online: 16 zarejestrowanych
jasno
Wierzchowiec czarownicy
<
Zjazd po burzowym froncie
>

Piąta pora roku

 Ze wschodu, polatując, nadpełzały prząśle.

 Dreszcze się wybudzały od piersi po piersi.

 Alarmowały gęsi, ustawiając włosści.

 Dłoń rozpieszczała skórę na rozkaz proszący.

 

 Przez porę zakwitnienia jedynego kwiatu,

 w oceanie herbaty, rozlanym po czterech

 literach, lgnę przez plecy, wynurzam z pościeli,

 wiersze, kręgi przeliczam mocno głodnym wzrokiem,

 

 rozmaślonym po błoniach na przyrody łonie,

 przyglądając się gwieździe w żarze z papierosa,

 oraz tym dwóm odbitym, które w oczach płoną.

 

 Do tej pory to sekret, nie miałem nikomu

 opowiadać o prząślach, nie chciałem roztrząsać,

 aż do tej pory roku, bo przecież kradziona.

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Alchemik
Kategoria: poezja

Liczba wejść: 43

Opis:

Dodano: 2020-07-02 19:22:38
Komentarze.
~puszczyk 10 m.
A może by tak trochę węgla, Jerzy?
Odpowiedz
~Alchemik 10 m.
Czegoś na rozpałkę do pieca, czy czegoś na biegunkę?
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.