online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Rankor — część 5
<
Rankor — część 3
>

Rankor — część 4

 Poprzednia część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=3592

 

 – Ile mu o nas powiedziałaś?! – wrzask rezonował pośród czterech, wypełnionych gęstniejąca atmosferą ścian. Adresatka pytania milczała, więc ponowił jeszcze głośniej. – ILE?!

 – Trochę… – Niepewność trzymała ton jej głosu na granicy słyszalności.

 – Mów prawdę.

 Przez chwilę obracała w głowie kilka dróg, na które mogłaby skierować tor dalszej konwersacji. Postawiła jednak na prawdę.

 – Wszystko…

 Jackie zamknął oczy na kilka ciężkich sekund.

 – No powiedz to – bąknęła już odważniej. – Powiedz, że jestem idiotką. Powiedz to!

 I wtedy jedną dłonią złapał jej ramię, ciągnąc w stronę ściany, drugą otworzył okno, po czym w kolejnej sekundzie chwycił nadgarstek dziewczyny i wyciągnął ich splątane ręce na zewnątrz. Krople deszczu niczym mikroskopijne nożyki do tapet ciosały skórę. Czuł pieczenie, wiedział, że ona także. Najpierw kilka ranek, a potem cała sieć, coraz gęstsza, pokrywająca się krwią. Pini usilnie próbowała się wyszarpać, ale Jackie trzymał solidnie. Jego ręka krwawiła równie mocno, jak jej.

 Po chwili odpuścił.

 – I co, fajnie? Mało mamy problemów na głowie, żebyś dokładała nowych? Facet teraz wybiera się na wycieczkę. Jedzie tam, gdzie my! Będzie czekał tam, gdzie my! Już się zapowiedział. Nie potrzebujemy go do niczego, jedynie skomplikuje sytuację. Doskonale wiesz, że nie mogę zmienić planów. Muszę jechać do Saskatoon i zobaczyć, co z matką. A ty obcemu facetowi wykładasz wszystko jak na tacy. A jeśli on ma bandę? Pomyślałaś o tym? Nie uczyła cię matka, żeby nie podawać adresów nieznajomym?

 Trzasnęła go z otwartej dłoni w twarz.

 Echo uderzenia rezonowało od wszystkich czterech ścian. Teraz krew z jej dłoni spływała również z policzka Jackiego. Uniósł ręce w geście poddania.

 Resztę dnia spędzili w milczeniu. Do wieczora padało, więc nie zdecydowali się na podróż. Zostali na drugą noc, jednak nie dostali już kolacji.

 *

 Charles wrócił do pokoju, w którym nocował. Miał do zabrania kilka bardzo istotnych rzeczy. Plecak, buty, kapelusz, płaszcz. Do tego kominiarka i rękawiczki. Te dwie ostatnie części garderoby w normalnej, tradycyjnej postaci, natomiast reszta… Resztę przygotował dostatecznie, by móc się przemieszczać bez względu aurę i bez względu na miejsce. Pakując się, myślał o Jackim, o tym, jaki jest głupi.

 Zostawić wóz na ulicy. Cóż za absurdalny pomysł!

 Musisz być jak drzewo, Charles. To przecież takie proste. Krwawią żywicą. Możesz się wykrwawić na śmierć albo pokryć ich krwią.

 Zaczął od butów, zdjął te, które nosił i z lekkim wysiłkiem wsunął się w „robocze” – lśniące, usztywnione, w całości pokryte silikonem. Konstruując ten prowizoryczny pancerz, myślał właśnie o żywicy, ale nie mógłby się w niej ruszać. Zbyt sztywna. Silikon dawał większe pole manewru i był łatwo dostępny – pełno tego w byle sklepie budowlanym, czy choćby supermarkecie. Gdy uporał się z butami, przyszła kolej na płaszcz – trochę utrudniał ruchy, w zamian zapewniając jako taką ochronę. Bardzo przydatny, gdy chowa się wóz w samym sercu gąszczu, w najciemniejszej, najwilgotniejsze i najgęściejszej głębi puszczy. Dokładnie tam, gdzie zamierzał pójść po starą, skradzioną i wysłużoną, jak dotąd niezawodną toyotę. Miała duszę. Następnie założył kominiarkę, rękawiczki i kapelusz. Ten ostatni również lśniący, sztywny. Na końcu sprawdził zawartość plecaka, do środka dopchał zdjęte adidasy, zasunął go starannie i zarzucił na plecy. Na końcu topór, skryty pod materacem. Mocno chwycił trzonek prawą dłonią. Był gotowy.

 Oddał klucze i wyszedł na tnący deszcz.

 Przez materiał spodni czuł na łydkach bolesne uderzenia. Wiedział jednak, że najgorsze czeka go za pierwszą linią drzew. A potem z każdym kolejnym jardem będzie coraz trudniej. Na szczęście nie atakują rzeczy martwych, więc samochód zapewne ma się świetnie. A już na sto procent nikt go nie zwinął. Nie stamtąd.

 Szedł pewnym, jednostajnym krokiem, nie zatrzymując się nawet na moment, nie pozwalając sobie na wątpliwości. Zmrużył oczy i gdy był już wewnątrz, gdy otoczyły go dziesiątki konarów, wydobył z kieszeni pływackie gogle. Ostatni element, by ochronić oczy. Wyglądał jak samozwańczy komik z zapędem do manualnych robótek w klimacie „do it yourself”, który wypełnił samym sobą swój pierwszy, średnio udany projekt. Cóż, mogło być gorzej. Gdy pierwsze liany zaczęły wić się wokół kostek, ostrze topora utorowało mu drogę. Ciął przeszkody pewnie, nie zatrzymując się nawet na moment. A potem wszystko wokół zaczęło wirować, szumieć i wyć, wdzierać się do jego głowy, otumaniać, odbierać zmysły. Przez umysł przemknęła niemrawa myśl, że może powinien zatkać też uszy. Może powinien coś do nich wsadzić, osłonić wszystkie zmysły, odciąć je.

 Otchłań umysłu wypluwała kolejne wizje, jakby ktoś zanurzył w niej palce, wyszarpywał wspomnienia, nakładał na nie filtr koszmaru.

 Może same w sobie nim były.

 Zdefiniuj koszmar.

 Marzenie senne wywołujące uczucie strachu. Coś przerażającego. Złego.

 *

 Z Oklahomy do kanadyjskiej prowincji Saskatchewan miał prostą drogę przez Kansas, Nebraskę i obydwie Dakoty, tysiąc pięćset mil z Tulsy do Saskatoon, dwa dni, dwa noclegi zakładając niespieszną podróż i możliwe utrudnienia. Jackiemu i Pini na pewno zejdzie dłużej.

 Pini…

 Obracał w głowie to imię. Takie spotkanie. Nie miał jeszcze pewności, ale coś było w niej… I w nim…

 Nie do końca potrafił zrozumieć i wyjaśnić samemu sobie, dlaczego się do nich przyczepił. Powinien jej chyba unikać.

 Powinien?

  Gdy zobaczył, jak ten chłopak wychodzi z lasu z jakąś marną imitacja broni i bez innych zabezpieczeń, zupełnie sam, jakby wszedł tam prosto z ulicy, trochę bezmyślnie, a jednak odważnie, zaimponował mu. Choć był głupi. A ona piękna. Być może Charles miał dość samotności. Nie miało znaczenia, w którą stronę pojedzie, więc równie dobrze mógł właśnie w tę. Szaleniec uwięziony w Charlesie podjął już decyzję.

 Piętnem skazanej na tę planetę ludzkości stało się to, że w pewnym momencie przestali czuć się tutaj mile widziani. Elizjum Ziemia. Trudno było dostrzec, że nim jest, dopóki nie przestała, a równolegle z tym jej mieszkańcy przestali czuć się dobrze, bezpiecznie. Gdzieś po drodze niepostrzeżenie minęli granicę, po której już nie mają gdzie się podziać. Jakby cały świat ewoluował, a tylko ludzkość nie. Jakby się zatrzymała na pewnym etapie rozwoju, przystosowania i przestała być kompatybilna z miejscem.

 Mężczyzna podążał drogami wiodącymi przez bezbrzeżne połacie pól, totalną pustkę. Minął kilka watah obozowiczów, niektórzy trzymali się grup, zakładając większe szanse na lepszy byt.

 Bullshit.

 Po dwunastu godzinach podróży zatrzymał się w Chamberlain na granicy Nebraski i Dakoty Południowej, odwiedzając pewną spelunkę, do której żywił wyjątkowy sentyment. Jazz w zadymionym barze, rockowa liryka, od czasu do czasu stary, ponadczasowy hit. Tak było dawniej. Zazwyczaj siadał w najdalszym kącie, lekko za orkiestrą, by móc obserwować perkusistę. Kolorowe światła w odcieniach różu i fioletu, przechodząc przez zadymioną scenę, wprawiały go w odpowiedni, melancholijno-pobudzający nastrój. Stan, kiedy życie wydaje się podniecająco piękne, chwile ulotne i warte wewnętrznej celebracji, a trudy możliwe do pokonania. Wokalistka miała mocny głos. Tłum falował, ona dawała z siebie wszystko, a potem jeszcze więcej. Cały zespół wydawał się zgrany, ale ta kobieta i perkusista robili największą robotę.

 Nie była urodziwa – przy kości, w źle dobranych ciuchach i z szarą twarzą. Miała jednak piękny głos i, co urzekło go najbardziej, przy niektórych dźwiękach odlatywała, odchylając głowę do tyłu, zdawała się zatracać w rytm śpiewanych słów. Perkusista był prostym chłopem, z którym udało mu się zamienić kiedyś kilka zdań. Sympatyczny i szczery. Siła pasji, gdy grał, powalała. Prości, brzydcy ludzie, na których tak bardzo lubił patrzeć i których lubił słuchać, czując, jak wielkie serce wkładają w muzykę, a efekt powoduje, że w świetle rozprzestrzeniających się dźwięków tak bardzo seksowny wydawał się świat.

 Taki był wtedy świat.

 Barmanka mieszała drinki szybciej, niż siedzący przy barze tubylcy nadążali liczyć należne za nie drobne. Oparty o ścianę ochroniarz od zawsze wyglądał, jakby dorabianie tutaj było spokojniejsze i bardziej relaksujące niż domowy zestaw: fotel, żona, telewizor. Nie miał pełnych rąk roboty. Czas płynął w rytm głosu kobiety, której piękno wyłapywały zmysły inne niż wzrok. W dawnych czasach Charles bywał tam, by wprawić się właśnie w taki, na wpół metafizyczny stan. Neony, dym i przyjemnie drażniący ucho dźwięk. Cały czas skupiona twarz perkusisty. Kolejny potrząsany nad głowami drink. Frontmenka przymykająca powieki pod wpływem emocji kolejnej zwrotki. Gdzieś za tymi ścianami toczące się wtedy jeszcze zwykłe życie.

 Są miejsca i przelotne momenty, gdy szum myśli bywa zaskakująco przyjemny.

 Tani motel, wewnątrz unosząca się słodkawa woń. Kobieta była gruba i spocona. Gdy jadła, masło zbierało się w kącikach ust. Postanowił więc wypić znacznie więcej. A może to tylko taki majak? Może drżący podbródek, gdy połykała to jedynie pijacka wizja, bo zasnął, słuchając głębi głosu dziewczyny, która kocha wydawać kolejne dźwięki, odchylać głowę, wśród dymu i liliowych świateł, raz po raz zatracając się w nich.

 Nie, to nie wizja. Masło faktycznie topiło się w kącikach brudnych ust.

 Zwymiotował po raz pierwszy w kiblu, gdzie dająca jedynie substytut światła żarówka wisiała w samej oprawce.

 Ona tam jadła, za drzwiami, przeżuwała, gryzła, połykała. Okruchy sypały się w dół, wpadały w dekolt, zmarszczony jak zdziwione brwi. Ta fałda skóry pomiędzy łokciem a ramieniem dygotała równolegle do gestykulacji. Głos też był inny. Jakby ta kobieta pożarła tamtą, która na scenie odgrywała najważniejszą i najbardziej udaną pośród swych ról.

 Przestał spoglądać na jej twarz, dopóki nie dokończy jeść, dopóki masło do końca nie wytopi się z ust, a okruszki znikną, zanurzając głębiej między zlepione ze sobą piersi. Zlepione jakby ktoś zamaszyście klapnął jedna w drugą, powodując, że skleiły się na dłuższą chwilę, podczas której ktoś z trudem upchał je w bluzkę z materiału na tyle sztucznego, by podkreślał pot. Przez chwilę językiem poczyściła tylne zęby.

 Czar prysł.

 Nie zerżnął jej, nie uciekł, nie zginął nikt. To było tego dnia, dokładnie tamtego dnia. Zapamiętał każdy szczegół. Dawno, dawno temu... najczęściej tak zaczynają się nieprawdziwe opowieści. Z knajpy został pustostan, ruszył więc dalej. Sprawdził ekwipunek, na siedzeniu pasażera wypakowany po brzegi plecak, obok myśliwski nóż. Dwie turystyczne lodówki pełne mięsa w bagażniku. Sto mil do Saskatoon.

 

 Kolejna część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=3690

 

10737 zzs

Liczba ocen: 6
99%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 148

Dodano: 2020-07-26 16:03:25
Komentarze.
jotka 1 r.
Mam skojarzenia (fragmentarycznie) z innym Twoimt tekstem
Wiesz, który? :x
Odpowiedz
Ritha 1 r.
jotka dokładnie tak Uznałam, że pasuje i że Rankor da temu opku drugi, dłuższy żywot
Odpowiedz
alka666 1 r.
z dużym wykopem
Świetnie nakreślone postaci. Gruba, spocona kobieta, odpychająca.
Podróż daleka, pełna przygód i niespodzianek. Ciekawam dalszych losów trójki bohaterów.
Jak bardzo jeszcze zmienił się świat? To mnie bardzo intryguje.
Odpowiedz
Ritha 1 r.
Cieszę się miss Alku, Alku.
Uniwersum będzie kreowane (odkrywane) stopniowo

Odpowiedz
alka666 1 r.
Ritha pięknie! Nie mogę się doczekać kolejnych odsłon intrygującej podróży i przygód w zmienionym świecie
Odpowiedz
Ritha 1 r.
alka666
Odpowiedz
z dużym wykopem
Tu byłam oczywiście, nie będę słodzić bo wiesz, że mam słabość to tej serii. Powiem tylko: żeby tak obrazowo pokazywali w telewizji, jak ty nam tutaj momenty serwujesz byłoby wspaniale.
Odpowiedz
Ritha 1 r.
SylviaWyka dzięki motywujesz
Odpowiedz
"najwilgotniejsze i najgęściejszej głębi puszczy" - zgubiło się "j" z najwilgotniejszej;
"z jakąś marną imitacja broni" - imitacją;
"Szaleniec uwięziony w Charlesie podjął już decyzję" - świetne zdanie, robi dobrą robotę, krótki i na temat, ale jednocześnie literacko ładnie wydziergane;
Bardzo sugestywne opisy, pobudzają wyobraźnię - co u Ciebie nie jest wszakże niczym nowym. Niby ma się w tym wszystkim wrażenie takiego spokojnego płynięcia do przodu, ale przy tym nie ma nudy, nie ma rozleniwienia - bardziej jest przeczucie, jakby zaraz miało wydarzyć się coś bardzo istotnego, więc nie można tracić czujności. To chyba znaczy, że jest dobrze wyważone, byle tak dalej.
Odpowiedz
Ritha 1 r.
alfonsyna dziękuję i tu
Odpowiedz
z dużym wykopem
Interesujący ten deszcz Jak i cały świat.
Odpowiedz
Ritha 1 r.
Dziękować, Ad
Odpowiedz
pkropka 1 r.
Hmm... Może niech Charles najpierw założy plecak, a dopiero później płaszcz. Po pierwsze skoro płaszcz krępuje ruchy, to lepiej wszystko chować i dopiero go zakładać. A po drugie jak deszcz tak tnie, to i plecak by mu pociął.
Oczywiście to sugestia, zrobisz z nią co chcesz

Świetny opis klubu i wokalistki. Szczególnie jej drugiej odsłony.
Odpowiedz
Ritha 1 r.
pkropka plecak niby też był w silikonie (przynajmniej w mojej głowie)
Opis klubu i wokalistki to wplecione tu moje stare opko Sky is the limit!
Dziękuję i tu
Odpowiedz
Canulas 1 r.
z dużym wykopem
eeee, czy tu jest kawałek UBER-BARU???

A tak w ogóle, kurdex, to już etap, że za łeb i na półkę. Co można więcej? Jedno słowo wyjąć, wstawić drugie. Zabrać, dodać, ale to dłubanina w skończonym projekcie. Trza to wepchnąć w gęby księgarń. Koniecznie.

Ps. Chyba polubiłaś słowo: rezonować. Nie jest częste, więc wpada pod powiekę.
Odpowiedz
Ritha 1 r.
Can, tego jest dopiero połowa. Naprawdę trudno mi się zebrać do skończenia Rankora przy normalnym trybie codzienności. Do tego stopnia, że rozważam wyjęcia dwóch tygodni z życiorysu i dokończenia w takim tempie, w jakim napisałam połowę. Nawet publikować części mam problem, bo zawsze coś wypadnie, a to a tamto a siamto. Jeszcze dam sobie ciut czasu, ale jak nie pójdzie samo, to zrobię tak, że pójdzie jak bolesny zastrzyk.

Tutaj jest cały Bar, mesje. Stwierdziłam, że będzie pasował do podróży Charlesa

Rezonować? Przyjrzę się.
Dziękuję za wizytę
Odpowiedz
Canulas 1 r.
Ritha no Bar pasuje, pasuje. Znów wpadać w 2tyg wojnę, noo, ciężko, ale jeśli idzie git, czemu nie.
Odpowiedz
Ritha 1 r.
Can noo, zobaczymy, Wszystko zależy od poziomu desperacji Na razie jest umiarkowany.
Odpowiedz
z dużym wykopem
Kurde, te opisy są nieziemskie. Ten bar i cały ten klimat w nim ❤ Świetnie wykreowani bohaterowie - stają mi się coraz bliżsi, nie są mi obojętni i jestem ciekawa ich dalszych losów.
Coś czuję, że Charles może namieszać w życiu Pini i Jackiego

Ps: Podobną, atakującą roślinkę wymyśliłam u mnie w "Planetach"
Odpowiedz
Ritha 1 r.
aniamarzycielka cieszę się bardzo, zwłaszcza że bohaterowie i losy nieobojętni ❤️ Wieki nie mignęły mi planety przed oczami, czy są publikowane?
Dziękuję pięknie za wizytę
Odpowiedz
Ritha 1 r.
Planety*
Odpowiedz
Ritha Tak
Odpowiedz
z dużym wykopem
Hm, chyba już wiem, o co chodziło Canowi z tym rezonowaniem ;D
"Zdefiniuj..." - zdaje mi się, że to słowo może stać się znakiem rozpoznawczym "Rankora". A może Rithy?
Motywy naturalnych zagrożeń z odcinka na odcinek coraz ciekawsze. Świat budowany bardzo dobrze.
Bardzo fajnie też wpleciony opis wspomnień z knajpy. Z łatwością można sobie wyobrazić lekko zadymione jazzowe wnętrze skąpane w przyjemnym półmroku. Takie rzeczy dodają jakości tekstowi.
Niebawem pojawię się pod kolejną częścią
Odpowiedz
Ritha 9 m.
CptUgluk hello, taa, rezonowanie lubię, zdefiniuj też, ale raczej to takie rankorowski stricte. Dziękuję pięknie za wizytę, mr Ugluku
Odpowiedz
Ritha 9 m.
rankorowskie*
Odpowiedz
Canulas 3 m.
"– Ile mu o nas powiedziałaś?! – wrzask rezonował pośród czterech, wypełnionych gęstniejąca atmosferą ścian."


"Echo uderzenia rezonowało od wszystkich czterech ścian" - ach, jestem w domu 🙃

Wiadomo, że Bar wmontowany mistrzowsko. Wiadomo, że najlepszymi fragmentami są te pochyłe.

Idę tą drogą, by być na bieżąco. To dobra droga i wspaniała podróż
Odpowiedz
Ritha 3 m.
Can dziękuję <3
Echo Twych słów rezonuje we mojej głowie! 😅
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.