jasno nowy wygląd
Rankor — część 2
<
TW #09 – Rankor* (wstęp)
>

Rankor — część 1

 Poprzednia część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 "W życiu nie chodzi o to, by przeczekać burzę. Chodzi o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu".

 Steven D. Wolf

 

 *

 

 Próbowała protestować, jak zapewne uczyniłaby większość kobiet na jej miejscu. Chciała go zatrzymać, widząc jednak, że Jackie nie odpuści, usiłowała narzucić mu własne towarzystwo. Nie zgodził się, uciął polemikę, nim zdążyła wpaść w histerię. Powtórzył polecenia i zniknął za konturem odrapanych drzwi. Jak zawsze działał zbyt szybko, by mogła okiełznać odczuwane emocje, uspokoić myśli, skonstruować plan. Penetrująca kieszeń dłoń namacała rękojeść finki, spocone palce ciasno oplotły ergonomiczny kształt. Jej jedyna broń. Sześćdziesiąt przepełnionych niepokojem minut. Pulsujące zmęczeniem ciało, zdekoncentrowany umysł, rozbiegany wzrok. Gdyby tylko mogła poczuć namiastkę bezpieczeństwa, pierwszym odruchem byłaby wściekłość. Jak mógł?!

 Przeczesała gospodę badawczym spojrzeniem. Mnóstwo ludzi, gwar. Wystarczy być niewidzialną, Pini. Czy oczy albinoski świecą w ciemności na czerwono? Czy to tylko taki stereotyp? Stereotypem jest barman-obserwator polerujący szklanki. Widocznie nie tutaj, bo ten dokładnie to robił. Przyglądał się każdemu, obecnie najbardziej jej, manewrując ścierką po płaszczyźnie szkła.

 Musisz być niewidzialna, Pini.

 Zegar nad kontuarem informował, że dochodzi pierwsza. Pomiędzy pierwszą osiem a pierwszą czternaście nie spuściła wzroku z przesuwającej się wskazówki. Czy obserwując upływ czasu, wrażenie jego mijania jest zniekształcone? Czy jeśli będzie wgapiać się w zegar, Jackie wróci szybciej? A może to jedynie wydłuży ten czas? Nie miała czym zajęć myśli, nie miała czym zająć rąk. Uczucie, że coraz więcej ucztujących tu osób przygląda się jej, zaczynało podchodzić do gardła, dusić, bestialsko wdzierać się do umysłu. Ktoś z drugiej strony sali wstał, krzesło z łoskotem opadło na posadzkę. Palce Pini po raz kolejny namacały nóż. Serce mimowolnie przyspieszyło rytm.

 

 *

 

 Wiedział, że sobie poradzi. Zawsze sobie radziła. Zostawiał ją samą wielokrotnie i zawsze czekała. Zaufanie ma wysoki nominał, nie można go rozmienić, bo wówczas traci na wartości, przeistacza się w tombak. Bez chwili namysłu ruszył w las, a las wdzierał się w niego. Kolejne gałęzie oblepiały. Powietrze oddało trochę ciepła, w zamian nabierając wilgoci. Snuło się zawiesiną wokół spoconego karku Jackiego.

 Zwierzę. Oddaj mi zwierzę.

 Zawiesina wpełzała do nosa, do ust. Gałęzie zbliżały się, macki z liści dotykały. Spojrzał na ramiona, na nogi, wysnuwając ostateczny wniosek, że to nie iluzja, nie imaginacja. Las próbował go dotknąć, poinformować, że obecność została zarejestrowana, wychwycona i że zamiary przełożą się na dezaprobatę.

 Ciii.

 Śpij lesie.

 Nie budź się.

 Nie ma tu obcych.

 Jackie Jr jest częścią ciebie.

 Jackie Jr jest taki jak ty.

 Ciało oblepił pot, oczy walczyły z mrokiem, próbowały go okiełznać, oswoić, zapanować nad nim, przejąć kontrolę, dostrzec cokolwiek. Jackie ostrożnie stawiał każdy krok, nasłuchiwał, próbował wyczuć obecność. Żyje tu mnóstwo zwierząt – myślał. – Dziesiątki dorodnej zwierzyny. Wystarczy mi jedna sztuka.

 I wtedy las ożył.

 Chłopak rzucił się pędem. Biegł coraz dalej i szybciej, coraz bardziej w głąb, a las uderzał w niego ze wszystkich stron. Każdemu zetknięciu buta z poszyciem natychmiast towarzyszyło oplatanie kostek. Skryty w mroku grunt poruszał się setkami pnączy. Pełzały niczym węże. Ziemia syczała. Gałęzie tłukły go po plecach, kończynach, głowie. Ale najgorsze było to, co działo się z twarzą Jackiego. Jakby komuś udało się zgromadzić wiatr, upchnąć go gdzieś pod ciśnieniem niczym w nienaturalny sposób ujarzmiony żywioł i wypuścić w twarz chłopaka, w jego usta, nos. Dusił się. Twarz zmieniała kolory, aż w końcu nabrała sinej barwy. Mimo tego Jackie próbował nadal biec. Zrywał kolejne pnącza. Lita gleba przeistoczyła się w piach. Zaczął grzęznąć, każdy krok zapadał się coraz głębiej. Podnosił oplecione lianami stopy raz po raz. Purpurowe policzki, przekrwione oczy i brak tchu. Upadł, a wtedy las postanowił go dobić.

 Ojciec zawsze mówił, że noc jest sprzymierzeńcem jednej ze stron. I że nie zawsze ty będziesz po tej samej.

 Uważaj na to nocą, Jackie.

 Uważaj, zwłaszcza gdy zamiar masz zły.

 

 *

 

 Przez trzydzieści osiem minut zdołała być niewidzialna. W trzydziestej dziewiątej miejsce naprzeciwko zajął on. Człowiek, który twierdził, że od tygodnia podróżuje sam, a siedem dni to wystarczająco, by nacieszyć się własną obecnością. Siedem dni to czas, by dalej ruszyć z kimś. Z kimś jest raźniej, z kimś jest bezpieczniej. Mogła odpowiedzieć, że nie jest zainteresowana, ale nie wydawał się natrętny, na pewno natomiast był silniejszy. Nie mogła tak po prostu go zbyć, wówczas ambicja i duma zatrzymałyby go na dłużej niż to konieczne. Wysłuchała do końca, wertując w głowie katalog odpowiedzi. To bardzo ważne Pini, by wybrać właściwą. Od tego, na jaki tor skierujesz rozmowę, zależy twój los. Każde słowo traktuj jak czyn. Jackie Jr miał rację. Masz dwadzieścia minut Jackie, obyś był punktualny.

 — Rozumiem, że wybrałeś ten stolik, ponieważ zajmuje go samotna kobieta siedząca w najdalszym kacie knajpy, czyli ktoś, kto w życiu zapewne nie ma wielu wyjść. Mam rację?

 Uśmiechnął się. Był sporo starszy, twarz pokrywała mozaika zmarszczek i blizn.

 — W zasadzie nie do końca, ale mów dalej. To interesująca teoria.

 — Przez siedem dni nie trafiłeś na taką owieczkę czy faktycznie chciałeś pobyć sam?

 — Przez siedem dni nie spotkałem kobiety, która w środku nocy siedziałaby sama w gwarnej karczmie i z powodzeniem udawała niewidzialną. Masz jedno oko, a po... hm, kolorach wysnuwam przypuszczenia, że zapewne nie obce są ci różne oblicza świata, zwłaszcza te mniej przyjazne. Słowem jesteś dobrym materiałem na kompana, ot co!

 — Ach...

 — Istnieje też inna teoria. Teoria starego Charlesa, w myśl której towarzyszący ci facet wyszedł prawie godzinę temu i szanse na jego powrót kalkuluję w stosunku jeden do czterech. I ta teoria niejako łączy się z tą twoją pierwszą, nie sądzisz?

 — Jackie sobie poradzi.

 — Jackie! A więc Jackie zapewne wybrał się do lasu obok. A las nie odda mu mięsa. Do rana Jackie sam będzie mięsem. Jestem daleki od wywierania presji. Powiem wprost. Jeśli twój kompan nie wróci, o świcie możesz ruszyć dalej ze mną.

 — Co się stało z twoimi poprzednimi towarzyszami?

 — Byli jak Jackie. Nierozsądni.

 Wstał i wyszedł, a niedługo po tym barman postawił przed Pini pełny kufel.

 — Od człowieka imieniem Charles.

 Kobieta skinęła głową. Na zegarze minęła jednak druga i niepokój będący obecnie emocją dominującą, nie pozostawił miejsca zdziwieniu.

 — Przepraszam! — Zatrzymała odchodzącego mężczyznę. — A czym on zapłacił?

 Odpowiedział jej uśmiech oraz wypowiedziane w dozie oczywistości:

 — Tym, co wszyscy.

 

 *

 

 Ojciec mawiał, że nie wszystko da się udomowić. Czasami wybór zamyka się pomiędzy zabić a puścić wolno. Zwłaszcza to, co nietknięte ręką człowieka jest nieujarzmione. Nie daj się okiełznać, Jackie. Natura przestała nam dawać, w pewnym momencie zaczęła także brać. Potrzebowaliśmy od niej drewna, roślin, mięsa, potrzebowaliśmy wielu rzeczy, ona nie potrzebowała nas. Nie wiem, kiedy uznaliśmy proces ewolucji za zakończony, myślę jednak, że bez względu na epokę zawsze uznajemy czas, w którym żyjemy za ostateczny – końcową fazę wszystkich wcześniejszych zmian. A to tak bardzo gówno prawda, że aż chce mi się śmiać. Chcę ci przekazać dwie rzeczy, Jackie. Nie daj się zabić i pamiętaj, że to nie jest nasz świat.

 Pnącza oplotły go aż do kolan, pozbawiły możliwości ruchu, zagrodziły drogę ucieczki. Pięły się wyżej i było ich coraz więcej. Jackie od pasa w dół zespolił się z poszyciem. Las go wchłaniał. Oplatały także ręce, zarówno pistolet, jak i nóż zatonęły gdzieś w tym wszystkim. Z dna kieszeni kurtki udało mu się wygrzebać zapalniczkę. Bez chwili wahania podpalił kokon wypełniony zawartością z własnych nóg. Upał w ostatnich dniach wysuszył wszystko dostatecznie, by z miejsca stanęło w płomieniach.

 Wiesz, co czuję, gdy patrzę na płonącą świeczkę, Pini?

 Nie daj się zabić, Jackie…

 Czuję się, jakby ktoś umarł.

 …i pamiętaj, to nie jest nasz świat.

 Jak myślisz, umarł tu ktoś?

 

 Kolejna część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

8358 zzs

Liczba ocen: 2
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 131

Opis:

Dodano: 2020-06-05 08:52:59
Komentarze.
*Canulas 10 m.
Ooo, przylizę
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Can zapraszam, obowiązują maseczki i dezynfekcja rąk
Odpowiedz
Kiedyś napisałem wiersz o tym tytule. Nic nie zarzucam tak tylko....

https://www.portal-pisarski.pl/czyt
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Świetny tytuł, Florian
Odpowiedz
"Czy obserwując upływ czasu, wrażenie jego mijania jest zniekształcone?" - trochę to brzmi, jakby wrażenie obserwowało upływ czasu czy coś - lepiej "Czy kiedy się obserwuje upływ czasu, wrażenie jego mijania jest zniekształcone?" albo "Czy obserwując upływ czasu ma się wrażenie, jakby jego mijanie było zniekształcone?" - w każdym razie jakoś to trzeba przeorganizować odrobinę;
"Śpij(,) lesie";
"To bardzo ważne(,) Pini";
"Masz dwadzieścia minut(,) Jackie";
"samotna kobieta(,) siedząca w najdalszym kacie" - kącie;
"Pnącza oplotły go aż do kolan, pozbawiły możliwości ruchu, zagrodziły drogę ucieczki. Pięły się wyżej i było ich coraz więcej. Jackie od pasa w dół zespolił się z poszyciem. Las go wchłaniał. Oplatały także ręce, zarówno pistolet, jak i nóż zatonęły gdzieś w tym wszystkim" - tak się zastanawiam, czy by tu nie pozmieniać trochę szyku zdań, bo to ostatnie, "Oplatały także ręce [...]" - przy tym szyku można rozumieć dwojako - że pnącza oplatały ręce - co zapewne było zamysłem - ale też, że Jackiego oplatały jakieś ręce niewiadomego pochodzenia, co ja sobie pomyślałam wpierw. Może wystarczy po prostu trochę przerobić to ostatnie zdanie, a może się czepiam przesadnie - rozważ według siebie.
Klimat, w który łatwo się wsiąka, przynajmniej ja tak mam. Te sceny z lasem kojarzą mi się bardzo słowiańsko, nie wiem czemu, ale to pozytywne skojarzenie. Plus przesłanie, że "to nie nasz świat", a natura ludzi nie potrzebuje i widać, że w starciu z nią ludzie bywają bezradni. Rozkręca się to wszystko tak postapokaliptyczno-fantastycznie, ciekawa jestem, jaki ostatecznie obierzesz kierunek. I ten tytuł mi się podoba - dobrze brzmi - krótko i na temat.
Pozdrawiam.
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
alfonsyna łooo matulu, ile baboli, ile przecinkasów brakuje, ile wszystkiego, kurdex! nareperuję, tylko jak zasiądę na spokojnie, trochę sobie narzuciłam tempo i możliwe, że skutkiem ubocznym będzie wiency literufkuf, no zobaczymy. Grunt, że klimat siadł, cieszę się, zobaczymy gdzie to skręci, sama jestem ciekawa Dzięki, Alf
Odpowiedz
~karawan 10 m.
"Penetrująca kieszeń dłoń namacała rękojeść finki" - trzaby to zmienić kto kogo penetruje? Bohaterem jest dłoń, zdarzeniem - poszukiwanie klejnotem - finka. Znaczy wg mnie; "Dłoń penetrująca kieszeń namacała rękojeść finki" lub coś koło tego. Budujesz nastrój, rzucasz przynętę obietnic, kusisz. Jest OK!! Widzowie przestali pokasływać i chrząkać. Czekają w napięciu co wypełznie zza kulis na scenę i zupełnie nie postrzegają cienia co zaczął pełznąć z tyłu sali.
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
karawan tak, rację masz, poprawię na dniach (z komórki niewygodnie, dlatego nie z marszu), dziękuję za czujne oko.
Karawan Twój komentarz sam w sobie wprowadził element niepokoju Dziękuję za wizytę
Odpowiedz
O kurde wciągnęłam migusiem. Oczywiście już wiem, jak obrazowo piszesz i siadam do tego na noc. Po czym w moich snach pojawiają się coraz to gorsze rzeczy... FUCK...

I tak będę czytać. Dobry klimat, świetny. I w tle ta świeczka no ciary.
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
SylviaWyka dzięki, cieszę się bardzo : )))
Odpowiedz
Ooo i tu też przybędę wkrótce...
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Agnieszka zapraszam
Odpowiedz
Ritha ok, tom dotarła

"Penetrująca kieszeń dłoń namacała rękojeść finki, : - coś mi tu nie gra w szyku...

"Ojciec zawsze mówił, że noc jest sprzymierzeńcem jednej ze stron. I że nie zawsze ty będziesz po tej samej." - warte wynotowania.

"Człowiek, który twierdził, że od tygodnia podróżuje sam, a siedem dni to wystarczająco, by nacieszyć się własną obecnością." - ooo, to też ciekawe

"Nie wiem, kiedy uznaliśmy proces ewolucji za zakończony, myślę jednak, że bez względu na epokę zawsze uznajemy czas, w którym żyjemy za ostateczny – końcową fazę wszystkich wcześniejszych zmian. " - bardzo ciekawa teoria ...

Koniec błyskotliwy.
Jest tu klimat, aura ... wszystko co potrzeba
Lecę dalej




Odpowiedz
Ritha Aaaa i warto tu wstawić link do części drugiej
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Agnieszka dziekuję pięknie, babole będę reperować hurtem za jakiś czas, link wstawię również, dzięki za wizytę, kłaniam się w pas
Odpowiedz
~JamCi 10 m.
Wciągnęło, czekam niecierpliwie na ciąg dalszy. Zapachniało zielonym mrokiem.
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
JamCi fajno, cieszę się
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
Helloł.
"Penetrująca kieszeń dłoń namacała rękojeść finki" - przemyślałbym szyk z dlonią na poczatlu zdania.


"Nie miała czym zajęć myśli, nie miała czym zająć rąk." - zająć.


"Zaufanie ma wysoki nominał, nie można go rozmienić, bo wówczas traci na wartości" - fajnie.


Doczytalem do pochyłego pisma "j. junior w lesie" i juz widzę Ketchum 200%. Jestwm twra literscko zaspany strasznie, ale jesli coś mnie szarpie, to znaczy, ze git opór.

"Zaczął grzęznąć, każdy krok zapadał się coraz głębiej." - może: z kazdym krokiem. No bo sam krok nie bardzo ma parametry empiryczne, by cokolwiek robić


Ale te wstawki ze skosnego pisma urywają leb.
No urywają.


Czasami wybór zamyka się pomiędzy zabić a puścić wolno. - przwzajebiste.

Wysylam,zeby sie nie skasowalo.





Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Can tak, te zdanie do poprawy, będę reperować na dniach Oczywiście byłam ciekawa najbardziej Twojej reakcji na opo, wyrocznia Canulardzia, cieszę się, że git : )))
Odpowiedz
*Canulas 10 m.
No dobra. Doczytane. Ciary.
Opko masakruje. Nie mam pytań
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
: )))
(hihihi)
Odpowiedz
~Adelajda 10 m.
Świetne, mroczny klimat, ciekawe postacie, szczególnie wygląd Pini, który zwraca uwagę wszystkich. Jak znajdę, to prześlę ci prywatnie cytat, z którym skojarzyła mi się ta część, głównie fragmenty o ojcu
Genialnie się zapowiada.
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Adelajda dzięki Ritha niczym panu doktoru, czyt. robie wszystko, co w mojej mocy 😅
Odpowiedz
~Adelajda 10 m.
doktoł Łita
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Adelajda
Odpowiedz
~Jotka 10 m.
Nie jestem w formie, więc napiszę tylko ale to ma klimat!
Proszę następny odcinek !
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Jotka dzięki!
Odpowiedz
~alka666 10 m.
Tutaj już byłam, czytałam ale śladu nie zostawiłam.
Walczą o przetrwanie na dwóch frontach. On w dziczy, ona wśród ludzi. Bestie.
Podoba mi się nastrój opowiadania, taki swoisty klimacik.

Odpowiedz
*Ritha 10 m.
alka666 dziękuję pięknie i tutaj. Cieszę się, że się podoba
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Chciałam tylko powiedzieć Państwu, którzy poprawiali mi błędy, że obrałam system późniejszej reperacji – jak się okazuje nie jestem w stanie pisać (konstruować fabuły), reperować już napisanych i żyć, brakuje mi czasu, dlatego dziękuję za każdą sugestię i przeanalizuję każdą z osobna, ale póki co wisi jak wisi (nie dlatego, że olewam pomoc, ale chwilowo muszę tak).
Kaniec komunikata.
Odpowiedz
~Halmar 10 m.
O, tu już robi się przerażająco, mrok gęstnieje. Tak, jak lubię. Nie wszystko kawa na ławę, akcja rozgrywa się między wierszami. Super.
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Halmar dzięki i tu
Odpowiedz
Wow. Ten klimat jest niesamowity. Te myśli bohaterów, opisy i sama fabuła, która jest mega wciągająca. Jestem pod wrażeniem. Super seria!
Odpowiedz
*Ritha 10 m.
Dzięki Aniu, miło mi
Odpowiedz
z dużym wykopem
Chciałem tylko oznajmić, że wracam. Dziś pierwsza część, tytułem przypomnienia. Klimat opór.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Łaaaa, super :3
Odpowiedz
Jestem! Akcja rozwija się w niespodziewanym kierunku - zaskoczył mnie żyjący las. Ciekaw jestem tylko, czy z drzewami faktycznie jest coś nie tak, czy po prostu lęki Jackiego przybrały kształt zabójczych roślin. Tak czy inaczej, jest interesująco Kolejna część leci do kolekcji
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
CptUgluk fajno hihihi, ano żyjący las kto szalonemu zabroni!
Odpowiedz
Ritha nikt nie może. I bardzo dobrze
Odpowiedz
~Jared 2 m.
Powiem szczerze, że nie wiem, co myśleć. Początek z jakąś wiwisekcją psychoanalityczną, ale potem ta oniryczna scena z lasem i odtąd mi się już podobało Dobre wykorzystanie kursywy - na Opowi nie mogło być takich myków. No i interesujące zakończenie. Jest potyncjoł na serię - wrócę jeszcze
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
Jared o, aż tu Cię przywiało, jakby to powiedziała młodzież – szokłam No taki to początki, fajno, że odkopałeś, dzięki, kłaniam się )
Odpowiedz
~Jared 2 m.
Ritha, bo nie lubię od środka czytać, a nie znam tu ludzi za bardzo, więc zacząłem od znanych nicków wizyty xD
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
Jared ok, w tym szaleństwie jest logika (obszedłeś znaczek widzę xD)
Odpowiedz
z dużym wykopem
Wyszłam z formy, jeśli chodzi o pisanie komentarzy, ale to jest tak dobre. W głowie mam takie obrazy! I te przemyślenia, wstawki... Cudo!

Muszę się rozkręcić 😂 Bo coś dawno nie komentowałam i mam teraz problem z wyrażeniem tego, co czuję po przeczytaniu czegoś tak dobrego!
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Elorence na spokojnie, nie zauważyłam, żebyś wyszła z formy, jest git
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.