online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
#(Cod) — Pleta i Rohan: Mamuna (I)
<
#Cod — Żyjemy na szachownicy
>

Rura w ziemi — część III

 Link do części II: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 — Dokąd jedziemy? — pyta trzeci raz w przeciągu jakichś dwóch minut i chyba milczenie nie za bardzo mu pasi.

 Samochód, mimo sporej wielkości, prowadzi się bardzo łagodnie. Terenowe koła dobrze przylegają do mokrej drogi, a potężny silnik pozwala na osiągnięcie niebezpiecznej prędkości. Młody Banderas znowu o coś pyta, jednak jestem zajęty wyszukiwaniem radiowych wiadomości.

 — Nie zostałem aresztowany, do kurwy nędzy! Nawet ja wiem, że bez zacytowania psiej formułki to wszystko jest jak… — próbuje znaleźć właściwe słowa w głowie. — ...Jest jak porwanie.

 Milczę.

  — Tak właśnie, kurwa, jest! — Sonny się szarpie, ale oparcie fotela ani drgnie. — Porwałeś mnie, skurwysynu, i mam na to stu świadków.

 Podgłaśniam radio i dźwięki Muscle Museum – The Muse wypełniają dzielącą nas przestrzeń. Fosforyzujące cyfry zegara wskazują drugą dwadzieścia trzy.

  — Już jesteś, kurwa, bezrobotny — Nie daje za wygraną. — Moim kumplem jest Allan Robinson. Syn Rodneya Robinsona, pieprzonego króla tego miasta! Nawet pierdolony burmistrz podkłada mu się w grze w golfa. Słyszysz mnie?

 Skręcam gwałtownie, powodując, że dzieciak wypluwa z siebie mieszaninę krzyków z przekleństwami. Później milknie i przez chwilę nikt nie przerywa solowej gitarze utworu. Następny w kolejce leci Mark Lanegan – Pendulum. Lubię ten kawałek.

  — Dobra, skończmy z tym — mówi, ściszając głos. — Czego, do chuja, chcesz?

  — Opowiedz mi jakiś kawał — odpowiadam. — Taki z rodzaju: „Boki zrywać“.

 Nie muszę spoglądać, by wiedzieć, jak bardzo zdziwioną ma twarz. Jak się zastanawia, czy jestem spełna rozumu.

  — Co?

  — Kawał. Dowcip. Żart. Humoreskę — wyliczam. — Cokolwiek, co rozjaśni ciemność nocy. Wiesz. Poprawi nasze relacje.

 Skręcamy z asfaltówki w mniejszą, żwirową drogę i chłopak to od razu zauważa. Kątem oka dostrzegam, jak się poci. Jak spogląda z przestrachem za okno. Ma pełne prawo do nerwów. Wie, że szpitale i posterunki nie stoją przy polnych dróżkach.

  — Jaki kawał? — pyta.

  — Najlepiej jakiś śmieszny — podpowiadam. Wysokie świerki drapią karoserię, kiedy jedziemy pod bardzo stromą górę.

  — I to wystarczy?

  — Na początek tak. W zupełności.

 Samochód podskakuje na dołach i nierównościach, powodując, że reflektory strzelają światłami na strony. Chłopak jęczy, kiedy jego wyłamane ramię poddawane jest serii tych wstrząsów.

  — Dobra, już mam — zaczyna, a ja się zastanawiam, jak trudne w takich okolicznościach musi być przypomnienie sobie czegoś śmiesznego.

 

  — Więc, hmmm... Czym się różni murzyn od pizzy?

  — ...

  — Pizza potrafi wyżywić rodzinę.

 

 Mówię, by kontynuował, samemu skupiając się na prowadzeniu. Mam wrażenie, że tylko czterokołowy napęd pozwala nam dalej jechać. Opowiada:

 

 George Bush i Tony Blair jedzą lunch w Białym Domu. Jeden z ważnych gości podchodzi do nich i pyta, o czym rozmawiają.

  — Robimy plan Trzeciej Wojny Światowej.

  — O, to ciekawe. A jaka koncepcja?

  — Zamierzamy zabić czternaście milionów murzynów i jednego dentystę.

 Gość wygląda na zdezorientowanego:

  — Jednego dentystę? A na chuj chcecie zabić dentystę?

 Blair klepie Busha po plecach, mówiąc:

  — A nie mówiłem? Nikt nie będzie pytał o murzynów.

 

 Stajemy. To go dezorientuje. Pewnie się zastanawia, czy to był dobry żart. Nie czy był śmieszny, ale czy był właściwy.

  — Jesteśmy na miejscu, Sonny. Teraz cię rozkuję i wysiądziemy. Jeżeli zaczniesz robić coś głupiego, strzelę ci w twarz. Jeżeli zaczniesz uciekać, strzelę ci w plecy. Rozumiesz mnie?

 Milczy i to mi w zupełności odpowiada. Uwalniam go, widząc, jak bardzo opuchniętą ma dłoń. Wysiadamy.

 Skuwam go z przodu. Jednak tym razem robię to nieco łagodniej. Mój błąd.

 Noc jest parna. Ciepła. Księżyc nad nami oświetla drogę, powodując, że wszystko wokół rzuca złowrogie cienie. Gdzieś po lewej słychać płynący strumyk. Sonny idzie wolno, stąpając wojskowymi butami po żwirze i myśli, czy z tego wyjdzie. Doskonale o tym wiem. Tacy jak on mają swego rodzaju szósty zmysł, który odzywa się w sytuacjach skrajnie niebezpiecznych dla właścicieli. W takich sytuacjach, jak ta.

  — Opowiadaj dalej! — mówię, przerywając ciszę. Lepiej, żeby był zajęty przypominaniem sobie zabawnej historyjki, niż miałby próbować czegoś innego. Wyczuwam drzemiące w nim napięcie, podsycane dodatkowo przez niewiedzę (Co? Dlaczego? Po co?). Jestem niemal pewny, że lada moment wybuchnie. Zaatakuje mnie, spróbuje ucieczki, zacznie krzyczeć?

 Chłopak zbiera się w sobie dobrze ponad minutę. W końcu zaczyna mówić. Zupełnie bez radosnej barwy w głosie.

 

  — Dlaczego Meksykanie mają małe kierownice w samochodach?

 Mówię, że nie mam pojęcia.

  — Żeby mogli prowadzić w kajdankach.

 Ha-ha

 

  — Ekspedycja ratunkowa została wysłana, aby odnaleźć samolot, który rozbił się na szczycie góry. Ich celem było oczywiście uratowanie wszystkich ewentualnych ofiar katastrofy.

 Kiedy wreszcie wspięli się na sam szczyt, odnaleźli miejsce wypadku. Na pogorzelisku siedział mężczyzna oparty o drzewo, obgryzający kość. Gdy wyssał już z niej szpik, rzucił ją na ogromny stos innych kości i wówczas zauważył ekspedycję.

  — Mój Boże. Jestem uratowany! — wykrzyknął.

 Członkowie ekspedycji wstrząśnięci patrzyli na miejsce katastrofy. Wszędzie poniewierały się obgryzione gnaty. Z całą pewnością znaleziony mężczyzna musiał zjeść wszystkich swoich towarzyszy. Widząc niemy zarzut w ich spojrzeniu, wykrzyknął:

  — Nie możecie mnie za to sądzić. Czy to źle, że chciałem żyć?

 Na to szef ekspedycji odpowiedział:

  — Nie no, kurwa, w porządku, ale… po ośmiu godzinach?

 Ha-ha

 

  — Co jest niebieskie i rzuca się po podłodze?

 Znowu nie wiem.

  — Dziecko bawiące się torebką foliową.

 

  — Wystarczy. Jesteśmy na miejscu.

 Rozgląda się zdezorientowany.

  — Chyba jestem ci winien wyjaśnienie — mówię. — Przecież przez całą drogę zachowywałeś się całkiem nieźle. Jak to się zwykło mawiać, nie sprawiałeś kłopotów.

  — No tak... — zaczyna, ale przerywam mu klepnięciem w bark. Milknie natychmiast.

  — Pewnie się zastanawiasz, co oznacza „na miejscu“. Widzę to po wyrazie twojej twarzy. Po sposobie, w jakim błądzi twój wzrok, szukając punktów odniesienia do tego, co jest ci znane. Mimo wszystko, nie sądzę, byś kiedykolwiek tu był. Chodź. Przejdziemy się!

 Wyciągam rękę i pomagam mu wejść na nasyp. Jasność nocy powoduje, że mamy dobry widok na rozległą okolicę poniżej. Wciągam głęboko powietrze i muszę przyznać, czuję się dosyć dobrze.

  — Dobra, skończmy z tym — przerywa mi delektowanie się chwilą. — Jak mogę pomóc?

  — Cierpliwości — odpowiadam. — Cierpliwości.

 Puszczam go przodem, szturchając w plecy strzelbą. Idzie niechętnie, jak gdyby każda z nóg ważyła po trzysta funtów. Już nie wygląda na swoje sześć i pół stopy wzrostu. Nie pręży się i nie krzyczy. Założę się, że gdybym mógł dostrzec teraz jego twarz, wyglądałby na kilka lat starszego niż przed godziną.

  — Chodzi o tego dzieciaka, prawda? — mówi tak cicho, że nie wiem, czy to pytanie, czy rodzaj wstępnej modlitwy. — O tego małego Brenstoona?

  — Jak miał na imię? — pytam, czując, jak wzbiera we mnie ocean złości. Myśl, że mógłby go nie znać lub nie pamiętać, powoduje, że serce bije mi szybciej.

 Sonny chyba zdaje sobie sprawę, że temat jest dla niego niebezpieczny, bo niemal od razu dodaje:

  — Kevin. Miał na imię Kevin.

  — Zgadza się. Właśnie tak miał na imię.

  — Niech pan posłucha. To nie było tak, jak może się wydawać. Jak…

 Odwrócił się błyskawicznie i uderzył. Dokładnie w momencie, w którym gęsta chmura pożarła księżyc. Wtedy, kiedy byłem zupełnie ślepy.

 Tym razem nie zareagowałem w porę. W zasadzie nie zdążyłem nawet dygnąć, gdy jego złączone kajdankami ręce trafiły mnie prosto w twarz. Świat zawirował. Poczułem, że staczam się w dół zbocza, wzniecając tuman kurzu i osypując kamienie.

 Zatrzymałem się paręnaście jardów niżej, wściekły na siebie. Od początku musiał to planować. Wydawał się taki „ułożony”. Pozwolił, bym się rozluźnił, a kiedy sądziłem, że wszystko jest pod kontrolą… Kurwa!

 Zerwałem się, nie zważając na ból. Krew strumieniami zlewała mi się po ustach i brodzie z na sto procent złamanego nosa.

 Po chwili wdrapałem się na nasyp. Ani śladu.

 Zobaczyłem go w momencie, w którym księżyc na nowo oświetlił niebo. Biegł po torach, dobre dwieście jardów przede mną. Dlaczego nie zdecydował się na ukrycie gdzieś w zaroślach lub ucieczkę w innym kierunku, nie mam pojęcia.

 Ruszyłem w pogoń i wydawało mi się, że na przestrzeni pół mili zdołałem odrobić połowę dzielącego nas dystansu. Przed sobą widziałem most, do którego Sonny musiał już pewnie dotrzeć. Ponad czterystujardowy kolos, gdzie postawienie jednego niewłaściwego kroku równało się śmierci w odmętach przepływającej gdzieś pod nami rzeki.

 Chłopak chyba zdał sobie sprawę z zagrożenia, bo trucht zamienił na marsz, co rusz zerkając za siebie. Jeżeli gdzieś miałem odrobić dystans, to właśnie w tym momencie, więc kiedy wbiegłem na drewniane szczeble, zwolniłem tylko trochę i pod koniec mostu byłem jakieś piętnaście jardów za nim.

 Kiedy już znaleźliśmy się po drugiej stronie, Sonny się zatrzymał i odwrócił. Wyglądał na przerażonego, ale i zdeterminowanego zarazem. Uniósł ręce niczym miotacz szykujący się do kluczowego uderzenia w play-offach. Zacisnął zęby. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że strzelba musiała gdzieś wypaść. Łzawiły mi oczy i czułem, że zaraz zemdleję.

 Papierosy. Wóda. Prochy.

 Podszedłem dwa kroki bliżej.

  — Po prostu mi wszystko opowiedz — wydusiłem z przerwami na oddech. — Tak będzie prościej.

  — Dobra — odrzekł, sapiąc.

 

 Link do części IV: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

9728 zzs

Liczba ocen: 2
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: horror

Liczba wejść: 68

Opis:

Jak i wcześniej. Wielogatunkowiec, który został ometkowany jako horror, gdzyż do takiego mu chyba najbliżej.

Dodano: 2020-10-18 15:49:10
Komentarze.
~oko 6 m.
dobre. ładnie się rozwija.
Odpowiedz
oko kłaniam się
Odpowiedz
Dobrze się czyta. Ale czekam na coś zdecydowanie mocniejszego, skoro zapowiadasz, wśród wielu gatunków, m.in. horror.
Odpowiedz
alka666 bydzie i horrołowe. Uprasza się o nie bycie w gorącej wodzie kapaną, jak we Poćtówkach
Odpowiedz
Canulas okejos
Odpowiedz
"że reflektory strzelają światłami na strony" - tak tylko myślę, czy nie lepiej brzmiałoby "reflektory strzelają światłami w różne strony";
Fajny ten motyw z opowiadaniem żartów, zdecydowanie podbija napięcie. I w bardzo dobrym miejscu urwane, kiedy szykuje się najlepsze.
Odpowiedz
alfonsyna pamiętam pewne głosy "z kiedyś", które jednak były przeciw żartom. Co do reflektorów, no... chyba masz rację 💀
Odpowiedz
Canulas no nie wiem, może ktoś żartów nie lubi, dla mnie akurat zrobiły niezłą robotę.
Odpowiedz
alfonsyna i superro
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
z dużym wykopem
"Nawet ja wiem, że bez zacytowania psiej formułki to wszystko jest jak… — próbuje znaleźć właściwe słowa w głowie. — ...Jest jak porwanie" - obadaj tak:
"Nawet ja wiem, że bez zacytowania psiej formułki to wszystko jest jak… — próbuje znaleźć właściwe słowa w głowie — ...jest jak porwanie"

"— Już jesteś, kurwa, bezrobotny[.] — Nie daje za wygraną"

"— Dobra, skończmy z tym — mówi, ściszając głos. — Czego, do chuja, chcesz?
— Opowiedz mi jakiś kawał — odpowiadam. — Taki z rodzaju: „Boki zrywać“.
Nie muszę spoglądać, by wiedzieć, jak bardzo zdziwioną ma twarz. Jak się zastanawia, czy jestem spełna rozumu.
— Co?
— Kawał. Dowcip. Żart. Humoreskę — wyliczam. — Cokolwiek, co rozjaśni ciemność nocy. Wiesz. Poprawi nasze relacje" - boski fragment

"— Jednego dentystę? A na chuj chcecie zabić dentystę?
Blair klepie Busha po plecach, mówiąc:
— A nie mówiłem? Nikt nie będzie pytał o murzynów"

W dowcipie o Meksykanach jest taka wstawka:
"Mówię, że nie mam pojęcia"
Wydaje mi się, że ona nie powinna być pochyłą (bo to nie część żartu).

Świetna część, wszystko bardzo obrazowo, kurde, nie pamiętam wiele z fabuły, fajnie odkrywać na nowo
Odpowiedz
Ritha tak, odpochylę ją. Poprawię wszystko jutro, gdyż przewiduję mieć kondycję umysłową fest. Obecnie jest tak ooo.
Dziękuję serdeczniaście.
Odpowiedz
Ritha już wypunktowała błędy, to ja siedzę cicho - zresztą sama też niczego nie zauważyłam.
Jest interesująco, fabuła się kręci, jest dobrze. Nie wiem, co napisać więcej, nie jestem dobra w pozytywne i zarazem rozbudowane komentarze.

Odpowiedz
Enchanteuse fajno, że walczysz
Odpowiedz
z dużym wykopem
Fajnie, fajnie. Dziś brnę dalej, akcja coraz ciekawsza.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.