jasno ciemno
MOJE WSZYSTKO I NIC część X MOJE WSZYSTKO I NIC część VIII

MOJE WSZYSTKO I NIC część IX

  Bożena wróciła po wakacjach do szkoły, ale coraz bardziej czuła się osamotniona. Czasami chciała najzwyczajniej w świecie komuś się wyżalić, przytulić, usłyszeć jakieś miłe słowo. Niby była Justyna, ale nie nadawała się do tego. Zresztą nawet ona nie znała całej prawdy o tym co się dzieje w domu Bożenki. Wiedziała tylko, że jej ojciec i matka są bardzo surowi i wymagający. Ona wciąż nie umiała się przełamać i opowiedzieć o tym jak jest w rzeczywistości. Każdy jej wybuch płaczu wszyscy składali na karb jej wrażliwości nie mając świadomości, że ona już w wieku szesnastu lat miała nerwicę i gdy tylko coś się nie udawało, wywoływało u niej płacz.

 Ze szkoły zazwyczaj wracała do domu, ale gdy dopisywała pogoda włóczyła się bez celu po okolicy. Tak było i tego dnia.

  - Bożena twoja mama leży pijana – usłyszała jednego razu od koleżanki z bloku.

  - Gdzie? - zapytała. Tamta tylko wskazała jej kierunek. Wstała z ławki i ruszyła w stronę, gdzie miała znajdować się matka. Wkrótce natknęła się na nią. Z trudem ją podniosła i zarzuciwszy jej bezwładną rękę na szyję usiłowała zaprowadzić do domu. Będąc w połowie drogi zauważyła idącego z kolegami Przemka. Zawołała go, ale on zdawał się jej nie słyszeć. Ostatkiem sił udało jej się doprowadzić matkę do domu. To jednak jak się okazało, nie był koniec atrakcji tego dnia. Godzinę później, gdy wychodziła z klatki schodowej przed blokiem spotkała ojca będącego w identycznym stanie nieważkości co matka. Bez zastanowienia chwyciła go za rękę i zaczęła wciągać na drugie piętro. Resztką sił wepchnęła go do mieszkania i zamknąwszy drzwi na klucz, wyszła. Usiadła ponownie na ławce bezmyślnie patrząc przed siebie.

  - Bożena coś ty taka nieobecna? – usłyszała za sobą.

  - A Beata, cześć. Nie nic, tak sobie siedzę. Nie chce mi się wracać do domu – odparła.

  - Weź nie ściemniaj, gadaj co się dzieje – ponaglała ją koleżanka.

 Przez chwilę siedziały obie w milczeniu. W końcu Bożena przerwała tę ciszę.

  - Mam już wszystkiego dość. Widziałaś moich starych? Oboje pijani. Boże, jak ja bym chciała mieć chłopaka. W klasie połowa dziewczyn ma już chłopaka a ja jak ten palec.

  - Chcesz, mogę ci załatwić chłopaka. Znam takiego, ale on nie mieszka w Sosnowcu tylko w Katowicach.

  - A możesz z nim pogadać? - poprosiła Bożena koleżankę.

  - Jasne. Jutro będę się z nim widziała z szkole.

 Beata okazała się dość słowną osobą i umówiła ich ze sobą na najbliższą sobotę.

  - Poznajcie się to jest Leszek, a to Bożena – przedstawiła ich sobie Beata, by po chwili zniknąć jak kamfora zostawiając ich samych.

 Chłopak nie zrobił na Bożenie jakiegoś specjalnego wrażenia. Nie chodziło o urodę, ale o sposób bycia. Był jakiś dziwny. Po spotkaniu mówiła o tym koleżance.

  - Bożena, to wasze pierwsze spotkanie i może dlatego tak sztywno było – snuła domysły Beata.

 Chcąc dać chłopakowi drugą szansę uznała, że koleżanka może mieć rację więc spotkała się z Leszkiem jeszcze kilka razy, ale jakoś nie wiedzieć czemu za każdym razem było tylko gorzej. Ostatecznym powodem rozstania okazała się próba zaciągnięcia jej do łóżka.

  - Nie bądź taka święta – usłyszał

  - Leszek, nie – odparła mu stanowczym głosem i odwróciwszy się wstała z kanapy i wyszła od niego. To był ostatni raz kiedy go widziała.

 Wiosną okazało się, że Justyna jest chora. Miała jakieś problemy ze wzrokiem i nie wolno jej było dźwigać ciężkich rzeczy. Rodzice dziewczyny starali się ustalić jak najszybciej termin zabiegu, lecz najbliższy wyznaczono dopiero za pół roku. Justynę do szkoły miał wozić ojciec, ale ta nawet nie chciała o tym słyszeć.

  - Bożena jak to będzie wyglądać? To przecież wstyd.

  - Justyna, wiesz dobrze, że to dla twojego dobra – próbowała przekonać koleżankę.

  - Wpadniesz na weekend? - Justyna zmieniła nagle temat.

  - Zapytam rodziców, ale raczej nie powinni mieć nic przeciwko – odparła. Dosyć często zdarzało jej się nocować u Justyny. To był dobry pretekst, żeby uciec z domu i od nieprzyjemnych scysji z rodzicami. Zazwyczaj głównym argumentem, który miał ich przekonać do wyrażenia zgody była deklaracja wspólnej nauki. Tym razem też się nie sprzeciwiali więc Bożena już w piątek po szkole jechała najpierw do domu po kilka swoich rzeczy a potem do koleżanki. Wracała przeważnie w niedzielę wieczorem.

  Siedziała wraz z Justyną i jej mamą w kuchni pomagając szykować kolację, gdy ta pierwsza zwróciła się z pytaniem do matki. - Mamo, a może na te ostatnie dwa miesiące Bożenka by z nami zamieszkała i pomagała z plecakiem?

  - Ja nie mam nic przeciwko temu, – odparła kobieta - ale nie wiadomo co na to powie tata a przede wszystkim rodzice Bożenki.

 Justyna podniosła się zza kuchennego stołu i przeszła do pokoju, aby przekonać ojca do swojego planu. Ten nie widział problemu.

  - A ty co o tym sądzisz Bożenko? Myślisz, że rodzice są zgodzą? - pytała mama Justyny.

  - Nie wiem. Trudno mi powiedzieć. Myślę, że gdyby na przykład pani z nimi porozmawiała i wyjaśniła w czym rzecz, to chyba tak.

  - Może jutro byśmy pojechały do twoich rodziców?

  - Czemu nie. Możemy jechać, ale najlepiej do południa – odparła.

 Ta propozycja wydała się Bożence darem od losu. Pomyślała, że przez dwa miesiące nie będzie musiała być świadkiem libacji i pijaństwa swoich rodzicieli.

 W sobotnie przedpołudnie Bożena wraz z Justyną i jej mamą zawitały w domu tej pierwszej. Jechała z duszą na ramieniu i modliła się w duchu, żeby jej rodzice byli trzeźwi. Te modlitwy zostały wysłuchane. W dodatku ani Agata, ani Zygmunt nie mieli nic przeciwko by ich córka w okresie od połowy maja do końca roku szkolnego mieszkała gdzie indziej. Ona sama odetchnęła z ulgą. Spakowała do torby podróżnej niezbędne ubrania oraz wszystkie zeszyty i podręczniki. Ten pobyt pozwolił jej wyciszyć się i odpocząć. W tę pamiętną sobotę wieczorem zwierzyła się Justynie i jej rodzicom jak jest naprawdę u niej w domu. Współczuli jej bardzo.

  - Nie martw się u nas odpoczniesz od tego wszystkiego.

 Pewnego dnia dziewczyny wpadły na pomysł, aby wspólnie spędzić wakacje.

  - Wiesz, mogłybyśmy pojechać do moich dziadków na wieś. Co o tym myślisz? - zaproponowała Bożena.

  - Świetny pomysł.

 Pochwaliły się swoim planem z rodzicami Justyny. Ci nie widzieli problemu i zgodzili się od razu. Pozostało porozmawiać z dziadkami Bożeny.

 Następnego dnia już wiedziały, że ich wakacyjny projekt na pewno wypali. Następnego dnia po odebraniu świadectw wyjechały na miesiąc do Bożenki dziadków. Jednak to, co piękne i dobre szybko się kończy i tak z początkiem sierpnia obie wróciły do Sosnowca z tym, że każda do swojego domu. Ostatni miesiąc wakacji miały spędzić osobno. Bożenka nie wyjeżdżała już nigdzie i szybko tego pożałowała. Rodzice postanowili „umilić” jej ten czas i prawie nie trzeźwieli a ona musiała robić w domu wszystko.

 CDN...

 

 

6742 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~julitam
Kategoria: wspomnienia

Liczba wejść: 24

Opis:

Dodano: 2020-10-27 17:31:02
Komentarze.
~oko 2 m.
dużo w sobie nosisz.
Odpowiedz
oko
Dużo za dużo
Pozdrawiam serdecznie
Julita
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin