jasno ciemno
MOJE WSZYSTKO I NIC część XIV Czy to jest przyjaźń...? część IV

MOJE WSZYSTKO I NIC część XIII

 Od dnia zaręczyn minął jakiś miesiąc, a między Bożeną i Dominikiem ewidentnie coś zaczęło się psuć. Widywali się coraz rzadziej, a gdy już byli razem to ich rozmowy kompletnie się nie kleiły.

 - Dominik pamiętasz, że trzynastego lutego jest studniówka? – przypomniała mu Bożena na jakieś trzy tygodnie przed balem.

 - Tak pamiętam – burknął.

 - Co jest? - zapytała zaniepokojona dziwnym tonem narzeczonego.

 - Nic takiego, po prostu nie chce mi się tam iść – odparł.

 - Ty chyba nie mówisz poważnie – mówiła, a w oczach pokazały się łzy.

 - Mówię bardzo poważnie – odparł.

 - Ale dlaczego? - dociekała

 - To nie moje klimaty – odparł. – Dobrze wiesz, że nie znoszę chodzić w garniturze – dodał.

 - W ten jeden wieczór nic ci się nie stanie jak ubierzesz garnitur – tłumaczyła, a widząc jego zdenerwowanie dodała – na własny ślub też nie przyjdziesz, bo nie lubisz garnituru?

 - To co innego – odparł.

 Bożenie zrobiło się przykro. Nie sądziła, że jej narzeczony tak się zmieni. Gdyby wiedziała, że po oświadczynach on będzie zupełnie inny, nie przyjęłaby ich.

 - I co teraz? Wszystko opłaciłam i nie zwrócą mi pieniędzy – mówiła płacząc.

 - Nie wiem… Zastanowię się i dam ci odpowiedź. Mamy jeszcze trochę czasu – mówił od niechcenia.

 Po tej rozmowie znowu nie widzieli się przez kilka dni. Na tydzień przed balem Dominik zjawił się u dziewczyny informując ją, że jednak pójdzie. Ucieszyła się, że zmienił zdanie.

 Wreszcie nastał dzień trzynasty luty i jej pierwszy w życiu tak ważny bal. Bal na, który szykowała się od dłuższego czasu. Na tę okazję kupiła sukienkę, która mieniła się w świetle kolorami od ciemnej, butelkowej zieleni po czerń, była długa i przylegała do niej jak druga skóra. Dodatkowo za całą imprezę oraz kreację zapłaciła z zarobionych przez siebie pieniędzy. Od początku roku szkolnego poza szkołą i gdy nie widziała się z Dominikiem, opiekowała się dziećmi sąsiadów.

 Ten wieczór jednak nie zaczął się dobrze.

 - Dobrze, że już jesteś. Zamówiłam taksówkę i powinna być za jakieś pół godziny – poinformowała narzeczonego.

 - Ale ja nie zabrałem ze sobą pieniędzy – rzekł nieco zbity z tropu.

 - Nie przejmuj się, ja mam. W tygodniu zajmowałam się małym od Joasi i dzięki temu mam na taksówkę – odpowiedziała. Dominik tylko wzruszył ramionami.

 Podjechali pod samą salę, gdzie było już kilkoro osób z jej klasy. Podeszła i przedstawiła Dominika im wszystkim mówiąc, że to jej narzeczony. Weszli do środka zajmując miejsce przy jednym ze stołów. Bal tradycyjnie miał się rozpocząć polonezem i czekano tylko, aż wszyscy się zgromadzą.

  - Nawet nie myśl, że wyjdę i będę robił z siebie błazna – usłyszała cichy głos Dominika. Spojrzała na niego z wielkim żalem i nie skomentowała jego słów. Rozbrzmiała melodia tak dobrze znana każdemu maturzyście, a ona siedziała przy stole i z całych sił próbowała się nie rozpłakać.

 - No trudno, może reszta wieczoru będzie bardziej udana…? – pomyślała z nadzieją, ale tak się nie stało.

 - Dominik chodź, zatańczymy… – prosiła.

 - Ty chyba żartujesz. To nie moje klimaty – odparł i nalał sobie soku do szklanki.

