Wieczorny spacer z Diuną TW #10 Manuskrypt

TW #11 Manuskrypt cz.2

 Postać: Astronauta

 Zdarzenie: Walka z pleśnią

 Efekt: W tekście niech wystąpi Twój przyjaciel/ przyjaciółka.

 

 

 

 Link - część 1: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=3324

 

  *

 

  Mężczyzna ocknął się. Słońce było już wysoko na niebie. Manuskrypt leżał w wykopanym dole, częściowo przysypany osuwającą się ziemią. Stan nieświadomości, w jaki został wprowadzony, musiał szargać i rzucać Ciulem, bo odczuwał ból w całym ciele. Dłonie i ręce miały poczerniałe żyły, które zanikały wraz z odzyskiwaną przez mężczyznę przytomnością. Ciałem zaczęły szarpać konwulsje i kiedy zawartość żołądka gwałtownie została wypluta na żółty piasek, mężczyzna doznał wrażenia, jakby coś wewnątrz kwasem paliło trzewia, rozpuszczając je w czarną, gęstą maź, wypływającą strumieniem z ust nieszczęśnika. Zanim wycharczał i wykaszlał ciemną breję z płuc, usłyszał upiorne szepty, dochodzące ze wszystkich stron, nagrobków i katakumb. Bał się, nie chciał umierać, ale czuł, że naruszył odwieczną i przerażającą tajemnicę, sięgającą odległej przeszłości, której początek miał miejsce w Kosmosie. W ustach poczuł ohydny smak pleśni.

  – Astronauta – pomyślał. – Tylko on może coś wiedzieć. Od lat siedzi w swojej norze i wertuje stare księgi.

  Przeszukał dokładnie cmentarz w poszukiwaniu kawałka materiału. Znalazł kilka butelek, pęknięty słoik, łopatkę i plastikowe grabki ze złamaną rączką. Przy małych nagrobkach siedziały smutne pluszowe miśki cmentarne. W najdalszym, najbardziej zarośniętym krzakami kącie, znalazł worek jutowy. Wrócił do wykopanego dołu i uważając, by nie dotknąć dłońmi księgi, zapakował ją w tobół, dokładnie owinął materiałem i kaszląc ruszył w stronę bramy cmentarnej.

  Było jeszcze wcześnie, więc nie spotkał żywej duszy po drodze. Wciąż czuł smak pleśni w ustach. Udał się na wschód, okrążając miasteczko, by dotrzeć do solidnej chaty na skalnej półce, przyklejonej do zbocza gęsto zarośniętej lasem, góry. Astronauta lubił z wysoka obserwować okolicę, a kiedy miał ochotę na widok gwiazd, wspinał się na szczyt, gdzie mógł godzinami spoglądać w niebo. Rzadko schodził ze swojej góry do miasteczka, chyba tylko po prowiant. Czasami nocą wybierał się nad jezioro, zażyć kąpieli podczas pełni księżyca. Mówił, że wtedy woda ma moc uzdrawiania i obdarowywania siłą mięśni i rozumu. Był to najmądrzejszy człowiek w miasteczku, ale bano się go, bo unikał ludzi i ich problemów.

  Ciul często u niego bywał, kiedy w czasach szkolnych urywał się z lekcji. Tylko tam rodzice i nauczyciele nie zaglądali wyszukując nieszczęsnych wagarowiczów. Zakładali, że do tego odludka nikt nie śmie zajrzeć, a tym bardziej schować się przed łapanką. Poznali się dość gwałtownie, jeśli można tak to nazwać. Pewnego dnia urwał się z lekcji wraz ze swoimi kolegami. Pobiegli do lasu i zaczęli zapuszczać się coraz głębiej. Kolo i Dzid zaczęli świrować, krzyczeć, rozdeptywać mrowiska, łamać młode drzewka, rzucać szyszkami w wiewiórki. Astronauta pojawił się nagle. Miał przy sobie wielki kij. Przebrany był w strój maskujący, pełen liści i gałązek. Podniósł pałkę tylko raz, a kompani znikli, jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Ciula wtedy zamurowało. Zobaczył człowieka lasu, kogoś podobnego do Leszego. Czekał aż stwór przemieni się w niedźwiedzia i zaatakuje go, ale nic takiego się nie wydarzyło.

  – Czego się gapisz? Ruszaj za kolegami. Nikt cię tu nie chce – stwór wydawał się raczej rozbawiony, niż zły. Popatrzył na Ciula, zauważył jego niepewność i wahanie, więc poklepał po ramieniu i pokazał chatę na skalnej półce pobliskiej góry.

  Poszli na yerba matę. Dom był zbudowany z solidnych drewnianych belek, dobrze zakonserwowanych. Wnętrze ciepłe i przytulne. Odtąd widywali się co jakiś czas, zwłaszcza wtedy, gdy Ciul nie był w ciągu alkoholowym. Nie odważył się przyjść do Astronauty napruty w trzy dupy. Miał szacunek dla tego gościa. Z czasem zaprzyjaźnili się. Samotnik miał na imię Michał i okazało się, że był muzykalny. Wieczorami wyciągał gitarę z futerału i grał na niej do późna w nocy.

  Kiedy dotarł na miejsce był już całkiem trzeźwy, bez śladów po nocnej libacji. Astronauta siedział przed domem i strugał nożem kawałek drewna. Popatrzył na Ciula z uwagą. Jego wzrok zatrzymał się na zawiniątku w jutowym worku.

  – Wiesz Stachu, że nie obchodzę urodzin. Nie przyjmuję prezentów. – Zmierzył przybysza niechętnym spojrzeniem, jakby nie miał teraz ochoty na widok człowieka.

  – Nie, no to nie jest prezent. To coś, jakby niebezpiecznego. – Ciul nie wiedział już czego bardziej się wystraszył, manuskryptu czy wzroku Michała. Zacharczał i kaszląc wypluł odrobinę czarnej mazi. Zapach pleśni rozszedł się po pomieszczeniu i dotarł do nozdrzy Astronauty.

  – Streszczaj zatem.

 Mężczyzna opowiedział ze szczegółami o wszystkim, co zapamiętał z ostatniej nocy. Michał wysłuchał uważnie, po czym wziął zawiniątko z rąk przerażonego Stacha. Otworzył rękopis i przeczytał pierwsze zdanie, po czym prędko zamknął i owinął w worek. Wstał i zaczął szybko krążyć po domu. Kilka razy zatrzymał się przed kominkiem, jakby chciał wrzucić zawiniątko do ognia, ale coś go powstrzymywało. Stanął w końcu przed wielkim regałem na książki i zaczął coś mamrotać pod nosem, wykonując jednocześnie taniec. Ciul myślał, że zwariował, albo wpadł w trans i zacznie się czarowanie, albo jakiś straszny rytuał. Jednak po chwili regał zaczął się przesuwać na boki. Półki nachodziły na siebie, znikały, jednocześnie ukazując mroczne przejście w głąb wnętrza góry. Wybite w skale stopnie prowadziły w dół. Było tam ciemno, mroczno, wilgotno, ziało podziemną stęchlizną.

  – Za żadne skarby świata! Nie wlezę tam, choćbyś mnie miał żywcem pokroić i posypać solą! – przeraźliwie zawył Stach, kiedy Astronauta zbliżył się do niego z dwoma płonącymi pochodniami w rękach.

  – Nie masz wyboru. Przyszedłeś do mojego domu z przeklętym manuskryptem i pleśnią Przedwiecznych w płucach. Nie wiem, co Cię tu przywiodło, ani jakim cudem trafiła w twoje ręce, ale ta księga nie powinna błąkać się po powierzchni ziemi. Teraz musimy naprawić to, co ktoś spartolił. Padło na ciebie, więc pomogę odnieść ją tam, gdzie powinna leżeć od zarania wieków. Tam jest jej miejsce. Trzeba też pozbyć się pleśni.

  – Ale skąd? Jak? Dlaczego nic nie rozumiem?

  – To księga zaklęć Przedwiecznych. Przybyli do nas z kosmosu, z odległych światów. Utworzyli i uformowali nasz świat. Nikt nie wie w jakim celu, ale kiedy tysiące lat temu ludzie zorientowali się, że mogą być zagrożeniem dla Ziemi, postanowili unicestwić przybyszów. Nigdy to się nie udało. Potrafili tylko uśpić ich na jakiś czas. Co kilka tysięcy lat dochodzi do budzenia się Przedwiecznych. Rozzłoszczeni wychodzą ze swoich podziemnych lochów i sieją spustoszenie. Tylko odpowiednie krwawe rytuały, pochłaniające tysiące istnień ludzkich, mogą powstrzymać bestie przed zagładą ludzkiego świata, albo odpowiednia inkantacja z tego właśnie manuskryptu. Dokładnie ta sama, którą w nocy wyrecytowałeś w stanie nieświadomości. Teraz musisz to powtórzyć. Najlepiej w pobliżu miejsca uwięzienia Przedwiecznych. Tylko w taki sposób zwalczysz pleśń, albo ona zabije ciebie.

  – Ale ja nic nie pamiętam. Nic nie zrobię.

  – Tym będziemy się martwić później... – Michał nie zdążył skończyć, gdy z wnętrza góry doszedł ich uszu groźny pomruk i lekkie drgania. – Ruszamy, i to szybko, zanim się obudzą na dobre.

  Astronauta nie słuchał jęczenia, zawodzenia i płaczu Stacha. Nie miał najmniejszej trudności z postawieniem go na nogi i zaciągnięciem do wnętrza góry. Za nimi skrzydła regału zamknęły się, odcinając drogę powrotną.

  – Trzymaj swoją pochodnię i idź za mną. Nie zostawaj w tyle. Możesz ulec złudzeniom i zobaczyć rzeczy, od których mieszają się zmysły – mężczyźni ruszyli schodami w głąb skalnych lochów.

  – Skąd to wszystko wiesz? Wygląda to tak, jakbyś czekał na ten manuskrypt. Posłużyłeś się mną? Wiedziałeś, że przyjdę z tym przekleństwem do ciebie?

  – Nie do końca. Kiedyś wpadł mi w ręce Necronomicon. W księdze tej było mnóstwo wiedzy o Przedwiecznych. Nie każdy może znieść przerażające informacje na tyle, by pozostać przy zdrowych zmysłach. Sam o mało nie oszalałem, ale pomógł mi pewien generał. Cudem wpakował mnie do grupy kosmonautów i wyekspediował nas eksperymentalnym statkiem kosmicznym na orbitę okołoziemską. Byłem egzemplarzem doświadczalnym wśród emerytowanych astronautów. Wszyscy byliśmy zdani na siebie i nie było wiadomo, czy wrócimy. Nikt by po nas nie zapłakał. Ale wróciliśmy. Narodziłem się po raz drugi, nastąpiła we mnie jakaś zmiana. Oni już nie żyją z racji wieku, a może z innych powodów.

  – Ale ty żyjesz. Nikt cię nie niepokoi. Dlaczego uważasz, że mogły być jakieś powody?

  – Za dużo wiem. Wyprawa była ściśle tajna i nikt nie powinien o tym wiedzieć, poza dowództwem. Ukryłem się, zniechęciłem ludzi do siebie. Nie niepokoją mnie.

  – Nie wszystkich... – powiedział Ciul i zaraz się zreflektował. Rozumieli się bez słów.

  – Nie. Byłeś młodym grzdylem, ciekawym świata. Ja też taki byłem. Kiedyś.

  – Ludzie przezywają cię Astronautą, bo czasami widzą na szczycie góry, zapatrzonego w gwiazdy.

  – To niedobrze. Tym bardziej musimy zejść i naprawić to, co ktoś próbuje zniszczyć.

  Schodzili stromymi schodami coraz niżej. Trwało to bardzo długo, może nawet kilka godzin. Czas stał się zmienną, którą nie było sensu zmierzyć jakimkolwiek urządzeniem znanym ludzkości. Brak odniesienia do czegokolwiek innego, niż do skalnych ścian oraz niewidocznego ogranicznika sklepienia i dna wydawał się rozciągać jakiekolwiek miary w nieskończoność. Na ścianach zaczęły pojawiać się rysunki obrzydliwych postaci. Napisy w obcym, nieznanym języku wydawały się opowiadać historię zawartą w rysunkach. Przerażające potwory wychodziły z licznych rozpadlin i zagłębień, zdawały się poruszać w świetle drgających płomieni, niesionych przez obu mężczyzn. Stach zacharczał i wypluł na schody czarną maź. Skrzywił się przeraźliwie. Poczuł smak pleśni nie tylko w ustach, ale jakby wewnątrz całego ciała. Michał obejrzał się za siebie i na widok czarnej mazi przyspieszył kroku. Muszą zdążyć, zanim pleśń zamieni jego kompana w żądnego krwi potwora na usługach Przedwiecznych.

  Uszu ich doszedł szum. To fale przybijające do brzegu. Podziemne morze? Drgania skał i pomruk dochodziły coraz częściej ze wszystkich stron. Doszli do potężnej jaskini, której końca nie było widać. Nie z powodu ciemności. Woda emanowała migotliwą seledynową poświatą. Łuczywa już nie były im potrzebne. Fale morskie rozbijały się o skalną półkę. W niewielkim oddaleniu od brzegu wyłaniała się skalna wyspa, a na niej potężna budowla, okryta girlandami wodorostów i skorupiaków, na której wyryte były niezrozumiałe znaki i pieczęcie.

  – Musimy się dostać na wyspę. Tam odczytasz tekst z manuskryptu. – wzrok Astronauty bezlitośnie przeszywał Stacha na wskroś.

  – Nie dam rady. Trzeba umieć pływać, ja nie potrafię... – nie skończył, bo Michał wrzucił go do wody i wskoczył za nim. Chwycił Ciula za kołnierz i pociągnął w stronę wyspy. Tuż przed wyjściem na brzeg obejrzał się i spojrzał w stronę, skąd przypłynęli. Cienie przerażających istot błąkały się na schodach i zbliżały ku falom. Nie pozwolił Stachowi spojrzeć w tamtą stronę. Wyciągnął go na wyspę i plującego czarną mazią popchnął w stronę potężnej budowli. Posadził pośrodku jednej z licznych pieczęci, mając nadzieję, że miejsce nie ma znaczenia. Podał manuskrypt klęczącemu.

  – Otwórz i czytaj – nakazał tonem nie znoszącym sprzeciwu. Ujrzał cienie wpełzające do wody. Mają tylko chwilę, zanim dopłyną do wyspy i zaatakują.

  – Dlaczego nie jest mokra? Tylko worek. Księga nie namokła. Jak to możliwe? – Stach zaniósł się znowu kaszlem. Pleśń wychodziła z płuc, oczu i nosa. Walczył, starał się być przytomny, ale złe moce zdawały go ogarniać.

  – Czytaj, do jasnej cholery!

  – Najpierw powiedz...

  – Chronią ją zaklęcia. Ona jest sucha, a pleśń, która jest w tobie, to całe zło, które jest zawarte w księdze. Czytaj, uwolnisz się od pleśni – odwrócił głowę, by Stach nie zobaczył wahania w oczach Astronauty.

  Ciul otworzył księgę. Zaczął czytać w momencie, gdy cienie straszliwych potworów wyszły z wody i zaczęły zbliżać się w ich stronę. Jeden z nich podpełzł do Astronauty, zahaczając macką o nogę. Mężczyzna upadł, ale zaraz odskoczył od zbliżających się licznych cieni. Stach wpadł w trans, pleśń rozlewała się po całym ciele licznymi czarnymi strumieniami. Oczy wyzierały ciemną pustką, a usta skandowały poszczególne słowa w pradawnym języku, mimo wydobywającej się z gardła potoku czarnej mazi.

  Michał uciekał przed cieniami, wspinając się na wysoką budowlę, a one sunęły za nim niespiesznie. Zbliżył się niebezpiecznie blisko wierzchołka wysokiej budowli. Cienie otaczały ją całą, od podstawy, pełzając tuż za Astronautą. Nie miał drogi powrotu. Mógł tylko skoczyć w dół i nie przeżyć tego upadku. Stach walczył z zalewającą go pleśnią, nieustannie czytając na głos słowa w nieznanym nikomu na świecie języku. Słabł z każdą chwilą i kiedy wydawało się, że słowa ugrzęzną mu w gardle nie pozwalając dokończyć litanii, wypluł ogromną kulę konsystencji lepkiej smoły i wykrzyczał ostatni wers z manuskryptu. Upadł na skałę bez znaku życia.

  Astronauta dotarł na sam szczyt budowli. Wiedział, że cienie nie mogą go dopaść, bo wejdą w posiadanie wiedzy, którą strzeże od czasu, gdy wrócił z kosmosu na ziemię. Przedwieczni od tysiącleci uwięzieni w lochach nie mają pojęcia, co osiągnął człowiek. Gdyby dowiedzieli się, nic by nie uratowało Ziemi od katastrofy. Ostatnie metry dzielą go od macek, które chcą się dostać do jego świadomości. Zamknął oczy i skoczył w przepaść.

 

 *

 

  Spadając czuł chłód. Kiedy poczuł ciepło, a potem gorąco i żar, otwarł oczy i zaczął krzyczeć.

  – Kurwa, ja pierdolę, pali mnie, parzy! No w chuj, jebany feniks kurwa się znalazł, obrońca! Spierdalaj! Ekhy, ekhy... – woda wdarła się do płuc i krztuszenie uniemożliwiło Astronaucie kontynuowanie steku przekleństw.

  – Wezwałeś obrońcę – rozweselony głos odezwał się w głowie. – Pod ziemią tylko feniksy ratują od zguby. Bywaj.

  – Ja pierdolę! Gdybym wiedział, poleciałbym w Kosmos ratować świat. Nigdy więcej pod ziemią. W dupie to mam! Prawie całe ubranie spalone. Ptak na wierzchu, no jebać to!

  Rzucając przekleństwa i kaszląc wyszedł z wody. Wypluł resztki płynu z płuc i skierował się w stronę leżącego Ciula. Po czarnej pleśni nie zostało ani śladu. Michał ukląkł przy leżącym i nachylił się, by posłuchać oddechu. Nic. Wyczuł słabe tętno, zatem żyje. Trzeba jakoś wrócić do domu. Zagwizdał głośno i przeraźliwie. Zrobiło się tłoczno od różnych stworzeń. Owinął manuskrypt mokrym workiem jutowym i wcisnął w szczelinę w podstawie budowli. Zaświszczał i w tym momencie obu mężczyzn porwało stado hałaśliwych stworzeń.

 

 *

 

  – Gdzie jesteśmy? – Ciul nerwowo rozejrzał się po pokoju.

  – W domu.

  – Gdzie masz gacie? Co z twoim ubraniem?

  Ostatnie stworzonko zniknęło za domykającym się regałem z książkami.

 

 Link - część 3: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=3667

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~alka666
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 2

Opis: Michał to przyjaciel, który czasami gra na gitarze ;)
Mam nadzieję, że wybaczy mi brak ubrania :D
Dodano: 2020-07-12 17:22:34
Komentarze.
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
~alka666 1 m.
TreningWyobrazni dzień dobry
Odpowiedz
~oko 1 m.
super! niektórych bohaterów jakbym już znał z wcześniejszych opowieści. męczą mnie tylko stworzonka, które pojawiają się dopiero na koniec.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
oko dzięki, że wpadłeś.
Mnie również intrygują te stworzonka. Pojawiły się nie wiadomo skąd. Tak samo feniks. Chyba przywlókł się z mojego innego opowiadania. Tam feniksy były z gargulcami pod ziemią.
Odpowiedz
~pkropka 1 m.
Wow, super. Szczególnie Feniks na koniec
Fajnie, że kontynuujesz.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
pkropka dzięki
Pasowało mi z kontynuacją
Odpowiedz
~Euzen 1 m.
Bardzo smaczna opowieść
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Euzen dzięki
A konkretnie która wypluwka pleśni?
Odpowiedz
~hens 1 m.
Rozumiem, że będą kolejne części? (Aby Ci zestawy podpasywały
Z humorem, zwłaszcza scena z feniksem.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
hens a tak się zaplątał ten feniks i inne stworzonka. Musiałam jakoś ratować Michała, skoro może będą następne części. Tak mi się pomyślało o kontynuacji, gdy spadał. Zobaczymy jak się ułoży
Odpowiedz
~Adelajda 1 m.
Feniks zdecydowanie wymiata To znaczy ta scenka Bardzo przyjemnie poprowadzone i fajnie; widzę część drugą Wcześniej dużo było osób, które pisały swoje serie pod TW, fajnie widać, że poniekąd to wraca
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Adelajda dziękuję. Może będą następne części? Zobaczymy
Odpowiedz
~Agnieszka 1 m.
Hej

Przybyłam poczytać No to lecimy:

"...zaczynały znikać. Ciałem zaczęły" - - 2 x jakby to samo
"Znalazł kilka butelek, pęknięty słoik, łopatkę i plastikowe grabki ze złamaną rączką. Przy kilku małych" - - kilka raz kilka
"...Nie przyjmuję prezentów – zmierzył przybysza" - to kropka po "prezentów" i "Zmierzył" z dużej litery, bo nie odnosi się bezpośrednio do dialogu
"... To coś, jakby niebezpiecznego – Ciul..." - tu podobnie jak wyżej, pod "niebezpiecznego" kropka
"Kiedy poczuł ciepło, a potem gorąco i parzenie, otwarł oczy i zaczął krzyczeć." - trochę karkołomne zestawienie - "ciepło-gorąco-parzenie" - zamiast parzenie może lepiej wstawić słowo "żar" lub "ogień"...
"...poleciałbym w kosmos ratować świat." - "kosmos" raz z małej a raz z dużej

Okej, koniec czytania - zatem opowiadanie fajnie poprowadzone Gratuluje ciągłości i spójności z pierwszą częścią - to trudne a tobie się udało Fabuła niewymuszona, z pomysłem. Kilka powyższych usterek i niezgrabności jakoś przetrawiłam
Duży plus to użycie polskich imion, a nie żadnych Dżejmsów czy innych Dżonów, czy Braunów Super
Pozdrowionka




Odpowiedz
~alka666 1 m.
Agnieszka pięknie dziękuję! Zwłaszcza za cierpliwość i wyłuskanie nieprawidłowości. Zapisałam, jutro postaram się nanieść poprawki.
Ksywy polskie bardzo lubię. Mam ich trochę w pamięci, jeszcze z młodości
Odpowiedz
~JamCi 29 d.
Gdzieś sie po drodze wyłączyłam, nie przebrnęłam środka, koniec zaskakujący i zabawny.
Odpowiedz
~alka666 29 d.
JamCi dzięki
No tak, trzeba było uzasadnić pseudo "Astronauta".
Podkusiło mnie z tym feniksem
Lubię na wesoło
Element humorystyczny dodaje lekkości
Odpowiedz
^Halmar 29 d.
Imiona bomba, Ciul to mój faworyt
Zestaw nienachalnie wkomponowany w fabułę, jest kontynuacja historii, jest tajemniczo, a jednocześnie lekko i momentami zabawnie. Trochę jak przygody Indiany Jonesa (uwielbiam).
Znalazłam taki kwiatek:
"– To nie dobrze".
Odpowiedz
~alka666 28 d.
Halmar dzięki
Taki miałam nastrój pod koniec - lekko i z przymrużeniem oka
No i pomyślałam może o kontynuacji, więc ratowałam bohatera z wysokiego upadku, rozplasku na twardym podłożu
Odpowiedz
~alfonsyna 16 d.
No tu już się zaczęła akcja na całego. Skojarzyło mi się z paroma filmami, no i oczywiście z Lovecraftem, ale uznaję to za plus. W ogóle motyw Przedwiecznych, którzy chcą zniszczyć ludzkość jest bardzo obiecujący i mam cichą nadzieję, że im się to uda, a jakże!
Odpowiedz
~alka666 16 d.
alfonsyna dzięki
Lovecraft ma tu wielkie zasługi.
Do zniszczenia ludzkości może dojdziemy, a może nie... Jeśli nas zniszczą, to nie dam rady tego opisać

A filmy to jakie? Bom ciekawa Możliwe, że podświadomie wpłynęły na mnie. Nie wykluczam.
Odpowiedz
~alfonsyna 16 d.
alka666 akurat jeśli chodzi o filmy do w pierwszej kolejności przyszły mi na myśl "Martwe zło" i "Dom w głębi lasu" - w tym ostatnim też musiano składać ofiary, by przebłagać bogów, aby nie niszczyli świata.
Odpowiedz
~alka666 16 d.
alfonsyna obejrzałam zwiastuny obu filmów i niestety, nie oglądałam ich. Ale na pewno wiele horrorów jest podobnych, więc może coś innego podziałało na moją wyobraźnię?

Filmów ze złem w leśnych opuszczonych domach naoglądałam się. Bardzo podobał mi się horror o dwóch dziewczynkach znalezionych w pustym domu, które wychowywała matka, a raczej jej duch. Tytuł "Mama".
Odpowiedz
~alfonsyna 16 d.
alka666 kojarzę ten film "Mama", choć nie wiem, czy obejrzałam w całości. Jestem oglądacz horrorów, choć kiedyś oglądałam więcej niż teraz. W każdym razie czasem się różne motywy przewijają, więc nic dziwnego, że człowiek gdzieś w głowie to ma.
Odpowiedz
~alka666 16 d.
alfonsyna też tak myślę. Nadmiar musi mieć swoje ujście. Lepiej, że na papierze niż w realnym życiu
Odpowiedz
~alfonsyna 16 d.
alka666 zapewne są też tacy, co wybrali inną drogę, ale lepiej czasem o tym nie wiedzieć.
Odpowiedz
~alka666 16 d.
alfonsyna
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin