online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
ciemno
Rezyliencja
<
O przekłamaniach w modlitwach
>
Tagi: #poezja

Witryfikacja (poemat)

 jak to się mówi: monday — mold day.

 trzeba to przyjąć na chłodno, w zasadzie

  — pogodzić się. kolejny tydzień do zlecenia.

 

 wybijam się na niepodległość, uciekam spod

 panowania kalendarzy i zegarów. ten tekst

 nie ma racji, to kłamczuszek. mówi języczkami.

 

 te — dosyć szybko zostają przeistoczone

 w obsypujące się z drzew niczym liście

 słoneczne refleksy.

 

 snuję się po chacie. "drzwi zmieniły się w ścianę

 i już nie wyjdziesz" — mówi ktoś w drugim pokoju.

 mieszam w saganie z zupą. rozdygotana taśma,

 machina do nawijania szajby wymaga remontu.

 

 jutro — Święto Tribali. w telewizji znów będą

 transmitowane przemarsze uśmiechniętych karków

 pyszniących się zakwitającymi na bławatkowo

 niemodnymi dziarami.

 

 gotuje się. trzeba zdjąć z ognia rodową emalię

 (służy już trzeciemu pokoleniu, pobabciny gar).

 

 nalane, paruje w misce. żółte i z kosteczką.

 chyba nie będzie mi smakować

 (przypominam: tekstowi się łże).

 

 wewnątrz maszynki ktoś się gnieździ.

 może obrał ją za tymczasowe lokum.

 w najgorszym razie: osiedlił się jakiś

 cholerny żul, co będzie szantażować:

 "daj na bro, albo całkiem poplączę taśmę".

 

 mam zamiar zostawiać ex-librisy. gdzie tylko

 się da. wyjść i pieczętować okolicę.

 naklejać wlepki, mazać "graffiti" po przystankach

 i kontenerach na używaną odzież,

 po wiatach śmietnikowych.

 

 licząc na odzew. że nawiążę kontakt

 z kimś, kto podzieli się ideą, większą

 niż ta tutaj: żreć, istnieć, cieszyć się

 z byle czego

 (gęsto, wstecznie i do własnej głowy daleko).

 

 że zza bloków, spomiędzy siedzeń ostatniego

 ikarusa, który kursuje na regularnej linii

 wychynie On. mój dekonstruktor, cały w

 rozkwieconych dziarach. przystawi mi

 pieczątkę na środku czoła

 

 i będę miał z czym się obnosić,

 co pokazywać z dumą

 na zjazdach eks-gimbusiarstwa

 na zlocie honorowych twórców memów

 (choć coś mi mówi, że mało kto zwróciłby

 uwagę, mój nowy look spotkałoby się

 z raczej chłodnym przyjęciem).

 

 pierwsza łyżka. fuj. smak zupy przywodzący

 na myśl awaryjny rzut ścieków

 albo wojnę w Somalii.

 

 ten tekst ciągle kłamie. to dosyć prosta

 rymowanka. pleśnieje mi się bez powodu.

 wielkie idee bywają niestrawne

  jak przedwczorajsza kaszanka.

 

 maszyna pracuje coraz głośniej. zaglądam.

 kto tam wpuścił wytatuowanego lumpa?

 

2240 zzs

Liczba ocen: 1
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~FlorianKonrad
Kategoria: poezja

Liczba wejść: 17

Dodano: 2022-01-12 18:49:47
Komentarze
alka666 9 d.
z dużym wykopem
Wychwytuję coś pomiędzy garem i zupą, czyli dniem codziennym Kowalskiego.
Jest upływ czasu i zakamuflowany strach przed przemocą dnia przyszłego, która narasta już teraz, rozlewa się i pęcznieje - pańskie oko konia tuczy. Klepanie chama po barach zachętą do rozboju.
ODPOWIEDZ
alka666 Dziękuję za interpretejszyn!
ODPOWIEDZ

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.