online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
Tylko nie mów w jidysz (całość)
<
TW#2 Lennie popychadło (2/2)
>
Praca Wyróżniona

Zoe

 Jakieś stare TW.

 

 "I sprzymierzymy się: ty i ja, i pryśniemy im śmiechem w oczy, weźmiemy się za ręce, zaczniemy biec co tchu (...) i śnieg zaczniemy jeść garściami".

 

 Smród spóźnień na kolejnych postojach, zawiedzionych nadziei i przedwcześnie zerwanych ze smyczy pragnień - mężczyzna, któremu serce uwięzło pod chropowatym językiem, wyobrażał sobie, że czuje to wszystko w rozchodzącej się od mroźnego powietrza woni. Rój skamlących, ujadających psów rozwarstwiał się u podnóża pomarszczonej sosny i błyszczał teraz lśniącymi zębami, szemrał ukradkowym ruchem, dudnił ciężkimi cielskami pełznącymi po twardej zmarźlinie.

 Przez zmrużone powieki dostrzegł teren, gdzie nic nie umknęło wpływom ognia. Budynek tlił się już marnie, roztaczając wokół siebie pomarańczową poświatę, błyszczały języki żywiołu w szalonym tańcu. Czerwona ziemia rozciągała się po obu stronach. Cichy, ledwie dostrzegalny ruch po lewej stronie wyrwał go z rozmyślań. Potem był krzyk:stłumiony, ale wyraźny. Ścisnął mu żołądek.

 Kobieta leżała przygnieciona stertą czerniejących desek. Gorące, ropne narośla wystawały z jej zdeformowanej twarzy. Poczuł, że wzbiera w nim fala mdłości. Wlepił ciemne oczy w poparzony policzek. Zwymiotował. Odrzucił drewna kościstymi dłońmi i klęknął obok ciała. Ręka zawisła w pół drogi, gdy chciał dotknąć syczącej rany. Myśli kotłowały się jak najeżone. Patrzyła na niego jednym okiem, błękit zamknięty w tęczówce, w porównaniu do szarego nieba, był czymś nadzwyczajnym, materią nieuchwytną, mieszaniną barw niedościgłych dla nikogo.

 — Wytrzymam — syknęła.

 Jego twarz, twarz Willa, przebiegła siekanina dreszczy, drgawek, uśmiechów niedowierzających i bladych. Przez długi czas nie mógł opanować rysów, uspokoić zgrzytów emocji. W końcu wypuścił powietrze z płuc. Świszczący oddech odbił się echem. Zanurzył rękę w śniegu i przesunął po zbrukanej twarzy. Różnica temperatur była zbyt duża, zbyt wielka, ale mężczyzna działał instynktownie. Rany zaczęły rozwarstwiać się i pokrywać brunatnym zgrubieniem. Kobieta zadrżała i chwyciła go za dłoń. Z przerażeniem patrzył jak wyskakują nowe bąble. Pulsowały niczym ropiejące zęby.

 — Jesteś cały?

 Był. Drasnęły go dwie spadające deski, zahaczyły o łydkę, która nędznie wystawała przez wypaloną dziurę spodni. Spojrzał na jej usta, nadal różowe choć popękane, tworzące dziwną sieć połączeń. Coś się w nim zbuntowało. Zaczął wrzeszczeć, wykrzykiwać pod własnym adresem słowa paniki, zagłady i potępienia. Skomlał...

 Wreszcie przywarł ramionami do jej brzucha.

 — Nie wiem, Zoe — szepnął. — Chyba tak.

 — Znajdą nas?

 — Znajdą — skłamał.

 Byli daleko, zbyt daleko od świata rzeczywistości, utknęli na pograniczu bezludzia i wiecznej zmarzliny. Zakpiono z ich pragnień, z jej chęci zobaczenia czegoś co można nazwać dziewiczym, nieobrysowanym człowieczą ręką. Był tylko jeden postój.

 Z minuty na minutę jawiły mu się wizje. Przychodziły dziwne twory-pytania, niedające się odegnać. Dygotali z zimna.

 A przecież jeszcze godzinę temu nikt i nic nie mógł zabrać im tej pewności, świetlanego smaku, który tętnił gdzieś jeszcze na języku, tego haustu świeżego powietrza napędzanego pragnieniami rozkwitającymi w miarę oddalania się od domu.

 — Wiem, że nie. Byliśmy już tak blisko. — Każde z jej słów naznaczone było ogromnym wysiłkiem i cierpieniem. Powstrzymywał się, żeby znów nie zwymiotować.

 — Tak tu cicho. Tylko te psy...

 — Cicho i zimno.

 — Myślisz, że...

 — Nie wiem.

 — A broń?

 — Nie przyda się.

 — Masz?

 Skinął głową i przywarł do niej jeszcze mocniej. Łydka zaczęła intensywnie piec. Wiedział, że nikt ich tu nie znajdzie, wiedział, że razem z Zoe utknęli tu na dobre i on, jego optymizm, pęd do życia, zatrważająca radość łapania każdej chwili nie zmieni tu nic. Carpe diem pluło im w twarz, śmiało się, śmiało...

 — Opowiedz mi jakby to wyglądało, Will. Chce sobie wyobrazić.

 — Oddałbym ostatni grosz, żeby... — Przesunął ręką po jej szyi.

 — Wiem.

 Zamyślił się i zaczął tkać słowo po słowie kruche wyobrażenia.

 — Za granicą tej zmarzliny zaczyna się niedokwitłe życie, niezburzona niczyją ręką przyroda otacza zaginionych bogów. Wszystko zaczyna i kończy się w słońcu, które krwawiące ramiona roztacza nad ogromną prerią. Uśmiechamy się nieśmiało, leżymy ramię w ramię w syczeniu traw, szperamy niebo w poszukiwaniu najjaśniejszej z gwiazd, wywlekamy je z ciemnych odmętów i czytamy, czytamy każdą z nich. Wpatrujemy się długo, długo w noc, w księżyc. I to nam wystarcza.

 — A potem?

 — Nie wiem. Może wsiadamy z powrotem do auta, szukając jakiegoś wzgórza, rzeki, wodospadu. I tak zwyczajnie, po prostu, śmiejmy się wszystkiemu w twarz. Jemy hot-dogi kupione naprędce w jednej ze stacji. Ty i ja. Oparci o maskę. Resztki kechupu mamy na palcach, resztki uśmiechu łamiemy na dwoje. Tarmoszącą się przeszłość wywlekamy za kark, niech spojrzy, niech chłonie to razem z nami.

 — Znajdą nas?

 Posmutniał.

 — Nie, Zoe. Nie znajdą.

 Zaczęło padać. Wpatrywali się w szarosine niebo, w nieboskłon, który ciężko przysiadł im na ramionach. Nie było gwiazd i nic się nie sprzymierzyło.

 Rankiem było już po wszystkim. Psy ujadały z największą mocą. Syte. Pełne obcych pragnień i dusz. Dopadły, doklęły swego i nikt nie wiedział, że gdzieś tam byli oni.

 "Wyjęto im serca z piersi, biły serca cicho, cicho, załzawione smutne serca". Śnieg prószył leciutko znieczulając otwarte rany.

 

5384 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~jotka
Kategoria: obyczajowe

Liczba wejść: 79

Opis:

Dodano: 2020-02-22 21:49:40
Komentarze.
Dobry, spokojny, pięknie utkany tekst. Zakończenie zaś jest sztyletem wbitym w serce i jednocześnie wisienką na torcie.

Odpowiedz
~jotka 1 r.
pkropka
Dziękuje
Odpowiedz
Impresja, niczym mgnienie myśli, wspomnienia, ukradkiem podpatrzonego zdarzenia.
Nastrój spokoju? A gdzieżby tam! Napięcie i uczucie bezsilności wobec sił natury. Dzikość w sercach zwierząt i ludzkie pragnienie powrotu do cywilizacji. Człowiek słabym jest wobec żywiołu, samotnie stojąc naprzeciw dzikiej przyrody.
Burza myśli po przeczytaniu "Zoe".
Bardzo dobry tekst.
Odpowiedz
~jotka 1 r.
alka666
Dziękuje za podzielenie się refleksją. Lubię ten tekst, bo to byla pierwsza próba z jakimkolwiek dialogiem ☺️
Odpowiedz
jotka Dobrze wyszło. Gratuluję.
Odpowiedz
" — Opowiedz mi jakby to wyglądało, Will. Chce sobie wyobrazić." - Chcę

Znam, pamiętam. Nie pamiętałem, ale sobie przypomniałem. I nawet pamiętam, że musiało mnie rozsypać.
90% dialogów tutaj: siłą, determinacją, smutkiem, jakością (niepotrzebne, kurwa, skreślić) - miażdzy kamień.
Tekst jeden z tych.
Tekst jeden z naj...
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.