 Całą studniówkę przesiedziała przy stole. Nie odważyła się wyjść na parkiet z innymi. Była wściekła na niego i na siebie również.

 Do domu wróciła około trzeciej nad ranem zamówioną taksówką. Wysiedli pod jej blokiem, a ona nie mówiąc nic do chłopaka poszła do domu zostawiając go samego. Od tego dnia minęło trochę czasu, ale ich relacje nie poprawiły się ani trochę.

 Był początek kwietnia, który tradycyjnie i zgodnie z przysłowiem zwiastował naprzemiennie raz wiosenną raz zimową aurę, to jednak w powietrzu czuć było wyraźnie pierwsze oddechy wiosny i dość ciepłą, i wyjątkowo słoneczną pogodę. Z Dominikiem widywała się sporadycznie, bo on ciągle wymigiwał się zmęczeniem, albo wymyślał inne preteksty. Siedziała w domu i coś tam oglądała w telewizji, gdy usłyszała pukanie. Poderwała się i niemal biegiem dotarła do drzwi sądząc, że to narzeczony.

 - A to ty… Co tu robisz? - zapytała zaskoczona widząc w progu kolegę Dominika.

 - Cześć. Jesteś sama? Możemy pogadać?

 - Tak jestem sama, bo Dominik ostatnio… a nie ważne – machnęła ręką. Nie chciała o tym mówić. – To może wejdziesz. Zrobię kawy i pogadamy – zaproponowała szerzej otwierając drzwi i zapraszając gościa do środka.

 - A możemy gdzieś wyjść? – zapytał chłopak nadal stojąc w drzwiach.

 Po chwili namysłu zgodziła się. Doskonale wiedziała, że Dominik już dzisiaj nie przyjdzie.

 Podczas rozmowy okazało się, że chodzi o jej koleżankę Gabi, która spodobała się chłopakowi. Bożenka postanowiła pomóc i tak po kilku dniach ta dwójka została parą, a po dwóch latach stanęła na ślubnym kobiercu.

 Po dość długiej rozłące pewnego dnia w domu Bożeny pojawił się jej narzeczony.

  - Witam jaśnie pana – przywitała go kpiąco już od progu.

 - Cześć…, ja tylko na chwilę – odpowiedział, ale dziwny ton jego głosu sprawił, że Bożenka przyjrzała mu się uważniej.

  - Co znaczy „na chwilę”? – wbiła w niego zdziwione spojrzenie.

 - Chciałem ci powiedzieć, że to nasze ostatnie spotkanie. Przyjechałem tylko po swoje rzeczy. – Zamurowało ją. Nie wierzyła w to co słyszy.

 - Ty mówisz serio? - pytała a on tylko skinął twierdząco głową.– A mogę znać powód? – dopytywała. – Musisz przyznać, że to trochę dziwne zrywać tak nagle zaręczyny bez ważnego powodu – argumentowała widząc, że Dominik nawet nie potrafi wyjaśnić sensownie swojego zachowania. Patrzyła tylko jak pakuje swoje rzeczy do torby i kiedy skończył ona położyła na niej książkę, którą kiedyś jej podarował i zaręczynowy pierścionek.

  - Te rzeczy też sobie zabierz. Mnie nie będą już potrzebne – wyrzuciła z siebie z goryczą.

 - To twój prezent nie mogę ci go odebrać, a pierścionek też jest twój – powiedział po czym pożegnał się zwykłym „cześć” i wyszedł.

 Przez chwilę stała na środku pokoju i nie docierało do niej to, co właśnie się stało. Kiedy wreszcie zrozumiała, zalała się łzami. Ubrała buty, narzuciła na siebie bluzę i wyszła z domu. Musiała pobyć trochę sama i przemyśleć swoje dotychczasowe życie. Szła bez celu wciąż płacząc. W takim stanie dotarła do parku i usiadła na jednej z ławek zastanawiając się, co takiego złego zrobiła, że los tak ją karze. - Wychowuję się w patologicznej rodzinie, narzeczony właśnie mnie zostawił. Co jeszcze mnie spotka w tym popieprzonym życiu?

 - Bożena co się stało? Czemu tak tu sama siedzisz? Gdzie masz Dominika? Widziałam go jak szedł do ciebie – usłyszała nad sobą głos Gabi.

 - Ten dupek właśnie zerwał zaręczyny. Przyjechał po swoje rzeczy. Nienawidzę drania. Życzę mu, żeby nigdy nie zaznał szczęścia, niech go szlak jasny trafi – wyrzucała z siebie jak z karabinu.

 - Nie płacz. Zobaczysz jeszcze będzie dobrze. Znajdziesz sobie nowego chłopaka – koleżanka próbowała ją pocieszyć.

 - Ale ja go kocham a on ot tak po prostu przyszedł i powiedział, że to koniec – szlochała Bożenka.

 Po około dwóch godzinach wróciła do domu i powiedziała rodzicom o tym, co się wydarzyło.

 - Oj tam, tego kwiatu jest pół światu – zbagatelizował całą sprawę Zygmunt.

 - Dobrze, że ci dziecka nie zrobił – dodała na pocieszenie Agata.

 Dziewczyna nie rozumiała ich. Jej właśnie zawalił się świat, a oni mają to gdzieś.

 - No, ale czego ja się spodziewałam? Że mnie wesprą? – pomyślała w duchu.

 Od tego dnia coś złego zaczęło się dziać z Bożenką. Miała kompletnie gdzieś wszystko i wszystkich. Z nauką tak się opuściła, że zamiast piątek dostawała jedynki, albo nie chodziła do szkoły w ogóle. Konsekwencją tego było niedopuszczenie jej do egzaminów zawodowych co oznaczało powtarzanie klasy. Nawet to nie zrobiło na niej wrażenia.

 - Będę powtarzać rok – zakomunikowała jednego razu w połowie maja rodzicom. A mówiła to tak, jakby oznajmiła im, że jutro będzie ładna pogoda.

 - Jak to będziesz powtarzać rok? – usłyszała od ojca.

 - No tak po prostu – odpowiedziała po czym ubrała się i wyszła z domu.

 Stała się jakaś inna, krnąbrna, pyskata i miała wszystko gdzieś. Kiedyś marzyła o studiach i to nie byle jakich, bo chciała studiować prawo. Sytuacja w domu i to, że odszedł Dominik zmieniły jej światopogląd na wszystko.

 Gabi widząc jej stan bardzo chciała pomóc, ale nie miała pomysłu, jak. W końcu jej chłopak uznał, że Bożena powinna odreagować a najlepszym na to sposobem jest dobra zabawa. Gabi doszła do przekonania, że to strzał w dziesiątkę i od razu zaproponowała ten plan Bożence.

 - Bożenka, razem z moim chłopakiem jedziemy na dyskotekę do Katowic. Może wybrałabyś się z nami?

 - No nie wiem… Starzy mnie nie puszczą.

 - To ja z nimi pogadam – Gabi nie ustawała w próbie namówienia jej na wyjście.

 - Ale ich nie ma w domu, są na działce.

 - To możemy tam podjechać.

 - To nie ma sensu. Ta działka jest na Mikołajczyka to za Ludwikiem. Kawał drogi.

 Gabi sprawiała wrażenie, jakby nie słuchała tego co mówi Bożenka i gdy tylko podjechał jej chłopak wszyscy zapakowali się do samochodu i ruszyli w kierunku działek.

 - Który ogródek jest wasz? - zapytała Gabi, kiedy już dotarli na miejsce.

 Bożenka wskazała ręką i wraz z koleżanką udała na działkę.

 - Dzień dobry – Gabi przywitała się z jej rodzicami.

 - Mogę jechać na dyskotekę do Katowic razem z Gabi i jej chłopakiem? - pytała Bożena.

 Ojciec spojrzał na nią i po chwili rzekł.

 - Nie.

 - Ale dlaczego? Przecież jestem już dorosła.

 - Powiedziałem, że nie to nie.

 - Proszę się zgodzić – odezwała się milcząca Gabi.

 - Puść ją, niech jedzie – próbowała przekonać Zygmunta Agata.

 CDN...

 

9432 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~julitam
Kategoria: wspomnienia

Liczba wejść: 17

Opis:

Dodano: 2020-11-02 18:18:36
Komentarze.
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin