online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
(Ob)leśny wojownik (tytuł roboczy) #2
<
Za ścianą #1
>

Opis:

To tak z nudów, bo dziś dzień ponury i w sumie nie wiem, po co wstawiam, ale wstawiam. :D

Tagi: #obleśnywojownik

(Ob)leśny wojownik (tytuł roboczy) #1

 EPIZOD 1. Objawienie

 

 Gospodę wypełniał gwar podniesionych głosów. Pijackie rechoty przeplatały się z coraz bardziej wymyślnymi i skomplikowanymi wiązankami przekleństw. W dodatku ten cały zaduch, w którym wyraźnie dominowała intensywna woń oparów alkoholowych – już od samego ich wdychania można było nawalić się w sztok. To wszystko doprawione jeszcze kwaśnym smrodem potu, zmieszanym z odorem tego wszystkiego, co nagle przestało mieścić się w żołądkach gości i postanowiło czym prędzej się z nich wydostać. Raj dla opojów, piekło dla tych, którzy następnego dnia będą zmuszeni posprzątać po tej jakże udanej zabawie. Do tych drugich należała Irenka Jończykówna, córka właścicieli tego przybytku, zawsze chętnie obłapiana i nagabywana przez tych pierwszych, ilekroć akurat przechodziła obok.

 Bądźmy jednak szczerzy – dziewczę było dość wątpliwej urody. Blade i kościste bardziej nawet niż sama kostucha, a w dodatku o języku jadowitszym niźli całe stado żmij. Zdaniem większości, to wszystko zdecydowanie przeczyło wizerunkowi rubasznej karczmareczki o wiecznie rumianych policzkach i wielkich, przyciągających pełne zachwytu spojrzenia… oczach. Ale, jak to mówią, jak się nie ma, co się lubi… Ani w samej szacownej wsi Łapiduchy, ani w najbliższej jej okolicy nie było wszakże żadnej gospody poza tą, a Janusz i Krystyna Jończykowie mieli tylko jedną córkę, którą mogli zmusić, by w niej pracowała. Aczkolwiek ich jedynego syna, Karola, z daleka także nietrudno było pomylić z dziewczyną. Chłopak mógł się bowiem poszczycić niemal równie wątłą posturą co Irenka, będąc przy tym od niej znacznie bardziej urodziwym – nic zatem dziwnego, że takie zestawienie często spotykało swoich sympatyków. Właściwie każdy z gości mógł znaleźć tu coś dla siebie. Samo rodzeństwo nie miało w tej sprawie zbyt wiele do powiedzenia, wszak interes musiał się kręcić, a skoro gospoda nie przyciągała klienteli dobrym jadłem, mocnymi trunkami czy miłą atmosferą, to jakimż innym orężem mogli wojować?

 Janusz Jończyk cieszył się powszechnie opinią szabrownika i dusigrosza, lecz wystarczyło, by zasłynął również z żelaznych pięści i znacznie mniej żelaznej cierpliwości, aby nikt szczególnie głośno mu tych jego przekrętów nie wypominał. Sam gospodarz uważał, że po prostu jako jeden z nielicznych potrafi docenić prawdziwą wartość pieniądza, więc bardzo skrupulatnie obliczał wszelkie wydatki i dbał, by gospoda przynosiła zyski, mające rzekomo zabezpieczyć przyszłość jego rodziny. Swym potomkom wytrwale wpajał podobne zasady, nie wahając się przed wygłaszaniem życiowych mądrości w rytm uderzeń swego najlepszego skórzanego pasa.

 Tylko żony nigdy nie udało mu się utemperować. Pewnego dnia doszedł po prostu do wniosku, że ciszę i spokój ceni sobie znacznie wyżej od jej pełnego posłuszeństwa. A Krystyna miała naprawdę donośny głos i dobrze wiedziała, jak go wykorzystać. Mówiąc najogólniej, była też cholernie leniwym babskiem, a takie zawsze lubią sobie pozrzędzić. Za swoje najbardziej fascynujące hobby zapewne uznałaby obżeranie się do granic obrzydliwości. Jej motto życiowe najwyraźniej brzmiało: „lepiej zjeść i odchorować, niżby miało się zmarnować”. Dziećmi przestała się jakoś szczególnie interesować, gdy tylko nauczyły się stawiać pierwsze samodzielne kroki. Irenka nienawidziła matki do tego stopnia, że sama w pewnym momencie również zaczęła pochłaniać niezliczone ilości jedzenia, by zagłuszyć nim swoją złość. Na przekór samej sobie wyjadała matce jej ulubione przekąski, szczególnie golonki w piwie. Kończyło się to najczęściej tym, że wrażliwy żołądek dziewczęcia nie wytrzymywał takiego tempa, więc Irenka zaczęła coraz bardziej regularnie wyrzucać z siebie nadprogramowy pokarm w krzakach za własną chałupą. Koniec końców, wpadła w coś, co obecnie nazwalibyśmy bulimią, w wyniku czego bardzo mocno straciła na wadze, a w wieku kilkunastu lat popsuła jej się większość zębów, pozostawiając po sobie dość paskudny odór. Dlatego też obecnie, ilekroć ktoś decydował się pójść z nią na zaplecze gospody lub zaciągnąć do jakiejś stodoły, najchętniej brał ją od tyłu – co prawda w takiej pozycji istniała spora szansa poobijania się o jej kościste pośladki, lecz lepsze to od narażania się na wdychanie cuchnących oparów jej oddechu.

 Tego wieczora, gdy Irenka rzuciła kilka pospiesznych spojrzeń po zgromadzonych w gospodzie gościach, mogła śmiało stwierdzić, że właściwie nie było wśród nich nikogo, kto nie gościłby chociaż raz między jej chuderlawymi nogami. Co najmniej połowie zdążyłaby już pewnie urodzić po gromadce dzieci, gdyby nie to, że wraz z utratą wagi straciła także swą dziewczęcą płodność, ponieważ ustały jej comiesięczne krwawienia. Odpowiadało jej to – wszak ani ona, ani tym bardziej jej rodzice, nie mogli sobie pozwolić na mnożenie kolejnych gąb do wykarmienia pod jednym dachem. Można zatem rzec, że obecna sytuacja była szczęśliwym zrządzeniem losu dla wszystkich.

 W pewnej chwili jej znudzony wzrok zatrzymał się w ciemnym kącie, gdzie pod starym, odrapanym stołem wylegiwał się w najlepsze jeden ze stałych klientów, zarówno jakże gościnnych progów gospody jej ojca, jak i jej własnych. Uśmiechnęła się pod nosem – nie po raz pierwszy i na pewno nie ostatni widziała go w takim stanie. Mimo to, był jednym z nielicznych, których naprawdę lubiła. Kiedy nie pił, co ostatnio zdarzało mu się coraz rzadziej, był zwyczajnym, miłym gościem z lekką nadwagą, wiecznie udręczoną miną, zaniedbaną brodą i wielkimi worami pod oczami. Czasem nawet przynosił jej bukiety z polnych kwiatów lub jakieś drobne prezenty, o ile akurat jakimś cudem było go na nie stać. Często zabawiał ją żartami albo mówił kilka pochlebnych słów na temat jej urody. Bywało też, że patrzył jej w twarz, kiedy się pieprzyli, a po wszystkim miewał jakieś głupie poczucie winy i zaczynał opowiadać niestworzone historie o tym, jak to kiedyś zabierze ją „w świat” lub inne brednie, podobne do tych, które rozochoceni młodzieńcy lubią opowiadać naiwnym dziewicom, żeby wślizgnąć im się między nogi. Ale ona od dawna nie była już naiwną dziewicą, a on radosnym młodzianem. Łączyło ich właściwie tylko to, że oboje mieli przed sobą przyszłość o bardzo wątpliwej jakości i lubili zabijać rozczarowania, przesadnie zaspakajając swoje przyziemne potrzeby. A następnie, w oczekiwaniu na kolejną ku temu okazję, w konwulsjach wypluwali z siebie skutki tych krótkich chwil zapomnienia. To jednak wystarczało Irence, by czuć z tym biedakiem jakąś więź. Czasem nawet się przy nim uśmiechała – tak szczerze, jak przy nikim innym i zapewne właśnie dlatego czuła potrzebę okazywania mu choćby odrobiny troski. Co jeszcze nie oznaczało, że zawsze lubiła to robić.

 – Jędrek, rusz no się! – warknęła, próbując przekrzyczeć pobliskie rechoty grupy opijusów. Dla wzmocnienia efektu zasadziła leżącemu porządnego kopniaka w ten jego przesadnie wydatny brzuch. – Wstańże, stary capie, zanim znowu zapaskudzisz mi cało cholerno podłogę! Dyć mi już to sprzątanie po tobie downo obrzydło!

 Jedyną odpowiedzią, jaka nadeszła spod stołu, był stłumiony bełkot, z którego Irenka zdołała zrozumieć jedynie kilka mało wyszukanych przekleństw i złorzeczeń. Westchnęła ciężko. Naprawdę nie miała najmniejszej ochoty się z nim szarpać, ale jeszcze mniej uśmiechało jej się sprzątanie jego bałaganu. Znała go wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, że to już ostatni moment na podjęcie próby nakłonienia go do wyjścia stąd o własnych siłach. Gdyby pozwoliła mu tak jeszcze trochę poleżeć, w którejś chwili zapewne poderwałby się nagle na nogi i zwyzywał pierwszego lepszego mięśniaka, wywołując pijacką burdę, po której ona, prócz standardowych rzygów i moczu, musiałaby zmywać także ślady krwi – a krew zmyć było najtrudniej.

 – Jędrek! – ponowiła próbę, pochylając się, by szarpnąć go za ucho. – Ty pieprzony…

 – Zostaw. – Niski, tubalny głos zagrzmiał nad jej głową, a zaraz potem silne palce zacisnęły się wokół wychudzonego ramienia niczym kleszcze, podciągając dziewczynę z powrotem do pozycji stojącej. – Sam zara wykopię to ścierwo za dźwierze, coby panienka nie musiała brudzić se rączek… – Gwałtownym ruchem przyciągnął ją ku sobie, aż oparła się plecami o potężną klatkę piersiową. – Trza mi tylko najsampierw zadbać o pilniejsze potrzeby. – Jedną z wielkich, spracowanych dłoni bezwstydnie zakrył drobną pierś Irenki. – Tęskno mi już do twoich wrzasków, panienko, a chwilę tymu nieźlem oskubał w karty kilku starych durniów.

 Irenka głośno przełknęła ślinę. Mężczyźni! Wszyscy tacy sami – wiecznie tylko o sobie i swoich potrzebach, a kiedy to oni są komuś potrzebni, zwykle mają to gdzieś. Jej cholerny ojciec, na przykład, nigdy nawet palcem nie kiwnął, kiedy ona użerała się z co bardziej agresywnymi albo napalonymi gośćmi. Reagował tylko w ostateczności, nie pomagał nawet sprzątać, chyba że sterczenie nad nią z pasem w ręku można by nazwać pomocą. Mogła liczyć wyłącznie na brata, ale tym razem akurat nie było go w pobliżu. A Marek Konieczny, miejscowy kowal, nie należał do ludzi, którzy potrafią przyjąć i zaakceptować odmowę. Był wielki jak dąb i silny jak tur, już samym swoim wyglądem budził respekt w całej wiosce i najbliższej okolicy. W domu miał żonę i czwórkę dzieci, piąte aktualnie w drodze, a właściwie już prawie na miejscu, ale większość zarobionych pieniędzy przepijał lub przegrywał w karty pod tym dachem, przy swoim ulubionym stoliku, zza którego wstał chwilę temu. Jego biedna małżonka początkowo próbowała z tym walczyć, ale ostatecznie skapitulowała gdzieś między jednym a drugim złamanym żebrem. Marek zwykle brzydził się jej dotykać, kiedy była w zaawansowanej ciąży, więc w takich momentach małżeńskie obowiązki przejmowała drobna, uległa Irenka. Kowal bywał brutalny na wiele możliwych sposobów, sam otwarcie przyznawał, że lubi słuchać kobiecych krzyków, lecz przynajmniej zostawiał na tyle wysokie napiwki, że Irenka mogła cichaczem odkładać część grosza tylko dla siebie, w tajemnicy przed rodzicielami. Czasem pozwalała sobie na nieśmiałe marzenia, że może któregoś dnia, również dzięki hojnej prawicy kowala, rzeczywiście będzie mogła ruszyć w świat, jak najdalej od tej ohydnej dziury, w której przyszło jej żyć. Lecz zaraz potem przypominała sobie zwykle o swoim kochanym bracie, którego nie potrafiłaby zostawić, a nawet o biednym Jędrzeju Wiśniewskim, dzięki któremu czasem się uśmiechała – i o ten solidny mur jej marzenia się rozbijały.

 

 Ciąg dalszy: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=1452

10490 zzs

Liczba ocen: 2
81%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *alfonsyna
Kategoria: inne

Liczba wejść: 67

Folder: Obleśny wojownik
Dodano: 2019-12-16 15:33:18
Komentarze.
anonim 1 r.
Dobrze, że wstawiłaś
Odpowiedz
Skoro tak mówisz... dzięki!
Odpowiedz
Jeśli idzie o Twoje teksty, które dotychczas czytałem, to ten jest z pewnością, ale to tak naprawdę, najlepszy. Zatrzymuje po prostu treścią. Nawet nie mam chęci kombinować czemu, czy grzebać, by może cuś znaleźć, bo po prostu spełnienie odnalazłem w samym przeczytaniu i szczerze się cieszę, że jest w tytule jedynka.
Zajebiście, że bohaterowie są tutaj właście tacy. Koślawi, przylegli do poziomu gleby, niemal uwypukleni tyrpistycznie. Kontentym z tego udarcia. Zasewowane przez Ciebie mięso jest bardzo uczciwe i szczere. Zajebiście.
Odpowiedz
Canulas - co do tego tekstu byłam sceptyczna przed jakąkolwiek publikacją, bo wydawało mi się, że niekoniecznie znajdzie zwolenników. Ale tak po prawdzie sama tych bohaterów lubię i chciałam się zmotywować, żeby do nich powrócić, bo to niełatwe zadanie dla mnie. Cieszę się, że wpadło Ci w gust, zobaczymy, co dalej będzie.
Dziękować za wizytację!
Odpowiedz
No okejox, czyli rozumiem, że to jedynka na wyrost. Zostawiłaś sobie furtkę na cmentarz, ale grobów nie znasz. Hmmm
Odpowiedz
Zasadniczo mam gotowy cały pierwszy epizod, który podzieliłam na trzy części dla wygody czytania (więc mogę spokojnie wstawić jeszcze dwie kolejne), natomiast na ciąg dalszy jest pomysł, trochę gorzej z wykonem, ale planuję się w tej materii ogarnąć, póki mam chęć jeszcze.
Odpowiedz
Chęć jest ważna, dwadzieścia rozgrzebanych tekstów może za mnie poświadczyć.
Odpowiedz
Dwadzieścia to jeszcze całkiem znośnie, ja jestem generalnie z tych, co ciągle coś zaczynają i nigdy nie kończą, więc znam ten ból. A moimi dobrymi chęciami to już by pewnie można było niejedno piekło wybrukować.
Odpowiedz
Parę fajnych momentów! (wyczekiwałem tych przekleństw... mało było)
Bardzo podobało mi się to z zepsutymi zębami i braniem od tyłu oraz to, że żona skapitulowała gdzieś między jednym a drugim złamanym żebrem :^)

Na razie nie wiem co myślę, dam znać dalej
Odpowiedz
Okropny ja jestem kobietą, kobiety powinny mniej przeklinać!
No jasne, co kto lubi...
Dzięki.
Odpowiedz
z dużym wykopem
Ahoj!

Kurde, dawno nie czytałam czegoś tak... swojskiego, przaśnego, ale i jednocześnie doprawionego niezłą dawką goryczy. Najpierw przeczytałam "A kto umarł, ten pamięta" i dopiero teraz "lepiej poukładało mi się" odnośnie historii i bohaterów.

Będę tupotać do kolejnych części. Język - a zwłaszcza już sam początek, gdzie opisujesz samą codzienną sytuację w karczmie - miodzio
Odpowiedz
Hiraeth właśnie na tym mi zależało - żeby było takie swojskie i przaśne, z przymrużeniem oka, ale też w gruncie rzeczy nie do końca zabawne.
Bardzo się cieszę, że znalazłaś chwilę i wpadłaś, mam jakiś tam sentyment do tego opka, które zresztą chcę kiedyś skończyć, no i niezmiernie cieszy mnie pozytywne przyjęcie!
Odpowiedz
^Ozar 6 m.
z wykopem
Fajny tekst przypominający klasyków fantasy i ich karczmowe klimaty. Troszeczkę, ale rzeczywiście troszeczkę czuć tu klimat wiedźmina i Sapkowskiego opisy karczm. Może się mylę ale tak to odebrałem. Przykładem "To wszystko doprawione jeszcze kwaśnym smrodem potu, zmieszanym z odorem tego wszystkiego, co nagle przestało mieścić się w żołądkach gości i postanowiło czym prędzej się z nich wydostać" Coś podobnego można znaleźć zarówno w opowieściach o Geraldzie jak także w mojej wręcz ulubionej serii "Ja inkwizytor" Piekary.
Mam akurat trochę czasu wiec dam taki dłuższy komentarz, o tym jak czuje ten tekst. Po pierwsze opis karczmy jest można powiedzieć wręcz idealny i znany z wielu tekstów fantasy, więc tu nic dodać. Po drugie córka karczmarza. No cóż zazwyczaj to są młode i chętne panienki o kształtach powiedzmy delikatnie rubensowskich, które chętnie oddają to, co mają chcąc coś zarobić poza kasą ojca z której nic nie mają. U ciebie to brzydka kobieta, więc tutaj mamy trochę inną sprawę, choć jak widzę nawet ona potrafi znaleźć chętnego do uciech cielesnych. Jednak przy braku jak to napisałaś dużych... oczu i ładnej twarzy nie jest to łatwe. Co innego jej brat i tu już coś niezwykłego, bo o wdzięcznym chłopaku rzadko można coś przeczytać i dlatego plus dla ciebie.
Jak piszesz karczma nie przyciągała ani dobrym jadłem, ani mocnymi trunkami, ani atmosferą więc każdy dodatek był na wagę złota.
Właściciel to chytry człowiek a do tego znany z żelaznych pięści. No cóż przy takiej klienteli to raczej są zalety, a nie wady, bo pewnie nie raz musiał używać siły czy to wywalając pijusów którzy wstrzynali burdy, czy też takich, którzy powiedzmy chcieli zakłócić porządek albo wstrzynać burdy na trzeźwo.
Jego żona też do pewnego stopnia wpisuje się w klasykę fantasy. Jak chłop jest obrotny i twardy, to zazwyczaj żona jest leniwa i rozrzutna i na odwrót.
Co do miesiączki to też coś innego niż standard, bo zazwyczaj dziewki z karczm musiały co jakiś czas jak to nazywano spędzać niechciane płody, w czym pomagały opłacane przez karczmarza wiedzące, albo wiejskie staruchy, czasem wiedźmy, czy inne takie. U ciebie akurat ten problem zniknął przez naturę samą.
Jak widzę jedyny gość który wzbudzał jakieś uczucia w dziewczynie to Jędrek który jednak co chwila odpływał w nicość. Fakt że dawał jej kwiaty i mówił miłe słowa musiały być dla niej czymś niezwykłym. Dla takiej dziewczyny byle co było miłe.
Na końcu chyba mamy tu kowala a ten jest jak każe pismo wielki, silny i twardy jak stal. Jednak nawet taki brutal jak on był dla dziewczyny dobry bo płacił. Cóż jak się ma tylko ciało na sprzedaż i to niezbyt ładne, to się nie wybiera klienta. Smutne, ale prawdziwe.
Reasumując bardzo ciekawy tekst pokazujący dawne karczmy i stosunki w nich panujące w sposób wystarczający, żeby sobie wyrobić o nich zdanie, nawet dla takich, którzy nie znająich opisów z innych powieści czy opowiadań. Czyli taka jakby legenda dotycząca karczm.
Ło jejku alem się nagryzmolił. Wybaczta szanowna pani za ten bełkot, ale cosik mi się widzi, żem miał jakisik napad veny na te wase pisadło. Snadź cza było tak ino godać i godać a tera kij wie co z tego bydzie!!!

Odpowiedz
Ozar miła niespodzianka, żeś wpadł! Wyobraź sobie, że już kiedyś mi się zdarzało, że ktoś mnie tam porównał do "Wiedźmina" czy innych klasyków fantasy, co zresztą odbieram zawsze jako komplement. Niemniej "Wiedźmina" czytałam tylko jednego, więc nie miałam okazji na szersze porównania. Ale masz rację - jest to pewna klasyka, przełamana nieco, bo chciałam uczynić bohaterów nieco bliższymi rzeczywistości niż heroizmu. Chciałam, żeby po prostu byli zwyczajni, mieli wady, z którymi mogliby walczyć, zwłaszcza, że to czasem trudniejsze niż walka z potworami.
Dzięki wielkie, że wpadłeś i zostawiłeś taki porządny ślad, no i miło mi, że się coś w tekście spodobało, bo to jeden z tych, które u siebie darzę sympatią. Pozdrowienia!
Odpowiedz
Swojskie, wiejskie - dobrze oddany klimat. Bez trudu potrafię sobie wyobrazić wnętrze gospody wraz z jej podchmielonymi gośćmi i ich wyziewami, spośród których aromat alkoholu byłby chyba najprzyjemniejszy :P
Ech, dzieci łasego na kruszec karczmarza nie mogły mieć tam lekko. Aż żal się robi, jak się o tych bidokach czyta. Z pewnością pójdę dalej, żeby obadać, co tam z nimi będzie :P
Odpowiedz
CptUgluk dzięki za wizytę, Panie Kapitanie! Cieszę się, że opis odpowiednio działa na wyobraźnię, bo zależało mi na zachowaniu pewnej obrazowości, która pociągnęłaby klimat. Wychodzi na to, że nikt tam nie miał lekko, choć każdy z trochę innego powodu. Z innych opinii wiem, że spora część czytających pała sympatią do Irenki, ja też ją lubię, choć przyznaję, że z założenia ona i jej brat są bardziej postaciami epizodycznymi, niemniej dobrze, że wzbudzają emocje, bo mam ochotę jeszcze trochę z nich wycisnąć.
Miło, żeś wpadł, zapraszam ponownie w moje progi wedle uznania.
Odpowiedz
alfonsyna O widzisz, znaczy, że też się dałem nabrać, bo sądziłem, że Irenka i jej brat będą grali jakieś ważniejsze skrzypce Wstąpię z pewnością dalej, nie wiem czy dziś, ale wrócę!
Odpowiedz
CptUgluk to dobrze, znaczy udało się uczynić drobny element zaskoczenia! Oni nigdzie na razie nie uciekają, więc możesz wrócić, kiedy Ci pasuje.
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.