jasno ciemno
Czy to jest przyjaźń...? część V MOJE WSZYSTKO I NIC część XIV

MOJE WSZYSTKO I NIC część XV

 Od tej niedzieli ta dwójka stała się wręcz nierozłączna. Widywali się codziennie. Z początkiem lipca Bożena miała zaplanowany wyjazd na wieś do dziadków na jakieś dwa tygodnie.

 - Wiesz jeśli twoi rodzice zgodzą się na wyjazd to możemy jechać razem – zaproponowała Bożena jednego razu, co spodobało się Łukaszowi.

 Jego mamę było łatwo namówić na wyrażenie zgody, ale problem leżał po stronie rodziców Bożeny zwłaszcza ojca.

 - Dziewczyno ile wy się znacie, aby na wspólne wakacje jeździć? - dopytywał ojciec, któremu początkowo wtórowała matka.

 Ale Bożena miała już plan jak sprawić, by matka zmieniła zdanie i miała ją całkowicie po swojej stronie. Swój plan zamierzała wprowadzić w życie już następnego dnia.

 - Masz sprawić aby ojciec zgodził się na ten wyjazd z Łukaszem, albo przynajmniej nie dowiedział się o tym, że on jedzie ze mną – mówiła Bożena do matki.

 - Nie pyskuj… - zaczęła krzyczeć Agata.

 - Tak, wiem…, jeszcze za mleko ci nie zapłaciłam – weszła w słowo matce. – Wiesz ciekawe co powie ojciec, gdy dowie się co zrobiłaś z moim pierścionkiem od prababci i gdzie podziewa się magnetowid – mówiła z uśmiechem na ustach.

 - Nie zrobisz tego – odparła z całą pewnością w głosie Agata.

 - A chcesz się przekonać? Wiesz…, ojciec jest podłym draniem, ale bywa też cholernie sentymentalny i bardzo przywiązuje wagę do rzeczy w tym domu. Więc? - widziała, że matka zaczyna wymiękać.

 - A co jak dziadkowie mu powiedzą? - próbowała użyć jeszcze innych argumentów.

 - Nie martw się nie powiedzą. Twoi rodzice nie znoszą ojca, a drugim wystarczy, że kupię kilka butelek alkoholu i mam ich w kieszeni – mówiła, będąc pewną swego.

 I tak oto kilkanaście dni później Bożena wraz z Łukaszem i swoim bratem pojechała do Radomska. Fakt Zygmunt nie miał pojęcia o tym wyjeździe wraz z chłopakiem. Według planu dziewczyny on miał nigdy nie dowiedzieć się o tym. Tak też się stało. Agata znając doskonale swojego męża wiedziała co się stanie, gdy wyjdzie na jaw, że sprzedała do lombardu rzeczy wymienione przez córkę. Zygmunt myślał, że magnetowid się zepsuł i nie nadawał do naprawy, o pierścionek nie pytał mając pewność iż Bożena go schowała u siebie w pokoju.

 

 Z wakacji wrócili zadowoleni i szczęśliwi. Widoczne były zmiany w zachowaniu Bożeny. Ponownie się uśmiechała i snuła plany na przyszłość, chociaż były w ich otoczeniu osoby, które próbowały zniszczyć to szczęście.

 Wszystko zaczęło się od imienin babci Łukasza. Początkowo on miał iść na tę uroczystość tylko z rodzicami, a dokładniej z matką i ojczymem, ale w końcu przyjechał po Bożenę.

 - Łukasz? Co ty tu robisz? Nie miałeś być teraz u babci? - zasypała go lawiną krótkich pytań.

 - Cześć – rzekł i jak zawsze przywitał pocałunkiem. Bożenę cieszyło takie zachowanie chłopaka, bo było zupełnie inne od tego jak zachowywał się Dominik.

 - Byłem już i kazali mi, a dokładniej mówiąc to moja mama wraz z babcią, abym po ciebie przyjechał i wrócił wraz z tobą – mówił.

 - No nie wiem. Wiesz, że twoja ciotka mnie nie lubi i jeszcze coś powie głupiego – próbowała się wymigać od tej wizyty. Faktem było, że ciotka Łukasza znała się z matką Bożeny i przez to iż nie lubiła Agaty rykoszetem obrywała jej córka.

 - Spokojnie. Ciotka zapewne nic nie powie, a jeśli nawet będzie próbowała to ja jej nie pozwolę – mówił i spoglądał na nią z niemą prośbą w oczach.

 Zgodziła się, chociaż była pełna obaw. Prezentacja nie trwała długo, bo oprócz babci inni znali już Bożenę. Niby wszystko było w jak najlepszym porządku a jednak dziewczyna nie czuła się zbyt komfortowo. Mimo, że ciotka niewiele się odzywała, to ona czuła gdzieś pod skórą, że nic dobrego z tego nie wyniknie i miała rację.

 Następnego dnia, kiedy tylko spotkała się z chłopakiem wyczuła, że coś jest nie tak. On zachowywał się jakoś dziwnie.

 - Powiesz mi co się dzieje, czy masz zamiar tak milczeć dzisiaj przez całe popołudnie – rzekła, gdy ten przez kolejny kwadrans milczał jak grób. W końcu spojrzał na twarz dziewczyny i wyjawił tajemnicę jaka dręczyła go od wczorajszego wieczora.

 - Po tym jak odprowadziłem cię do domu wróciłem do babci…

 - No wiem, rozmawialiśmy o tym – przerwała mu się Bożena.

 - Właśnie. Okazało się, że Elka nagadała na twoich rodziców a zwłaszcza na matkę wiele rzeczy i babka później przez dłuższy czas ciosała mi kołki na głowie, że ty zapewne będziesz taka sama i powinienem się z tobą rozstać, bo przecież według niej nic dobrego z domu nie wyniosłaś – mówił i było mu coraz bardziej przykro, bo wiedział jak mocno to zraniło Bożenę.

 - A ty co o tym sądzisz? - zapytała drżącym od płaczu głosem.

 - Ja mam gdzieś co mówi moja babka. Jeśli nadal będzie taka to nie będę do niej jeździł – odparł pewnym głosem.

 - Kocham cię i nikt tego nie zmieni – powiedział po czym przytulił ją do siebie. Kiedy była z Dominikiem, takie czułości nigdy nie miały miejsca zwłaszcza w miejscu publicznym. Mimo że Łukasz postawił na swoim i nie posłuchał swojej rodziny to ciotka nie poprzestawała knuć. Z chwilą, gdy zorientowała się, że jej rodzinę jakoś niewiele to obchodzi, zaczęła mieszać w innym miejscu.

 Agata wróciła z pracy i od progu zaczęła wrzeszczeć na córkę.

 - Co ty sobie myślisz, taki wstyd…

 - A może tak jaśniej, bo nie rozumiem – odezwała się dziewczyna.

 - Proszę bardzo. Możesz mi wyjaśnić co ty wyprawiałaś na urodzinach ojca Łukasza?

 - Nic – odparła z całą pewnością.

 - A to, że upiłaś się do tego stopnia, że obściskiwałaś się ze wszystkimi facetami, a później Łukasz wzywał ci taksówkę, to ty uważasz za nic? Na imieninach jego babci ponoć nie było lepiej – wrzeszczała Agata.

 Bożena patrzyła skołowana to na matkę, to na ojca i nie mogła pojąć po jaką cholerę ciotka Łukasza rozpowiada takie plotki na jej temat. Była pewna, że to właśnie ona za tym stoi. Jednak tym razem, co zdarzało się niezwykle rzadko, po stronie córki stanął Zygmunt.

 - Przecież z tego co pamiętam to ona wróciła z jednej i drugiej imprezy o czasie i była trzeźwa – to stwierdzenie ostudziło Agatę. Doskonale wiedziała, że Bożena nigdy nie wróciła do domu spóźniona.

 Prawdą było, że Bożena czasami próbowała się przeciwstawiać rodzicom, ale mimo tego czuła do nich respekt. Chociaż „respekt” to chyba złe określenie. Ona mimo wszystko bała się ich a zwłaszcza ojca. Doskonale wiedziała czym groziło spóźnienie się chociaż o pięć minut, a powrót pod wpływem alkoholu zwłaszcza. Takie przywileje jak późne powroty a czasem i nad ranem, czy pod wpływem alkoholu miał tylko jej brat, mimo iż był jeszcze nieletni. Miał wówczas niespełna szesnaście lat.

 Bożena opowiedziała o wszystkim Łukaszowi.

 - Miśka nie ma sensu się tym przejmować. Widocznie nudzi się tej kobiecie. Nic na to nie poradzimy.

 Czas płynął, a oni pokończyli oboje szkoły i przyszedł czas, aby podjąć pracę. On miał większe szczęście i pierwszy ją znalazł. Mimo że pracował na dwie zmiany po dwanaście godzin, to i tak widywali się codziennie.

 Tak samo było w czasie, gdy trwał rok szkolny. Nie potrafili nie widzieć się chociaż parę godzin dziennie. Plan lekcji Bożeny był tak ułożony, że w poniedziałki chodziła na zajęcia popołudniu i dzięki temu miała przedłużony weekend o ten jeden dzień. Przez cały rok szkolny ani razu nie pojawiła się w szkole tego dnia. Nikt o tym nie miał pojęcia do momentu, gdy któregoś poniedziałku wróciła niby ze szkoły i od drzwi już usłyszała:

 - Jak tam w szkole?

 Trochę to było dziwne, bo rodzice nigdy nie pytali o takie rzeczy a już na pewno nie na dwa miesiące przed końcem roku, gdy szykowała się do egzaminów zawodowych.

 - A dobrze – odparła z pewnością w głosie.

 - Dobrze, powiadasz… Nie miałam pojęcia, że szkołę przenieśli ci do centrum miasta – zakpiła matka. Dziewczyna już wiedziała, że wpadła.

 - Jakoś nie chciało mi się iść do szkoły. Oceny mam już wystawione i nie są złe. Dwie czwórki, a reszta to piątki – odparła i chyba tym ostatnim zdaniem uratowała się przed wyrzutami.

 Bożena z Łukaszem spotykała się już od ponad roku. Bywało różnie. Nawet w pewnym momencie ich związek przeżywał kryzys, ale wbrew wszystkiemu potrafili dojść do porozumienia i ich relacje wróciły na właściwe tory. Okazało się, że Łukasz jest piekielnie zazdrosny o swoją dziewczynę. Pochlebiało to jej, ale z drugiej strony stawało się to na dłuższą metę denerwujące i męczące. On w każdym facecie, który pojawiał się w pobliżu Bożeny widział potencjalnego rywala. W takich chwilach na nic zdały się jej tłumaczenia, że to jego kocha, że nie interesują ją inni.

 - Do tego faceta nic nie dociera – mówiła sama do siebie widząc, że Łukasz nie bardzo jej wierzy.

 Był październik. Bożena miała wrażenie jakby przeżywała coś w rodzaju deja vu. Kuzynka przyniosła zaproszenie na ślub i ku zaskoczeniu Bożeny okazało się, że została wpisana na nim wraz z rodzicami.

 - Możesz mi wyjaśnić co to ma być? - zapytała oburzona. – Dobrze wiesz, że mam faceta i jestem z nim od ponad roku – kontynuowała nie dając dojść do głosu kuzynce.

 - Bożena, dobrze wiesz, że robimy przyjęcie w domu – próbowała dość nieudolnie tłumaczyć się kuzynka.

 - Nie rozśmieszaj mnie. Wiem, że Justyna jest zaproszona wraz z osobą towarzyszącą, a z tego co wiem, to nie ma nikogo. Albo więc dostanę osobne zaproszenie, albo mnie tam nie będzie. Wybieraj – powiedziała.

 Ewka nie odpowiedziała nic tylko posiedziała jeszcze dwa kwadranse rozmawiając z rodzicami Bożeny po czym wróciła do domu. Dla samej Bożeny było jednoznaczne, że na wesele nie idzie. Cała uroczystość miała odbyć się w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia, ale prawdę mówiąc Bożena cały świąteczny czas miała spędzić sama. Nawet wigilię, bo Łukasz miał pracować przez okres świąt w dodatku na drugą zmianę więc w wigilię widzieli się tylko przez kilka godzin. Jednak w pierwszy dzień świąt chłopak zrobił jej niespodziankę. Tego dnia siedziała w domu sama bo, wszyscy od dnia poprzedniego świętowali już wesele kuzynki. Usłyszała pukanie do drzwi i z niechęcią oderwała wzrok od telewizora. Po ich otwarciu na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech. W progu stał Łukasz.

 - Co ty tu robisz? - pytała, a radość rozsadzała jej piersi.

 - Załatwiłem zamianę i mam wolne dziś i jutro a także Sylwestra – zakomunikował. Autentycznie ucieszyła ją ta wiadomość. Przesiedział u niej tego dnia do późna.

 Sylwestra spędzili we własnym gronie. Już jakiś czas temu dostrzegli, że we własnym towarzystwie czują się najlepiej i nie potrzebują nikogo więcej. Dla samej Bożeny dodatkowo był to pierwszy Sylwester spędzany poza domem i nawet Zygmunt nie widział problemu, aby córka wróciła nad ranem.

 

 Był koniec stycznia dwa tysiące pierwszego roku, dotarła do nich wiadomość o śmierci ojca Zygmunta. Następnego dnia wcześnie rano rodzice Bożeny wraz z siostrą Zygmunta i jej mężem wsiedli w pociąg i ruszyli do Radomska, aby pomóc w załatwianiu formalności pogrzebowych. Bożena wraz z bratem i Łukaszem mieli dojechać na sam pogrzeb. Ona przez cały pogrzeb nawet jednej łzy nie uroniła. Nie czuła kompletnie nic, żadnego smutku, żadnej rozpaczy w przeciwieństwie do reszty rodziny. Po ceremonii na cmentarzu udali się jeszcze do domu na stypę. Tam zabawiła wraz z Łukaszem kilka, może kilkanaście minut i wrócili do domu.

 Kilka dni później wrócili jej rodzice wraz z bratem i mieli dla niej pewną wiadomość.

 - W przyszłym tygodniu pojedziesz do babci i przez kilka dni będziesz jej pomagać.

 - Ale dlaczego ja? Przecież tam jest ich tylu, że chyba ma kto jej pomóc – próbowała wymigać się od wyjazdu.

 - Ustaliliśmy, że ty będziesz pierwsza, później Ewa a potem będziemy musieli pomyśleć – usłyszała od ojca.

 Wiedziała doskonale, że z nim nie wygra. Mimo oporów wyjechała na tydzień czasu zostawiając swojego chłopaka samego.

 W marcu dostała zaproszenie na wesele kuzyna, a brata Ewy, który w przeciwieństwie do siostry zachował się przyzwoicie i zaprosił ją wraz z osobą towarzyszącą. To wesele gotowa była uznać za bardzo udane, gdyby kolejny raz nie odezwała się despotyczna natura jej ojca. Siedzieli przy stole wraz z innymi gośćmi, gdy wznoszono toast za parę młodą. Bożena również sięgnęła po kieliszek wypełniony czerwonym winem.

 - Tylko spróbuj – usłyszała groźbę w głosie ojca.

 Odwróciła się i ujrzała jego srogą minę, która wyrażała obietnicę, że zaraz jej się oberwie. Była zła na tego człowieka, ale nie chcąc robić draki. Odłożyła kieliszek na stół. Przez całe wesele czuła jego spojrzenie na sobie.

 Na dwa dni przed końcem tego właśnie roku zmarła matka Zygmunta. Ponownie jej rodzina poza bratem jechała wcześniej. Udało się załatwić pogrzeb w samego Sylwestra. Jechała na pogrzeb z bratem i kuzynem. Łukasz nie mógł jej towarzyszyć ze względu na pracę. Niemal całą drogę w duchu modliła się, żeby nie zdążyli na ten pogrzeb i tak też się stało. Jeszcze tego dnia wieczorem wróciła do domu i do Łukasza.

 - Wiesz ja to chyba jestem bez uczuć – rzekła w pewnym momencie.

 - Bez uczuć? - powtórzył w formie pytania jej ostatnie dwa słowa.

 - No tak. Najpierw zmarł dziadek teraz babka, a na mnie nie zrobiło to żadnego wrażenia.

 - To nie tak. Sama opowiadałaś jak oni cię traktowali więc nie ma w tym nic dziwnego – próbował jej to jakoś logicznie tłumaczyć. W duchu przyznawała mu rację.

 Wiosną dwa tysiące drugiego roku Bożena znalazła pracę, która spowodowała iż nie mieli wiele czasu dla siebie, bo i ona pracowała po dwanaście godzin. Jej zarobki jak na tamte czasy były dość wysokie. Chociaż jej rodzice nie mieli pojęcia jak bardzo. Gdy zaraz po szkole po raz pierwszy znalazła zatrudnienie, Agata i Zygmunt zapowiedzieli jej, że całą pensję ma im oddawać, ale ona była już na tyle mądra, że nigdy nie przyznawała się do wysokości swoich zarobków i oddawała tylko jakiś ich ułamek.

 Była dorosła i chciała się usamodzielnić. Odejść od lekceważących ją rodziców i zacząć żyć na własny rachunek. Złożyła nawet w urzędzie wniosek o przydział mieszkania, ale okazało się, że nie spełnia warunków. Mieszkanie rodziców było na tyle duże, że jego metraż podzielony na cztery osoby dawał każdej z nich komfortowe warunki.

 Rok później okazało się, że Bożena jest w ciąży. Oboje i ona, i Łukasz uznali, że to jest odpowiedni czas, by usankcjonować ich związek. Pierwszą osobą po Łukaszu o ciąży dowiedziała się Agata. Stała przy kuchennym blacie szykując obiad, kiedy Bożena weszła do domu.

 - I co? - zapytała odwracając się w kierunku córki trzymając w ręku nóż, którym kroiła mięso.

 - I nic. Zostaniecie dziadkami – odpowiedziała Bożena.

 - Rany boskie. I co teraz? – na twarzy Agaty wymalował się szok.

 - Nic. Pobierzemy się i już – odpowiedziała beztrosko matce.

 - Trzeba powiedzieć ojcu – dodała po chwili.

 - Powiem mu wieczorem jak wrócę. Umówiona jestem z Łukaszem – odparła i tyle ją matka widziała.

 Do domu wróciła jak zawsze o dwudziestej drugiej. Usiadła w fotelu z zamiarem powiedzenia o ciąży ojcu.

 - Chciałam ci coś powiedzieć – zagaiła.

 - Dobra, już nic nie musisz mówić. Wszystko wiem – powiedział nie patrząc na córkę.

 Dwa dni później mieli powiedzieć o ciąży rodzinie Łukasza, ale ktoś ich zdążył uprzedzić.

 CDN...

14979 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~julitam
Kategoria: wspomnienia

Liczba wejść: 16

Opis:

Dodano: 2020-11-03 19:22:23
Komentarze.
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin