online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
ciemno
NekroMancer cz. 18
<
NekroMancer cz. 16
>
Tagi: #fantasy #myśliwy #nieumarły #nekromanta #polowanie

NekroMancer cz. 17

  Nekromanta pchnął drzwi do bocznej części dziedzińca. Aron wcześniej nie zapuszczał się w te rejony. Po części dlatego, że furta była zamknięta na klucz, ale też dlatego, że zwyczajnie nie było czego oglądać. Widział dziedziniec z okna, zajrzał kiedyś przez dziurkę od klucza i uznał, że nie ma tam niczego interesującego. Ot – zagracony kawałek terenu. Teraz jednak prostokątny obszar, szeroki na jakieś dwadzieścia, a długi na pięćdziesiąt kroków, był elegancko uprzątnięty. Pod murem leżało jedynie parę skrzyń i stare koryto. Pośrodku placu ktoś postawił kilka bel siana, a do jednej z nich przymocowano tarczę strzelniczą.

  Myśliwy niósł w dłoni łuk. Cięciwę założył już w warsztacie, żeby od razu być w gotowości do strzelania. Przed tym jednak krytycznie ocenił broń. Nie była najgorsza, ale do pierwszego gatunku sporo jej brakowało. Cóż było jednak czynić – musiał się cieszyć z tego, co dostał. Do pasa miał przytroczony pokryty sparciałą skórą kołczan, który także znalazł w warsztacie. Zgodnie z wolą Mancera, po wizycie u beznogiego cieśli i odebraniu przygotowanego drewna, zrobił kilkanaście strzał, wykorzystując dębowe promienie i kryształowe groty. Wziął też przezornie kilka swoich pocisków z grotem ze stali – lubił być przygotowany na różne sytuacje. Pomyślał, że przy okazji będzie miał sposobność porównać wynalazki maga z tradycyjnymi strzałami – jak się zachowają podczas lotu, czy groty nie będą zbyt ciężkie lub zbyt kruche, i tak dalej.

  Zżerała go jednak ciekawość – jaką funkcję mogą pełnić te pomarańczowe kryształki? Dlaczego miałyby być lepsze niż stalowe szpikulce? Wiedział, że Nekromanta miał jakiś cel przy ich tworzeniu. Nie wyglądał przecież na kogoś, kto marnowałby czas na produkcję zbędnych bibelotów. I dlaczego to koniecznie musiał być dąb? Aron wiedział jednak, że lawina pytań, którą mógłby zasypać Nekromantę, tylko rozsierdziłaby starego. Podczas pobytu w zamku nauczył się już, że najlepiej po prostu poczekać, aż mag sam poruszy dany temat. Najlepiej, ale niestety też najtrudniej.

  – Zobacz, jaką ci Dastyn piękną strzelnicę urządził! – rzekł „król Przywróconych”, wykonując szeroki gest ręką. Załopotał przepastny rękaw.

  Myśliwy dopiero teraz zauważył służącego, który wyłonił się zza otwartych przez Mancera drzwi. Chłopak posłał mu połowiczny uśmiech i wykonał sztywny ukłon.

  – Przyda ci się trening. Mam nadzieję, że nie zardzewiałeś za mocno przez ten czas?

  – Nie no, nie minęło aż tyle…

  Nekromanta nie dał mu dokończyć.

  – To się zaraz okaże. Mam nadzieję, że cię nie przeceniłem. No, na co czekasz? Będziesz strzelać czy liczysz, że ja ci pokażę, jak to się robi?

  Aron wiedział, że złośliwy uśmiech starca i jego prowokacyjne teksty miały go tylko zirytować. Wyczuwał, że mag go testuje, nie potrafił określić dlaczego to robi, ale był pewny, że o to właśnie chodzi.

  Bez słowa wyciągnął z kołczana tradycyjną strzałę, nałożył ją na cięciwę. Napiął, przymknął oko.

  – Szyj! – wrzasnął nagle Nekromanta.

  Aron wzdrygnął się i przypadkowo wypuścił pocisk nieco za wcześnie. Strzała minęła cel, odbiła się od kamiennego bruku i znieruchomiała pod przeciwległą ścianą.

  – Ha, ha, stodoły byś nie upolował! – Mag bawił się w najlepsze.

  Myśliwemu zrobiło się gorąco ze złości. Był pewny, że jego uszy robią są w tej chwili ogniście czerwone. Po chwili jednak przypomniał sobie, że jest jednym z Przywróconych i krew w jego żyłach może krążyć nieco inaczej. Nie chciał dać starcowi satysfakcji i okazać złości. Uznał, że Nekromancie pójdzie w pięty dopiero wtedy, gdy trafi w cel pomimo kierowanych w jego stronę złośliwych uwag i śmiechów. Z trudem się opanował, wziął głęboki oddech i sięgnął po kolejną strzałę.

  Tym razem zaczekał nieco dłużej. Przeczekał udawany atak kaszlu, a potem zamarkowane kichnięcie. Wstrzymał oddech i dopiero wtedy wypuścił strzałę. Trafiła w tarczę. Nieidealnie, trochę za wysoko i za bardzo w lewo, ale nieźle. Jeszcze parę prób i będzie dobrze.

  – No, no, nieźle! – Nekromanta pokiwał z uznaniem głową i klepnął strzelca w plecy. – Może nawet obejdzie się bez korepetycji! Strzel jeszcze kilka razy.

  Tym razem Mancer nie przeszkadzał. Stał kilka kroków od Arona i obserwował jego poczynania. Myśliwy, z twarzą niemal zastygłą w skupieniu, każdą kolejną strzałę umieszczał w tarczy. Jedna trafiła nawet w namalowany na środku okrąg wielkości monety. Po kilku minutach w kołczanie pozostały tylko specjalne pociski o kryształowych grotach.

  – Dobrze. Naprawdę nieźle, młodzieńcze. Ale to była tylko rozgrzewka, teraz przechodzimy do właściwej części treningu.

  Mag dał Dastanowi sygnał dłonią, a ten pospiesznie pokuśtykał ku bocznemu wejściu znajdującemu się w przeciwległej ścianie i zniknął za szerokimi dwuskrzydłowymi drzwiami. Myśliwy zamilkł i czekał cierpliwie. Kątem oka spoglądał tylko na Mancera, który, lekko się uśmiechając, wyczekiwał na powrót służącego. Aron zachodził w głowę, co takiego stary mógł wymyślić. Skoro jednak nawet on był tak podekscytowany, musiało to być coś naprawdę wyjątkowego.

  Drzwi otworzyły się i… nic. Mag zmarszczył brwi, a na jego twarzy pojawił się nieprzyjemny, nie zwiastujący niczego dobrego grymas. Aron zerkał na niego z niepokojem – przeczuwał, że na usta już cisną się staremu słowa, które mogłyby wzbudzić trwogę nawet w sercach brutalnych barbarzyńców z odległych wysp Karbatu. A barbarzyńcy z Karbatu nie obawiali się niczego. Tak przynajmniej wynikało z opowieści, których myśliwy nasłuchał się kiedyś od żołnierzy i starych, zgrzybiałych dziadów przesiadujących w karczmach i podających się za podróżników. Chociaż ci drudzy równie dobrze mogliby się podawać za latających jaszczuroludzi lub wysłanników samego Meliorusa – za kolejny kufel piwa powiedzieliby wszystko, co stawiający chciałby usłyszeć. Aron i tak nie miał możliwości zweryfikować tych informacji, w końcu morskie podróże przestały być bezpieczne – ba, przestały być w ogóle możliwe – prawie dwa stulecia temu. Po prostu patrzył teraz na Nekromantę i wyobrażał sobie, że słowa, które ten zaraz z siebie wyrzuci, mogłyby zmrozić krew w żyłach tym potencjalnie istniejącym, cholernym karbackim barbarzyńcom.

  Kanonada przekleństw nie zdążyła jednak wystrzelić z ust Mancera, bo z półmroku pomieszczenia, w którym zniknął Dastyn, dobiegły ich uszu dźwięki szamotaniny. Coś się przewróciło, coś zaryczało, a za chwilę ze środka wyskoczyło zwierzę.

  Piękny okaz dorodnego gadona przystanął, uniósł głowę i rozejrzał się dookoła, parskając wielkimi nozdrzami. Szorstka, jasnobrązowa sierść odbijała promienie słońca, które jakimś cudem zdołało przecisnąć się między gęstymi chmurami. Aron patrzył z podziwem na zwierzę, podziwiał jego nadnaturalnie rozrośnięte poroże i długą, porastającą głowę i kark grzywę. Jeszcze nigdy nie widział gadona takich rozmiarów – ten był co najmniej półtora raza większy niż dorosłe osobniki, które miał okazję spotykać i na które, oczywiście, miał okazję polować. Nie robił tego jednak często. Zwierzęta z tego gatunku były bardzo ruchliwe, poza tym miały niesamowicie twardą skórę i zbite mięśnie, co powodowało, że niełatwo było je ubić. Strzały wbijały się bardzo płytko, nie czyniąc stworzeniom większej szkody, nierzadko nawet łamały się przy uderzeniu w cel, a nieudana próba owocowała natychmiastową ucieczką zwierza. Jeśli jednak myśliwemu sprzyjało szczęście i powalił gadona idealnie wymierzonym strzałem, w wiosce był przyjmowany jak bohater. Kiedy już udało się przebić przez twarde warstwy zewnętrzne, można było dobrać się do mięsa, a to było pyszne, sycące i bardzo długo utrzymywało zdatność do spożycia. Ususzone można było przechowywać całymi latami bez obaw o to, że się zepsuje. Ze skóry gadona dało się z kolei wytwarzać nieprzemakalną, odporną na uszkodzenia mechaniczne tkaninę, a jego poroże zręczny rzemieślnik potrafił wykorzystać do wyrabiania narzędzi, zdobień, a nawet zachwycającej biżuterii.

  – Piękny – rzekł z uznaniem Aron. – I co teraz?

  – No jak to co? Upolujesz go.

  Myśliwy wydobył z kołczana specjalną strzałę i obejrzał ją krytycznie.

  – Obawiam się, że to się nie uda. Grot jest zbyt tępy i za krótki, a poza tym…

  – To nie jest zwykła strzała. Zapewniam, że grot jest wystarczająco dobry.

  Aron wolał się nie spierać. Wzruszył ramionami, westchnął i założył pocisk na cięciwę.

  – Poczekaj – zatrzymał go Nekromanta i pokazał mu kawałek papieru z wykaligrafowanym czarnym atramentem tajemniczym słowem. – Tuż przed strzałem musisz wypowiedzieć to zaklęcie.

  – Zaklęcie? – Teraz to strzelec zmarszczył czoło. – Że niby magiczne?

  – Nie, na bogów, mechaniczne! Jasne, że magiczne!

  – Ale ja nie jestem magiem.

  Aron był wyraźnie skonsternowany.

  – Ale ja jestem i masz mnie słuchać. Jasne? Wyceluj, wypowiedz zaklęcie i strzelaj, tylko celnie.

  Myśliwy przyjrzał się kartce.

  – Mam to krzyknąć?

  – Magia nie jest głucha, wystarczy szept.

  – Ale magia jest zakazana – wyjąkał Aron i zaraz zorientował się, jak głupio zabrzmiało to w jego sytuacji.

  Mancer zrobił głęboki wdech, a myśliwego aż oblepiło panujące wokół nich napięcie.

  – Jeszcze chwila i pokażę ci bardzo dokładnie zakazaną magię – wycedził.

  Cienki lód. Lepiej, żeby nie pękł pod stopami. „Nie robić ryzykowanych kroków i wykonywać polecenia”, tłumaczył sobie w myślach Aron.

  – Dobrze, przepraszam.

  – To do roboty – warknął starzec.

  Strzała już siedziała na cięciwie. Strzelec stanął w pozycji, naciągnął, wycelował. Przymknął na chwilę oczy, wyszeptał zaklęcie, a potem wypuścił strzałę, która poszybowała w stronę przechadzającego się po placu gadona.

9605 zzs

Liczba ocen: 1
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !CptUgluk
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 16

Folder: Nekro
Dodano: 2022-05-10 00:02:32
Komentarze
alfonsyna 11 dni temu
z dużym wykopem
O, nowe zwierzątko! I to nie byle jakie! Podoba mi się, czemuż to od razu na ubój? Dałbyś mu trochę pożyć! Bo spodziewam się, że ani zaklęcie, ani strzały, ani ogólnie wszystkie te mecyje nie były bez powodu i zwierz padnie trupem. Szkoda, bo taki był ładny!
Odpowiedz
CptUgluk 10 dni temu
alfonsyna Zwierzątek parę jeszcze u mnie będzie, ale nie wszystkie pójdą na ubój, bez obaw! Ten musiał posłużyć jako cel, taki los mu był pisany... To znaczy dowiesz się jaki, jak wrzucę kolejną część. Bo zakładam, że Alfonsyna dokończy, co zaczęła i przyjdzie poczytać dalej, zgodnie z tym co szumnie zapowiadała pod jednym z poprzednich odcinków! Ale fakt, mecyje nie były bezzasadne Dziękuję ślicznie!
Odpowiedz
alfonsyna 10 dni temu
CptUgluk przecie chadzam od odcinka do odcinka, zgodnie z protokołem!
Odpowiedz
CptUgluk 10 dni temu
alfonsyna no dobra, dobra, nie pokrzykuj!
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.