online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
Bliscy ludzie cz. 3
<
Drabble nr 8
>

Bliscy ludzie cz. 2

 Poprzednia część:

 https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 Przez chwilę spoglądali na siebie w milczeniu, potem Logan zamknął okno i pchnął czubkiem buta wejściowe drzwi, zachowując odpowiedź dla siebie.

 — Dokąd idziesz? — Sandler nie krył zaskoczenia.

 — Przewietrzyć się. Nic tu po mnie.

 — Nie chcesz jeszcze powęszyć?

 — Zostawię to twojemu nosowi. Zadzwoń, jak się czegoś dowiesz.

 Wyszedł. Minęło niemal dwadzieścia minut zanim pogotowie znów wróciło pod dom Penny.

 — Ona umarła — szepnął Frank, kiedy go siłą podnosili. — Ale na moment przed śmiercią się ocknęła i spojrzała na mnie — dodał, patrząc na krążącego wokół plamy Kurta. — Tylko na moment.

 Sandler nie przywiązał do tych słów żadnej wagi, bo jego myśli błądziły już wokół pytań, które będzie musiał zadać. Logan zaś był już po drugiej stronie ulicy i z daleka patrzył na okienko, jakby w poszukiwaniu czegoś, co wskaże jakikolwiek kierunek.

 Robiło się jaśniej, na niebie jedna z płaskich chmur przysłoniła czołgające się coraz wyżej słońce. Pierwszy ryk jednośladów obudził tę część Deadwood, która jeszcze spała, gdy Penny wydawała ostatnie jęki. Wzbierający w ryzach gwar nie służył jednak konstruktywnemu myśleniu.

 Harris wrócił pod niebieski dom i obszedł go dookoła, a potem skręcił przed Saloon Numer 10. Została jeszcze godzina do otwarcia. Nie miał pojęcia, dlaczego nogi poniosły go właśnie tam, ale zacumowanie w miejscu, które stało się symbolem niegdysiejszej zbrodni mogło być niezłym źródłem informacji. Odpalił papierosa i zaciągnął się mocno; pomyślał o rudym kocie, który zostanie na moment bez właściciela i zrobiło mu się dziwnie. Nie przykro, ale po prostu dziwnie. Miał nadzieję, że Kurt wpadnie na pomysł, żeby wypuścić tłuściocha gdzieś na ulicę, bo na to, że weźmie go do siebie nie miał żadnych nadziei.

 Wystukał kilka słów do Rosemary i wrócił do delektowania się mahorkowym niedopałkiem. Minie trochę czasu zanim Sandler dowie się jak zginęła Penny i czy – choć co do tego nie miał złudzeń – Frank jest czysty.

 Zrobił jeszcze kika okrążeń, a kiedy drzwi dziesiątki otworzyły się, wszedł do środka. Piasek, tysiące ziarenek zaskrzypiały pod butami. Pachniało mokrym drewnem. Wybrał miejsce najbliżej środka baru.

 — Kawę — rzucił. — Mocną.

 Nie zamierzał o nic pytać, wiedział, że lada moment zbierze się grupa osób, które na językach będą miały wydarzenia dzisiejszego dnia. Nie musiał długo czekać. Pół godziny po pierwszej kawie i piętnaście minut przed kolejnym papierosem było już całkiem gęsto od ludzi.

 — A policja jak zwykle nic nie robi. — To pierwsze co doleciało do jego uszu. Standardowy tekst, który słyszał wielokrotnie jeszcze zanim przyjechał do miasteczka. Zawsze za mało.

 — A co powinni robić? Zabrali Penny, przycisną też starego, to szybko wypapla.

 — Co?

 — Wypapla, kto to zrobił.

 — A jeśli to pozorowane?

 — Wypadek?

 — Penny nie raz miała głupie pomysły. Kiedyś... — Mężczyzna zauważył wzrok Logana i zasznurował usta. Zniżył głos do półszeptu, ale niezawodny słuch Harrisa wyłapał kolejne zdanie.

 —... kiedyś znaleźli ją z walizkami na końcu miasta. Była w samej koszuli, zupełnie sama.

 — No i? Może miała ochotę na nocną wycieczkę?

 Karzełkowaty brodacz zmarszczył brwi, odsuwając szkło na bok i tym samym torując sobie drogę, by nachylić się bliżej rozmówcy.

 — Starzy ludzie mają mocne korzenie. To nie była wyprawa na herbatkę, ona uciekała.

 — Albo przyćpała i zdrowo ją porąbało.

 — Myślę, że dostawała łomot od Franka.

 — Nie podniósłby nawet stołka, na którym siedzisz.

 — Mówię ci, Penny uciekała.

 — I spakowała się między jednym ciosem, a drugim?

 — Dureń.

 — Z ciebie też. Ale do picia to masz łeb, więc się jako tako rozumiemy. Koniec końców, żeby ci to podsumować, obstawiam, że ją zmusił. — Wydawało się, że temat był zakończony. Mężczyźni podeszli bliżej baru, lustrując Logana, a ten natychmiast odwzajemnił spojrzenie szczerym uśmiechem.

 — Panowie zdaje się dyskutowali o denatce.

 Zmarszczyli brwi, jak dwie kalki tego samego zdziwienia i przytaknęli.

 — Straszne to co się stało, prawda?

 Znów ten sam gest. Logan odpalił kolejnego papierosa i czekał. Wiedział, że nic tak nie skłania do mówienia jak przedłużająca się cisza, którą każdy chce zapełnić natłokiem słów, byleby tylko pozbyć się uczucia dyskomfortu. Tym razem jednak było inaczej.

 — Kręcisz się wokół Sandlera. A Kurt Sandler to głupek. Ptasie gówienko na przedniej szybie. — To wszystko co mieli do powiedzenia.

 Tym razem on przytaknął, notując w głowie, żeby koniecznie zbadać sprawę domniemanej ucieczki i – co obowiązkowe – przekazać pozdrowienia Kurtowi. Gdyby tylko nie zostawił w domu swojego Wessona byłoby zabawniej. Tak, byłoby naprawdę ciekawie. Uśmiechnął się do własnych myśli i zapłacił.

 Czas wracać do Rosemary, pomyślał. Na kartkach granatowego notesu zapisał:

  Starzy ludzie wymyślają bliskich, byleby mieć złudne poczucie bezpieczeństwa. Kogo wymyśliła Penny? I dokąd uciekała?

 Kwadrans później był już w domu. Rose wygrzebywała się dopiero z łóżka.

 — Gdzie byłeś?

 — Pisałem, że Sandler potrzebował pomocy.

 — W czym? Czemu wciąż mu pomagasz? Wtykasz nos w nieswoje sprawy, a potem przerabiasz w umyśle na jakieś niestworzone historie.

 — Ktoś zabił Penny. — Usiadł na łóżku i wzruszył ramionami. Był zmęczony.

 — Penny? Przecież ona jest... była taka no, mało konfliktowa. Dostała kulkę? — Kobieta wpadła w coś na kształt złości zmieszanej ze zdziwieniem.

 — Rose, hamuj. Wisiała, a obok siedział Frank z taką samą liną na szyi.

 — Myślisz...

 — Myślę, że on się boi. Wyglądał jakby żałował, że nie zdołał jej pomóc.

 — Kiedy zrobią sekcję?

 — Dowiem się czegoś wieczorem.

 — A jeśli to Frank?

 — To nie on. Ma za mało siły, nie dałby rady dźwignąć całego ciała. Chyba że...

 — Co?

 — Chyba że ktoś mu pomógł, albo zmusił do tego, żeby to wyglądało na jego winę.

 Ta idea nagle w nim zakiełkowała, wyrosła jak grzyby po deszczu w mokrą, ciepłą jesień. Wiedział jednak, że uczucie specyficznej ulgi na myśl o dobrym tropie było zbyt wczesne. Pozostało czekać. Chociaż do wieczora.

 

 Link do kolejnej części:https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

6209 zzs

Liczba ocen: 4
96%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~jotka
Kategoria: kryminal

Liczba wejść: 80

Opis:

Dodano: 2020-10-20 12:44:57
Komentarze.
~oko 6 m.
kryminał w odcinkach sprawia, że brakuje cierpliwości. a podczas czekanie na ciąg dalszy łatwo zapomnieć, co już się stało. pchaj bezzwłocznie ciągi dalsze. bo inaczej, to ciężko będzie.
Odpowiedz
~jotka 6 m.
oko bezzwłocznie to może nie, nie ma co przytłaczać ludu x odcinkami, ale no pisze się, bo jakoś tak się przy tym tekście rozluźniam 😆
Odpowiedz
z dużym wykopem
No cóż... obstawiam, że to jednak nie Frank
Odpowiedz
~jotka 6 m.
Canulas cóż mogę rzec, się okaże
Odpowiedz
jotka Ty też wiesz, że to nie on. Przyznaj się.

Odpowiedz
Byłam, czytałam, lecę dalej...
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
z dużym wykopem
"Zmarszczyli brwi, jak dwie kalki tego samego zdziwienia i przytaknęli" - świetna wstawka, cały dialog świetny, bardzo naturalny

"Wiedział, że nic tak nie skłania do mówienia jak przedłużająca się cisza, którą każdy chce zapełnić natłokiem słów, byleby tylko pozbyć się uczucia dyskomfortu" - i tu świetnie, Pulp Fiction

Już jestem wciągnięta po uszy, pędzę zaraz do trójki
Odpowiedz
z dużym wykopem
II cześć jeszcze bardziej wciąga ...Deadwood ,saloon ( przychodzi mi na myśl serial ...
Odpowiedz
z dużym wykopem
Atmosfera gęstnieje, ciekawe, kto ich zabił.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.