online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
#(Cod) — Pleta i Rohan: Mamuna (II)
<
#(Cod) — Burza nad Queensland
>

Rura w ziemi — część V

 

 Link do części IV: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 — To Allan wpadł na to, żeby go wsadzić do rury. I tak już przecież nie żył. To znaczy, tak nam się wówczas zdawało. Nikt mu nie mierzył pulsu, ale do kurwy nędzy, nie oddychał! Chcieliśmy, by to wyglądało na wypadek. Na głupi zakład czy coś. Wiesz, jakie są dzieciaki. Wszędzie gdzieś włażą. Zewsząd skaczą.

 Nie mogliśmy go zostawić na brzegu, a nikt by się nie zmieścił, aby wepchnąć go głębiej. Zastanawialiśmy się nad tym i Allan wpadł w końcu na pewien pomysł. Było to wtedy, kiedy obserwował grubego z tym jego zniewieściałym pieseczkiem.

 Więc przewiązaliśmy psa sznurkiem, od którego aż się roiło wokół. Służył do poziomowania gruntu czy innego wyrównywania. Nie wiem. Ważne, że było go pełno.

 Przewiązaliśmy go w pasie, znaczy psa, i wsadziliśmy do tej jebanej rury. Gruby marudził, a i pies nie był tym zachwycony, ale mieliśmy martwe ciało do ukrycia i po podpaleniu mu sierści wbiegł do środka. W tym momencie zaczęło się już nieco uspokajać. Przynajmniej jeśli chodzi o wiatr. Deszcz dalej napieprzał, jakby to były ostatnie godziny świata.

 Zastawiliśmy wejście gałęziami i poszliśmy szukać drugiej strony tunelu. Znaleźliśmy bez trudu, a kundel już na nas czekał. Dalej owinięty był sznurkiem, którego koniec został po drugiej stronie. Chyba wiesz, co było dalej, prawda?

 Związaliśmy chłopaka i przeciągnęliśmy tak, mniej więcej, do połowy. Oba wejścia zasłoniliśmy gałęziami i do tej pory nie mam pojęcia, w jaki sposób udało wam się go znaleźć. Wiem, że z twojego punktu widzenia popełniliśmy straszliwy grzech i może tak było w istocie. Wiedz jednak, że towarzyszyły temu specjalne okoliczności. Cały zastęp piekielnych efektów specjalnych. I jeżeli to nie jest okoliczność łagodząca, to nie wiem już, co nią jest.

 

 Więc tak to obmyślili – myślę. – Wiedzą, że zabezpieczone zostały ślady butów, odciski palców oraz kilka drobnych przedmiotów. Nie mają wątpliwości, że jest już po nich. Jedyne, o co mogą walczyć, to próba zamiany dożywocia na psychiatryk. A sądząc po tym, jak traktuje się sprawców takich zbrodni, mają o co się starać. Zresztą, zakładając, że będą wspierani przez całą armię prawników Robinsona, może im się to udać.

 

 <<<<<<>>>>>>

 

  — On nie umarł, Sonny. Przynajmniej nie wtedy, kiedy wam się wydawało, że nie żyje. Zapewne utrata przytomności, o której wspomniałeś, była czasowa. Świadczą o tym starte do krwi łokcie, kiedy dzieciak przeciskał się w ciemności, nie wiedząc nawet, gdzie się dokładnie znajduje.

 Potrafisz sobie wyobrazić, co mógł czuć, kiedy otworzył oczy i obraz świata nie uległ żadnej zmianie? Jak sądzisz, o czym myślał, kiedy każda próba wstania hamowana była tonami zimnej ziemi? To jak obudzić się w trumnie, a nawet gorzej, bo daje ułudę nadziei poprzez możliwość poruszania się. To, że możesz się ruszać, powoduje, że walczysz o każde pół jarda. Jest to jednak walka z góry skazana na przegraną, Sonny. Nie ma szans z tego wyjść.

 Był cały pościerany, wiedziałeś o tym? Plecy i brzuch miał całe starte do krwi. Tak bardzo, że sutki dosłownie przestały istnieć, a biel żeber była dobrze widoczna.

 Wyobraź sobie, co czuł, kiedy zaczęła budzić się w nim panika, i nie zaprzeczaj, bo obaj wiemy, że w końcu nadeszła. Jak zdesperowany musiał być, skoro pchał przed siebie złamaną rękę i przesuwał się mozolnie do przodu? Jak wielką musiał mieć nadzieję, aby wierzyć, że za kolejnymi spazmami bólu w końcu pojawi się światło? Jak, Sonny? Jak?

 Chłopak wzrusza ramionami i rozgląda się niepewnie na boki. Dzielący nas dystans się zmniejszył, ale znowu tego nie zauważył. To dobrze.

 

 <<<<<<>>>>>>

 

  — Czy wiedziałeś, że ochrypł od krzyczenia? Połamał paznokcie od drapania w beton? Wiedziałeś o tym, Sonny? Nie sądzę. A wiesz czemu?

 Nie mogłeś o tym wiedzieć dlatego, że kiedy on tam się ścierał na proch, kiedy umierał zjadany przez własne lęki, byłeś zupełnie gdzie indziej. Paliłeś, chlałeś, może się śmiałeś, oglądając jakiś głupkowaty serial, nieważne. Ważne natomiast jest to, że w ogóle o tym nie rozmyślałeś. Odhaczyłeś całą sprawę jako załatwioną. Jako przeszły, nieistotny temat. Coś, czym nie należy zawracać już sobie dupy.

 A on tam tymczasem umierał. Zostawił pieprzone ślady, niczym podeszczowy ślimak nie do końca rozjechany przez rower. Wiesz, jak długa musiała się wydawać tam godzina? Czy potrafisz zdać sobie sprawę z tego, przez co ten biedny dzieciak musiał przejść? Jak kurczył mu się oddech, kiedy demony paniki coraz bardziej zacieśniały mu gardło?

 Powiem ci coś. Jest to potwierdzone przez ekipę, która go wydobyła. Myślę, że powinno się to spodobać takiemu sadyście, jak ty.

 Spogląda na mnie, próbując zaprotestować, ale nie daję mu teraz dojść do głosu. Jestem tak zdenerwowany, tak przekurewsko wściekły, że... Może mi rzucić jeszcze sto argumentów. Nieistote. Jest już, kurwa, po nim.

 

 <<<<<<>>>>>>

 

  — Mniej więcej na dwóch trzecich długości rura łączy się sekwencją wsporników i grubych, ostrych spawów. Zwęża to w znacznym stopniu tunel na odcinku około dwóch jardów. Oczywiście nie zwęża na tyle, by nie zdołał się przedostać mały psiak, ale dla dziecka? Hmm. Ujmę to tak: Jeżeli nie jesteś synem Houdiniego, raczej nie próbuj tych sztuczek.

 To właśnie do tego miejsca dotarł Kevin.

 Co gorsza, w dzień prawdopodobnie widać stamtąd światło. I jeżeli nie zakryliście otworu wystarczająco, a wiem, że nie, ponieważ śmiecie waszego pokroju są zbyt leniwi, żeby zrobić coś dobrze, nawet kiedy zależy od tego ich życie, to chłopak prawdopodobnie widział wyjście.

 Tu dochodzimy do najlepszego, Sonny. Do tego, jak długo musiał rozmyślać, zanim zdecydował się na próbę przeciśnięcia. Nie wiem tego na pewno, ale stawiam sałatkę przeciwko trzem hamburgerom, że zdobył się na to dopiero wtedy, kiedy już nie miał siły krzyczeć, a łzy już nie chciały dalej płynąć.

 Jak wielki musiał toczyć ze sobą bój, nim zdecydował się przymierzyć głowę do szerokości zwężenia? Godzinę? Dwie? Próbował się odwrócić? Walczyć z niedoskonałościami ciała, żałując, że nie jest synem wędrownego chińskiego cyrkowca? Nie mam pojęcia. Możliwe.

 W którymś momencie postanowił jednak spróbować. Zagrać za wszystkie swoje żetony, jak zwykli to mówić w Las Vegas. Postawił wszystko i wiedział o tym w momencie, w którym ostry spaw nieomal nie urwał mu podbródka.

 Głowa jakoś przeszła, wiesz. Chociaż krew z czoła zalała oczy, to jakoś przeszła. Nie mógł jej nawet otrzeć, ponieważ ręce zostały po drugiej stronie. Myślę, że kiedy dodarło do niego, że się nie uda, że jest po prostu za duży... było już za późno na cokolwiek. Sadzę, że wtedy panika zaatakowała z tak potworną siłą, że po prostu oszalał.

 Wyłamał sobie bark, odpychając się desperacko nogami, ale nie zdołał się przecisnąć choćby o cal. Umierał z widokiem na światło wschodzącego dnia. Powoli. Zakleszczony.

 Nie żyje tylko dlatego, że czterech cholernych gówniarzy przyćpało coś, od czego popierdolił im się świat.

  — To nieprawda, mówiłem panu…

  — Żadnych zwierząt, Sonny. Żadnych świeżutkich ciał. Tylko kości.

 Teraz dopiero chłopak łapie się na tym, że dzielą nas ledwie dwa kroki. W pierwszej chwili chce rzucić się do ucieczki, ale potrząsam głową i ani drgnie. Słychać pociąg i obaj koncentrujemy się na nim.

  — Wiesz, dlaczego przyprowadziłem cię tutaj? Dlaczego akurat w to miejsce?

 Kiwa przecząco głową, ale nawet gdyby się nie poruszył, to i tak powiedziałbym mu dlaczego.

  — Otóż powód, dla którego przywlokłem cię tutaj, jest taki, że jakieś sto jardów od tego miejsca zginął mój syn. W zasadzie zginął przeze mnie, przynajmniej po części. Do dziś nie wiadomo, czy potrącił go pociąg, czy po prostu spadł z mostu do wody. Gdyby nie to, że obaj trochę biegliśmy, pokazałbym ci kwiaty, które zawsze tu dla niego przynoszę.

 Nie udawaj zdziwionego. Sam przecież mówiłeś, że dzieciaki ciągle gdzieś włażą i skaczą. Miałeś rację.

 Teraz pewnie zaczynasz się zastanawiać, czy traktuję całą sprawę osobiście, a jeśli tak, co to dla ciebie oznacza. Jeżeli zaczynasz się denerwować, to jest to jak najbardziej zrozumiałe, bo powinieneś odczuwać zdenerwowanie. Zapewne będzie to tylko namiastka paniki, jaka ogarnęła małego Kevina, ale musimy przecież od czegoś zacząć.

  — Nie wierzę, że pan to zrobi — mówi Sonny, a wtedy cios spada na jego krocze. Upada na kolana, rzężąc jak wieprz. Uderzam jeszcze dwukrotnie. W szyję i klatkę piersiową. Wystarczy. Jest ugotowany. Na wpół zemdlony. Kwiczy i pluje krwią.

 Podnoszę go za fraki, słysząc zbliżające się monstrum. Jestem pewien, że pomimo bólu i dławień Sonny zdaje sobie sprawę z tego, co zaraz się stanie. To dobrze. Mam nadzieje, że czuje choć cząstkę tego, na co skazali dzieciaka.

 Pociąg okazuje się ekspresem rozwożącym ludzi po krańcach kraju. Nie zatrzymuje się w takich dziurach jak ta, więc prędkość ma odpowiednią.

  — Gdzie się podziało twoje poczucie humoru? — pytam, czując w powietrzu gęsty zapach moczu. — Gdzie się podziały te wszystkie kawały o żydach, murzynach i martwych dzieciach? Gdzie?

 Kolos nadjeżdża, a wtedy wypycham go naprzód. Seria metalicznych dźwięków przeszywa noc, degradując Sonny'ego do stanu nic nieznaczącej kupy mięsa. Obryzguje mnie krew. Kiedy wszystko cichnie, okazuje się, że ekspres nawet nie zwolnił.

 Przechadzam się po torach, znajdując tylko kawałek jego ręki. Resztę pewnie rozrzuciło na pobocza. Po dokładniejszych oględzinach dostrzegam kawał korpusu oraz prawie idealnie odciętą głowę. To mi przypomina dawny żart.

 

 W pewnym domu urodziła się sama główka.

 Żyła jednak wychowywana przez domowników niczym normalne dziecko. Którejś wigilii główka skończyła wsuwać zupkę i poturlała się pod choinkę. Tam ząbkami odwiązała prezent i patrzy.

 Po chwili słychać na cały dom.

  — Kurwa. Znowu czapka.

 

 Nie wiem, czemu mi się to przypomniało, ale tak nieraz jest. Kiedy od wieków nieużywana szuflada w twoim umyśle się wysuwa, nie zawsze masz na to wpływ.

 Czy czuję się podle?

 Nie bardzo. Sonny był bardzo zabawnym gościem, więc wydaje mi się sprawiedliwe, że został pożegnany przez żart.

 Ogarnia mnie spokój ducha, co dziwne, bo właśnie zamordowałem człowieka. Nie wiem, w którym momencie zdecydowałem się wcielić w rolę Boga, ale teraz nie mogę się już zatrzymać. Nie mogę się już wycofać i nie chcę.

 Powrót do samochodu upływa na rozmyślaniach. Na szczęście nie odwracam się ani razu, więc nie dostrzegam machającej mi na pożegnanie postaci. To dobrze. Jest i tak dosyć szaleństwa wokół.

 Strzelbę znajduję bez najmniejszego kłopotu. Samochód także. Okazuje się, że zostawiłem w nim komórkę, która jakimś cudem jeszcze nie zdechła. Poczta głosowa oraz smsy informują mnie, że jestem poszukiwany przez pół miasta – co nie ma teraz najmniejszego znaczenia.

 Kiedy jadę do tej jebanej rury, niebo nade mną niemalże tonie w gwiazdach.

 

 Link do części VI:

10770 zzs

Liczba ocen: 3
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: horror

Liczba wejść: 57

Opis:

Dodano: 2020-10-25 17:31:58
Komentarze.
"Nieistote. Jest już, kurwa, po nim" - Nieistotne;
"w którym ostry spaw nieomal nie urwał mu podbródka" - coś mi tu jakoś za dużo "nie" - proponuję albo "w którym ostry spaw omal nie urwał mu podbródka" albo "w którym ostry spaw nieomal urwał mu podbródek";
"Mam nadzieje, że czuje choć cząstkę tego" - nadzieję;
Strasznie ciężki ten fragment, emocjonalnie ciężki, bo to działa na wyobraźnię, a jak ktoś się boi ciasnych, ciemnych pomieszczeń to już pozamiatane... Ciarki przechodzą.
Odpowiedz
alfonsyna super. Prawdopodobnie dopiero poprawię w piątek, bo mam wolne. Wcześniej zajazd + codziennostrzały.
Dziękuję bardzo
Odpowiedz
~oko 6 m.
Więc przewiązaliśmy psa sznurkiem, od którego aż się roiło wokół. - niepewność wielka - roiły się sznurki, czy psy? Wokół roiło się od sznurków, więc przywiązaliśmy nimi psa...
Gruby marudził, a i pies nie był tym zachwycony, ale mieliśmy martwe ciało do ukrycia i po podpaleniu mu sierści wbiegł do środka. - kolejna niepewność, kto miał tę przypaloną sierść? gruby, ciało, czy pies?
Jak sądzisz, o czym myślał, kiedy każda próba wstania hamowana była tonami zimnej ziemi? - parę zdań wcześniej było, że ciało zasłonięte było gałęziami, więc skąd tony ziemi?
— Mniej więcej na dwóch trzecich długości rura łączy się sekwencją wsporników i grubych, ostrych spawów. Zwęża to w znacznym stopniu tunel na odcinku około dwóch jardów. Oczywiście nie zwęża na tyle, by nie zdołał się przedostać mały psiak, ale dla dziecka? Hmm. Ujmę to tak: Jeżeli nie jesteś synem Houdiniego, raczej nie próbuj tych sztuczek. - więc JAK WCIĄGNĘLI TAM DZIECIAKA?
sorry Can - to opowiadanie cierpi na braki logiki i trzeba nad nim popracować i to mocno. dla mnie - słabsze od wszystkiego, co dotąd czytałem.
Odpowiedz
oko obwiązali psa sznurkiem, podpalili sierś, wbiegł do środka, a że był wystarczająco mały, wyszedł z drugiej strony (z tym samym sznurkiem). Drugą częścią sznurka obwiązany był dzieciak, więc ciągnąc za sznurek po stronie psa, dzieciak wjechał do środka.
Tak to wygląda.

Spoko. Każda wątpliwość i ocena brana pod uwagę.
Dziękować
Odpowiedz
~oko 6 m.
Canulas mnie nie przekonuje - mały piesek, a dziecko, to różne sprawy. szczególnie, że pies był rześki, a dziecię nieprzytomne. życie się pcha, a martwa natura zawsze stanie okoniem i zaczepi. dla mnie kompletnie niewiarygodne. i te metalowe historie w rurach - nikt nie robi zastrzałów, czy wzmocnień w rurze melioracyjnej, bo nie ma żadnego sensownego powodu. teraz piszesz zdecydowanie lepiej. temu pozwoliłbym umrzeć w niebycie.
Odpowiedz
oko nie mam zamiaru wstydzić się swojej drogi i wiem też, że mam dużo gorsze teksty od Rury. No za tym, obecnie - na tym etapie - tego jeszcze nie widać, ale wiesz... zombie, stwory, indiańskie demony itd.
Słowem horror, nie hiperrealistyczne opko.

Rozumiem, że nie możesz przełknąć pewnych kwestii, czy pójść na logiczny kompromis. Wszak tege wymagam, każdą opinię biorę pod uwagę, ale oczywiście - bo jakżeby inaczej - ostatnie słowo i tak zostawiam sobie.
A ostatnie słowo brzmi: kolejna część czwartek-ndz.

Abstrahując już od tego, że piszesz szczerze, co jest oczywiście godne szacunku, to jednak proponując "Twardy Dilejt Niebytu" w ogóle nie bierzesz pod uwagę opinii, zdania oraz gustu innych odbiorców.
Ludzi, którzy bardzo często poświęcają godziny, by wyłapać wszytskie babole.
I teraz, ciach, przerywamy sens?
Otóż nie. Absolutnie tego nie zamierzam robić, bo bym miał spory problem ze spojrzeniem se w ryj.

Przyjmuję każdy rodzaj nie personalnej
Odpowiedz
krytyki, czyli takiej, jak Twoja. Natomiast sugestie proponujące rozwiązania w stylu Nocy Długich Noży, za wuja nie przejdą.

Odpowiedz
~oko 6 m.
Canulas Żeby było jasne - piszesz znakomite kawałki. Ale ten do nich nie należy. to była Twoja droga do dzisiaj. rura jest słaba, ale to przeszłość, która sprawiła, że dzisiaj tworzysz znacznie bardziej przejmujące kawałki. i w nosie mam opinię "innych". przedstawiłem własną. przebyłeś długą drogę od "wtedy" do "dzisiaj". ja wiem, że mam zboczenie i kiedy logika zaczyna we mnie kipieć, wtedy mam problem, bo przestaję czytać i walczę z organizmem, żeby odpowiedzieć na pytanie: jak się to mogło stać, albo na dziecięce "dlaczego?"
Odpowiedz
oko no i ok. Masz klarowne stanowisko i co ważne, umiesz je wygłosić. Ja się latami uczyłem brać pod uwagę własną opinię, bo z braniem pod uwagę czyjchś nigdy nie miałem problemu.
Nie twierdzę, że Rurą jest dobra, ale wiem, że to nie jest najniższy szczebel w mojej drabinie.

Odpowiedz
~oko 6 m.
Canulas jak każdy. ja praktycznie nigdy nie jestem zadowolony ze swoich. zawsze znajdę w nich "krawężniki", które przeszkadzają mi czytać. ale walczę. mój ojciec mawiał, ze prawdziwy pisarz z książki telefonicznej zrobi pasjonujące dzieło. mi marzy się napisać coś, co da się poczuć zmysłami. zapachy, czucie... niedościgłe, ale lubię marzyć DUŻE marzenia. czego i Tobie życzę.
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
oko nie jesteś pępkiem świata, czekałam na reaktywację Rury kilka miesięcy, więc bądź tak łaskaw i wsadź łeb pod zimną wodę, bo mnie jako odbiorcę, który czerpie przyjemność z czytania tego, pozbawionego nudnych opisów i napychaczy treści jak u niektórych, opowiadania, gówno obchodzi czy Tobie się coś zgadza logicznie czy nie (może po prostu nie rozumiesz, tak jak w Rankorze, niektórych scen).
Twardy dilejt podejścia sobie zrób. Jak można komuś w ogóle coś takiego zasugerować, gdy czytają inni i innym się podoba. Serio jesteś zadufany.
Bez odbioru.
Odpowiedz
No ta rura jak z koszmaru. I potem opis, jak ten dzieciak próbował się wydostać. Makabra. I pies z podpaloną sierścią. No mają u mnie przerąbane na maksa. Cholerne smarkacze. Też by mi nerwy puściły...
Odpowiedz
alka666 dziękuję za wczutki ciut. Wiem, ze obecnie krucho z koncentracją.
Odpowiedz
Canulas ano, krucho. Ale co tam. Odpoczywam i z gorączką za bary się biorę. Obalam tego mamuta
Odpowiedz
alka666 powodzeńska
Odpowiedz
Canulas dżinx
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Podoba mi się opis odczuć pod ziemią, Uma Thurman, Kill Bill Zdarte łokcie poruszają wyobraźnię.

"Był cały pościerany, wiedziałeś o tym? Plecy i brzuch miał całe starte do krwi. Tak bardzo, że sutki dosłownie przestały istnieć, a biel żeber była dobrze widoczna" - to również porusza wyobraźnię


"kiedy zaczęła budzić się w nim panika, i nie zaprzeczaj" - zasadniczo przed pierwszym "i" w w danym zdaniu nie stawia się przecinka
"Mam nadzieje, że czuje choć cząstkę tego, na co skazali dzieciaka" - nadzieję*

Dalej jest jeszcze bardziej emocjonalnie, przekapitalna rekonstrukcja potencjalnej walki chłopaka w rurze.

Teraz a propos logiczności-nielogiczności. Tak, widzę psa, który przebiega i przeciąga linę, widzę dziesiątki scen z psami w przeróżnych filmach, gdzie zwierzaki właziły tam, gdzie nie mieścił się człowiek. Widzę też obwiązanie chłopaka i wsunięcie go tam jak rybę, dlaczego pomyślałam o rybie - nie wiem, ale pomyślałam.
Logika. Ważna rzecz. Zwłaszcza w horrorach
Myślę o serialu, który skradł me serce, a w którym żywi powstają z martwych. Myślę, że to... nielogiczne Dobrze jednak się stało, że nikt Kirkmanowi nie poleciał tego wyrzucić do kosza. A nie, sorry! W książce Narodziny Gubernatora jest niezły wstęp o tym jak to było i jak mu odradzano. Ale wiesz... nie posłuchał
O kurwa, jak dobrze, że niektórzy twórcy nie słuchają gawiedzi, tylko robią swoje!

Czytam dalej, sorry za offtop.
Odpowiedz
Ritha ponaprawiam wszystko po całej pierwszej części. Tak zdecydowało lenistwo, a zajmuje ono we mnie kawał mięcha i nie poddaję w wątpliwość tych decyzji
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
z dużym wykopem
Którejś wigilii główka skończyła wsuwać zupkę - Wigilię zapisałabym z dużej (ale głowy nie dam, chyba że... łeb Sonny'ego wystarczy)

Nie ma linku do VI, a VI jest, więc... można by dodać

Ok, zarówno opis, w którym wspomniałam wcześniej, jak i scena z pociągiem są bardzo w moje gusta.
Słyszę jak odjeżdża.

Odpowiedz
Ritha dodam linki. Kurde, szwankuje mi coś chyba łeb, jak nie tu coś zapomnę, to tam
Odpowiedz
z dużym wykopem
Genialne opisy, bardzo szczegółowe, chyba jak na razie moja ulubiona część opowiadania
Odpowiedz
OmnesMoriuntur dziękuję i tutaj. Dualnie odbierana ta część przez społeczeństwo, więc cieszę się, że snakuje
Odpowiedz
Canulas Ja mam dość specyficzny gust i akurat tu, wyłapałam dla siebie „to coś”, co nie zmienia faktu, że całość jest świetna i bardzo klimatyczna, co prawda jeszcze czeka mnie jedna część, ale i do niej wrócę
Odpowiedz
OmnesMoriuntur kłaniam się
Odpowiedz
z wykopem
"Jak kurczył mu się oddech, kiedy demony paniki coraz bardziej zacieśniały mu gardło?"
To zdanie trochę wybija mnie z rytmu. W narracji byłoby cudne, ale w partii dialogowej już mi zgrzyta. Bo wiesz, mówiący mężczyzna (nie pamiętam imienia) jest raczej konkretny, twardy; a demony paniki, które zacieśniają gardło zdecydowanie bardziej pasują do poety aniżeli takiego mężczyzny. To taka luźna uwaga.

Nie mam więcej uwag, może poza taką, że ostatnie zdanie jest wspaniałe.

Odpowiedz
Enchanteuse Ło matko świnto. Dzien dobry

Odpowiedz
Canulas witam Pana
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.