jasno ciemno
MOJE WSZYSTKO I NIC część VII MOJE WSZYSTKO I NIC część V

MOJE WSZYSTKO I NIC część VI

  Była wczesna jesień Przemek był już uczniem drugiej klasy, ale już wiedział, że jest pupilkiem rodziców i rodziny ze strony ojca. Coraz częściej za zachowanie brata obrywało się Bożenie.

 

 - Ty zostajesz na świetlicy, ja przyjdę po ciebie na drugiej przerwie i zaprowadzę pod salę – tłumaczyła bratu jednego razu.

 - Dobra – odparł Przemek.

 Bożenka zostawiła go i sama udała się na lekcje, nieświadoma tego co wydarzy się w ciągu tych czterdziestu pięciu minut.

 - Dzień dobry pani – Bożenka przywitała się z kobietą w świetlicy.

 - Witaj Bożenko, co cię sprowadza?

 - Przyszłam po mojego brata – odparła zgodnie z prawdą.

 - Ale brata zabrała wasza mama – usłyszała.

 - Dlaczego? - zapytała spokojnie, ale wewnątrz poczuła niepokój.

 Tak działo się dość często, gdy przeczuwała coś złego.

 - Nie wiem. Jak przyszłam to twoja mama już wychodziła z bratem ze szkoły.

 Tego dnia nie umiała się już do końca lekcji skupić. Nie wiedziała co się wydarzyło. Po powrocie ze szkoły w domu zastała tylko ojca, którego mina wskazywała, że znów jej się oberwie. Kwadrans później usłyszała matkę i brata.

 - Bożena do mnie – krzaczyła Agata. Bożenka na nogach jak z waty wyszła ze swojego pokoju.

 - Możesz mi wyjaśnić dlaczego Przemek został sam?

 - Zostawiłam go na świetlicy i poszłam na lekcje – odparła.

 - To nieprawda. Zostawiła mnie na korytarzu – usłyszała brata.

 - Nie kłam – krzyknęła w jego kierunku.

 - To ty nie kłam. Przez twoje zachowanie Przemek został ugryziony przez psa.

 - Ale ja musiałam iść na lekcje, a jemu kazałam siedzieć na świetlicy – próbowała się bronić, lecz na nic to się zdało. Tymi tłumaczeniami tylko jeszcze bardziej rozzłościła matkę.

 

 Wieczorem kładąc się spać kolejne siniaki na jej ciele przypominały o tym co się wydarzyło. W szkole na pytanie o powód powstania siniaków miała zawsze to samo wytłumaczenie.

 - Uderzyłam się – mówiła, a wszyscy w to wierzyli. W szkole snuła się po korytarzach nie zaczepiana przez nikogo. Czasami siadała w kącie i coś czytała lub powtarzała materiał na następną lekcję.

 

 Niby miała już jakieś tam koleżanki w klasie oraz na osiedlu gdzie mieszkała, ale to nie były żadne bliższe znajomości. Wciąż utrzymywała kontakt z Joasią oraz Grześkiem, ale nawet im się nie zwierzała z tego co ją trapi.

 

 - Mamusiu bolą mnie nogi – rzekła jednego razu do matki, a było to z początkiem nowego roku.

 - Jak to bolą? Coś zrobiła? - usłyszała.

 - Nic, po prostu mnie bolą – odparła.

 - Gdzie? Pokaż.

 - O w tym miejscu – wskazała palcem miejsce bólu.

 - Dzisiaj pójdziesz do szkoły, a jutro pójdziemy do lekarza jeśli ból nie ustąpi.

 I tak też się stało, a dla samej Bożenki zaczęła się wędrówka od jednego laboratorium do drugiego i wysłuchiwanie narzekań matki.

 - Nic nie robię tylko latam z tobą po tych przychodniach.

 W końcu usłyszała wraz z matką diagnozę.

 - Pani córka ma zmiany reumatyczne – rzekł lekarz pediatra.

 - I co teraz? - pytała Agata.

 - Dam pani skierowanie do poradni reumatologicznej i oni powiedzą co dalej - usłyszała w odpowiedzi.

 Dwa miesiące później Bożenka trafiła na oddział Dziecięcego Szpitala, tam spędziła kolejne dwa. W tym czasie matka z ojcem byli u niej może kilka razy tłumacząc się pracą. Faktem było, że Agata pracowała na trzy zmiany, ale Zygmunt już na jedną.

 - Bożena przecież jest jeszcze Przemek, a dobrze wiesz, że on ma komunię i trzeba mu poświęcić więcej czasu. Nie bądź egoistką – usłyszała jednego razu.

 Jeszcze do południa czas w szpitalu dziewczynka miała wypełniony różnego rodzaju zabiegami i badaniami, ale popołudnia były trudne.

 - Mamusiu, a możesz poprosić kogoś z mojej klasy aby z biblioteki w szkole wypożyczył dla mnie jakąś książkę, a pani żeby podała czego się uczą? - poprosiła matkę na samym początku swojej hospitalizacji.

 - Po co ci to?

 - Przynajmniej nie będę miała dużych zaległości w szkole – odpowiedziała.

 - No dobrze – odparła Agata – ale przywiozę ci dopiero w piątek – dodała.

 Przez ten czas, jej wychowawczyni raz w tygodniu prosiła kogoś z klasy aby przekazywał jej matce materiał do nauki. W ten sposób Bożenka wracając do szkoły po powrocie ze szpitala nie miała wiele zaległości.

 

 Gdy nastał dzień, że mogła wrócić do domu jej rodzice oprócz wypisu dostali plik recept i różnych zaleceń. Szkoda tylko, że jak to mówią papier przyjmie wszystko. Tak też było w tym wypadku. Bożenka nigdy nie trafiła na dodatkowe zabiegi, a o wykupie leków nawet nie usłyszała słowa. Samej nawet nie upomniała się o to, bo znała odpowiedź.

 

 Kiedy pojechali na Święta Wielkanocne do Radomska okazało się, że nikt tam nie wie o stanie zdrowia Bożenki.

 - Agato dlaczego nie daliście znać, że Bożenka była w szpitalu? – pytał jej ojciec.

 - Skąd wiecie?

 - Bożenka mówiła – padło z ust brata Agaty.

 - Nie było powodu, aby was niepokoić – odparła.

 Ci nie drążyli dalej tematu, wiedząc iż niczego więcej się nie dowiedzą ani od córki ani tym bardziej od zięcia.

 

 - Czy ty musisz mielić tym jęzorem na prawo i lewo? - wysyczała przez zęby Agata do córki, podczas drogi do jednej z ciotek.

 - Ale co ja takiego powiedziałam? - dopytywała dziewczynka.

 - Musiałaś mówić, że byłaś w szpitalu?

 Mała spuściła tylko głowę i nie odzywając się więcej szła kilka kroków przed rodzicami. Wolała nie tłumaczyć swojego zachowania, bo było bezsensowne.

 

 Przemek doczekał się swojego święta. Na komunię przybyło wielu gości, ale była to rodzina tylko ze strony ojca. Rodzina matki nie była wstanie przybyć, bo w tym samym czasie w Radomsku odbywała się druga komunia. Zygmunt oczywiście nie byłby sobą gdyby tego nie skomentował.

 - Jasne żadne z nich nie mogło przyjechać. Niby komunią się wymawiają. Dobre sobie.

 - I dobrze, niech nie przyjeżdżają – odparła Agata.

 Przemek uzbierał wiele kosztownych prezentów oraz trochę gotówki. Lecz w przeciwieństwie do siostry jemu nic rodzice nie zabrali.

 

 - Przemek mogę posłuchać muzyki na twoim magnetofonie? - zapytała Bożenka dzień po komunii.

 - Nie, bo to ja dostałem od wujka – usłyszała w odpowiedzi.

 - On mi nie pozwala posłuchać muzyki – powiedziała z żalem w głosie do rodziców.

 - To jest jego – usłyszała w odpowiedzi – Przemek jutro pojedziemy po ten obiecany komputer. Trochę pieniążków uzbierałeś, my z tatą ci dołożymy i kupimy – usłyszała dziewczynka.

 To co powiedzieli rodzice bardzo zabolało Bożenkę, a w niej narastała coraz większa niechęć do własnego brata. Nie odezwała się jednak słowem wiedząc, że to wywoła tylko złość w rodzicach. Kolejny raz leżąc już w łóżku wieczorem łykała łzy i narastał w niej bunt.

 

 Nastały kolejne wakacje, ale miały być inne od zeszłorocznych. W tym roku Bożenka wraz z bratem wyjeżdżała na kolonie organizowane przez zakład pracy Agaty i Zygmunta. Mieli spędzić całe dwa tygodnie w górach w malowniczej miejscowości Głuchołazy. W dniu wyjazdu Bożenka była zła, że rodzice kazali jej zajmować się młodszym bratem podczas trwania kolonii. Jakże jej humor się poprawił, gdy po przybyciu na miejsce okazało się, że ten będzie w innej grupie i dodatkowo w innym skrzydle budynku.

 

 Tuż przed wyjazdem dowiedziała się również, że na ten sam turnus jedzie kilkoro dzieci, które dobrze znała. Nawet pokój dzieliła z dziewczynką mieszkającą na tym samym osiedlu co ona sama. Bożenka odpoczęła od obowiązków, rodziców, a nawet od brata.

 Następnym punktem wakacji oczywiście był wyjazd do dziadków. W te wakacje Bożenka również spędzała na zbiorach oraz pracy w polu z tą różnicą, że nie przyznawała się nawet dziadkom ile zarobiła. Tradycyjnie każdą wolną chwilę spędzała z Joasią i Grześkiem. Ta trójka rzeczywiście tworzyła zgraną paczkę przyjaciół. Bywały dni, kiedy Bożenka spędzała czas tylko z Grześkiem, co bardzo nie podobało się babci.

 - Bożenko nie powinnaś tyle czasu spędzać tylko z chłopakiem. To bardzo nie ładnie wygląda – mówiła babcia.

 - Przecież nic złego nie robimy – odpowiadała w takich chwilach.

 Rzeczywiście dzieciaki nie robiły niczego złego. Często spacerowali albo siadali gdzieś na leśnej polanie i rozmawiali. To temu chłopcu Bożenka po raz pierwszy zwierzyła się z tego jak ma ciężko. Nie wspomniała tylko o alkoholizmie rodziców. A stało się to na kilka dni przed jej powrotem do domu.

 - Bożenko czemu jesteś taka smutna? - zapytał przyjaciel.

 - Nie, nie jestem wydaje ci się tylko – odparła.

 - Przecież widzę -mówił.

 Widząc, że ten nie daje za wygraną opowiedziała mu o swoim życiu. Widać było, że Grzesiek przejął się tym.

 - A nie możesz zamieszkać razem z dziadkami? - zapytał gdy ta skończyła mu opowiadać.

 - Oni się nie zgadzają, w sensie dziadkowie – odparła.

 - Grzesiu mam do ciebie jeszcze jedną prośbę – padło z ust dziewczynki, gdy już wracali.

 - Mów – odparł.

 - Proszę zachowaj to dla siebie. Jesteś jedyną osobą, której o tym powiedziałam – poprosiła go.

 - Nie obawiaj się, nikomu nic nie powiem – przyrzekł

 Bożenka zdawała sobie sprawę, że ten chłopak nie jest wstanie jej pomóc, ale czuła chęć wygadania się.

 CDN...

8881 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~julitam
Kategoria: wspomnienia

Liczba wejść: 17

Opis:

Dodano: 2020-10-24 22:48:29
Komentarze.
~oko 2 m.
drobiazgi jak igły. z takimi wspomnieniami trudno się uśmiechać.
Odpowiedz
oko
Tu nie ma powodu do uśmiechu
Serdecznie pozdrawiam
Julita
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin