf z dumą popatrzył na młodą elfkę – teraz czas na odpoczynek i drzemkę. Z samego rana wyruszamy.

 Spojrzał jeszcze raz na jastrzębie, żeby pożegnać te piękne ptaki, tak jak się żegna zachodzące słońce przed snem. Jednak, w ich zachowaniu zauważył coś niepokojącego. Obydwa ptaki, wyraźnie rozdrażnione, krążyły nad oświetloną czerwonawym światłem zachodzącego słońca doliną.

  - Aerie, spójrz na jastrzębie – zawołał – Coś jest nie tak. Samica powinna być w gnieździe, przy jajach.

 Podeszli do skraju skalnej ściany i spojrzeli na miejsce, gdzie znajdowało się gniazdo.

  - Gniazdo wygląda na puste. – stwierdził zaniepokojony – Przypuszczam, że ktoś w trakcie naszej wycieczki po pióra, ukradł jaja.

  - Ale dlaczego? – zdziwiła się elfka – Przecież to tylko jaja.

  - To bardzo cenne jaja. – poprawił ją – Magowie są w stanie dużo za nie zapłacić. Musimy szybko stąd znikać. Nie jesteśmy tu bezpieczni.

 Pozbierali rozpakowany sprzęt i wyruszyli górską ścieżką w dół, w stronę lasu. Nad doliną zapanowała noc. Księżyc w pełni rozświetlał górską ścieżkę, ułatwiając zejście. Stosunkowo szybko znaleźli się w pogrążonym w mrokach nocy lesie. Las w niczym nie przypominał tętniącego życiodajną energią miejsca, jakim był za dnia. Teraz panowała w nim cisza. Przerywana jedynie ledwie słyszalnym szelestem liści, trzaskiem gałązek, złamanych w trakcie panicznej, ratującej życie ucieczki i upiornym wyciem, nawołujących się wilków lub innych

 o wiele groźniejszych stworzeń. Noc była ich czasem. Czasem łowów na pogrążone we śnie zwierzęta. Ale nie tylko. Elfy ostrożnie przemierzały las, stale nasłuchując, w oczekiwaniu na atak z zaskoczenia. Błękitne ogniki drapieżnych oczu stale kontrolowały każdy ich ruch. Ten konkretny las zamieszkiwały głównie wilki, które posmakowały już elfiej magii. Wolały nie ryzykować pochopnego ataku. Elfy wyczuwały strach jaki zagnieździł się przez lata

 w umysłach wilków, jednak zdawały sobie sprawę, że lepiej nie ryzykować nieostrożnego zejścia ze ścieżki. W pogrążonym w mrokach nocy lesie nie tylko zwierzęta stanowiły zagrożenie. Olbrzymie, przypominające srebrzyste gwiazdy kwiaty wyrastały wśród pogrążonych w mroku zarośli, zwisały z koron drzew. Były niemal w każdym zakamarku mrocznego lasu. Nadając mu fantazyjnego, bajkowego, sennego klimatu. Stale oczekując na nieostrożnych wędrowców. Wśród nich latały znacznych rozmiarów srebrzyste nocne motyle. Licząc na słodki posiłek. Od czasu do czasu, przywiedzione jasnym światłem i aromatem słodkiego nektaru motyle siadały na gwiaździstych kwiatach. Pułapka uruchamiała się błyskawicznie, więżąc nieświadomego, nocnego podróżnika, w szczelnie zamkniętym, pełnym żrących kwasów więzieniu. Elfy doskonale znały ten las. Wiedziały, które ścieżki wybierać, a których unikać.

 

 

9991 zzs

Liczba ocen: 2
56%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Grehu
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 37

Dodano: 2022-01-11 11:49:42
Komentarze
Ritha 11 d.
Hej, witamy na portalu, radzę podzielić opowiadanie na mniejsze części, bo 30 tys. zzs to za dużo na jeden kęs Mniejsze objętościowo części mają większy ruch odbiorczy
ODPOWIEDZ
Grehu 11 d.
Dziękuję, za radę. Już zmieniam.

ODPOWIEDZ
Karawan 10 d.
z wykopem
Czepialski jutro wróci do obu części. Pierwsza uwaga; powtórzenia. Jutro napiszę konkretnie. Dziękuję za tekst
ODPOWIEDZ
Karawan 10 d.
Zmorą niemal każdego, kto zaczyna próbować pisać są powtórzenia. Zapisywana pospiesznie wizja nie pozwala autorowi na skupienie się na doborze słów.
" - Widzisz tą skalną półkę pod nami? – zwrócił się do elfki. - To jest miejsce, gdzie nasze ptaki zwykle żerują i czyszczą pióra. – to mówiąc wskazał na skalną półkę, ..." Proponuję korzystać ze strony internetowej "synonim.net" lub "synonimy.pl".

Zapis dialogowy, równie powszechny upiór żerujący na młodych stażem. O poprawnym zapisie jest na forum artykuł, więc nie będę tu powtarzał.

Interpunkcja. Pomocą jest "ortograf.pl". Wszystkie podane strony są bezpłatne.

Gdy ileś lat temu, zaczynałem próbować pisać koleżanki i koledzy z forum radzili; "Napisz i schowaj do szuflady. Po tygodniu wróć do tekstu, przeczytaj go koniecznie głośno i sam zobaczysz ile usuniesz, poprawisz lub zmnienisz". To była i jest nadal dobra rada. Opowieść warto potraktować z szacunkiem.

Tyle marudzenia. Proszę pamiętać, że to Twój tekst, a moje tylko subiektywne uwagi. Powodzenia w kontynuacji opowieści.

ODPOWIEDZ
Grehu 10 d.
Karawan Dziękuję za cenne uwagi.
ODPOWIEDZ
Karawan 10 d.
Grehu Merytorycznie o wiele precyzyjniej wyłożył Ci sprawy @Zaciekawiony. Nie zniechęcaj się. Pisanie jest piękną pasją!
ODPOWIEDZ
coś ma
Mam nadzieję, że opisy przyrody będą ważne dla budowania świata a nie istnieją tak sobie, żeby od czegoś zacząć. Bo na razie to ten etap, na którym się wykładasz. Powtórzenia.
Zieleń, zielona, zieloność, kwiaty, kwiatów, kwiatami, barwy, zabarwienie, wielobarwne...

Zamiast ułożyć opisy hierarchicznie aby nie musieć powtarzać słów, przeplatasz w kolejnych zdaniach pozornie różne opisy tego samego kilka razy - kolorowe kwiaty w zieleni; zieleń z kolorowymi kwiatami, zieloność z kwiatami różnych kolorów itp. Tymczasem mimo to nadal nie wiadomo czy to był bór czy łęg, czy brzezina.

"- Ja Ci jeszcze pokażę!" - napisała piórem w pierwszej linijce listu... W normalnej sytuacji zwrotów osobowych (mi, ci, tobie, jemu) nie zapisuje się od dużej litery, bo po co? To stosuje się tylko w pisanych do kogoś bardzo oficjalnych pismach, mających wyrażać szacunek i powagę, bo tylko wtedy widać jaką literą zwrot się zaczyna.
Narrator nie składa wyrazów szacunku swoim bohaterom.

Stracić z oczu.. straciła z pola widzenia... - Nie było innego określenia, że drugi raz powtarzasz dokładnie ten sam zwrot?

"Spójrz, tutaj jest skrzyżowanie dróg." - a nie rozwidlenie? Rozwidlenie ma kształt litery Y, gdy jedna droga rozdziela się na dwie lub więcej. Skrzyżowanie ma kształt litery X gdy przecinają się drogi prowadzące w cztery strony. To nie synonimy.

"- Hm, zobaczmy – odpowiedział wyciągając z torby mapę.
- Jesteśmy w tym miejscu. – kontynuował – Spójrz, tutaj jest skrzyżowanie dróg. Prawa prowadzi nad rzekę, natomiast lewa do naszej doliny – wskazał miejsce na mapie.
- Jeśli chcesz, możemy zrobić przerwę – zaproponował. " - skoro to są trzy kolejne wypowiedzi tej samej osoby, to wygodniej będzie to ścisnąć w jednym akapicie, bez rozbijania na linijki. Zwykła ergonomia miejsca:
"- Hm, zobaczmy – odpowiedział wyciągając z torby mapę. - Jesteśmy w tym miejscu[] – kontynuował[.] – Spójrz, tutaj jest skrzyżowanie dróg. Prawa prowadzi nad rzekę, natomiast lewa do naszej doliny[.] – [W]skazał miejsce na mapie. - Jeśli chcesz, możemy zrobić przerwę – zaproponował. "

"nie spodziewałbym się tego po Tobie" - napisał piórem w urzędowym piśmie z odpowiedzią

"Gdy przekroczyli granicę drzew[,] znaleźli się w dolinie"

W dolinie... otoczonej przez las... jednak dolina... porośniętych lasem...

" Po krótkiej przerwie, przywiązali linę do skały. Elf wybrał taką, która była w odpowiedniej odległości od skalnej ściany." - wybrał taką... linę? Mieli różne rodzaje lin w różnych odległościach od skalistej ściany? A może wybrał taką... skałę?

Z magicznego kręgu wyleciał jaszczur z jeźdźcem, zniknął a oni... nic? Zero komentarza? Nie widzieli, że coś się stało? Bo jeśli to on podebrał jaja, to musiał przelecieć tuż pod nimi i pod wspinającą się elfką. Jeśli w akcji dzieje się coś, o czym wie narrator a czego nie widzą lub nie pamiętają bohaterowie, to dobrze jest to zaznaczyć. Inaczej czytelnik uzna ich za gapowatych.

Las, lesie, lasem... Nie ma jakichś synonimów? Albo określeń opisowych?

Przygoda jakoś tak bez zawiązania akcji, przygoda bez przygody jak wyjście do sklepu po bułki. Na dobrą sprawę nic nie wiemy o bohaterach.



ODPOWIEDZ
Grehu 10 d.
Zaciekawiony Dziękuję, popracuję jeszcze nad tym tekstem.
ODPOWIEDZ

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.