jasno ciemno
Pocztówki z Ochrydy — część V Pocztówki z Ochrydy — część III

Pocztówki z Ochrydy — część IV

 Link do części III: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=4804

 

 "Każda wojna jest inna i każda jest taka sama".

 — Jarhead —

 

 Muszę wstać. Przejść się. Pomyśleć chwilę i rozchodzić gnilne sparzeliny. Gdy za długo siedzę, czernieją mi stopy, odczuwam ból w krzyżu, słabnie wzrok. Nie chcę zabierać czasu, ale ciężko snuć opowieść, pisząc na taborecie swoich własnych kolan. Czy kalekom również cierpną szprychy od drewnianych kół?

 Zaczęła się zima. Zima w śniegu i zima w człowieku. Radio coraz rzadziej puszczało piosenki. Nasłuchiwaliśmy wieści, obserwując przez podwójną szybę, jak sąsiedzi z naprzeciwka obwiązują berbeluchami szmat dziurawiznę okien. Pośpieszne akty ochrony przed mrozem dawały efekt oblepionej chustą ludzkiej twarzy, którą bardzo rozbolały zęby.

 Ulice stały się naprawdę niebezpieczne. Wkrótce polowy szpital wyszedł na ulicę. Lekarze w mundurach nie dawali biedakom znieczuleń, gdy przy pomocy karabinowych kolb usuwali im resztki chleba z ust. Puste parcele coraz szybciej obrastały kępami dzikich traw i wszystkim tym, co uciekający człowiek uznał za zbyt ciężkie.

 Większość młodych zbiegła, usiłując walczyć o okruchy życia, ale stare bydło trzyma się strumyka. W ciągu tygodnia, może dwóch, miasto zamarynowało się we własnej starości. Przerażenie rozdrabniało, zmiękczało i porcjowało, przygotowując na pierwokwiat wojny. My odczuwałyśmy jeszcze większy strach. Wszystko w myśl tego, że najbardziej nie chcesz umierać, kiedy wreszcie doczekujesz szczęścia. To normalne. W polnym świecie zerwanych koniczyn zawsze czterolistne będą wyć najdłużej.

 Potem spadł śnieg i poprzykrywał grzechy. Podobnie jak żółte lasy, pełne trupów równie żółtych liści. Wychudzeni ludzie posiedli nagle zdolność przepuszczania światła, a ich oczy coraz częściej dostrzegały powody, by wilgotnieć. Pylną ziemię, skopaną uciekającymi stopami, zastąpiły linie sań lub końskie kopyto. Tłuste dwuślady samochodowych opon zniknęły wcześniej z resztkami jesieni. Nastał taki terror, że wytrącił gwiazdy z ich zobojętnienia.

 Matka wierzyła bardzo mocno w ludzi. Mówiła, że w człowieku dużo jest dobrego. W pierwszym tygodniu listopada pierwszy raz ujrzałam, jak dzikie psy wyjadają z ludzi to, co dobre. Kilka dni później, zaniepokojona nocnymi szmerami, zastukałam do pani Ludmiły. Drzwi były otwarte. Weszłam.

 Nawet teraz, gdy o tym wspominam, oblewa mnie sarniany bezruch w akcie oślepienia. Ujrzałam ją leżącą, rozciągniętą, odzianą jedynie w spacer pełzających larw. Krótkie włosy nie mogły zakryć śladów po duszeniu. Drżącymi dłońmi obszukiwała leje po wykłutych oczach.

 Uciekłam, a ona umarła. Później tylko jej siostra, Roksana, wznosiła tam modły, paląc poupychane w słoik, świerkowe gałązki. Zawsze, gdy widziałam jej drobny, kaczy chód, przychodziła mi na myśl matka-gęś, kładąca znicze pod stosy poduszek. Wszystko było w niej chore, zepsute, zgniłe. Mimiczna upiorność porażała. Jedynie żal w pustych oczach wydawał się szczery. On nic nie zmieniał i nic nie udawał.

 

 *

 W pierwszą niedzielę grudnia ochrydzkie ulice zdawały się patrzeć na Ivę każdym elementem krajobrazu. Spoglądały na nią fasady budynków, puste okna, ławki pokryte rdzą. Nasączona obawami wszystko widziała inaczej – krawędzie rysowała ostrzejsza kreska, barwy przenikał kontrast. Na rogu Bogoevskiego i Vlahova siedziała żebraczka. Iva obdarzyła ją współczującym spojrzeniem. Gdyby miała przy sobie jedzenie lub pieniądze, podzieliłaby się z biedaczką. Przy sobie miała jednak tylko strach.

 W kamienicy przywitał ją Vuk wraz z towarzyszką. Obecność kobiety powinna działać łagodząco, ale nieznajoma za bardzo przypominała jego samego. Osobliwa aparycja kabalistycznej arystokratki. Ciemne włosy spięte w kok, bystrość w rybim spojrzeniu, pigmentowy delfinek na szyi.

 — Iva, skarbie, poznaj. — Vuk uraczył obie panie taktownym uśmiechem. — Ruzica jest z nami, żebyś nie czuła się tak onieśmielona. Jak ci się żyje? Lepiej?

 Przytaknęła nerwowo, walcząc z narastającym drżeniem rąk. Rozmówca zauważył niepokój, dosunął więc krzesło, siadając na tyle blisko, by ich kolana się spotkały. Gdy zamknął jej mokrą, zimną dłoń w uścisku swoich, suchych i ciepłych, Iva wzdrygnęła się jeszcze bardziej. Aspirująca do roli ofiary i kat-opiekun, tańczące spojrzenia, przesyt emocji i emocji brak. Pogładził łuk jej brody, wstał, podszedł do okna i odwrócony tyłem, kontynuował:

 — Jovana zdrowieje?

 — Widzi lepiej.

 — Cieszysz się?

 — Tak.

 Na zwolnionym przez niego miejscu usiadła Ruzica. Poprawiła okulary, oczy skryte pod nimi mówiłyby wiele, gdyby Iva potrafiła rozszyfrować cokolwiek. Potem otrzymała podarunek – małe świecidełko, wisiorek na rzemyku. Rzemień, wanna, pas. Myśli, które podążały własnymi ścieżkami. Drogą Via Egnatia.

 — Żmijowiec. Chroni. Miałam go, rodząc dzieci. Miałam też... wtedy. Weź. — Wzrok Ruzici ostrożnie omiótł zapatrzonego w dal miasta Vuka, by ostatecznie osiąść ponownie w rozbieganym spojrzeniu Ivy. — I zawsze rób to, co powinnaś.

 Wręcz namacalnie syntetyczna troska wywoływała kalejdoskop odczuć, wprawiając Ivę w zakłopotanie – tak dawno nikt się o nią nie troszczył. Nie mówił, że będzie dobrze. Z drugiej strony było w niej jednak coś, co powodowało, że zamykała się w sobie jeszcze bardziej. Jak dzienny kwiat w obliczu nadchodzącej nocy.

 Zamienili się miejscami, Ruzica krążyła po pokoju, Vuk znów usiadł blisko. Biła od niego charyzma i spokój, jakby cały czas układał coś w głowie. Chciał wiedzieć wszystko, z mentorską ciekawością zadając kolejne pytania.

 — Czy Damir wywiązuje się ze swoich obowiązków? Niczego wam nie brakuje?

 Pokręciła głową.

 — Czyli nie? Nie brakuje czy nie wywiązuje? Gdy odpowiadasz gestem, nie jest to klarowne. Mów, Iva. Rozmawiaj ze mną. Opanuj lęk. Daliśmy ci wiele, jesteśmy słowni, strach jest tylko tutaj. — Wskazujący palec dotknął zbiegu skroni i czoła kobiety przygniecionej ciężarem własnego oddechu. Wtedy poczuła, jak bardzo przerasta ją cała sytuacja.

 Zwieńczoną grzecznym podziękowaniem odpowiedź zakłócił stłumiony dźwięk. Wbiła wzrok w sufit dokładnie w momencie, kiedy rozległ się plusk. Zbombardowały ją wątpliwości, naglące, natrętne, paniczne. Czy może się jeszcze wycofać? Czy już za późno? Przyjęła wiele dóbr, nie będąc w stanie ich oddać, zawierając tym samym niepisany pakt. Oni się wywiązali, ona jeszcze nie.

 — Dobrze, Iva. Spokojnie. Nie bój się. Chodź, pójdziemy na górę.

 Wczepiła się w nogę stołu, zaplatając palce. Serce ruszyło galopem. Łzy zaczęły skakać na bluzkę z klifów przerażonych powiek.

 Rybia twarz Vuka obrosła w nieodgadnionym uśmiechu, który hamowany przez łupieżcze oczy, a potęgowany rozszerzeniem warg, przywodził na myśl nie do końca uczłowieczoną rybę. Tkwiąc w tej absurdalnie zawieszonej pozie, poklepał Ivę po udzie. Ruzica wstała, wyciągając z papierośnicy długiego zgniecionego papierosa.

 — To jeszcze nie dziś — wyjaśnił, przesuwając wolno dłoń ku skrytym za nylonową fasadą czarnych rajstop, kolanom. Lekkie uciśnięcia miały w sobie coś z chorej ojcowskiej czułości, pokropionej zakazanym erotyzmem. — Jeszcze nie dziś — powtórzył.

 — Więc po co?

 Przestrzeń wypełnił intensywny zapach słodkich ziół. Ruzica z matczyną opieką pogłaskała płaczącą po włosach. Wolno. Delikatnie.

 — Masz. Zaciągnij się — rzekła bardzo cichym, acz niedającym pola pod jakiekolwiek spekulacje głosem. — Musisz się uspokoić.

 Nie wiadomo kiedy dziwny papieros trafił do jej ust. Kilka wdechów i nagle wszystko było już inaczej. Światło oblatywało pokój sinymi pasami tuneli. Wyostrzony słuch z łatwością łowił poszmer wiatru obwiewającego resztki parapetu. Spokój i wyciszenie osiadło w sercu, niwelując niepokój. Wygląd Vuka też przestał przerażać. Przeciwnie. Jego upiorna twarz – rozweselała. Iva wzięta pod ręce, parskając i ciągle chichocząc, dała się wprowadzić.

 

  Link do części V: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=4889

 

7870 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~RithaXCanulardo
Kategoria: wspomnienia

Liczba wejść: 85

Opis:

Dodano: 2020-10-07 20:25:03
Komentarze.
Poczułam nagle wszystko to, co musiała czuć Iva na widok Vuka. Nieludzki strach, wstręt, obrzydzenie. Przecież to jej oprawca, chce ją ugotować żywcem. On się napawa jej strachem. Z psychologicznego punktu widzenia to ciekawy obiekt nadający się do obserwacji.
Napięcie rośnie.
Odpowiedz
alka666 kurde, sam tą część tera przeczytałem Byliśmy w gazie
Odpowiedz
Canulas też to poczułeś?

Odpowiedz
*Ritha 3 m.
alka666 ja też przeczytałam teraz, heh, cóż : )))
Fajnie. jest 10.00, ja wciąż mentalnie śpię, dygam jedynie z wdzięcznością za wizytę
Odpowiedz
Ritha to chyba będzie mój ulubiony fragment. Tu jest we mnie tornado, tsunami, trzęsienie ziemi i erupcja wulkanu. Nie wiem jak to opisać słowami. Jak przy wierszu - za dużo uczuć, by to w jasny sposób opisać.
Odpowiedz
~oko 3 m.
Lekarze w mundurach nie dawali biedakom znieczuleń, gdy przy pomocy karabinowych kolb usuwali im resztki chleba z ust. Puste parcele coraz szybciej obrastały kępami dzikich traw i wszystkim tym, co uciekający człowiek uznał za zbyt ciężkie. Większość młodych zbiegła, usiłując walczyć o okruchy życia, ale stare bydło trzyma się strumyka. W ciągu tygodnia, może dwóch, miasto zamarynowało się we własnej starości.- masakra nie opis! jadę dalej

Odpowiedz
~oko 3 m.
W polnym świecie zerwanych koniczyn zawsze czterolistne będą wyć najdłużej. - nie da się czytać. co chwila takie rzeczy wpadają, że trzeba przerwać. wielka forma.
W pierwszą niedzielę grudnia ochrydzkie ulice zdawały się patrzeć na Ivę każdym elementem krajobrazu - kolejne cudo.
Lekkie uciśnięcia miały w sobie coś z chorej ojcowskiej czułości, pokropionej zakazanym erotyzmem. - tu też opis aż boli.
poprzedni fragment był znakomity, ale ten bije go na głowę. czekam na kolejny z nadzieją, że dorośnie do tego.
Odpowiedz
oko kurde, fajnie, że siadło, ale odpiszę Ci tak, jak Alce: Jak wczoraj złapałem kilka słów, to przeczytałem część jeszcze raz
Faktycznie - nieskromnie tym razem powiem - że Pocztówki się nam udały.

Dzięki śliczne
Odpowiedz
~oko 3 m.
Canulas dla mnie jest to tym dziwniejsze, że podoba mi się bardziej niż wszystko, co tworzycie z Rithą osobno. a (powtórzę się) pisanie, to robota dla solistów. nie umiem sobie nawet wyobrazić, jak się pisze we dwoje.
Odpowiedz
oko było w tw trochę pisania w parach. Wiem, że głównie robiono: Ty odtąd-dotąd, a ja odtąd.
U nas nie. Otwarty messenger i rozmowy nad co drugim zdaniem, lub np. 5zdaniowym wycinkiem.
Chyba kwestia podobieństw w guście 🤷‍♂️
Odpowiedz
~oko 3 m.
Canulas próbowałem kilka razy pisać wspólny blog. za każdym razem wychodziło coś, co nie powinno wyjść do ludzi. Wam się udało. to jest po prostu dobre.
Odpowiedz
~Aja 3 m.
oko akurat - pozwolę sobie zauważyć, że część rzeczy tworzonych przez Ciebie wspólnie była całkiem niezła, a nawet świetna.
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
Widzisz, oko, udało się Ciebie zaskoczyć
Dziękuję i ja
Odpowiedz
~oko 3 m.
Ritha nie dziękuj, tylko pisz! - czy to już gdzieś jest w papierze?
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
oko Pocztówki tak, w Twórczości (5/2020)
A co do pisania - jestem jednym z płodniejszych twórczo userów tutaj, wiec... proszę się odtentegować
Ale fakt, dawno z Canem nic nowego nie naprodukowaliśmy, już czas
Odpowiedz
~oko 3 m.
Ritha gratuluję i odtentegowuję się, ale tak jakoś z niedosytem. wszystkie się tam zmieściły? ile ich jest? wydaje się, że to coś więcej, jak grube opowiadanie. naprawdę i bez żadnej ściemy - wyszło Wam kapitalnie i ciężko będzie to dogonić.
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
oko nie rozumim Pocztówki mają 29 stron przy standardowych ustawieniach czcionki (TNR 12, odstępy 1,5) 66.777 zzs Zmieściły się Twórczość jest opasła
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
oko czasem nie trzeba już gonić jakości, czasem progiem jest np. objętość - wspólna powieść kiedyś - to byłoby coś!
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
Albo 4 x Pocztówki - z różnych miejsc, o! hm.
Odpowiedz
~oko 3 m.
Ritha o to właśnie pytałem - ile jest pocztówek i czy nie nazbierało się na całą powieść.
Odpowiedz
~oko 3 m.
Ritha i nie dziw się, że chcę więcej, bo mi się tak zupełnie zwyczajnie podoba. a do dobrego człowiek szybko przywyka. i chce więcej. ja już się oswoiłem z tym, że chcę więcej.
Odpowiedz
~Aja 3 m.
To czytanie boli. Emocją i empatią. Cholera, aż się oddycha tą zupą zawieszoną. Macie niesamowitą zdolność oblekania słowem tkanki czucia.
No i czekam. Nie, żeby cierpliwie.
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
Aja Dziękować i tutaj
Odpowiedz
Aja dziękuję pięknie 🙃
Odpowiedz
No cóż. Vox populi, Vox Dei
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
: )))
Odpowiedz
To chyba fragment najlepszy, albo jeden z najlepszych - po części przez same opisy, a po części przez tę zasłonę emocjonalną, która przydusza. W każdym razie - jest moc i niech ta moc nadal będzie z Wami!
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
alfonsyna fajnie
Dzięki ❤️
Odpowiedz
alfonsyna dziękuję Ci i ja
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin