online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
TW#2 – Fiesta de despedida
<

Opis:

Opowiadanie na konkurs Trening Wyobraźni

TW#1 – Dziad spełniony

 Postać: Dziad z obrazu

 Zdarzenie: Ascendencja

 Warunek: Opowiadanie ma być napisane w czasie przyszłym

 

  Ciemne korytarze Galerii rozbrzmieją dźwiękami ciężkich kroków i szczękającego metalu. Przetaczająca się przez nie postać w noszącej znamiona wielu stoczonych bitew zbroi, ciężko dysząc zatrzyma się przed piękną, zdobioną dębową ramą, pod którą widnieć będzie napis "Harmonia?". Zgarbiony rycerz po raz kolejny spojrzy na obraz ze smutkiem, po czym ściągnie hełm i ostrożnie położy go pod ścianą. Chciałby już znaleźć się po drugiej stronie, chciałby ściągnąć żelazną skorupę i wrócić do niewielkiej chatki, która przez tyle lat była jego azylem, jego ukochaną samotnią. I mimo że od pewnego czasu jego życie zdaje się być puste, a samotne dni spędzone w czterech ścianach wzmagają tylko uczucie bezsensu i beznadziejności, on powoli zacznie się z tym godzić. Wie jednak doskonale, że zanim będzie mógł przekroczyć ramę, najpierw musi wypełnić rytuał. Powtarzał to już setki razy, zna zasady i wie, że bez tego nie wejdzie do obrazu.

  Skomplikowanym ruchem urękawiczonej dłoni mężczyzna zdejmie błogosławieństwo z ciężkiego, wyszczerbionego miecza, a jarzące się na jego klindze runy zgasną i oręż znów zacznie przypominać ogromny obosieczny tasak. Następnie rycerz pewnymi ruchami, wręcz automatycznie zacznie ściągać kolejne elementy zbroi, a każdy z nich ułoży ostrożnie obok hełmu. Gdy zostanie w samej koszuli i prostych, lnianych spodniach, nie będzie już przypominał potężnego, budzącego respekt wojownika - ktoś patrząc z boku i nie znając go, uznałby go za żebraka lub zwykłego, prostego chłopa. Szczupła, żeby nie powiedzieć chuda sylwetka, siwe krótko ostrzyżone włosy, pomarszczona twarz i srebrzyście połyskująca w świetle księżyca kozia bródka - to wszystko sprawiało, iż trudno było uwierzyć, że przed chwilą ten niepozorny starzec mógł emanować taką potęgą i siłą.

  Mężczyzna przymknie oczy i wyszepcze słowa zaklęcia. Żelastwo leżące pod ścianą zacznie łączyć się w jedną, srebrzystą kulę, która malejąc w błyskawicznym tempie osiągnie rozmiar dojrzałej wiśni. Mężczyzna podniesie ją z podłogi i łącząc przed sobą dłonie jak do modlitwy, zgniecie ją między nimi tworząc płaski krążek przypominający monetę. Rycerz otworzy oczy, wrzuci srebrny medalion do kieszeni na piersi, jeszcze raz spojrzy na wiszący na ścianie obraz sielskiej chatki stojącej na skraju lasu, po czym pewnym krokiem przejdzie przez ramę.

  Światło poranka oślepi starca, którego zmrużone oczy potrzebować będą kilku chwil na przyzwyczajenie się do jasnego otoczenia. Ten czas wykorzysta na rozkoszowanie się przyjemnym, omiatającym twarz wiaterkiem oraz niesionym przez niego zapachem kwietnej łąki roztaczającej się nieopodal. Kiedy już wzrok mężczyzny oswoi się ze światłem, ruszy on wprost do chatki, zaparzy sobie herbaty i wreszcie pozwoli zmęczonemu i obolałemu ciału odpocząć i zregenerować się.

  Kolejna pracowita noc za nim. Tym razem chodziło o najazd barbarzyńców na spokojnych wieśniaków. Wioska nie miała prawa przetrwać takiego ataku, ale przetrwała. Dzięki temu, że zjawił się on. Szermierz w lśniącej zbroi z emanującym świętą energią mieczem, którym nie tylko zabijał dzikich, agresywnych najeźdźców, ale dodawał też sił i otuchy zlęknionym osadnikom. Ostatecznie udało się odeprzeć wroga, a wdzięczni mieszkańcy wioski proponowali swojemu wybawcy nagrodę w postaci dorodnej krowy, ten jednak kategorycznie odmówił. Miał swoje zasady - nie walczy dla zysku, nie robi tego dla sławy. Jest bohaterem, bo był nim zawsze, taki się urodził lub został powołany do życia, sam dokładnie nie wiedział skąd się wziął. Miał jednak świadomość, że jego przodkowie, po których pozostały już tylko puste ramy na ścianach, odeszli do lepszego miejsca, tam, gdzie i on pragnął trafić. Wiedział doskonale, że jego celem jest służenie innym i wierzył, że dzięki swojej szlachetnej, bezinteresownej postawie uda mu się kiedyś dostąpić podobnego zaszczytu.

  Zamyślenie i wyczerpanie spowodują, że starzec zaśnie przy stoliku czekając na zagotowanie się wody. Obudzi go dopiero szarpnięcie za ramię.

  – Proszę pana! Wstawajże, człowieku! – wykrzyknie zielonoskóra kobieta, stojąc nad z wolna przytomniejącym gospodarzem. – Szybko, trzeba uciekać z chaty!

  Staruszek rozejrzy się i zobaczy, że płonie kuchenka i drewniana ściana jego domku. Jednocześnie w jego nozdrza uderzy smród spalenizny, a on sam poczuje na skórze nieznośne gorąco.

  – Chodźże, dziadu! – krzyknie znów zniecierpliwiona nieznajoma i mocno pociągnie mężczyznę za rękę.

  Para wytoczy się przez otwarte na oścież drzwi i oddali na bezpieczną odległość od płonącej chatki.

  – O nie... – zduszonym głosem powie staruszek. – Cały mój dobytek! Trzeba gasić...

  – Za późno, ogień zbyt szybko się rozprzestrzenia. Nic nie można już zrobić.

  Mężczyzna spróbuje protestować, ale szybko do niego dotrze, że nieznajoma ma rację. Ogień zajmie drewno błyskawicznie, pochłaniając meble, przerabiając na popiół naczynia, ubrania, a nawet przechowywane w spiżarni jedzenie. Całe szczęście, że w kieszeni nadal...

  – Mój medalion! – wrzaśnie starzec i rzuci się w kierunku chaty, w której już na dobre zdąży się rozgościć ogień. Srebrny krążek musiał mu wypaść podczas ewakuacji.

  – Stój, dziadu! Spłoniesz żywcem! – wrzaśnie zielonoskóra i rzuci się w pogoń za starcem, łapiąc go ostatecznie za rękę i wywracając na ziemię. – Odpuść.

  Mężczyzna wbije wzrok w trawiony przez ogień domek. Żywioł zdawał się będzie drwić z byłego gospodarza, co i rusz wysuwając przez okiennice czerwone płomienne jęzory.

  – Co ja teraz pocznę? Co zrobię? – lament dziadka zagłuszy huk płomieni i trzask zawalającej się drewnianej konstrukcji.

  – Chodź ze mną, pomyślimy później – odrzeknie nieznajoma, po czym weźmie już nawet nie protestującego staruszka pod rękę i wyprowadzi go z ramy, powiedzie ciemnym korytarzem Galerii i zaprosi do swojego obrazu, na którym widnieje nocny las. Napis pod ramą będzie głosił: "Nadzieja".

  Chłodne, pachnące rosą powietrze zadziała na staruszka otrzeźwiająco. Już bardziej świadomie podąży za nieznajomą, która znikąd zjawiła się w jego chacie, ratując go przed spłonięciem żywcem.

  Gdy znajdą się już na leśnej polanie przy wesoło pełgającym ognisku, staruszek przemówi:

  – Dziękuję ci. Nie myślałem trzeźwo.

  – Zauważyłam. Spaliłbyś się na skwarkę. Mój wilk wyczuł dym, dobra bestia - szepnie nimfa, drapiąc za uchem oswojone zwierzę, które posłusznie ułoży się u jej boku. - Dobrze, że zdążyłam wrócić z polowania, bo jeszcze kilka chwil, a twój obraz stałby się bezpański. Coś ty tam w ogóle narobił, dziadku? Nieudany eksperyment alchemiczny?

  – Gotowałem wodę na herbatę i musiałem zasnąć. Stary, głupi dziad - zgani samego siebie starzec.

  – Nie zadręczaj się, każdemu się może zdarzyć. Chociaż starość, nie radość, to racja. - rzeknie zielonoskóra na pocieszenie. - Tak w ogóle to jestem Nafia. A ciebie jak zwą?

  – Nie zwą mnie wcale. Tyle już żyję, że zapomniałem swojego prawdziwego imienia. Jeśli w ogóle je miałem... Kiedyś mówiono na mnie "rycerzu", "panie". Teraz coraz częściej słyszę "dziad"...

  – Niech więc będzie Dziad! Dziad z Obrazu! Proste i treściwe! - rzuci dziewczyna, śmiejąc się z rozbawieniem. Jednak po chwili zacznie przyglądać się gościowi z uwagą, sprawiając wrażenie, jakby próbowała coś wyczytać z jego twarzy.

  – Czekaj no. Czy to nie ty jesteś tym rycerzem, który bezinteresownie pomaga? Odwiedzasz inne obrazy i walczysz ze smokami, ratujesz księżniczki i zbierasz rzepę, gdy ktoś cię poprosi?

  – Może niekoniecznie trafiłaś z tą rzepą. Ale poza tym to chyba tak. To ja.

  Nafia szeroko otworzy oczy.

  – A niech mnie, nie wiedziałam, że spotkam legendę naszej Galerii! Przepraszam za tego "dziada", ale mi teraz głupio - rzeknie ze zmartwioną miną.

  – Nie przepraszaj, w sumie to jestem ci wdzięczny. Nazwałaś rzeczy po imieniu. A teraz właśnie tak się czuję. Jak taki zwykły dziad z obrazu. Przyjmuję to jako imię. Jestem Dziad – rzeknie mężczyzna zdecydowanie i kpiąco jednocześnie. – Dziad z Obrazu.

  – No dobra, jak chcesz – wzruszy ramionami dziewczyna. Po chwili milczenia spojrzy na mężczyznę wielkimi, proszącymi oczami i znów się odezwie. – A... opowiesz mi coś? Podobno przeżyłeś tyle przygód.

  – Owszem, przeżyłem. Walczyłem ze smokami, odczarowałem wilkołaka, byłem w dziwnym, ponurym świecie, w którym metalowi ludzie walczyli z wielkimi łuskowatymi bestiami. Broniłem wieśniaków, walczyłem za królów, a nawet mierzyłem się z samym Diabłem. Nigdy nic za to nie wziąłem, złamanego grosza. Liczyłem, że dostąpię wreszcie zaszczytu, że wreszcie na to zasłużę. Ale nic się nie wydarzyło. Na dodatek dziś straciłem wszystko, co miałem. Boję się, że starość ostatecznie mnie pokona...

  Nafia wysłucha Dziada z ciekawością.

  – A czym jest ten zaszczyt, którego chcesz dostąpić?

  – To ascendencja, moja droga. Chciałbym zasłużyć na to, żeby móc wzorem moich przodków opuścić wreszcie ramę i złączyć się z nimi w jedności i pokoju.

  Zielonoskóra zagwiżdże przeciągle.

  – No, faktycznie cel jest dość ambitny. A wiadomo w jaki sposób można to osiągnąć?

  – Odwiedziłem wielu mędrców i filozofów podczas mojego długiego życia, ale żaden nie był w stanie udzielić mi konkretnej odpowiedzi. – Dziad ujmie w chudą dłoń patyk i zacznie nim grzebać w przygasającym ognisku. – Wiem tyle, że muszę wyzbyć się wszelkich pragnień i dóbr doczesnych. Ale przecież nie posiadam żadnych skarbów, nie mam nic cennego. W chatce nie posiadam... nie posiadałem ani złota, ani kosztowności, ani żadnych trofeów. Nie raz proponowano mi nagrody za pomoc, ale ja zawsze odmawiałem, zawsze! Nie czułem nawet potrzeby ich przyjmowania, moim jedynym wynagrodzeniem było uczucie spełnionego obowiązku. To mi zawsze wystarczało. Zdarzało się też, że ze mnie szydzono i zamiast wdzięczności spotykały mnie wyzwiska. To też przyjmowałem z pokorą.

  Zapatrzona w ogień Nafia zamyśli się. Po kilku minutach milczenia nie podnosząc wzroku, rzeknie towarzyszowi:

  – Można więc powiedzieć, że dzisiejszy wypadek trochę ci pomógł. Miałeś wyzbyć się dóbr doczesnych, a pożar ci w tym pomógł. Nie miałeś wiele, za to teraz nie masz nic. Oprócz tej znoszonej koszuli i połatanych portek, rzecz jasna – rzuci nimfa zaczepnie, spoglądając na odzienie starca.

  Mężczyzna ożywi się nieco, a w jego oczy zabłysną - nie za sprawą refleksów płomieni z ogniska, przy którym siedział, ale wewnętrznym blaskiem. Blaskiem nadziei.

  – Prawda, nie posiadam już nic. Nawet mojego błogosławionego oręża, nawet zbroi. – Dziad uniesie brwi zaskoczony nagłym przypływem świadomości. – I wiesz co, Nafio? Już przestało mi tego brakować – rzeknie z radosnym zaskoczeniem w głosie. – W pierwszych chwilach byłem załamany, teraz czuję, jakbym został wyzwolony. Jakby ktoś zdjął mi z ramion ciężar, który przyginał mnie do ziemi!

  – I nawet wyglądasz lepiej – stwierdzi z zaskoczeniem zielonoskóra. – Momentalnie ubyło ci kilka lat! Muszę pamiętać, żeby mało się martwić. Będę długo młoda!

  Dziadek roześmieje się nagle i naprawdę zacznie sprawiać wrażenie młodszego i pełnego życia. W pewnej chwili jego śmiech urwie się nagle, a przez jego twarz przebiegnie błysk olśnienia.

  – Nafio, muszę iść. Dziękuję ci za wszystko.

  – Cożeś tam wymyślił, staruszku?

  – Wszystko. I nic. Ale tego mi właśnie trzeba – odpowie starzec tajemniczo, po czym wstanie i pewnym krokiem zacznie oddalać się od ogniska, kierując się wprost do ramy wyjściowej.

  – O nie, nie, kolego, zbyt mnie zaciekawiłeś, żebym teraz pozwoliła ci odejść nie poznawszy finału historii – mruknie pod nosem nimfa, poderwie się sprawnie z ziemi i podąży w ślad za Dziadem.

  Mężczyzna raz jeszcze spojrzy na rozgwieżdżone niebo, napełni płuca czystym, pachnącym igliwiem i rosą powietrzem, po czym przekroczy ramę, wkraczając ponownie na korytarz Galerii. Za nim wyskoczy Nafia i w milczeniu będzie towarzyszyć mu w drodze do tylko jemu znanego celu.

  Starzec z każdym krokiem nabierał będzie siły i pewności. Z każdym pokonanym metrem jego siwizna nabierać będzie dostojnego, srebrnego połysku, a zgarbione plecy będą się dumnie prostować. Nafia popatrzy na Dziada z podziwem. "Ech, gdyby był nieco młodszy" - pomyśli dziewczyna, która złapie się na tym, że podczas tej krótkiej przygody zdążyła zapałać do mężczyzny sympatią i innymi, niezidentyfikowanymi jeszcze pozytywnymi uczuciami.

  Dziad zatrzyma się przed własną ramą, tą samą, której granicę przekraczał setki razy. Uśmiechnie się pogodnie, głaszcząc pięknie rzeźbione drewno, po czym pewnym krokiem wejdzie do obrazu.

  Poczuje na skórze przyjemne ciepło, a jego twarz oświetlą promienie słońca. Przejdzie wolno przez łąkę, a wysokie trawy będą zdawały się przed nim kłaniać. A może to tylko wiatr?

  Dziad zatrzyma się przed zgliszczami chatki - jego dawnej chatki. Przepełniony spokojem uklęknie przed tlącymi się jeszcze szczątkami, przymknie oczy i odchyli głowę w tył.

  Nafia, która przez cały czas podążać będzie za mężczyzną zatrzyma się w pewnej odległości, obserwując scenę z zainteresowaniem. Po chwili zapyta towarzysza:

  – I co teraz będzie, Dziadu?

  - To, co być musi, moja droga – odpowie ten, nie otwierając oczu. – Dziękuję ci, dzięki tobie wiem, w czym był problem, wiem dlaczego nie mogłem osiągnąć spełnienia. Miałaś rację, że pożar mi się przysłużył. Dzięki temu, że pochłonął mój dobytek, zdałem sobie sprawę, co robiłem nie tak.

  - A co robiłeś nie tak? - dopytywać będzie zielonoskóra.

  - Myślałem, że czyniąc dobro zasłużę na zaszczyt ascendencji. Bezinteresowne działanie, rezygnacja z majątku i samotność miały mi to zapewnić. Jednak nie zdawałem sobie sprawy, że domek to też majątek. To wygoda, luksus. Ciepła herbata, koc - bez tego wszystkiego nie mogłem się obyć. I to wszystko trzymało mnie tu, te więzi przykuły mnie do ziemi jak łańcuchy. Tak samo zbroja i miecz, które traktowałem jak świętość. Tymczasem były to tylko przedmioty, od których byłem uzależniony. Teraz już ich nie ma, a mnie jest lżej.

  – No dobrze – powie Nafia – ale przecież tych rzeczy już nie ma, a ty nadal jesteś tu w ludzkiej postaci.

  – Bo największy błąd popełniłem gdzieś indziej – rzeknie Dziad, z błogim uśmiechem na twarzy. – Widzisz, cały czas, przez całe życie dążyłem do ascendencji. Zawsze pragnąłem jej i tylko jej. Rzecz w tym, że to też było pragnienie, którego kurczowo się trzymałem. Pragnienie, które paradoksalnie trzymało mnie tu, w tym świecie. Czyniłem dobro, żyłem jak nędzarz, ale nawet gdy spłonął mój dobytek nadal coś miałem. Miałem pragnienie. To cała tajemnica.

  - I co teraz będzie?

  - Teraz pozbędę się tego pragnienia. Przysięgam ci uroczyście, Nafio, że od tej chwili niczego nie pragnę. Jestem tu i teraz, przepełniony spokojem i niczym więcej. Niczego nie potrzebuję, niczego nie chcę, niczego nie mam. Po prostu jestem. Prosty, skromny Dziad.

  Po tych słowach od klęczącego mężczyzny zacznie bić świetlista łuna. Nafia cofnie się z przestrachem, ale nadal nie będzie mogła oderwać wzroku od mistycznej sceny. Dziad uniesie się ponad ziemię, a zielonoskórej wyda się teraz piękny, idealny i... spełniony? Świetlista postać, która jeszcze niedawno była zgarbionym, strapionym staruszkiem spojrzy na nią raz jeszcze.

  – Dziękuję, bywaj w zdrowiu – rozbrzmi dostojny głos, a Dziad zniknie rozpływając się w powietrzu.

  Nafia zostanie zupełnie sama na opromienionej słońcem łące i zorientuje się, że po policzkach płyną jej łzy. Dziewczyna jeszcze przez długi czas siedzieć będzie wśród wysokich traw i przy akompaniamencie koncertu wydawanego przez świerszcze rozmyślać będzie nad tym, co dziś ją spotkało. Potem, gdy zdecyduje, że już czas wracać do własnego obrazu, przekroczy ramę, która należała wcześniej do Dziada i spojrzy raz jeszcze na płótno, pod którym widniał będzie wykaligrafowany złotą farbą podpis: "Harmonia".

15856 zzs

Liczba ocen: 2
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !CptUgluk
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 252

Dodano: 2020-09-03 10:33:00
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW
Odpowiedz
TreningWyobrazni Cześć i czołem
Odpowiedz
Witamy po raz pierwszy!
"Drewno zajmie się błyskawicznie, pochłaniając meble, przerabiając na popiół naczynia, ubrania" - tu mam wątpliwość natury takiej, że z szyku zdania wynika, że to drewno pochłonie meble, naczynia itd., a wszyscy wiemy, że chodzi raczej o ogień - może jakoś to odrobinę przerobić, np. "Ogień zajmie drewno zajmie błyskawicznie, pochłaniając meble, przerabiając na popiół naczynia, ubrania" - tylko sugestia, zrobić możesz po swojemu;
"wpatrywać się w będzie" - zbędne "w";
"będzie w trawiony przez ogień domek. Żywioł zdawał się będzie" - tu bym spróbowała wyeliminować jedno "będzie", żeby lepiej brzmiało;
Udała Ci się niełatwa sztuka pisania w czasie przyszłym i to bez wychylania się poza te ramy. Dodatkowo - fajny pomysł na zestaw, naprawdę, wg mnie udany i ciekawy - wszystko zgrabnie poprowadzone do celu przyjemną narracją. Dodatkowo widać w tym jakieś przesłanie, jest jakiś morał i ładnie zamykasz całość w harmonijną klamrę. Debiut w TW bardzo udany, oby tak dalej!
Pozdrawiam.
Odpowiedz
alfonsyna Cześć i dzięki za odzew. Całkowicie się zgadzam z Twoimi uwagami, faktycznie wygląda to jakby drewno miało pochłonąć chatkę :P Z "będzie" też miałem miejscami problemy (cholerny czas przyszły!). Dlatego nie ufam sobie samemu przy sprawdzaniu własnych tekstów - staram się je dopieścić i dopracować na tyle, żeby się ustrzec podobnych błędów, a i tak zawsze jakieś babole się przekradną. Jednak spojrzenie kogoś "z zewnątrz" jest w takich chwilach nie do przecenienia!
Dziękuję bardzo za dobre słowa! Szczerze mówiąc obawiałem się, czy uda mi się wybrnąć z takiego zestawu, a jeśli tak to w jakim stylu. Tym bardziej, że to pierwszy raz. A tu takie miłe przyjęcie
Pozdrawiam również!
Odpowiedz
~oko 1 r.
trochę z Buddą mi się skojarzyło. wyrzeczenie i życie bez pożądania. medytacja. rycerz, który zostaje dziadem też jest intrygującym pomysłem. ładne opowiadanie. byłem ciekaw, czy uda mu się osiągnąć to, co zamierzył.
Odpowiedz
oko Dziękuję za odzew Tak po prawdzie, to i ja byłem ciekaw czy Dziad osiągnie swój cel, tzn. czy ja podołam w zadaniu przeprowadzenia go przez całą tę opowieść
Odpowiedz
~Aja 1 r.
O rany - ten czas przyszły karkołomny, podziwiam, że Ci się udało. Pomysł zaskakujący i bardzo ciekawy - ani przez chwilę nie traciłam uwagi. Masz ładną narrację.
Mam nadzieję, że jeszcze będziesz uczestniczyć w TW - jestem ciekawa Twojej wyobraźni.
Odpowiedz
Aja Hej, dzięki za odzew. Cieszę się, że udało się nam (to znaczy mnie i Dziadowi) zdobyć i utrzymać Twoją uwagę. Dziękuję za miłe słowa, pozwalają uwierzyć, że gdzieś tam w środku może się kryć jakiś potencjał
Chętnie podejmę wyzwanie i wezmę udział w kolejnej edycji. Dzięki swojej nieprzewidywalności TW jest ekscytujący, trudny i motywujący zarazem!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Witam w TW
Zatem przeczytałam tekst z prawdziwą przyjemnością, ale i podziwem. Dopieszczone do perfekcji zdania, pomysł opracowany w każdym szczególe, do tego dyscyplina utrzymania czasu przyszłego - super.
Jestem zauroczona tym opowiadaniem i mam nadzieję, że występ tutaj nie będzie jednorazowym strzałem.

Pozdrawiam serdecznie


Odpowiedz
Agnieszka bardzo dziękuję, cieszę się niezmiernie czas przyszły nastręczał problemów, ale ostatecznie dał się okiełznać dziś mam nadzieję otrzymać jakiś fajny zestawik, więc z pewnością powrócę z kolejnym (oby udanym) tekstem.
Pozdrowienia!
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Hejo, przeczytałam i no powiem Ci, że piękny start w TW. Widać włożoną pracę, widać, że się postarałeś, nawet efekt z czasem przyszłym wykorzystany. Jedyne co, to masz lekką skłonność do rozwlekania, można byłoby trochę skondensować gdzieniegdzie, ale to oczywiście subiektywna opinia.

Całość mi się podoba
Pozdrawiam!
Odpowiedz
Ritha dziękuję bardzo za feedback
Efekt czasu przyszłego był kłopotliwy, ale nie mogłem nie podjąć wyzwania.
Staram się nadmiernie nie rozwlekać, bo ostatnim czego chcę jest znudzenie czytelnika. Zdaję sobie jednak sprawę, że może mi się to przytrafiać. Dzięki za zwrócenie uwagi, postaram się tego pilnować.
Dzięki raz jeszcze, pozdrowienia!
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
CptUgluk czekam w takim razie na kolejne opowiadanie
Pozdrawiam raz jeszcze
Odpowiedz
Ritha a, skoro już temat został poruszony to czy możesz mi wskazać przykładowy fragment, w którym uważasz, że zbytnio rozwlekałem? Żebym miał punkt odniesienia
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
CptUgluk jasne, np. tutaj:
"– Wszystko. I nic. Ale tego mi właśnie trzeba – odpowie starzec tajemniczo, po czym wstanie i pewnym krokiem zacznie oddalać się od ogniska, kierując się wprost do ramy wyjściowej" - chodzi oczywiście o narrację podialogową, ja rozumiem, że to wszystko jest istotne, ale dla mnie wstać, zacząć się oddalać, kierować się, to za dużo. Mozna to rozbić na nowe zdania, zrobić z opisu działania.

Tak samo tu:
"– Chodźże, dziadu! – krzyknie znów zniecierpliwiona nieznajoma i mocno pociągnie mężczyznę za rękę"
np.:
"– Chodźże, dziadu! – krzyknie znów zniecierpliwiona nieznajoma i mocno pociągnie mężczyznę za rękę"
Nawet nie trzeba ciachać i wyrzucać. Wystarczy zenergetyzować:

"– Chodźże, dziadu! – Krzyk nieznajomej wypełniło zniecierpliwienie. Mocno pociągnęła mężczyznę za rękę"

Pamiętaj, ze rady są subiektywne, każdy winien znaleźć swój własny, najwygodniejszy dla siebie styl.
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
oj, dwa razy wrzuciłam ten sam cytat, sorks
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
A bo to jeszcze czas przyszły, dżizas, czyli:
"– Chodźże, dziadu! – Krzyk nieznajomej wypełni zniecierpliwienie. Mocno pociągnie mężczyznę za rękę"
Odpowiedz
Ritha Aj, wiem w czym rzecz. Chyba faktycznie mam tendencje do zbyt dokładnego opisywania, a zwięzłość nie jest moją mocną stroną. Dzięki za zwrócenie uwagi, każda sugestia jest dla mnie cenna i każdą z większym lub mniejszym skutkiem staram się wprowadzać w życie
W ogóle muszę przyznać, że to jest dopiero moja druga próba krótkiej formy. Pierwsza była opowiadaniem, które bardziej przypominało prolog do dłuższej historii niż zamkniętą całość :P
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
CptUgluk no tak to jest, że niektórzy mają tendencję do snucia dłuższych opowieści, a inni raczej do krótkich form. Jedni i drudzy powinni macać teren za własnym progiem
Odpowiedz
Cześć. Bardzo dobrze prowadzony temat. Trudność czas przyszły. Także do czytania nie jest wygodny. Tym bardziej podziwiam!
Odpowiedz
alka666 dzięki za odzew! Mimo że to mój tekst, to mnie również się go dziwnie czytało, pisało zresztą też :P
Dzięki za dobre słowo, pozdrawiam!
Odpowiedz
alka666 dzięki za odzew! Mimo że to mój tekst, to mnie również się go dziwnie czytało, pisało zresztą też :P
Dzięki za dobre słowo, pozdrawiam!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Bardzo dobry start. Piszesz dobrze. Coś przekazujesz treścią. Oddziałujesz na odbiorcę. Poprawnie klecisz dialogi i zawierasz w tekście pełną gamę emocji. Nie ma się do czego przypierdzielić. "Najs łork"
Odpowiedz
Canulas piękne dzięki za komentarz! Postaram się nie zburzyć dobrego wrażenia kolejnym moim wrzutem
Pozdrawiam!
Odpowiedz
Panie, nie było prostszych nicków?
Momentami coś mi nie gra z czasem, ale nawet nie próbuję się mądrzyć. Nie moja liga Gratuluję, że w ogóle poradziłeś sobie z efektem.

Sam pomysł z obrazami bomba.
Świetne opowiadanie.
Odpowiedz
pkropka nick stary i zakorzeniony już w mojej świadomości
Ależ mądrz się na zdrowie, w końcu po to między innymi tu jesteśmy. Ja do żadnej ligi nie przynależę, więc luz
Dziękuję pięknie za miłe słowa! A obrazy jakoś tak weszły z automatu - w końcu dziad miał być z obrazu jak by nie było
Pozdrawiam cieplutko!

Odpowiedz
~Anette 1 r.
Świetnie ujęty zestaw. Bardzo dobre opowiadanie
Odpowiedz
Anette dziękuję bardzo!
Pozdrawiam!
Odpowiedz
~JamCi 1 r.
Ooooo ciekawie. Bardzo. Jest myśl, jest pomysł na oddanie jej.
Jedno, co mi pprzeszkadzało, to kkaruzela z czasem. To byłło to będzie to jjest, ale ii tak dałes radę z efektem, bo wwymagający był pioruńsko.

Odpowiedz
JamCi dzięki za wpis!
Wierz mi, że mnie też to męczyło ale cóż, TW wylosował, trzeba było rzeźbić pozdrawiam!
Odpowiedz
Nie wiem czy podołałabym, zestaw trudny, a poradziłeś sobie świetnie. Pierwszy tekst, a wjechałeś z drzwiami Będę zaglądać w przyszłości po więcej
Odpowiedz
SylviaWyka Wziąłem co dali, nie było rady Przepraszam w takim razie za demolkę, mam nadzieję, że za drzwi mi dużo nie policzą...
Dziękuję i wzajemnie! Będzie mi bardzo miło

Odpowiedz
Nie było uproś
Będzie rabat że względu na miłe okoliczności
Odpowiedz
SylviaWyka kamień z serca!
Odpowiedz
~Halmar 1 r.
Przede wszystkim - brawa za wybrnięcie z efektu. Pisanie w czasie przyszłym to bardzo trudna sztuka. Wiłeś się jak piskorz, momentami widać, jak trudno było Ci wylawirować, ale się udało. W ogóle, jak na początek, zaprezentowałeś się z naprawdę dobrej strony, bo zestaw w całości był trudny: dziad i ascendencja? Ałć. Ja bym pewnie wtryniła w taki zestaw Rasputina, Siddharthę Gautamę i św. Francesco Forgione - ale jak to zrobić, na Boga, w czasie przyszłym? Chylę czoła, doprawdy.
Podoba mi się, jak składasz zdania, jak gładko i elegancko wyrażasz myśli. W ogóle ten cały dialog brzmi trochę jak moralitet, taka uwspółcześniona wersja rozmowy Mistrza Polikarpa ze Śmiercią. A to już bardzo bliskie memu sercu klimaty.
Będę Cię obserwować.
Odpowiedz
Halmar bardzo dziękuję za miłe słowa ja bym się z kolei bał ładować w Rasputina i resztę ferajny, bo czuję, że poległbym z kretesem. W ogóle forma też taka eksperymentalna, bo wydźwięku "moraliteckiego" tekst nabrał w trakcie, nie planowałem tego od początku. Nie jestem mistrzem wplatania mądrych przesłań, więc tym bardziej cieszę się, że w jakiejś formie udało mi się takowe wpleść.
Mam nadzieję, że kolejnym tekstem nie zburzę dobrego wrażenia
Pozdrowienia
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.