jasno nowy wygląd
Perseida - Rozdział 10
<
Perseida - Rozdział 8
>

Perseida - Rozdział 9

 Mieszałam słomką piwo, nie potrafiąc spojrzeć Kostkowi w oczy. Znowu nie odrywał ode mnie wzroku, co mnie bardzo krępowało. Usilnie próbowałam sobie wmówić, że to przecież wciąż nic nie znaczyło.

 

 – Potrójna porcja soku wystarczy? – zapytał rozbawiony. 

 

 Niepewnie na niego spojrzałam. 

 

 – Yhym – potwierdziłam. 

 

 – Co mam przez to rozumieć? – Uniósł brew. – Chyba jednak się mnie boisz. 

 

 – Nie – odpowiedziałam hardo. 

 

 – Tak? – zapytał zaskoczony. – Nawet nie potrafisz mi spojrzeć w oczy. 

 

 Jak na zawołanie spuściłam głowę. Żałowałam, że zgodziłam się na wyjście na piwo. Kostek działał na mnie w taki sposób, że nie byłam sobą. Nie chciałam taka być. 

 

 – Nieprawda – skłamałam z rumieńcami na twarzy. – Robisz to specjalnie – mruknęłam, a potem przyssałam się do słomki i wypiłam pół piwa. – Może powiesz coś o sobie?

 

 Kąta oka zauważyłam, że uniósł brew. 

 

 – Czyli chcesz posłuchać o tym, że lubię cię słuchać? – zapytał, nie odrywając wzroku od mojej twarzy. 

 

 Zamrugałam nerwowo, skupiając wzrok na słomce. 

 

 – Sok malinowy jest o wiele smaczniejszy niż wiśniowy – szepnęłam drżącym głosem. 

 

 Kostek parsknął śmiechem, a potem niespodziewanie złapał mnie za rękę. 

 

 – Dlaczego się peszysz?

 

 Zacisnęłam moje usta, bo czułam jak policzki robią się całe czerwone. 

 

 – Wcale się nie peszę. 

 

 – A może jednak? – spytał, zaciskając palce na moim nadgarstku. – Możesz być ze mną szczera. 

 

 Nie wierzyłam w to. Moje serce zabiło boleśnie, bo najwyraźniej Kostek naprawdę nie zdawał sobie sprawy z tego, co wyprawiał. 

 

 – Szczera – powtórzyłam niepewnie. – Chyba nie potrafię taka być. 

 

 Kostek uniósł wysoko brwi. 

 

 – Dlaczego?

 

 Jeden z moich kącików ust się uniósł, ale szybko opadł. 

 

 – Szczerość bywa złudna. 

 

 – I prawdziwa – dodał, nie spuszczając ze mnie wzroku. – Nie zamykaj się na nią. 

 

 Za kogo on mnie uważał? 

 

 – Nie chcę ci zabierać czasu – powiedziałam, czując dziwny uścisk w okolicach serca. – Na pewno masz coś ważniejszego do zrobienia. 

 

 – Ważniejszego niż siedzenie z tobą tutaj?

 

 Zaniemówiłam. 

 

 – Co masz taką przerażoną minę? – zapytał rozbawiony. – Naprawdę chciałbym zobaczyć twoje rysunki. 

 

 Chciałam założyć kosmyk za ucho, ale uprzedził mnie Kostek. Zaskoczona, wstrzymałam oddech. Jego palce delikatnie musnęły mój policzek, a oczy wpatrywały się w moją twarz. 

 

 – To jak będzie?

 

 Z trudem wróciłam do rzeczywistości. Chyba pytał o rysunki. Gdybym miała pewność… Gdybym… Pokazałabym mu wszystko. Ale nie, nie mógł niczego zobaczyć, a tym bardziej nadziei, która pomogła mi narysować jego szare oczy. 

 

 – Już mówiłam, że nikomu ich nie pokazuję.

 

 – Nie mogę być wyjątkiem? – zapytał, opierając podbródek na dłoni. – Nie będę oceniał. 

 

 – Dalej uważam, że…

 

 – Boisz się? – przerwał mi. – To tylko rysunki. 

 

 On naprawdę niczego nie rozumiał. 

 

 – Już mówiłam, że…

 

 – Tak – wpadł mi znowu w słowo. – Kierujesz się emocjami, więc tym bardziej chcę je zobaczyć. 

 

 Spanikowana, dopiłam piwo. 

 

 – Zamówić ci kolejne? – zapytał, wskazując dłonią pustą szklankę. 

 

 Pokiwałam głową, bo chyba potrzebowałam czegoś, co skutecznie odwróciłoby moją uwagę od tych chłodnych, szarych oczu, które przyprawiły moje serce o palpitacje. 

 

 Korzystając z chwili spokoju, zerknęłam na moją sukienkę: czerń otulała czerwone róże. Dotknęłam palcami włosów. Przez ułamek sekundy pomyślałam, że może… może nie wyglądałam tak źle. Popatrzyłam na nisko zawieszoną lampę. Może w takim świetle prezentowałam się korzystniej? 

 

 Pisnęłam cicho, gdy Kostek niespodziewanie usiadł obok mnie, stawiając szklankę z piwem na stoliku. 

 

 – Tym razem wiśniowy, bo zabrakło malinowego. Poczwórna porcja, więc istnieje spora szansa, że ci zasmakuje – powiedział z delikatnym uśmiechem. 

 

 Zerknęłam niepewnie na jego ramię, które było podejrzanie blisko mojego. Chyba wolałam jak siedział naprzeciwko. A kiedy ponownie dotknął moich włosów i odgarnął je na plecy, przestałam na chwilę oddychać. 

 

 – Nie ukrywaj się przede mną – szepnął. 

 

 Kątem oka zauważyłam, że jego dłoń wylądowała na oparciu kanapy. Przysunęłam do siebie szklankę i znowu zaczęłam bawić się słomką. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego Kostek zachowywał się w ten sposób. Dalej czułam się skrępowana, ale nie osaczona. Chyba zaczynało mi się to podobać. 

 

 – To może zapytam o twoje imię? Skąd taki pomysł?

 

 Popatrzyłam na niego, chociaż wiedziałam, że moja twarz była cała czerwona.

 

 – Laetitia – szepnęłam. – Mój tata jest fizykiem, mama uwielbia hiszpańskie telenowele, więc zostałam Letycją. 

 

 – Co ma do tego fizyka? – zapytał zaciekawiony. 

 

 Obrysowałam palcem krawędź szklanki, na krótką chwilę skupiając na niej wzrok. 

 

 – Urodziłam się ósmego lutego, akurat w dniu, w którym w 1856 roku, w Paryżu, odkryto planetoidę Laetitia. 

 

 – Laetitia to po hiszpańsku, tak? – dopytywał Kostek. 

 

 – Tak. – Uśmiechnęłam się smutno. – Królowa Hiszpanii również się tak nazywa.

 

 Specjalnie pominęłam wzmiankę o nawiązaniu do mitologii rzymskiej. Nie potrafiłabym powiedzieć Kostkowi, że nie jestem ani piękna, ani wesoła, ani nie posiadam wrodzonego wdzięku. Bałam się, że mógłby przyznać mi rację, a wtedy… Wolałam nawet o tym nie myśleć.

 

 – Nie wyglądasz na zadowoloną. 

 

 – Nie, nie, to nie tak – zaprzeczyłam szybko. – Lubię swoje imię. 

 

 – A ja, tak na przykład, wcale nie lubię swojego. 

 

 Uniosłam brew, przyglądając mu się uważnie. 

 

 – Naprawdę?

 

 – Konstanty… No cóż, to była wizja mojego ojca. I to w sumie jedynie, co mi po nim zostało. Nie za bardzo mam się czym cieszyć. 

 

 Pokiwałam smutno głową.

 

 – Nie tęsknisz za nim?

 

 – Nie – odpowiedział chłodno. – Dla mnie to całkowicie obcy gość. 

 

 Nie wiedziałam, co mam na to wszystko powiedzieć. Chyba nie chciałam skierować naszej rozmowy na takie przygnębiające tematy. Kostek chyba też, bo niespodziewanie położył rękę na moich plecach, a później przesunął na biodro. Zanim się obejrzałam, tulił mnie do siebie. Moja twarz znów była cała czerwona. 

 

 – Jesteś bardzo spięta – mruknął rozbawiony. – Wciąż się mnie boisz? 

 

 Pokręciłam głową. 

 

 – Jesteś bardzo przekonująca – zadrwił. 

 

 Sięgnęłam po szklankę i przyssałam się do słomki. 

 

 – Dobry pomysł, może wreszcie się rozluźnisz – dodał, rzucając mi znaczące spojrzenie. 

 

 Rozchyliłam usta, a słomka wpadła z powrotem do piwa. Kostek był tak blisko, że przyjrzałam się uważnie jego oczom. Teraz miały barwę ciepłej szarości – mojego ulubionego ołówka. I wyglądały identycznie jak te na kartce, które namalowałam. Serce waliło mi w piersi jak szalone. Miałam nawet wrażenie, że Kostek zaczął się powoli nachylać w moją stronę. Ale rozdzwoniła się jego komórka i wszystko zniszczyła. 

 

 – Cholera – mruknął, wyciągając telefon z kieszeni bluzy. – To z pracy, muszę odebrać. 

 

 Wzięłam głębszy wdech i odwróciłam wzrok, popijając piwo. 

 

 Nadzieja przestała istnieć. Mnie już naprawdę zaczęło zależeć. 

 

 ***

 

 W samochodzie czułam się dziwnie. Chyba drugie piwo zaczęło działać, bo nawet nie uciekałam spojrzeniami, tylko sama gapiłam się na Kostka jak idiotka. Moje serce biło własnym rytmem, a po głowie chodziło mnóstwo głupich myśli. Że ja… Że my… Że to jakoś można byłoby połączyć. 

 

 – Boisz się już mniej? – zapytał rozbawiony, parkując przed moim blokiem. 

 

 – Wcale się nie boję – mruknęłam urażona. – Już ci mówiłam, że nie wyglądasz groźnie. 

 

 – Bo wciąż mnie nie znasz. 

 

 – Bo niewiele o sobie mówisz.

 

 – Wolę słuchać ciebie – powiedział, zawieszając wzrok na moich ustach. 

 

 Przygryzłam wargę, poprawiłam szybko sukienkę i sięgnęłam po klamkę. Kostek złapał mnie delikatnie za dłoń i położył ją na swoim udzie. Nasze twarze znów były blisko siebie. 

 

 – Znowu bez pożegnania? – zapytał. 

 

 – A chcesz się żegnać?

 

 Uśmiechnął się krzywo. 

 

 – Bycie wyluzowaną nie jest chyba takie złe, prawda? – Dotknął wolną dłonią moich włosów, a potem policzka. – Następnym razem spróbujemy bez wspomagaczy. 

 

 Otworzyłam usta, bo nie wiedziałam, o co mu chodziło. 

 

 – Wspomagaczy?

 

 – Bez piw… nie pozwoliłabyś mi na to – powiedział, przejeżdżając kciukiem po mojej dolnej wardze. 

 

 Spojrzałam na jego usta, bo chciałam, aby mnie całowały. Idiotyczne pomysł narodził się w mojej głowie, ale to była wina Kostka. Pragnęłam poddać się temu uczuciu, które królowało tego wieczoru w moim sercu, jednak doskonale wiedziałam czym było odrzucenie. 

 

 – Dobranoc – szepnęłam, a potem wysiadłam z samochodu. 

 

 Kostek mnie nie zatrzymał. 

 

 – Dobranoc – zawołał. 

 

 Chłodny wiatr otulił moją twarz i odsłonięte ręce, ale nie zatrzymałam się, tylko przeszłam przez ulicę i weszłam na klatkę schodową. W połowie schodów prowadzących na moje piętro, minęłam się z Dawidem. Uśmiechnął się na mój widok. 

 

 – Cześć – powiedział, machając dłonią. 

 

 – Hej – mruknęłam zaskoczona, wysilając się na uśmiech. 

 

 Całkowicie o nim zapomniałam. O nim i jego ciepłych, brązowych oczach. 

 

 Kostek przysłonił mi wszystko. 

 

 ***

 

 Kładłam się już do snu, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Na progu pojawiła się uśmiechnięta mama. 

 

 – Widziałam, że wróciłaś. Jak było?

 

 Przeczesałam palcami mokre włosy i poprawiłam poduszkę.

 

 – Fajnie.

 

 – Czyli dobrze się bawiłaś? – drążyła, a jej uśmiech stawał się coraz szerszy. 

 

 – Tak – przyznałam szczerze. 

 

 – Może… kiedyś… Nie mówię teraz, ale kiedyś… Może zaprosiłabyś do nas Kostka?

 

 – Tu? Do nas? – zapytałam, będąc w niemałym szoku. – Ale Kostek to tylko kolega. 

 

 – Olgę i Paulinę również tu przyprowadzałaś, a to koleżanki, tak?

 

 Odetchnęłam z ulgą.

 

 – No tak, prawda – mruknęłam. – Powiem mu. 

 

 – To ja już idę. Dobrej nocy, gwiazdko – powiedziała mama. 

 

 – Dobranoc, mamo – szepnęłam, patrząc, jak zamyka za sobą drzwi. 

 

 Położyłam się na boku, ale zaraz obróciłam się na plecy i spojrzałam na sufit. Gwiazdy już nie świeciły tak jak kiedyś. Żałowałam, że żadna z nich nie mogła spełnić moich życzeń. Te prawdziwe tym bardziej były głuche na mojej prośby, więc przestałam z nimi rozmawiać. 

 

 Mogłabym prosić o Kostka, ale wiedziałam, że nawet moc gwiazd nie byłaby w stanie zmusić kogoś do miłości. 

 

 Moja komórka zaczęła świecić, więc zerknęłam na ekran. 

 

 „Śpisz?” – pisał Kostek. 

 

 „Jeszcze nie” – odpisałam szybko, a dosłownie sekundę później telefon zaczął wibrować mi w dłoni. Dzwonił, ale po co?

 

 – Tak? – mruknęłam niepewnie. 

 

 – Uciekłaś – rzucił z wyrzutem, chociaż słyszałam w jego głosie nutę rozbawienia. – Dlaczego to zrobiłaś?

 

 I co mu miałam odpowiedzieć? Że dotarło do mnie, że złamie mi serce? 

 

 – Było już późno. 

 

 – Gdy odchodziłaś… z nieba spadła gwiazda. 

 

 Zaniemówiłam, ale tylko na chwilę. 

 

 – One mnie i tak nie słuchają – wypaliłam. 

 

 – Może to, o co prosiłaś, nie byłoby dla ciebie dobre?

 

 Pokręciłam głową. 

 

 – Na pewno tak nie było – szepnęłam. – Nie potrafisz spać?

 

 – Nie, bo zastanawiałem się czy jeszcze się ze mną spotkasz. 

 

 Gwałtownie usiadłam na łóżku. Potarłam dłonią czoło, bo on z pewnością nie mówił poważnie. 

 

 – A dlaczego miałabym się nie spotkać? – zapytałam z mocno bijącym sercem. 

 

 – Bo mi uciekłaś – przypomniał, a potem roześmiał się cicho. 

 

 Przewróciłam oczami. 

 

 – Wróciłam do domu – sprostowałam. 

 

 – To dalej ucieczka. 

 

 – W porządku, niech ci będzie – powiedziałam zrezygnowana. – Następnym razem głośno poinformuję, że zamierzam iść do domu. 

 

 – I się przytulisz. 

 

 Zamarłam. 

 

 – Yhym – mruknęłam. 

 

 – Nic na to nie poradzę, że lubię mieć cię blisko. 

 

 Przymknęłam powieki, bo ta rozmowa zmierzała w bardzo złą stronę. Kostek wypychał negatywne myśli z mojej głowy, próbując przekonać, że to wszystko wyglądało dokładnie tak, jak powinno wyglądać. 

 

 – Jestem… – Odchrząknęłam. – Jestem zmęczona. Pójdę spać, dobrze?

 

 – Dobrze – szepnął. – Dobranoc. 

 

 – Dobranoc. 

 

 Połączenie wciąż trwało, więc rozłączyłam się jako pierwsza. Opadłam na plecy, z trudem łapiąc oddech. Wciąż nie potrafiłam uwierzyć, że to powiedział. Mówił poważnie? Lubił mieć mnie… blisko? 

 

 Obróciłam głowę i spojrzałam na szarą bluzę. Jakimś cudem wciąż nim pachniała. Noc znów była ciepła, ale zignorowałam ten fakt i włożyłam bluzę, a potem położyłam się na pościeli. Moje usta wciąż był wygięte w uśmiechu. 

 

 To dzięki niemu.

12425 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Elorence
Kategoria: romans

Liczba wejść: 33

Opis:

Dodano: 2020-01-06 00:46:40
Komentarze.
*Ritha 1 m.
Przycwałowałam i tu, akcja toczy się dalej i w zasadzie idzie Kostkowi jak po maśle - nie widzę komplikacji, poza tym, że on nadal dużo dziamdzia, a raczej dużo pyta, zasypuje ją pytaniami, a ona, jak taka typowa szara myszka, ledwo łeb z dziury wyściubia. Zastanawiam się co pójdzie nie tak... Niebawem przycwałuję pod kolejną Czyta się jednym tchem.
Odpowiedz
Ritha prawda! Zasypuje pytaniami, bo ona sama z siebie nic nie powie Siłą trzeba za język ciągnąć!
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Elorence no tak, fakt!
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.