jasno ciemno
Freedom Bojąc się jutra 10

Huśtawka

 Pamiętam dokładnie moich braci z czasów dzieciństwa. Dwa urwisy, których wszędzie było pełno. Hol rozbrzmiewał ciągłym przekomarzaniem się ojca i najmłodszego Olka.

 Każdy z nas był inny, on uwielbiał naturę. Kochał wszystko, co z nią związane, godzinami spędzał czas w stajni przy koniach. Co dzień biegał nad staw do kaczek, a pies był jego wiecznym kompanem. Wiecznie dawali mi siłę, by walczyć z moim mrocznym ja. Zawsze przy mnie. Już wtedy je czułem, gdzieś wewnątrz głęboko osadzone. Jak pasażer na gapę, który zerka, kiedy może się wyłonić. Kiedy nad naszą rodzinę nadciągnęły czarne, gęste chmury już nikt więcej nie zawracał sobie głowy mną. Pamiętam z tego wieczora chyba najwięcej. Letni ciepły wietrzyk wiał mi w plecy, gdy bujałem się na nienaoliwionej huśtawce. Byłem spokojny jak tafla jeziora, a za mną szalał sztorm. Wszyscy krzyczeli. Biegali, próbując uratować, co się tylko da, na próżno. Ciepło od płomieni było niesamowite i blask. Blask był oszałamiający. Wszystkie twarze przybrały rudy odcień, tak intensywny, tak głęboki, że chciałem zatrzymać tę chwilę na dłużej. Stodoła waliła się, kłoda po kłodzie w dół. W powietrzu unosił się zapach palonego drewna i obrzydliwy smród siarki. Rozchodził się po okolicy coraz dalej razem z lecącymi iskrami. Malusieńkie jasne skry, ogniki. Tańczące na wietrzę, złoto żółte spódnice.

 Słychać było rżenie mieszające się gdzieś z odgłosami walących kopyt.

 Stukot.

 Zwierzęta, zamknięte w boksach, nie mając żadnej szansy na ucieczkę.

 Dudnienie.

 Zastanawiało mnie wtedy, dlaczego nikt im nie pomoże.

 Łomotanie.

 Kiedy obok dostrzegłem spazmatycznie płaczącą matkę, zrozumiałem. Ojciec przytrzymywał ją razem z moim bratem, a ona chciała wpaść i walczyć z płomieniami. Poświęcić siebie, a może po prostu nie czuć tego bólu?

 W końcu dostrzegłem, jak wujek wlecze za ręce ciało. Wszyscy w koło polewali je wodą. To mój mały Olek. Był nam jak ta iskiereczka, a teraz one pożerały mu plecy, trawiły jego skórę. Pamiętam modlitwy w koło, pamiętam szloch, szepty, roztrzęsione ręce. Na koniec usłyszałem, że będzie żyć, ale co to za żywot…

 Odszedłem powoli znów na huśtawkę. Skrzypiała. Muszę poprosić, by coś z tym zrobili. Spojrzałem na swe buciki, zdarłem czubki. Trudno, życie.

 Czy powinienem usprawiedliwiać siebie przez to wydarzenie?

 Sam jestem pusty.

 Nie potrafię być inny, wszczepiło się to pod moją skórę tak głęboko, że chyba nigdy mnie nie opuści. To uczucie, że nikt nie zasługuję na coś lepszego.

 

 

2467 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~SylviaWyka
Kategoria: wspomnienia

Liczba wejść: 20

Opis:

Wyskrobane na kolanie.

Dodano: 2020-03-17 10:04:54
Komentarze.
*Canulas 10 m.
Ten wygląda na osobisty, a w takim niewygodnie grzebać.
Technicznie jednak: przyjrzałbym się nagromadzeniu był/było.
Emocjonalnie udźwignięte. Nie poszarpało, ale sfera emocjonalna zarysowana sprawnie.
Pozdrox
Odpowiedz
Canulas oj no bardzo dziękuję, że się skusiłeś i przeczytałeś. Wskazówki techniczne zawsze! Mile widziane!
Odpowiedz
Bardzo emocjonalne, poruszające. Właściwie ciężko powiedzieć coś więcej, ale podoba mi się sposób w jaki jest napisany tekst, bardzo obrazowy.
Odpowiedz
OmnesMoriuntur Bardzo dziękuję
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin