jasno nowy wygląd
Rankor — część 4
<
Godzina
>

Rankor — część 3

 Poprzednia część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 Pomilczeli przez kilka minut. Pini zatonęła we własnych, wezbranych myślach, Charles również miał co analizować. Barman uchylił drzwi, chlusnęły pomyje. W kolejnej chwili ich uwagę przyciągnął szelest przedzierania się przez zarośla oraz dziwna, siarczana woń. Dostrzegli postać, najpierw czarną, spowitą mrokiem, z każdym jardem nabierającą jednak kształtów i barw. Pini nie zerwała się, nie pobiegła, a jedynie wypełniła po brzegi ulgą. Uraczyła towarzyszącego jej człowieka radosnym spojrzeniem.

 A nie mówiłam…

 – Cześć, mała, sorry za lekki poślizg, drobne komplikacje. – Ze spodni Jackiego zostały jedynie krótkie, postrzępione szorty, reszta spłonęła. Buty połowicznie zwęglone. Przekrwione oczy, zdyszany oddech, po dwa zakrwawione króliki w każdej z rąk.

 Nim zdążyła odpowiedzieć, wparował do knajpy wprost na świeżo umytą podłogę, truchła zwierząt plasnęły o świeżo umyty bar.

 – Chciałeś mięso, masz mięso! – wrzasnął tak, że echo rezonowało od wszystkich czterech ścian.

 Głowa barmana wychyliła się zza drzwi zaplecza.

 – Zamknięte, sir.

 Jackie skrzyżował ręce na piersi, spalone spodnie odbierały mu jednak powagi.

 – Wiesz pan, która jest godzina?

 – Domyślam się, że doba hotelowa wam się zaraz kończy, dlatego poproszę kolejną oraz coś na ząb. Oto zapłata. – Gestem dłoni wskazał ociekające krwią zwierzęta. Każde z nich miało przetrącony kark. Czerwień była ciemna, prawie czarna, spływała gęstymi strugami. Cztery pary martwych oczu przyciągały wzrok.

 – Niestety ni…

 – Fajny macie obok las – wtrącił w pół słowa – przejdziemy się?

 Mierzyli się wzorkiem.

 – Po co te nerwy? Wrzucę jednego na ruszt, pokój ostatni po lewej. Miłej nocy państwu.

 Sztuczny uśmiech obydwu mężczyzn przypieczętował transakcję. Pini stała w progu. Charles nie wszedł, zniknął gdzieś w całym tym zamieszaniu. Jackie odwrócił się w stronę dziewczyny.

 – Nie przedstawisz mnie panu na zewnątrz?

 – Co się stało z twoimi spodniami?

 Każde z pytań pozostało bez odpowiedzi. Mężczyzna wygrzebał z kieszeni wymiętoloną paczkę fajek, odpalił jednego, badawczo lustrując wyraz twarzy towarzyszki. Podszedł bliżej, bokiem wypuszczając dym z pierwszego macha. Otarł spocone, zakrwawione czoło.

 – Myślałaś, że Jackie nie wróci już nigdy?

 Jej oczy, jego oczy, spojrzenie nacechowane długą znajomością, niemym porozumieniem.

 – Kiedyś nie wróci… – kontynuował – ale jeszcze nie dziś. – Puścił oczko i zaciągnął się głęboko. Dziewczyna podeszła i wtuliła się w niego mocno.

 

 Zjedli pieczonego królika i w końcu mogli odetchnąć. Zamierzali przespać i przeleżeć cały kolejny dzień i następną noc. Pokój był malutki, surowy, miał jednak tapczan, okno, krzesło i stół, łazienka była w korytarzu. Nie potrzebowali niczego więcej. Kobieta przekręciła klucz w drzwiach, oparła się o nie i zamknęła oczy.

 – Bałam się, Jackie. Bałam się jak jasna cholera.

 Podszedł, odwrócił ją, zsunął do połowy ud to, co zostało z jego spodni, z jej ubraniem również się zwinnie uporał, po czym wszedł w nią na jeden, szybki raz.

 Zacisnął powieki i odchylił głowę w geście ulgi.

 – Teraz też się boisz, madam?

 Odpowiedział mu cichy jęk.

 Poruszał się w niej rytmicznie, żadne z nich nie siliło się już na wymianę zdań, czy choćby pojedynczych słów. Cichy, czysty akt. Skończył dość szybko, został jednak w środku jeszcze na moment. Przywarł do jej pleców, wędrując dłonią przez biodra aż do maleńkiego fragmentu kobiecego ciała, delikatnie muskając go palcami i drażniąc do momentu, aż puls dziewczyny złapał szaleńczy rytm, cała zaczęła drżeć, a twarz oblała rozkosz. Przytrzymał kobietę jeszcze przez moment, po czym wysunął się, a pokój wypełnił dźwięk soczystego klapsa na jędrnym pośladku.

 – Lulu. – W jednej chwili rzucił się na miękki materac.

 – Nie przytulisz mnie? – Odwróciła się, obrzucając go spojrzeniem pełnym udawanego oburzenia.

 – Po seksie wyglądasz jak buraczana mama.

 – Cooo?!

 – Masz takie czerwone policzki – wyjaśnił z rosnącym rozbawieniem, a ona złapała za poduszkę i rzuciła w niego z całej siły. – Babcia mówiła: nie biegaj, bo się spocisz. – Oberwał kolejny raz, więc w odwecie złapał dziewczynę, wciągnął na łóżko i sprawdził, czy ma łaskotki.

 Mieszanka krzyku i śmiechu oznaczała, że miała.

 

 *

 

 Nocą lubili wspólnie milczeć, przyglądać się cieniom tańczącym na płaszczyznach ścian. On dużo palił i zadawał egzystencjalne pytania, na które nie oczekiwał odpowiedzi. Zawisały w powietrzu, dopełniając merytoryką snujący się nad pościelą zapach seksu. Ona po prostu była.

 Życie jest pułapką.

 Świat jest pułapką.

 Zdefiniuj pułapkę.

 Niekorzystna sytuacja, z której trudno wybrnąć. Urządzenie służące do chwytania drapieżników, ptaków, ryb. Urządzenie służące do chwytania istot. Urządzenie służące do chwytania człowieka.

 Przyglądała mu się, być może podświadomie chcąc zapamiętać każdy cal. Prawe ucho postrzępione jak u rysia, smutne oczy.

 Potrafisz funkcjonować w potrzasku, Pini? Potrafisz tak żyć?

 Opowiadała mu o pasie tornad, które przechodzą zazwyczaj późną wiosną między innymi przez Oklahomę, w której spędziła większość życia. O tym, że ludzie budują w zagrożonych nimi miejscach „kartonowe” domy i że nieroztropnie jest zapominać, że życie to proces, a nie stan. Adaptacja do nowych sytuacji, zwłaszcza zagrożeń, niepokoju, ograbienia z komfortu, nie jest łatwa.

 Zwykle zasypiała pierwsza, on jeszcze leżał, myślał, pomimo tych analiz był jednak marnym strategiem. Mocno zaczepiał się pazurami w chwili, w której akurat przyszło mu trwać, wszelkie planowanie zostawiając jej. A Pini miała setki twarzy, od potulnej, przez nieznośną po histeryczną. Młoda, nieociosana. Potrafiła jednak trzymać niewidzialną pieczę nad wyborem kolejnych działań i cyklicznie przypominać Jackiemu co powinni i jaki był plan. A on zaciągał się papierosem i błądził gdzieś myślami. Tej nocy, mimo pulsującego zmęczenia, oboje zasnęli dopiero nad ranem. Pini rozmyślała o tym, że nie pożegnała się z Charlesem. Jackie rozmyślał o tym, co wydarzyło się w lesie.

 

 *

 

 Deszcz.

 Najpierw obudził jego. Otworzył zaspane powieki i przez kilka minut bez ruchu wpatrywał się w sufit, nasłuchując. Deszcz miał obecnie zupełnie inny wyraz niż w dawnych czasach. Oznaczał zupełnie inne doznania. Już nikt nie mówił, że „pada”, każdy używał słowa „tnie”. Dziewczyna wciąż spała, mimo że hałas tnących parapet kropel zdawał się wdzierać do wnętrza czaszki. Deszcz oznaczał, że nie prędko wyjdą na zewnątrz.

 Nie, póki tnie.

 Jackie zszedł na śniadanie i natknął się przy barze na faceta, którego zastał z Pini wcześniejszego wieczoru. Rozważał rozmowę, póki co jednak rozejrzał się po sali. Mnóstwo ludzi, jedni wychodzili, inni właśnie przybyli. Dwóch facetów przytaszczyło sarnę. Całe ręce, nogi, twarze mieli poranione, jakby właśnie wspólnie odplątali się z kolczastego drutu.

 – Mistrzu, gdzie to?!

 – Poproszę na zaplecze – odpowiedział barman. – Tędy, panowie, tędy, tędy. Ile osób?

 Dialog pochłonęły zamykające się za mężczyznami drzwi. Nim Jackie zdążył podejść do Charlesa, ten stał już obok niego przy barze, zamawiając trunek dla obydwóch. Przez chwilę milczeli, następnie ten pierwszy podjął temat:

 – Słyszałem, że dzielnie dotrzymywałeś towarzystwa Pini podczas mojej nieobecności.

 W międzyczasie zaserwowano dwa kawałki wcześniej zamówionej pieczeni. Poprosił o owinięcie jednego w papier, planując zanieść go towarzyszce na górę. Nie miał serca jej budzić.

 – Owszem – odparł Charles.

 Jackie zaczął jeść, obracając w głowie usłyszane potwierdzenie.

 – Trudno wyczuć – dodał mężczyzna – czy twoje milczenie wyraża wdzięczność, niepokój czy dezaprobatę.

 – Raczej bardzo prosto. W przypadku wdzięczności usłyszałbyś: „dziękuję”. – Kolejny kęs mięsa wylądował pomiędzy zębami. – Gdybym się niepokoił, to raczej nie poruszyłbym z miejsca tego tematu, tylko spróbował cię wyczuć. – Przeszył rozmówcę wzrokiem, racząc go enigmatycznym uśmiechem, po czym rzucił małą kostkę na talerz i oblizał tłuste palce.

 – A więc dezaprobata. Mimo tego usiadłeś tutaj ze mną i jesz śniadanie.

 – Jestem głodny.

 Uśmiechnęli się obaj. Gdy Jackie skończył posiłek, wstał i podszedł do najbliższego okna. Deszcz ciął parapety, szybę, bruk niczym nieskończona liczba mini-pocisków. Na ziemi dostrzegł coś, co mogło być kiedyś dżdżownicą. Było nią zapewne jeszcze przed chwilą, wypełzając ze spulchnionego gruntu. Teraz natomiast przedstawiało jedynie małą plamkę krwi i poszatkowanego mięska. Widok wprawiający w zadumę. Chłopak spojrzał w zasnute chmurami niebo.

 – Czym podróżujecie? – Charles odnowił rozmowę.

 – Nie interesuj się.

 – Piechotą? – naciskał.

 – Czujesz się samotny i szukasz przyjaciela?

 – Słabo wychodzi ci ironia. Po prostu mogę was podwieźć.

 – Coś sobie ukradniemy, bądź spokojny. – Spotkali się wzrokiem, Charles obracał w głowie usłyszane słowa, Jackie zdecydował się rozwinąć myśl. – Spirala złodziejstwa na wzór Fibonacciego. Mieliśmy samochód, ale nam ukradli, więc i ja ukradłem tylko po to, by po trzydziestu milach, gdy zatrzymaliśmy się na nocleg, podprowadzili nam akumulator. Więc co? Więc i ja ruszyłem na łowy. Łatwo to ukraść, gorzej przytaszczyć, ciężkie kurewstwo, warto zawęzić areał poszukiwań. I tak w kółko. Tobie nie kradną?

 – Pini wspominała, że mieliście wczoraj ciężki dzień. – Zmienił temat.

 – Każdy taki jest. Nie pcham się w konflikty, dopóki kradną jedynie rzeczy.

 – Słusznie.

 W tym momencie drzwi otworzyły się z hukiem i do środka wpadł poraniony człowiek, ociekał deszczem i krwią, z parasola, który trzymał w dłoni zostały strzępy.

 – Ej, koleś! – Dobiegło z przeciwległego kąta sali. – Nie wiesz, że czasy spacerów w mżawce i deszczowej piosenki przeminęły bezpowrotnie?

 Jackie i Charles złapali się krótkim, wymownym spojrzeniem. Ten drugi kontynuował:

 – Czyli co, czeka cię dużo roboty zatem. Musisz skołować wóz, o ile – przerwał, kiwając głową w stronę okna – przestanie padać. Ruszyć w swoją drogę, wieczorem rozejrzeć się za noclegiem, znów zdobyć zapłatę i tak dzień za dniem. Drogo kosztują cię te podróże. Męczące.

 – Ty żyjesz inaczej? Bo jak widać, to siedzimy w tym samym miejscu, przy tym samym stole, z tym samym tnącym skórę deszczem za oknem i z tą samą kupą gównianych perspektyw, a raczej ich braku. Więc jak widać, coś cię wypędziło z domu.

 – W tamtym świecie owszem, ale obecnie mógłbym się osiedlić. Tylko wiesz, człowiek wciąż szuka… – urwał. – Po prostu musiałbym mieć po co. Okoliczności są bez znaczenia. W normalnych czasach ludzie też nie mieli perspektyw. Sens to mgliste pojęcie. Trochę jak dym, sam w sobie nie istnieje, coś go musi wytworzyć.

 – Stary, nie znamy się, twój życiorys, plan dnia i egzystencjalne rozterki mnie, bez obrazy, średnio interesują.

 – Straciłeś więcej kalorii, zdobywając ten posiłek, niż zyskałeś, jedząc go – stwierdził, patrząc w okno. Do końca rozmowy nie spojrzał już na Jackiego.

 – Jakoś sobie poradziłem.

 – Są lepsze sposoby na radzenie sobie.

 – Jakie?

 – Pogadamy w Saskatoon. Dbaj o Pini. – Wstał i wyszedł w deszcz.

 Charles już nigdy nie spotkał jednookiej albinoski imieniem Pini.

 

 Kolejna część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

11270 zzs

Liczba ocen: 6
99%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 164

Opis:

Dodano: 2020-07-22 10:42:22
Komentarze.
z dużym wykopem
Kuźwa!! Jak ja uwielbiam tę serię, mimo setek złych minut dnia dzisiejszego jak zobaczyłam, że jest część, rzuciłam wszytko. MA w sobie to opko coś tak przyciągającego... Środek trochę skojarzył mi się z serialem The Rain, motyw deszczu. Postacie wykreowałaś fantastyczne, czytam i chłonę... Mogłabym się rozpisać ochy i achy, ale wyobraź sobie, że ich słowa momentami tak trafiają, że boli... Niespotykane... Chylę czoła.
Odpowiedz
*Ritha 9 m.
Sylvia... kurde, no. Jestem już tak mocno z Rankorem "sam na sam", że tracę resztki subiektywnego spojrzenia, dlatego postanowiłam wrzucać. A Twoja reakcja to solidny zastrzyk endorfin dla mła Cieszę się, że siadło. Serialu nie oglądałam, ale jak ludzie porównują moje pisanie do jakiegoś serialu, to - jak uczy historia - warto się nim zainteresować
Buziole, dziękuję za rzucenie okiem na literki i oby reszta dnia była dla Ciebie łaskawsza
Odpowiedz
*Ritha 9 m.
obiektywnego*
Odpowiedz
z dużym wykopem
Pięknie się czyta. Widzę, czuję tajemnicą i mrok, który spowija bohaterów. Jest niemal namacalny, taki lepki, nie pozbawiony zabójczego ostrza.
Odpowiedz
*Ritha 9 m.
Cieszę się, Alku! : ))) Kłaniam się, dzięki za wpadnięcie
Odpowiedz
Tak mi się podłapało:
"błądził gdzie myślami" - gdzieś;
"przeze kilka minut" - przez;
"Tedy, panowie" - tędy;
"dzielnie dotrzymywałeś towarzystwo Pini" - towarzystwa;
A mi z kolei motyw zabójczego deszczu skojarzył się z pewną grą, gdzie deszcze przyspieszały proces starzenia się. W ogóle lubię takie motywy z podobnie zabójczymi siłami, z którymi właściwie nie można walczyć ani ich pokonać, trzeba po prostu przetrwać. Ostatnie zdanie jest super zabiegiem, póki co jak najbardziej trzymasz poziom, klimat bardzo zacny, idzie w niego wsiąknąć całkowicie. No i skoro były już wartkie dialogi i seks, to teraz oczekuję trupów!
Odpowiedz
*Ritha 9 m.
Oj tak, błędów tu będzie zdaje się sporo, dzięki za wyłapanie Tak, pilnuję, aby wszystkie elementy się zgadzały trupów będzie sporo dzięki, Alf!

Ostatnie zdanie jest żywcem zdarte z Bastionu Kinga w zasadzie to ten zabieg mi się bardzo u niego podoba i se go też będę stosować, ooo! A dopisałam to zdane jak już miałam duuuużo w przód napisane i wiedziałam, że faktycznie mogę tak to ująć
Buziol!
Odpowiedz
*Ritha 9 m.
ps. melduję, że błędy nareperowałam na pniu
Odpowiedz
Ritha szybkaś, to się chwali! Muszę ten Bastion w końcu kiedyś przeczytać!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Kurde, ten klimat jest świetny. Taki mrok połączony z melancholią. Coś czuję, że bardzo polubię Jackiego. Czekam na ciąg dalszy
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
Dzięki, Ania Cieszę się bardzo!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Uwielbiam Twój lekki styl pisania, nienachalny, a zarazem tak wciągający i głęboki. Dobrze przeczytać coś od Ciebie
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
Adelajda dziękuję cieszę się bardzo
Odpowiedz
Helloł
"W kolejnej chwili ich uwagi przyciągnął" - wydaje mi się, że uwaga w tym sensie ma tylko liczbę pojedynczą
"wprost na świeżo umytą podłogę, truchła zwierząt plasnęły o świeżo umyty bar." - 2x umyty. Może wypolerowany?
"Całe ręce, nogi, twarz mieli poranione" - twarze

Hmm... Ciekawe zakończenie. Niby wszystko jasne, ale tak naprawdę wszystko może się zdarzyć. Ekstra!
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
pkropcia! Cóż za miła wizyta! Dzięki za sugestie, powtórzenie z "umyty" było niby celowe, ale przemyślę, pozostałe babole nareperowałam na pniu

Odpowiedz
z dużym wykopem
Prześwietne imiona. Najlepsze Pini. Ich pokojowe harce kapkę mi się skojarzyły z wilczym Biletem. A w ogóle to myślałem, że on jednak nie wróci. Jestem zaskoczony. Mam nadzieję, że to nie ograniczy roli Charlesa.

" Życie jest pułapką.

Świat jest pułapką.

Zdefiniuj pułapkę.

Niekorzystna sytuacja, z której trudno wybrnąć. Urządzenie służące do chwytania drapieżników, ptaków, ryb. Urządzenie służące do chwytania istot. Urządzenie służące do chwytania człowieka." - zajebisty moment. Nie pierwszy pochyły, zajebisty.

Zaraz dalej masz też bardzo surowy i genialny opis. Wyrabiasz się opisowo, bo często tego unikałaś, jak ja scen kulminacyjnych.

"a. O tym, że ludzie budują w zagrożonych nimi miejscach „kartonowe” domy i że nieroztropnie jest zapominać, że życie to proces, a nie stan." - piękne. Nie mam emotki serduszka na kompie, więc se wyobraź, że jest, a ja np. wpiszę... Ź.



"Deszcz miał obecnie zupełnie inny wyraz niż w dawnych czasach." nie rozumiem. Wyraz jak co? Może wymiar - znaczenie?

Aaaa. Rozumiem. WYraz jak wyraz. No taaa.

Nie, póki tnie. - zacne.


" – Trudno wyczuć – dodał mężczyzna – czy twoje milczenie wyraża wdzięczność, niepokój czy dezaprobatę.

– Raczej bardzo prosto. W przypadku wdzięczności usłyszałbyś: „dziękuję”. – Kolejny kęs mięsa wylądował pomiędzy zębami. – Gdybym się niepokoił, to raczej nie poruszyłbym z miejsca tego tematu, tylko spróbował cię wyczuć. " - kurwax, znów zacność. Dialogowa-uber-zacność.


" – Czujesz się samotnie i szukasz przyjaciela?" kurcze, samotnie czy samotny. Chyba masz dobrze, ale tak na wszelki.


Wyjebiste z tym dymem, I kapitalna końcówka.

Szkoda, że nie spotkał. Noo nic, chyba barwny statysta. No ale z krwi i kości.
A może się mylę. Kto wie.




Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Can, rola Charlesa (tutaj miałam bardzo duże rozwinięcie, ale doczytałam Twój komentarz do końca i kapnęłam się, że zaspoileruję!, więc skasowałam)

Opisowo się wyrabiam, łaaa, oby! Oby, oby!

Ź, haha, Ź jest lepsze od serduszka :3

"Deszcz miał obecnie zupełnie inny wyraz niż w dawnych czasach." nie rozumiem. Wyraz jak co? Może wymiar - znaczenie? - tak, chodziło o znaczenie

"– Czujesz się samotnie i szukasz przyjaciela?" kurcze, samotnie czy samotny. Chyba masz dobrze, ale tak na wszelki. - chyba samotny brzmi lepiej, poprawiam

No dużo mogłabym Ci powiedzieć o koncepcie na to opo, ale co nie powiem będzie spoilerem. Cieszę się, że taki odbiór Pisane na wariackich papierach Dzięki za wizytę i sugestie
Odpowiedz
Ritha no bo myślałem, że chodziło o błąd wyrazu z wymiarem w formie znaczenia, ale Ty, tak czy siak, użyłaś innego znaczenia w słowie, bo wskoczyło, że Tnie, więc nie ma nic, do czego bym się mógł przykleić.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Eee, czyli znaczy że git? Ok
Odpowiedz
Ritha no

Odpowiedz
z dużym wykopem
Hah, buraczana mama
"nieroztropnie jest zapominać, że życie to proces, a nie stan" – kurde, faktycznie tak jest. Dobre.
Świat coraz bardziej ciekawi. Tnące deszcze, żywy las. Intrygujące, na jakie jeszcze "naturalne" przeszkody natrafią bohaterowie.
Jackie na razie jakiś taki... średnio do lubienia Ale nie, że źle napisany czy coś. Po prostu wydaje się nieprzyjemnym typem. Zobaczymy co dalej.
Charles zbyt tajemniczy jak na kogoś, kto ma się już nie pojawić. Obstawiam, że jeszcze zamiesza.
Nie wiem, jak to ująć, spróbuję więc tak: masz coś takiego, że w dialogach przemycasz głębsze myśli. Wypowiadane przez bohaterów słowa nie służą tylko wymianie zdań, ale niosą często jakiś podprogowy przekaz, co nadaje rozmowom wymiar bardziej... wartościowy? Nie do końca potrafię zwerbalizować to, o co mi chodzi. W każdym razie ja tak jeszcze nie umiem
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
CptUgluk a któż to tak hasa skoro świt Dzień dobry Tak, tu trafiłeś - lubię przemycać różne "mądrości" w dialogach, myślę, że mam nawet taki schiz, ogólnie uwielbiam dialogi i czasem piszę tylko je, a potem łatam narracją i strzępkami opisów pomiędzy, żeby to miało ręce i nogi. Jackie się wydaje nieprzyjemnym typem, ha, toż u mnie przyjemnych typów ze świecą szukać. TUSIA miała u siebie ostatnio dobry cytat, otóż: "trudne czasy rodzą silnych ludzi, silni ludzie tworzą dobre czasy, dobre czasy rodzą słabych ludzi, słabi ludzie budują trudne czasy". Więc u mnie są przeważnie trudne czasy i silni ludzie
Dziękuję pięknie za wizytę z rana
Odpowiedz
Ritha A, zrobiłem sobie dziś Ritha challenge i zwlokłem się o piątej Łatam swoje twórstwo, ale pomyślałem, że warto wstąpić i coś nadrobić, bo w robocie nie będzie czasu, a Ty uciekniesz zaraz z tym Rankorem za horyzont
Tak żem czuł z tymi dialogami. Szacuneczek.
Z cytatem trudno się nie zgodzić. Wiem, że Jackie jest taki, jaki być musi. Dla dobra siebie i Pini
Kolejna część w kolekcji, wolno, acz nieustępliwie prę naprzód!
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
CptUgluk o proszę, brawo To nie mój challenge, to ogólnoświatowy trend, ja tylko podłapałam. No spokojnie sobie czytaj
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.