jasno ciemno
Nie odchodź za daleko – 1

Nie odchodź za daleko

 W duchu wierzę, że ktoś nad nami czuwa.

 

 

 Wstęp

 Pod stosem ciężkich książek odnajduję starą fotografię. Chwytam ją, palcami błądzę po ostrych krawędziach. Zatrzymuję się przez chwilę na mglistym uśmiechu, co jest, znika i znów się pojawia. Wędruję do tajemniczych, zmrużonych oczu, które wprost patrzą na mnie. Biorę głębszy oddech i wtedy wspomnienia z kart wypływają. Sprawiają uścisk w sercu, a wargi drżą, całe ciało się wije, błagając... o jeszcze jeden, delikatny uścisk.

 Za tak wiele słów niewypowiedzianych, brakiem przeprosin, skrywaną miłość i lustrzaną przeszłość, co siedzi we mnie i czyha na potknięcie. Trwam z nadzieją, dopóki na papierze jesteś taka, jak zawsze.

 Bo czas ucieka, a ja jeszcze go dogonię i... zadbam na nowo.

 "Czekaj na mnie, mamo".

 

 Rozdział 1

 

 – Mama, mama. Ja chcę do mamy!

 Obudziłam się cała zalana potem. Otwarte usta oczekiwały na wydobycie się pierwszych dźwięków. Nadal nic. Trwała długa cisza.

 "To tylko zły sen – powtarzałam sobie".

 Poczucie bezpieczeństwa pękło niczym kolorowa bańka unosząca się w powietrzu, a tak bardzo starałam się ją złapać. Najwidoczniej postanowiła dać mi do zrozumienia, że nad niczym nie miałam kontroli.

 Czy mieliście kiedyś tak, że znany wam dotąd świat wywrócił się o sto osiemdziesiąt stopni? I nie było żadnych szans powrotu do tego, co było dawniej? Kostka w grze została rzucona, a czas nie cofał się na nasze życzenie. Czy ratować się iskierką nadziei? Tak szczerze byłam głupia, bo na to liczyłam.

 Zostałam kompletnie sama.

 Jak widać życie przyszykowało dla mnie wiele niespodzianek. Nie ucieknę przed przeznaczeniem. Gdy tylko mrugnęłam, czas ruszył i nie było już odwrotu.

 Czułam się oszukana. Miejsce pełne szczęścia szczelnie zamykało za sobą drzwi. Stan wyciszenia i trzeźwego myślenia odpływał, dając siłę innym emocjom. To ich bałam się najbardziej. I to udawanie, że sama sobie poradzę. Nie mogłam nawet wytrwać w tym postanowieniu jedną noc. Znów skuliłam się w kłębek i czekałam. Byłam krucha i słaba, a przede wszystkim wystraszona tym, co nadejdzie.

 Jak na ironię cichy głos szeptał do mnie pocieszające słówka:

 – Dasz radę, tylko się uspokój. Wyobraźnia płata ci figle.

 Tymczasem tępym wzrokiem doszukiwałam się światełka. Ciemność okryła wnętrze. Odruchowo ręka powędrowała w bok. Nie dotknęła tego, czego szukała. Dłonie po omacku błądziły dalej. Uderzyły tylko o powierzchnię zimnej ściany. Nie było drewnianej półeczki nocnej, gdzie zawsze stała lampka. Pomyślałam, że ktoś musiał ją przesunąć. "Tylko dlaczego?" Każdy przecież wiedział, że bałam się ciemności. Teraz gdy nie było światełka zapalonego na noc, dostałam gęsiej skórki. Wystraszona nakryłam na siebie kołdrę, chowając w nią głowę. Jęknęłam.

 "Nie ma żadnych duchów, one nie istnieją".

 Przyśpieszone wdechy i wydechy nie pomagały w uspokojeniu się, dlatego zaczęłam liczyć do dziesięciu. Gdy i to pal licho wzięło, ostatnią deską ratunku był pluszowy miś. Podniosłam się odrobinę, by usiąść i z przerażeniem doszłam do wniosku, że i on się stracił. O czymś zapomniałam, a świadomość tego, co się stało, postanowiła trzymać mnie jeszcze przez kilka minut w niepewności.

 Mieszanka wybuchowych składników składała się z przepełnionych mną emocji, tych złych i jeszcze gorszych. Poczułam drżące wargi. Suchość w gardle drażniła. Przełykanie śliny było złudnym manewrem, aby choć na chwilę oszukać swoje ciało i jego potrzeby.

 "Pić, tak bardzo chce mi się pić, mamusiu".

 Na słowo "mama" wbiłam paznokcie w dłonie. Było mnie stać na niemy krzyk, bezwartościowy, nie dający szans na to, aby świat usłyszał, jak w tej chwili mocno cierpiałam. Coś zżerało wnętrze. Bolało. Cholernie bolało. Zatapiane szpony w ciele nie odchodziły, tylko przedostawały się coraz głębiej. Walka z niewidocznym wrogiem kończyła się właściwie podobnie, kolejnym, długim snem. Zanim jednak tak się stało, to otarłam łzy, które spływając po policzkach oraz szyi, zdążyły przemoczyć cały dekolt koszulki. Twarz opuchnięta, oczy podkrążone, ręce drżące, serce bijące w przyśpieszonym tempie, to tylko namiastka tego jak wyglądałam i jak się czułam. Zanim zapadłam w głęboki sen, zadałam sobie pytanie:

 – Gdzie ja jestem?

 Znów te nieprzyjemne wizje. Próbowałam je odpędzić, walczyć z nimi, lecz rozrastały się zbyt szybko, a ich siła wracała podwojona. Krzyczałam, aby odszedł, że to, co mi pokazywały, to nie działo się naprawdę. Bezradność dominowała. Od samego początku byłam skazana na porażkę. Chciałam uciec, ale otoczona przez samą siebie i niepokojące myśli, nie widziałam wyjścia by uciec. Mgła nabierała kolorytu, tworzona przez kolejne lęki. "Po prostu świetnie". Stałam i przypatrywałam się nicości. Otchłań rozwarła się pod stopami. Spadałam. Tak bardzo się bałam. "Niech się to skończy". W ostatnich sekundach zatrzymały mnie przy ziemi długie i grube na kilka metrów wijące się łodygi elastyczne na tyle, by nie rozerwać ciała na strzępy. Tylko kilka złamanych kości, nic więcej, a przecież mogłam skończyć jak rozwałkowane ciasto, tylko już nie w całości, bo całe podziurawione. Teraz czekały mnie kolejne wyzwania. Gorsze od tych, co do tej pory przeszłam. Pojawiły się drzwi, które jak się domyśliłam, miały być moją deską ratunku, ale oddalały się. Korytarz wydawał się okropnie długi. Światło zniknęło.

 – Mamo, nie pozwól im... Zostawcie mnie. Zostawcie!

 – Niech w końcu przestanie się wydzierać! – Słowa obce, bez wyrazistości blakły i rozpływały się. Nie rozumiałam nic z tego. Chyba tak się działo za sprawą odizolowania od innych w przeczuciu, że taki sposób zapewni mi całkowitą ochronę.

 Gdy tylko zobaczyłam leżącą obok siostrę Magdę, sprawiło, że odrobinę się uspokoiłam. Coś z ciałem było nie tak. Sama głowa wydawała mi się ciężka, a co dopiero by utrzymać ją w pionie, dlatego co chwilę bujała się na boki. A nóg nie czułam wcale, nie pomagała siła woli, by je podnieść. Może ktoś przykleił je grubą warstwą kleju do łóżka i stąd ten problem. Czułam się taka obolała, jakbym właśnie przebiegła pół maratonu, nie, cały maraton w Londynie. "Gdybym tylko dostała za to medal... Byłabym usatysfakcjonowana, a tak mogę się tylko użalać". Wstawanie z łóżka tymczasowo sobie darowałam.

 Ukłucie niepokoju ciągle mi towarzyszyło. Nie miałam już sił walczyć ze sobą. Zerknęłam w dół, gdzie szorstka pościel ocierała się o zimne jak lód ciało. Następnie wyciągnęłam przed siebie białe ręce, które cały czas dziwnie się trzęsły. Odkryte nogi nadal nie chciały się ruszyć. Na dodatek w palcach u stóp dostałam nieprzyjemne mrowienie.

 "Jak ja to kocham! Że też akurat teraz..."

 Zdrętwiałe i obolałe mięśnie domagały się rozprostowania chociaż na chwilę. Najwidoczniej, gdy tylko zasypiałam, pozostawałam w jednej pozycji aż do momentu wybudzenia, gdzie teraz udało mi się oprzeć plecy o wyżej ustawioną poduszkę. Pokój okrywała znów ciemność z minimalną zmianą. Tym razem po prawej stronie znajdowały się uchylone drzwi, wlewając do pokoju wąski strumień światła, odrobinkę jasności. Po mojej lewej stronie zaś było duże, okrągłe okno, telewizor oraz cień biurka skrywającego się w kącie. Na koniec spojrzałam w sufit.

 – To się nie dzieje... naprawdę. – Głęboko myślałam.

 Po czym słaba, zlękniona, powróciłam do snu, który bez żadnych utrudnień zabierał do prawdziwej rzeczywistości, gdzie nadal trwał horror mojego życia i który nigdy nie miał się skończyć.

 

7352 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~tanaris
Kategoria: wspomnienia

Liczba wejść: 23

Opis:

Dodano: 2020-08-18 19:35:37
Komentarze.
(że Tanaris, Tanaris... Ta, Tanaris?)
Jak tak, to bomba.
Odpowiedz
Canulas Hej, to ta Tanaris A teksty moje pewnie znane, ale jeszcze ich tu nie miałam okazji wstawić.
Odpowiedz
Hej,
Kawałek przyjemnego tekstu. Widać przemyślaną fabułę, dbałość o szczegóły i staranny dobór słów.
Pozdrowionka
Odpowiedz
Agnieszka Mam nadzieję, że historia wciągnie.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin