Zjawa - Rozdział IV - część 1/3 Zjawa - Rozdział III - część 1/2

Zjawa - Rozdział III - część 2/2

 Stuk, Stuk, Stuk. Dźwięk pukania wyrwał leżącego na ziemi mężczyznę z zadumy, zmuszając go do podniesienia się i podejścia do drzwi.

  – Wejdź – rzucił otworzywszy je, a gdy stojąca po drugiej stronie osoba wkroczyła do wnętrza, dodał – Czuj się jak u siebie.

  – Przyniosłam… – zaczęła brunetka, pokazując białą teczkę.

  – Zdejmij buty – przerwał jej, odbierając ów przedmiot.

  Po tym udał się do swego biurka, którego nie zwykł często używać. Usiadł przy nim i całkowicie ignorując swego gościa pogrążył się w studiowaniu dostarczonych akt. Zaszokowana zachowaniem swego przełożonego Anna zdjęła buty i udała się na kanapę, aby na niej zasiąść. Stwierdziła, iż będzie to dobre miejsce biorąc pod uwagę, iż prócz podłogi, łóżka i krzesła, które aktualnie było okupowane przez zaczytanego jegomościa, było jedynym do tego się nadającym.

  – Może herbaty? – padło ni stąd, ni zowąd zapytanie.

  – Chętnie – odparła, spodziewając się, iż inna odpowiedź nie wchodziła w grę.

  Następnie zaczęła się podnosić, sądząc iż sama będzie musiała sobie ten napar przygotować. Nim jednak wstała, wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Oto bezczelny w swym zachowaniu i nie obeznany z jakąkolwiek ogładą człowiek podniósł swe zacne cztery litery, a następnie udał się do kuchni. Wtem w mieszkaniu rozległy się wyraźne dźwięki gotującej się wody. Niedługo po tym gdy ucichły. Mężczyzna wrócił do salonu i postawił gorący napar na ławie.

  – Pięć minut – rzucił, po czym powrócił do swego zajęcia, tylko po to by po wypowiedzianym czasie przypomnieć – Herbata.

  Mimo, iż to powiedział, podniósł się ponownie, aby wyjąć z kubka saszetkę i go jej podać.

  – Dziękuję – odpowiedziała krótko wiedząc, iż nawet gdyby chciała dodać coś więcej i tak została by zignorowana.

  Nie kłopotała się więc tym i po prostu zaakceptowała fakt, iż jej gospodarz zachował się poprawnie. Miast tego zaczęła się delektować napojem o smaku maliny. Skończyła go dość szybko i nie wiedząc czemu poczuła się senna. Być może powodem tego był fakt, iż ostatniego dnia siedziała do późna spisując raporty i bawiąc się w inną ciekawą papierologię. Bez względu na powód, nie była w stanie pokonać zmęczenia i tak po prostu odleciała świadomością gdzieś w eter.

 

 Zmęczony czytaniem jegomość przetarł swą twarz i westchnął przeciągle. To co było w centrum jego zainteresowania, już dawno zostało przez niego przestudiowane, jednak w ferworze wyszukiwania pomniejszych informacji zgubił się gdzieś w głębinach między–sieci. Dopiero teraz poczuł jak to wpłynęło na jego organizm. Cały był zastały i obolały. Wstał więc, zbliżył się do okna i spoglądając na zewnątrz przeciągnął się z jękiem. Po tym zrobił dziesięć powolnych wdechów i wydechów. Kolejno obszedł całe mieszkanie, aby skompletować swój ubiór i coś przekąsić. Na koniec zbliżył się do wyjścia, ubrał swe buty, płaszcz, kapelusz i wyszedł z mieszkania zamykając je za sobą z charakterystycznym szczęknięciem zamka.

 

 Stary autobus, który nie powinien znajdować się na drodze ze względów ekologicznych, wtoczył się z piskiem opon do zatoczki i zatrzymał, by wypuścić pasażerów. Tych zaś nie było wielu. Prawdę powiedziawszy był tylko jeden. Przyodziany w płaszcz mężczyzna, który stawiając krok na chodniku, nałożył na głowę swój kapelusz. Gdy pojazd za jego plecami odjechał z charakterystycznym akompaniamentem dźwięków, rozejrzał się w koło i określiwszy swe położenie skierował się w stronę z której dopiero co przybył. Szedł wolnym krokiem około dziesięciu minut, gdy w końcu dotarł do celu. Niestety nie był go do końca pewien. Wyciągnął więc zabrane z akt zdjęcie i przyrównał je do rzeczywistości go otaczającej. Za sobą miał gęsty las. Z prawej na lewo biegła droga. Przed nim zaś wieńczył swą obecność most rozpięty nad szeroką, aczkolwiek stosunkowo płytką rzeką. Nie było mowy o pomyłce. To na pewno było tutaj. Zadowolony więc faktem, iż się nie zgubił, schował zdjęcie do kieszeni i przekroczył ulicę, by zaraz znaleźć się nad ślamazarnie płynącą wodą. Tu zaczął się rozglądać, aż w końcu odnalazł to czego poszukiwał, choć nie było tego zbyt wiele. Jedyne co ostało się po wypadku, który miał tu miejsce, były wyraźne ślady hamowania i potężne wygięcie barierki. Nigdzie nie było widać niczego wyjątkowego. Żadnej poszlaki. Kompletnie nic. Mimo to jakieś głębokie przeczucie mówiło mu, iż coś w tym jest. Namawiało go i korciło do drążenia tego tematu tak mocno, iż mógłby zacząć odnajdywać dowody, które nie istniały. By więc tego uniknąć, oparł się o nienaruszoną cześć ogrodzenia i wziął głęboki wdech. Następnie wypuścił powoli trzymane w płucach powietrze i uspokoił się. Oczyścił swój umysł i spoglądając w będące bliżej horyzontu niż zenitu słońce, poprawił nakrycie głowy spadające mu na oczy.

  – Bezsens… – mruknął do siebie, spuszczając głowę w dół.

  Najwidoczniej nie przemyślał tego ruchu, albowiem jego kapelusz niechybnie zsunął się z jego czupryny i z gracją zleciał w dół, ku błyszczącej się tafli przeźroczystego płynu.

  – Cholercia! – zakrzyknął i zerwał się gwałtownie do biegu.

  W mig znalazł się pod mostem i wypatrzywszy element swego odzienia zaczepiony o jakiś wystający głaz, wkroczył do zimnej wody. Ostrożnymi i komicznymi do obserwacji krokami przeszedł jedną trzecią szerokości rzeki, złapał to, po co przyszedł, by kolejno wrócić się na brzeg. Tam będąc odczuł dyskomfort jaki dawały mu przemoczone buty, skarpetki i dolne części spodni.

  – Przeziębię się – oświadczył samemu sobie i czym prędzej zaczął przeszukiwać swe kieszenie w poszukiwaniu telefonu.

  Dopiero teraz uświadomił sobie, iż zostawił go w mieszkaniu. Niestety los nie był po jego stronie. Padł więc zrezygnowany na wysypane kamieniami podłoże i jęknął gardłowo. Kolejny autobus nie miał zjawić się zbyt szybko, a złapanie stopa na tak rzadko uczęszczanej o tej porze dnia drodze, zdawało się być nie do zrealizowania. Wyjście było wiec jedno. Należało wysuszyć swe odzienie puki jeszcze słońce nie zaszło i następnie pomyśleć o tym jak się dostać z powrotem do miasta.

  – Przynajmniej nie pa… – chciał rzec, lecz wtem spojrzał ku niebu, gdzie obaczył szybujące powoli, ciężkie chmury.

  Nie chcąc kusić losu, postanowił się nie odzywać, jak również przeniósł się bardziej pod łączącą dwa brzegi budowlę, gdzie deszcz nie zdołałby go dopaść. Tam spoczął i zaczął gapić się w strumień wody. Na takim czymś spędził kilkanaście minut, gdy niespodziewanie z zadumy wyrwało go wrażenie, iż ktoś za nim stoi. Odwrócił się więc gwałtownie, by ujrzeć ozdobioną graffiti ścianę. Z zafascynowaniem zaczął przypatrywać się malunkowi ponurego żniwiarza, dokonującego selekcji wśród skoszonych dusz. To dzieło musiał wykonać ktoś z niebywałym talentem. Szkoda tylko, iż zrobił to w miejscu, gdzie nikt praktycznie nie zaglądał.

  – Jakież marnotrawstwo – szepnął podnosząc się i zbliżając się do malunku.

  Śledził dokładnie każdy jego fragment, gdy wnet spostrzegł, iż oblicze śmierci zwrócone jest nie ku tym, którzy znajdowali się pod jej protekcją, ale gdzieś w dal. Zupełnie jakby znajdowało się tam coś godnego jej uwagi. Widząc to skierował się w odpowiednim kierunku śledząc obraz. Szybko doszedł do miejsca gdzie powierzchnia skręcała o dziewięćdziesiąt stopni, a z nią również całe dzieło. W tym miejscu widniały białe strzępy szaty. Za zakrętem zaś narysowana była postać przyodzianej w nieskazitelnie białe odzienie zjawy z cyrografem w dłoni, uciekającej przed swoim przeznaczeniem.

  – Zemsta zjawy z zaświatów – przeczytał na głos napis, widniejący na zwiniętym dokumencie.

  Niespodziewanie do jego uszu dotarł dźwięk chrzęszczących kamieni. Odruchowo więc dobył swej broni i wysunął się zza ściany. Osoba, którą ujrzał, pisnęła z przerażenia i upadła na podłoże. Przy tym patrzyła się na niego rozwartymi z przerażenia oczami, nie mogąc wypowiedzieć ni słowa. On zaś nie mógł się poruszyć. Zaszokowany i zalany zimnym potem, nie potrafił opuścić broni. Stał więc tak oddychając szybko i płytko. Świat zaczął mu się rozmazywać. Jego ciało stało się niebywale lekkie. W tym momencie jego umysł zaczął płatać mu figle. Nie miał do końca świadomości chwili którą przeżywał. Raz stał pod mostem, a raz w okraszonym czerwienią korytarzu. Raz docierał do niego szum wody, a raz niewyraźne krzyki. Jedyną stałą rzeczą była dziewczyna przed nim, która kuliła się na ziemi ze strachu. Wpatrując się w nią z szeroko rozwartymi oczami, czuł iż odpływa. Na raz wszystkie mięśnie zaczęły się rozluźniać. Wyprostowane ręce poczęły opadać. W tym czasie palec przyciskający z całej siły spust zaczął go zwalniać. Dopiero wyraźny dźwięk upadającej broni, zdołał wyrwać go z szoku. Otrząsnąwszy się, rozejrzał się wkoło, jakby dopiero co się obudził. Widząc swą towarzyszkę na ziemi, zerwał się błyskawicznie, aby do niej podbiec.

  – Nic ci się nie stało? – zapytał spanikowany.

  – Ni… nie – odrzekła mu nie mogąc się otrząsnąć.

  – Co ty tu robisz? – rzucił z wyrzutem.

  – Obudziłam się, a ciebie nie było – jej głos załamał się – Zabrałeś zdjęcie z akt, więc pomyślałam, że tu przyjechałeś.

  – Dobrze, dobrze. Możesz wstać? – spytał, pomagając jej się podnieść.

  – Tak – odrzekła, dźwignąwszy się w górę.

  Nie mogła jednak do końca utrzymać się sama na nogach, a do tego wyraźnie drżała. Postanowił jej więc pomóc. W ostatniej chwili przypomniał sobie jednak o swoim pistolecie.

  – Poczekaj chwilę – rzekł i odszedł od niej, by go odnaleźć.

  Nie było to bardzo trudne, dlatego też w mig znalazł się on w jego dłoni. Podczas spoglądania na niego, przed jego oczami pojawiły się mroczki. Wywołane one zostały spostrzeżeniem, iż broń była zabezpieczona i gdyby nie to Anna zapewne wykrwawiałaby się teraz na śmierć. Nie chcąc o tym myśleć, czym prędzej schował ją do kabury i wrócił do swej nadal zszokowanej towarzyszki.

  – Pojedziemy do domu– oświadczył wyciągając klucze z jej kieszeni – Gdzie postawiłaś samochód?

  – Niedaleko – rzekła, po czym wstała i zaczęła iść z jego pomocą.

  W niedługim czasie dotarli do auta, w którym detektyw usadowił Annę na miejscu pasażera, a sam zasiadł za kierownicą. Ustawiwszy sobie fotel i wszystkie lusterka, odpalił samochód i ruszył. Czekała ich dość długa podróż, której nie chciał spędzić w ciszy, ani na rozmowie. Pomyślał więc iż włączy radio.

  – Dlaczego nazwałeś minie mordercą? – odezwała się niespodziewanie, oparta o szybę dziewczyna, nim zdążył to zrobić.

  Nie zastanawiając się zbytnio nad naturą tego zapytania, zaczął poszukiwać w głowie odpowiedniego wspomnienia. Znalazł je stosunkowo szybko i już miał wyjaśnić o co mu chodziło, gdy nagle coś sobie uświadomił. Jego rozmówczyni dostała już od niego odpowiedź. Postanowił więc coś wymyślić, aby urozmaicić sobie życie i ukrócić rozwijającą się dysputę.

  – To był test – odpowiedział spokojnie.

  – Zaliczyłam? – zainteresowała się, choć w jej głosie brzmiała jedynie zimna obojętność.

  Nie dostała jednak na to pytanie odpowiedzi, albowiem w tym momencie włączył radio i zamilkł na resztę podróży.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~czlowiekpiszacy
Kategoria: kryminal

Liczba wejść: 1

Opis: Cierpiący z powodu amnezji i choroby psychicznej detektyw stara się rozwikłać zagadkę seryjnych morderstw. Niestety wraz z postępem sprawy, jego stan zdrowotny pogarsza się. Powtarzające się mary senne i omamy sprawiają, iż zaczyna kwestionować prawdziwość otaczającej go rzeczywistości. Co gorsza niektóre fakty zdają się potwierdzać jego wątpliwości. Lawiruje więc między dochodzeniem, a życiem prywatnym, które zdają się mieć ze sobą więcej wspólnego, niż mógłby się spodziewać.
Dodano: 2020-07-12 21:20:32
Komentarze.

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin