online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
Sto lat dla Nuncjusza!
jasno
Kampania wrześniowa 1939 roku Klęska, czy bohaterska obrona? Czy tylko tyle mogliśmy zrobić? Czy nie była to bardziej porażka polityczna niż wojskowa?
<
22 czerwca 1947 roku. Norymberga. Kolejna rocznica zwycięskiej kampanii przeciw ZSRR i zakończenia wojny w Europie.
>

Jeźdźcy Apokalipsy TW #04

 TW#4

 Jeźdźcy Apokalipsy

 

 Ostatni w okopie

 Płonący most

 

 Obóz koncentracyjny Buchenwald 1943 rok.

 Baraki Sonderkommando Tod (Specjalne Komando Śmierć).

 

 Więzień nr 26738 kapitan Leon Markiewicz ruszył, starając się stąpać tak cicho, jak tylko się dało. Niestety wokół panowała cisza i każdy ruch wydawał mu się bardzo głośny. Po kilku krokach był już przy drzwiach. Namacał klamkę i co go bardzo zdziwiło, otwarł je bez problemu. Stanął w bezruchu. Cisza. Delikatnie otworzył szerzej i wszedł do środka. Znalazł się w słabo oświetlonym korytarzu. Na lewo i prawo były drzwi. Podszedł na palcach do pierwszych z nich. Nacisnął klamkę. Zamknięte. Podszedł do drugich. To samo. Przy trzecich dopisało mu szczęście. Uchylił drzwi i zajrzał do środka. Pokój był bardzo duży, z wieloma małymi lampkami wiszącymi na ścianach. Część z nich była zapalona, co mogło dziwić, biorąc pod uwagę, że nikogo tam nie było. Markiewicz podszedł bliżej i w tym momencie zobaczył przykryte prześcieradłem ciało leżące na dużym stole.

 Delikatnie podniósł prześcieradło i z wrażenia aż podskoczył. To, co zobaczył, wstrząsnęło nim. Przykryte białym płótnem zwłoki, tylko z pozoru przypominały człowieka. Jednak kiedy przyjrzał się lepiej, zobaczył ciało pokryte wielkimi naroślami, które wyglądały makabrycznie. Niektóre z nich były nacięte i widać było zaschniętą krew która wyciekła na stół. Jednak najbardziej przerażająca była twarz leżącego. Nie miał oczu, a puste oczodoły pełne były zaschniętej krwi. Markiewicz dopiero po chwili zdołał się opanować. Przykrył zwłoki i wyszedł z pokoju. Kiedy otwierał kolejne drzwi, te zaskrzypiały głośno. Markiewicz znieruchomiał. Wydawało mu się, że usłyszał jakiś odgłos dobiegający z końca korytarza. Szybko wszedł do środka i rozejrzał się. To był jakiś schowek albo mały magazyn. Nie namyślając się, otworzył pierwszą z brzegu szafę i ledwie się mieszcząc, przymknął drzwi. W chwilę później usłyszał kroki na korytarzu. Serce zaczęło mu bić jak dzwon, a na czoło wystąpiły zimne krople potu. Ktoś szedł powoli, zbliżając się do pokoju, w którym się ukrył. Naraz usłyszał skrzypienie drzwi. Zamarł w bezruchu, wstrzymując oddech. Ktoś nasłuchiwał albo tak mu się tylko zdawało. Po minucie może dwóch, które wydawały mu się godzinami, drzwi skrzypnęły i usłyszał te same kroki, ale teraz oddalały się od niego. Westchnął i otarł mokrą od potu twarz. Kiedy już trochę ochłonął, zaczął myśleć co robić dalej. Wiedział, że ktoś jest w tym budynku, a nie mógł dać się złapać, bo to by oznaczało tortury, śmierć albo nawet coś znacznie gorszego. Po tym, co zobaczył na stole miał już wyobrażenie co może go spotkać.

 Przez kilka minut przeraźliwy strach walczył w nim z ciekawością. Już chciał się wycofać, gdy nagle usłyszał coś jakby syk węża. Było to tak niesamowite, że aż podskoczył do góry. Na szczęście nie wywołało to hałasu. Uchylił drzwi od szafy i zaczął nasłuchiwać. Nic jednak nie udało mu się usłyszeć. Wyszedł z szafy i delikatnie modląc się, żeby nie było znowu skrzypienia, uchylił drzwi. Na korytarzu było pusto. Postanowił zaryzykować i wyjść. Ruszył powoli w głąb. Syk, tym razem dużo głośniejszy. Kapitan stanął i na szczęście nie wydal z siebie żadnego głosu, choć o mało nie krzyknął. Dziwny dźwięk docierał z końca korytarza. Doszedł do kolejnych drzwi i otworzył je tym razem na szczęście bez żadnych dodatkowych efektów.

 Pokój był mały i ciemny. Tu nie było światła, więc poruszał się bardzo wolno, nie chcąc przypadkiem na coś nadepnąć, żeby nie wywołać hałasu. Wzdłuż ścian stały regały z półkami, a na nich różnej wielkości szklane słoje. Kiedy podszedł do jednego z nich, znów włosy zjeżyły mu się na głowie. W stojących na półkach słoikach pływały w żółtej cieczy ludzkie szczątki: dłonie, serca, wątroby, nerki, a nawet w największym z nich cała noga. Widok był tak straszny, że więzień poczuł, jak robi mu się słabo i zbiera się na wymioty. Zamknął oczy i starał się opanować przeraźliwy strach i przerażenie. Nie było to łatwe, bo zaczął czuć przechodzące po ciele dreszcze. Ostatkiem sił odwrócił się i prawie wybiegł z pokoju.

 Kiedy zamknął drzwi i stanął na korytarzu, rozejrzał się. Był już w takim stanie, że jedyna myśl, która zawładnęła jego umysłem, wręcz krzyczała: uciekaj, uciekaj, uciekaj. Nagle znów usłyszał syk.

 Dziwny odgłos dobiegał zza wielkich szklanych drzwi na końcu korytarza. Markiewicz przerażony, mokry od potu walczył panicznym strachem, który nim zawładnął. Wszystkie jego myśli nakazywały mu uciec z tego strasznego miejsca. Z drugiej jednak strony jakaś mała cząstka jego umysłu chciała zobaczyć, co też wydaje taki dźwięk. W końcu ciekawość przemogła strach i więzień ruszył w głąb korytarza. Kiedy doszedł do podwójnych szklanych drzwi, stanął i zaczął nasłuchiwać. Cisza. Podszedł i stanął tuż przy rozsuwanych drzwiach. Niestety, szkło nie było przezroczyste i niewiele przez nie było widać. Markiewicz zastanawiał się, czy je otworzyć. Bał się tak mocno, że kiedy wyciągnął rękę do przodu, zobaczył, że trzęsie się jak galareta.

 - Raz kozie śmierć — pomyślał i powoli nacisnął klamkę.

 Drzwi uchyliły się. Zajrzał do środka. Wzdłuż długiego holu stały łóżka jeden obok drugiego. Było ich sporo, a na nich leżeli ludzie i wyglądało na to, że nie żyją. Markiewicz wszedł do środka. Drobnymi kroczkami starając się iść jak najciszej, podszedł do najbliższego łóżka. Zobaczył ciało ubrane w wojskowy mundur, na którym widać było dziury po kulach i zaschniętą krew. Pewnie zabity w walce, jeden z tych ostatnich w okopie, walczących do końca. Kiedy ujrzał twarz nieboszczyka, poczuł nagły atak panicznego strachu.

 Była tak blada, że aż prawie biała. Markiewicz patrzył na ciało. Klatka piersiowa nie poruszała się. Wyglądał na nieboszczyka. Pewnie nie wytrzymał robionych na nim eksperymentów. Leon nachylił się nad nim i w tym momencie ten niewątpliwie martwy człowiek usiadł i spojrzał na niego. Markiewicz krzyknął ze strachu, nie mogąc się powstrzymać. Ta istota nie miała źrenic. Patrzyła na niego czarnymi oczodołami. Choć słowo patrzyła, nie było tu zbyt poprawne. Ogarnęło go uczucie przerażenia i paniki. Jego umysł chyba nie do końca rozumiał to, co zobaczyły oczy. Chciał uciec, ale nie mógł ruszyć nogami. Jego ciało było jak sparaliżowane i niezdolne do niczego. Stał i patrzył, nie wierząc w to, co widzi. Ogarnęła go fala lodowatego powietrza, które uderzyło w niego. Nagle usłyszał syk dobiegający z końca korytarza. Istota też go usłyszała, bo odwróciła głowę. Po chwili opadła na łóżko. Więzień stał i czuł, jak zimne dreszcze przenikają go od stóp do głów. Powoli z wielkim wysiłkiem odwrócił się i wyszedł. Nie chciał już więcej nic zobaczyć. To, co widział, wystarczyło. Kiedy po raz ostatni spojrzał na ścianę nad łóżkiem zobaczył napisany czerwoną farbą, a może nawet krwią napis: „Jam jest śmiercią, a moi bracia zaraza, głód i wojna są ze mną”

 Kiedy znalazł się na korytarzu, postanowił obejrzeć jeszcze jeden pokój, ale jak sobie przyrzekł już na pewno ostatni. Wszedł do najbliższego. W środku pod ścianą stały prycze, podobne do tych, które były w obozie. Te jednak miały prześcieradła. Kiedy podszedł do nich, zobaczył leżące kobiety. Ich widok był straszny. Niektóre miały przerośnięte nienaturalnie piersi.

 Inne zamiast miały twarze opuchnięte do granic możliwości, tak bardzo, że nie było widać oczu. Jeszcze inne miały dziwnie powyginane nogi i ręce. Markiewicz wpatrywał się tak intensywnie, jakby chciał zapamiętać jak najwięcej z tego, co widział. Naraz ujrzał uchylone drzwiczki do regału. Podszedł i otworzył je. W środku leżały jakieś papiery, ale na dnie jego palce wyczuły coś innego. Delikatnie wyciągnął to i zobaczył zdjęcia, na których widać było ludzi i to, co z nimi zrobiono. Kapitan nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Miał teraz w ręku dowody tego, co tu robiono. W pierwszej chwili chciał wziąć wszystkie, ale po chwili zreflektował się i wybrał te najbardziej przerażające. Wiedział, czym ryzykuje, ale musiał to zrobić, bo był pewien, że nikt nie uwierzy w to, co tu się wyrabia z ludźmi. Teraz miał zdjęcia. Schował je za koszulę i wyszedł cicho na korytarz. Miał już całkowicie dosyć tego strasznego miejsca. Chciał tylko uciec od tego koszmaru.

 Kiedy już miał wyjść, usłyszał coś jakby dziecięcy głos, który dobiegał zza ściany. Podszedł bliżej i zaczął nasłuchiwać. To rzeczywiście był głos dziecka. Delikatnie otworzył najbliższe drzwi i wszedł do środka. W pokoju zobaczył stojące pod ścianą łóżko a na nim leżącą dziewczynkę. Mogła mieć dziesięć, może dwanaście lat. Leżała na łóżku na boku. Kiedy Markiewicz podszedł do niej, ta otworzyła oczy i spojrzała na niego. W jej oczach widać było ogromny ból strach i przerażenie.

 - Po....., po....., pomóż mi – na dźwięk tych słów wypowiedzianych po polsku Leona ogarnęło uczucie tak wielkiego żalu i smutku, że nawet sobie tego nie wyobrażał. Dziewczynka wyciągnęła ręce w jego stronę i spróbowała wstać. Niestety jej nogi powyginane i strasznie opuchnięte nie dały się ruszyć. Markiewicz stał i płakał, nie próbując nawet opanować łez.

 Po...., pomóż, zabij mnie, za....., zabij, ten... ten... ból, już nie chcę...nie...

 Więzień nie wiedział, co ma zrobić. Stał i patrzył na to tak okropnie skrzywdzone dziecko. W jego sercu naraz pojawiło się tak ogromne uczucie nienawiści i złości, że na chwile zatrzymał mu się oddech. Teraz już się nie bał. Czuł, że musi coś zrobić, ale nie mógł zabić tej małej, mimo że tak cierpiała. Nie miał aż tyle odwagi, a po drugie chciał ujawnić światu, co tu się wyprawia. A żeby to zrobić, musiał stąd wyjść żywy.

 - Wybacz — szepnął i wyszedł z pokoju, wiedząc, że poświęcił to dziecko dla sprawy i ta myśl nie dawała mu spokoju. Miał wrażenie że most między jego świadomością a sumieniem płonął i zaraz się zawali.

 Podszedł do drzwi wyjściowych i uchylił je. Teraz delikatnie wyjrzał. Nikogo nie było. Wyszedł na zewnątrz i skierował się w stronę bramy. W chwile później zobaczył chodzącego tuż przy niej strażnika. Musiał coś wymyślić, żeby go stamtąd wyciągnąć. Inaczej nie wyjdzie, bo z komanda prowadziło na teren obozu tylko to wyjście, a nie było żadnej możliwości przejścia obok esesmana tak, żeby ten go nie zobaczył. Przez chwile stał w bezruchu. Nagle zobaczył tuż przy lewej nodze spory kamień. Powoli i cicho schylił się i go podniósł.

 - Czyżby to miało być takie proste. Rzucam kamień, strażnik odchodzi, a ja spokojnie wychodzę – przebiegło mu przez myśl. Niestety ten pomysł, choć bardzo prosty i dobry, miał jedna wadę. Jeżeli okaże się, że brama jest zamknięta na klucz, to on nie będzie miał nawet gdzie się schować i zostanie złapany, albo od razu zastrzelony.

 Markiewicz stał i zastanawiał się, czy spróbować szczęścia, zaryzykować czy nie. Była to loteria, w której stawką było jego życie. Z drugiej strony nie miał innego wyjścia. Musiał jakoś wyjść z tego strasznego miejsca. Mógł co prawda spróbować zaatakować strażnika i nawet go zabić, ale to już była ostateczność. Postanowił zaufać swojemu szczęściu. Wziął szeroki zamach i rzucił tak daleko, jak potrafił. Kamień uderzył w ścianę baraku z głośnym hukiem. Wartownik usłyszał hałas i szybkim krokiem ruszył sprawdzić, co to było. Markiewicz odczekał, aż zniknął za rogiem i biegiem ruszył w stronę bramy.

 Serce waliło mu jak oszalałe, a pot ciurkiem spływał mu po całym ciele. Dopadł bramki i nacisnął klamkę. Nie była zakluczona. Wybiegł na zewnątrz i za chwilę był już w swoim magazynie. Kiedy zamknął za sobą drzwi, nogi ugięły się pod nim i zwalił się na ziemie. Był tak wyczerpany fizycznie i psychicznie, że ledwie mu się udało doczołgać do krzesła. Usiadł na nim i złapał się za głowę i zaczął płakać jak dziecko. Był uratowany. To, czego dokonał, było niemal cudem. Teraz postanowił wszystko opisać i przekazać za zewnątrz. Ktoś za murami i zasiekami musi się dowiedzieć, co tu się robi z ludźmi. Był to winien tym którzy tam cierpieli, a szczególnie tej małej polskiej dziewczynce.

 

 

 

 

11903 zzs

Liczba ocen: 2
81%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ^Ozar
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 108

Opis:

Więzień KL Buchenwald wchodzi do Tajnego Komanda Śmierć. To, co tam widzi jest tak przerażające, że niemal doprowadza go do szaleństwa.

Dodano: 2020-10-27 09:10:48
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW Przypominamy o wrzuceniu linku do wątku https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18
Odpowiedz
Drogi Ozarze, po pierwsze bardzo się cieszę, że jesteś i bierzesz udział, bo jednak wnosisz pewną oryginalność i ogólnie bardzo Cię lubię.
Cały tekst przeczytam wieczorem, po pracy, chciałbym jednak już teraz zwrócić na coś Twą uwagę.
Mianowicie:

" Na lewo i prawo były drzwi. Podszedł na palcach do pierwszych z nich. Nacisnął klamkę. Zamknięte. Podszedł do drugich. To samo. Przy trzecich dopisało mu szczęście. Uchylił drzwi i zajrzał do środka. Pokój był bardzo duży, z wieloma małymi lampkami wiszącymi na ścianach. Część z nich była zapalona, co mogło dziwić, biorąc pod uwagę, że nikogo tam nie było. Markiewicz podszedł bliżej i w tym momencie zobaczył przykryte prześcieradłem ciało leżące na dużym stole."

były drzwi
Pokój był bardzo duży
była zapalona
Nikogo tam nie było

dużo tego "było".
Jak można wyeliminować?

Zastał/ujrzał drzwi

Pokój wyglądał na przestronny/zdawał się duży/porażał rozmiarem

paliła/świeciła się

Nikogo w nim nie zastał.


To samo tutaj, zobacz:
" Niektóre z nich były nacięte i widać było zaschniętą krew która wyciekła na stół. Jednak najbardziej przerażająca była twarz leżącego. Nie miał oczu, a puste oczodoły pełne były zaschniętej krwi." - bardzo krótki wycinek, a "było/były/był" aż czterokrotnie. To skrótowe pójście w zapisie na łatwiznę jest widoczne. Widać, że gonisz pomysł, kosztem różnorodności w zapisie

były nacięte
widać było zaschniętą krew
przerażająca była twarz rannego
widać było ślady zaschniętej krwi

może spróbuj uciec od tej bezosobowości w formie i przenieś spostrzeżenia bliżej podmiotu.

ponacinano
ujrzał zaschniętą krew
twarz rannego przerażała
dostrzegł ślady zaschniętej krwi

Moje sugestie też nie są topowe, ale chcę tylko podsycić Twą uwagę i większe skupienie na samym zapisie.
Dzienkson, jeszcze przyjdę.



Odpowiedz
^Ozar 7 m.
Canulas Dziękuje bardzo bo wiesz jak sobie cenię twoje komentarze. Napisałeś "może spróbuj uciec od tej bezosobowości w formie i przenieś spostrzeżenia bliżej podmiotu" Kurde trochę za mądre na mnie. Jak byś mógł napisać mi bardziej łopatologicznie o co chodzi.
Odpowiedz
z dużym wykopem
Bardzo ważny i trudny temat, dlatego też, jestem pod wrażeniem, jak obrazowo i szczegółowo udało Ci się opisać tą smutną rzeczywistość. Poruszające, wciągające, świetnie napisane.
Odpowiedz
^Ozar 7 m.
OmnesMoriuntur Dziękuje bardzo za komentarz. Tak się akurat złożyło , ze jestem pasjonatem historii a szczególnie II wojny światowej. Temat obozowy znam dość dobrze, bo miałem w życiu okazję rozmawiać z kilkoma ludźmi, którzy przeżyli takie piekło i dlatego mogę dość dokładnie oddać klimat tych strasznych miejsc. To, co napisałem to fikcja, ale tylko w niewielkim stopniu, gdyż w takich komandach ukrytych w obozach dokonywano wielu przerażających eksperymentów. Jeśli jesteś zainteresowana/ny bo sorka nie wiem czy to men czy kobieta mogę wrzucić na portal artykuł o samych KL. Tam opisuje jakie cierpienia fundowali swoim więźniom choćby w Oświęcimiu, albo w Poznaniu w KL Posen. Szczególnie obóz w Poznaniu, który był pierwszym Obozem Koncentracyjnym w Polsce wbrew temu co często piszą w necie był bardzo sadystyczny.
Pozdrawiam
Ozar
Odpowiedz
Ozar z wielką chęcią przeczytam i dowiem się więcej. Myślę, że nie tylko ja.
Pozdrawiam również
Odpowiedz
^Ozar 7 m.
OmnesMoriuntur Dzięki. Wrzucę artykuł o KL Posen.
Odpowiedz
~oko 7 m.
makabreska. i pomyśleć, że to się przecież zdarzało, a może wciąż zdarza.
Odpowiedz
^Ozar 7 m.
oko Dziękuje za komentarz. Jak już napisałem w komentarzu wyżej w KL zdarzały się tak przerażające eksperymenty, że słuchając o nich włos się jeży nie tylko na głowie. Czy się zdarza? Na pewno bo pewne schematy są wieczne i każdy sięga po nie chcąc choćby zapewnić sobie strach podwładnych.
Odpowiedz
Nie bardzo wierzę w rzut kamieniem, żeby zmylić, bo to dobre w komputerowych grach, ale ok. Nie takie rzeczy przechodziły. Miejscami bardzo fajne, ale językowo do znacznego czyszczenia.
Obadaj choćby pod kątem ilości występujących: było/był albo niedookreśleń pokroju: jakaś/jakiś.
Pozdrox
Odpowiedz
^Ozar 7 m.
Canulas jeśli wartownikiem był zwykły żołnierz bez większego doświadczenia, ot taki świeżak czyli poborowy, to taki numer mógł przejść.
Odpowiedz
Ozar noo, może, kto wie, ale jednak bardzo "growo" to odbieram. W każdym razie, gdyby odebrać z powtórzeń, to sam trzon jest gites
Odpowiedz
~Halmar 7 m.
Bardzo interesująca historia i ciekawie opowiedziana. "podobało mi się" - to nie jest odpowiednie określenie, biorąc pod uwagę okropieństwa, które opisujesz. Robisz to naprawdę dobrze. Idź w tym kierunku, a obiecuję, że będę Cię czytać
A propos okropieństw wojennych... Widzę, że II wojna to Twój konik, ciekawa jestem czy znasz historię jednostki 731. Hitlerowcy mogliby się uczyć od Japończyków.
Odpowiedz
Halmar ja znam, ja znam! Tak trochę tylko, ale jednak. I na tej podstawie stwierdzam, że lepiej, żeby się od nich nie uczyli.
Odpowiedz
~Halmar 7 m.
CptUgluk, oczywiście, że dobrze, że się jednak nie uczyli i teraz są dobrzy
Odpowiedz
~Manta 7 m.
Cześć Ozar

w tekście bardzo często używasz słowa "drzwi", trochę było tego za dużo i myślę, że warto byłoby popracować nad tym, aby wyeliminować te powtórzenia.
Trochę też zgubiłam się w początkowym opisie gdzie znajduje się główny bohater. Wychodzi z pokoju, dwa pomieszczenia są zamknięte, jedno otwarte, do którego wchodzi, potem znowu wychodzi z tego pokoju i otwiera kolejne drzwi... Za bardzo nie umiałam sobie tego wyobrazić, bo jednak wcześniej te drzwi były zamknięte

Czułam determinację bohatera, który postanowił uciec. Dobrze też zobrazowałeś cały wachlarz emocji, od przerażenia, strachu, aż po złość i gniew. Tematyka opowiadania bardzo trudna, więc podejrzewam, że nie było łatwo napisać takie opowiadanie.
Pozdrawiam
Odpowiedz
^Ozar 7 m.
Manta Dziękuje za komentarz. Tak, to bardzo trudny temat, bo same obozy to coś tak okropnego że wielu ludzi boi się o tym nawet czytać, a co dopiero pisać. ja akurat znałem kilka osób które takie piekło przeżyli i opowiedzieli mi co tam się działo.
Odpowiedz
Po przeczytaniu tego poruszającego opowiadania przychodzi mi na myśl Jan Karski. Jeszcze do niedawna nie znany nam żołnierz. Dowiedziałam się o nim od znajomej, która mieszka pół roku w Północnej Karolinie, po czym przylatuje do swojej matki i do Poznania. W USA Karski jest lepiej znany, niż w Polsce. Przekazał informacje z obozów koncentracyjnych Churchilowi. Tak mi przekazała. W Stanach nawet wyszła o nim książka. Nie wiem czy u nas też, bo nie szukałam.
Twoje opowiadanie robi dobrą robotę - wstrząsa opisami. I tak ma być, bo to się wydarzyło naprawdę. Świat o tym się dowiedział, ale świat to ludzie, a oni zapominają. Wciąż trzeba przypominać, bo to było zło.
Dziękuję za przypomnienie.
Odpowiedz
^Ozar 7 m.
Dziękuje za komentarz. Mam artykuł o Karskim i wrzucę tu, ale już nie jako tekst, a jako audio, bo jak pewnie wiesz zacząłem coś takiego na T3.
Odpowiedz
Ozar korzystaj z funkcji Odpowiedz, bo to ułatwi wam komunikację
Odpowiedz
^Ozar 7 m.
nuncjusz ok
Odpowiedz
Żołądek ściska, że nie jest to odrealnione sci-fi, a coś co naprawdę miało kiedyś miejsce. Chylę czoła posiadanej wiedzy historycznej, do tego trzeba posiadać dar. Z drugiej strony, jeżeli chodzi o sam styl przedstawienia tej akcji, to przyznaję szczerze, że mnie nie porwał, nie potrafiłam znaleźć się w tamtym miejscu, z tym bohaterem, choć scena z dziewczynką faktycznie poruszająca.
Pozdrawiam.
Odpowiedz
^Ozar 7 m.
nimfetka To trudny temat i równie trudno go opisać.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Ozar, super, że wróciłeś i walczysz. Przeczytałam i już piszę, co następuje.

Tekst TONIE w słowach był/było. Do absolutnego czyszczenia pod tym kątem. Literówek i błędów interpunkcyjnych jest więcej. Polecam ortograf.pl - po wrzuceniu tam tekstu, podkreśli Ci podstawowe błędy.

To raz, dwa - momentami jest trochę przegadane - być może takie wrażenie powodują właśnie powtórzenia i nieurozmaicanie tekstu jakimiś smaczkami/porównaniami/synonimami. Używanie podobnego zestawu słów w kilku zdaniach pod rząd zamula tekst, powoduje, że całe fragmenty wydają się zapętlone. Warto poeksperymentować pod kątem językowym

I trzecia sprawa - treść - treść bardzo mi się podoba, sceny mnie kupują, są upiorne i kompatybilne z klimatem. Rzut kamieniem - noo, fifty-fifty, lepsze niż skórka z banana

Całkiem udany tekst Ozarro
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
ps. dorzuć do tytułu dopisek: TW #04
Odpowiedz
^Ozar 7 m.
Ritha To jak wiesz klimaty tak paskudne i trudne, że poruszanie się w nich jest ekstra wyzwaniem. Ale dzięki za uwagi - pomyśle.
Odpowiedz
Czołem Ozar,

temat bardzo ciekawy. Wiem, że i czas i przestrzeń trochę ograniczone, ale mam wrażenie skrótowości. Nie widziałam pomieszczeń, po których się poruszał, choć dobrze poradziłeś sobie z opisem osób, które spotkał.
"Zamknął oczy i starał się opanować przeraźliwy strach i przerażenie" - coś niedobrego zadziało się w tym zdaniu
Ogółem jak zawsze u ciebie ciekawie, ale nie do końca tak płynnie, jak jestem przyzwyczajona.
Odpowiedz
^Ozar 7 m.
pkropka To bardzo trudny temat i pewnie dlatego nie wyszło zbyt dobrze.
Odpowiedz
*berkas 7 m.
z wykopem
Troszkę dużo otwierania drzwi i wszelkich innych powtórzeń.
"Inne zamiast miały twarze opuchnięte do granic możliwości" inne natomiast?
Mimo pewnych drobnych niedoskonałości tekst momentami przeraża i w całości wciąga.
Odpowiedz
^Ozar 7 m.
berkas Niestety takie rzeczy się działy i to przez lata gdzieś w tajnych barakach osłoniętych drutami kolczastymi.
Odpowiedz
Ciężka tematyka, trochę wybijało mnie otwieranie drzwi, wchodzenie wychodzenie, kolejne drzwi a może się czepiam :p Jednak sam pomysł, i Twoje poruszanie się w tych trudnych czasach bardzo podziwiam. Makabryczne odkrycia i ten klimat dobrze zbudowane!
Odpowiedz
^Ozar 7 m.
SylviaWyka To była makabra setki takich eksperymentów które zabijały bawet tysiące ludzi. Co ciekawsze wiele z nich przeprowadzali lekarze za nic sobie mając przysięgę Hipokratesa.
Odpowiedz
Cześć,
Bardzo trudna tematyka. Bardzo trudna. Do tego Twoja znajomość historii sprawia, że takie opowiadania czyta się z przeczuciem, że tak właśnie mogło / było. Fabularnie dobrze. Technicznie jest troszkę powtórzeń, ale widzę że wyżej już je wynotowano.

Pozdrowionka )
PS. Cieszę się że bierzesz udział w TW
Odpowiedz
^Ozar 7 m.
Agnieszka Znasz mnie i wiesz że siedę w tych klimatach, ale mimo wszystko opisywanie ich jest b. trudne i czasami wręcz ocieka o horror.
Odpowiedz
Temat ciekawy i myślę, że z dużym potencjałem jeśli chodzi o rozszerzenie. Zwłaszcza, jeśli miałaby to robić osoba z dużym rozeznaniem w temacie, a widzę, że Ty taką osobą jesteś Jedyne co mi delikatnie przeszkadzało w odbiorze to częste powtórzenia i wrzucanie w niedużej odległości identycznych określeń/wyrazów (ale, jak się przed chwilą zdążyłem zorientować, powyżej już taka uwaga została wynotowana). Gdyby ciut dłużej pokombinować, na pewno dałoby się z tego elegancko wybrnąć Pozdrowienia!
Odpowiedz
^Ozar 7 m.
CptUgluk Dziękuje za komentarz. Jak juz napisałem w innych komentarzach pisząc w tak trudnych tematach czł9owiek raczej skupia się na akcji fabule i czasem zapomina o technicznych szczegółach.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.