jasno nowy wygląd
Drabble „Czas apokalipsy” #10
<
Bliscy ludzie cz. 4
>

Bliscy ludzie cz. 5

 Poprzednia część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 Na Main Street było już gwarno. Śmierdzące oparami alkoholu i wczorajszym potem bary zapraszały do swoich wnętrz, a grupki mężczyzn ubranych w skóropodobne kurtki tworzyły własne samozwańcze kluby. Patrzyli na siebie dziwnym wzrokiem, ale wystarczyło, że przekroczyli jakąś granicę upojenia i z pojedynczych garstek tworzył się jeden kochający organizm. Alkohol był więc tu, ale i w całym Deadwood, spoiwem łączącym nawet najbardziej zwaśnione strony.

 Logan wrzucił niedopałek do najbliższego kosza i ruszył pod drzwi Eleny. Widział ją dwa, może trzy razy, kiedy przypadkiem przemykała przez ulicę, w kierunku malutkiej piekarni. Zawsze wtedy chowała głowę w ramiona, jakby chciała się w sobie zapaść, jakby miała nadzieję, że w ten sposób pozostanie niezauważona przez brodaczy z adoracyjnego kółeczka.

 Jej dom był nieco mniejszy od zamieszkałego przez Penny, ale w podobnym stylu. Parter zajmowała drukarnia, piętro zaś użytkowała siedemdziesięcioletnia kobieta. W środku pachniało żywicą, stare schody skrzypiały pod naporem butów, a gdzieniegdzie widniała faktura lepkiej pajęczyny. Harris układał w głowie wszystko to, o co chciał zapytać, ale kiedy otworzył drzwi, większość z tego uległa nagłemu rozpadowi. Gruba, choć lepiej byłoby to określić toporna kobieta patrzyła na niego przez zasinione powieki. Gdzieś w kąciku przyschła niedawna łza.

 — Harris, zajmuje się eee... — przerwał na moment — sprawą Penny. Chciałbym...

 — Ale ja już mówiłam, że nic nie wiem i trzeba iść dom dalej.

 Zmarszczył brwi i pokręcił głową w geście niezrozumienia.

 — Mogę?

 — Znowu mam powtarzać to samo?

 Nadal nie pojmował. Elena niechętnie odpięła cieniutki łańcuszek wiążący drzwi i wpuściła Logana do środka. Kwieciste tapety na ścianie i wszechobecny bałagan sprawił, że na chwilę znieruchomiał. Pachniało tanim jaśminem. Mdła woń pasująca do starych ludzi.

 — Ładnie tu — skłamał.

 — Tak. Tam pan siądzie, nie czai się tak. — Wskazała taboret z sosenkowego drewna, obity, jakżeby inaczej, w kwiaty.

 — Przykra sprawa — zaczął.

 — Przykra. — Elena nie była zbyt rozmowna, więc luźne stwierdzenia odłożył na dalszą część rozmowy. Postawił na krótkie, zamknięte pytania.

 — Często się spotykałyście?

 — Ja rzadko wychodzę. Pan wie... tamci się śmieją, ale czasem muszę, bo kto mi zrobi zakupy? Penny przychodziła, ale ostatnio jakby mniej.

 — Pokłóciłyście się?

 — Nie.

 — To dlaczego?

 — Nie miała czasu, musiała pisać listy.

 — Jakie listy?

 — Różne.

 — Eleno... — szepnął cicho, patrząc jej w oczy.

 — Podobno do córki.

 — Nie widziałem, żeby ktoś ją odwiedzał.

 — Bo nie odwiedzał, ale ona i tak pisała. Odkąd zdobyła adres wciąż bazgroliła, a koperty przynosiła mi, żebym chodziła na pocztę, bo Frank nie za bardzo był za tą pisaniną.

 — Nie chciał kontaktu z córką? — Zdziwił się.

 — Mówię jak było. Wolała, żebym to ja wysyłała. Podrzucała mi po drzwi, coraz rzadziej wchodziła do środka.

 — Dostawała odpowiedzi?

 — Tego nie wiem.

 — Rozumiem. A Jack i Oman? Kim byli? Znasz te osoby?

 Jej wzrok uciekł nieco w lewo. Odchyliła się najpierw do tyłu, a zaraz potem zrobiła podobny ruch w przeciwnym kierunku. To wystarczyło Loganowi żeby zorientować się w nadchodzącym kłamstwie.

 — Jeśli chcesz, możemy porozmawiać w obecności doświadczonego kolegi, za chwilę zadzwonię, żeby zabrał cię w bardziej odpowiednie miejsce. Dobrze, Eleno?

 Na moment zastygła, ale później szybko zanegowała potrząśnięciem głowy.

 — Gdzie mnie starą ciągać po komisariatach. Tu mi dobrze.

 — Więc?

 — To ważni goście — odpowiedziała.

 Logan otworzył oczy nieco szerzej. Czuł, że Elena wie o wiele więcej, a zdawkowe odpowiedzi są jedynie przykrywką do czegoś głębszego.

 — Goście? — powtórzył.

 — Tak. Ale to już trzeba by iść do Sary. Penny była dobra, ale tak między nami — nachyliła się — to chyba ostatnio jej odbijało, bo ani na telewizor nie przychodziła, ani książek nie pożyczyła tylko te listy i listy, a potem tamci, co pan wspomniał. Sara wie lepiej, ona ma ten... no komputer ma.

 — Co komputer ma z tym wspólnego?

 Wzruszyła ramionami.

 — Myślę, że Penny popełniła samobójstwo, panie Harris. To wysoce prawdopodobne. — Wstała, ubierając głos w dość poważny, wyrokujący ton.

 — Poszlaki są nieco inne.

 — Rozumiem. Patrzyliście, czy nie wzięła za dużo leków?

 Zignorował pytanie.

 — Pamiętasz adres, na który wysyłałaś listy? Czy mogłabyś mi go podać?

 — Właściwie... — Spojrzała w kierunku dużego pokoju, po czym zniknęła w nim na dłuższą chwilę. Logan widział tylko jak pochyla się pod łóżko i ze starej amerykanki wyjmuje pudełko w kwiaty. Nieco brudna i pomięta koperta leżała na samej górze, na dole zaś plik innych z różnymi pieczątkami.

 — Właściwie to mam jeszcze jeden — dokończyła. — Nie zdążyłam wysłać. Napisany trzy dni temu.

 Trzy dni, powtórzył w myślach Harris. Niedługo przed śmiercią.

 — Mogłobyć też tak — Elena kontynuowała śledztwo — że Frank dowiedział się o tym i coś jej zrobił. To też prawdopodobne.

 — Tak, być może... — Harris wciąż wpatrywał się w kopertę, ignorując jej zgadywanki. Otworzył.

 List był spory. Starannie napisany, choć niektóre słowa uciekały wyznaczonym linijkom. Wiedział, że powinien przekazać to Sandlerowi, ale ciekawość zwyciężyła. Nie mogło być inaczej.

 

  Droga, Catherine!

 

 Wszystkie rzeki gdzieś się łączą, a ta, która płynęła od kilkunastu lat samotnie właśnie znalazła towarzyszy. Wiesz, co mam na myśli, prawda? Czekałam zbyt długo, by ci o tym opowiedzieć, ale nadszedł taki moment, że nie mogę dalej dusić w sobie tylu spraw.

 Tak dawno się nie widziałyśmy, Cath. Frank już nawet o Tobie nie wspomina, a kiedy czasem otwieram album ze zdjęciami natychmiast mierzy mnie przenikliwym spojrzeniem. Nie wybaczył ci przez tyle lat, ale ja to zrobiłam, bo matczyne serce mieści więcej krzywd niż ojcowskie, a dobre rzeczy zawsze przysłaniają te gorsze. Pamiętam jak biegałaś na wzgórze, a kiedy wracałaś czuć było od Ciebie wiatr i mocny sosnowy zapach, pamiętam jak razem modliłyśmy się, czekając aż przyjdzie sen, pamiętam każde rozlane mleko i każde trzaśnięcie drzwiami Catherine, pamiętam wspólne wschody słońca, kiedy obrażałaś się, że znów musisz wstawać, ale... nie po to usiadłam do tego listu, by przywoływać w sobie zatarte migawki. Wybiórcza pamięć to moje zbawienie w chwilach, gdy przypominam sobie to, jak odebrałaś mi coś cennego, mi i Frankowi, który nie mógł mieć więcej dzieci. Przypominam sobie te dobre momenty, ale czasem to zbyt mało.

 Wiesz, że dzięki chłopcom mogliśmy zapełnić pustkę, która zżerała nas przez tyle czasu, mogliśmy, ale odebrałaś nam to. Niekiedy czułam, że jestem zbyt słaba, żeby pomieścić tyle cierpienia, ale mówią, że nadzieja umiera ostatnia. Jack i Oman, moje piękne, różowe wnuki... Czy myślisz o nich? Czy też budzą Cię koszmary i masz wrażenie, że sumienie jest już zbyt podziurawione, żeby dać o siebie zapomnieć?

 Piszę to i płaczę, ale tym razem są to łzy wzruszenia. Catherine, Bóg mi świadkiem, odnalazłam ich.

 To będzie zupełnie inny rok. Inne święta. Niech Pan Ci wybaczy. Jeśli jeszcze czuwa nad Twoim sercem.

 

 Zawsze kochająca Penny

 

 

 — I co tam nabazgroliła? — Elena nachyliła się przez ramię, wczepiając wzrok w gromady zdań, ale Logan już nie słuchał. Myślał tylko o tym, żeby zrobić korektę w swojej notatce i odnaleźć listy zwrotne, a potem ściągnąć do Deadwood Catherine.

 Została też Sara.

 — Długie pozdrowienia — skłamał.

 — Tak myślałam, ona lubiła się rozwodzić. Kiedyś...

 — Eleno, naprawdę tu u ciebie pięknie — przerwał, a potem po prostu skinął głową i wyszedł.

  Zdobądź od Franka informacje jak wyglądali faceci, o których mówił. To nasze widmo, Sandler. To nasz statek widmo.

 Wysłał wiadomość do Kurta i zapalił, układając w głowie kolejność kroków.

7885 zzs

Liczba ocen: 3
90%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~jotka
Kategoria: kryminal

Liczba wejść: 62

Opis:

Dodano: 2020-10-31 15:45:58
Komentarze.
Sprawa nabiera rumieńców. Jack i Oman - kim oni są? To na pewno wnuki?
Nie daj za długo czekać
Odpowiedz
~jotka 5 m.
alka666
Postaram się 😊
Odpowiedz
jotka
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
z dużym wykopem
Świetny start, pierwszy akapit bardzo klimatyczny.

"Pachniało tanim jaśminem. Mdła woń pasująca do starych ludzi.
— Ładnie tu — skłamał"

"Jej wzrok uciekł nieco w lewo. Odchyliła się najpierw do tyłu, a zaraz potem zrobiła podobny ruch w przeciwnym kierunku. To wystarczyło Loganowi żeby zorientować się w nadchodzącym kłamstwie" - fajnie tkasz na detalach, istotne w kryminałach

No list srogo namieszał! Świetna seria, jestem wciągnięta po uszy
Odpowiedz
~jotka 5 m.
Ritha
Miło mi zatem. Ja mam dosc dużo radości z tkania tego. a list to inspiracja... TWOJA
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
jotka wooow, serio? super
Odpowiedz
z dużym wykopem
Noo, rozumiem mniej, niż przed przeczytaniem. Taki ze mnie śledczy.

Za pozwoleniem.

"Jej dom był nieco mniejszy od zamieszkałego przez Penny, ale w podobnym stylu. Parter użytkowała drukarnia, piętro zaś było królestwem prawie siedemdziesięcioletniej kobiety. W środku pachniało żywicą, stare schody skrzypiały pod naporem butów, a gdzieniegdzie widać było fakturę lepkiej pajęczyny." - przyjrzałbym się konstrukcyjnie, pod kątem nadmiaru" było/był"
Odpowiedz
~jotka 5 m.
Canulas
Okej, usunę.
Odpowiedz
jotka w takie klocki jest zajebisty juzer Akwamen. Wyłożył nam to jak na patelni (mnie i Ritchcie) pod Dziwadelkami. Odtąd na to uważam
Odpowiedz
z wykopem
No i list namieszał...
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.