zapadanie zachód

60

 czwarta rano

 idę przez miasto

 przepuszczam przez płuca nienarodzone miłości

 w myślach całuję pijaczynę śpiącego na ławce

 niechaj mu się przyśni życie

 niechaj mu się przyśni dziewczyna w żółtej sukience

 

 w kałuży odbija się

 odbijam się

 

 moja matka hodowała śmierć w oczach

 tuczyła ją ludzkim mięsem i poiła wiśniówką

 kiedy dojrzała odcięła pępowinę

 kołysała na kolanach jak małe kociątko

 

 nie zasypiaj

 jest czwarta rano

 godzina stukniętych kaczek

 latających balkonów

 

 czas znikających planet

 

Liczba ocen: 1
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Adelajda
Kategoria: poezja

Liczba wejść: 3

Opis:
Dodano: 2020-07-10 20:18:12
Komentarze.
~Pasja 28 d.
Czwarta rano może mieć rożne oblicza. Czas jest nieubłagalny, płynie...
Przypomniałaś mi piosenkę SDM-u "Czarny blues o czwartej nad ranem"
...Czwarta nad ranem
Może sen przyjdzie
Może mnie odwiedzisz...
Intrygujący tytuł. Refleksyjna 60 i przemijanie.
Pozdrawaiam

Odpowiedz
~Adelajda 28 d.
Pasja dziękuję
Odpowiedz
~Maurycy 20 d.
z dużym wykopem
Ostatnio, dziś i wczoraj, czytałem kilka Twoich wierszy, ten moim zdaniem jest najlepszy.
Zaczynasz lekko, prawie tanecznie a kończysz w podobnym stylu kończysz utwór, lecz z taką niepokojącą nutą, że zaraz trzeba czytać od nowa, bo po lekturze całości dociera, przynajmniej do mnie, że „taneczny krok” na początku to raczej błądzenie na skraju mroku.
Naprawdę ciekawy wiersz!
Odpowiedz
~Adelajda 19 d.
Maurycy Dziękuję, tym bardziej że utwór jak widać ma małe "branie" 😅 Tym bardziej miło, że coś tam dostrzegłeś.
Odpowiedz
~Maurycy 19 d.
Adelajda to, że utwór przejdzie czasem bez echa nie świadczy o jakości tegoż właśnie dzieła😉Także wiesz👍👍👍
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin