jasno ciemno
MOJE WSZYSTKO I NIC część XVII

MOJE WSZYSTKO I NIC część XVIII

 Zabieg się udał i trwał tak jak mówili lekarze niecałą godzinę. A mimo to dla Bożeny to była wieczność. W głowie miała istną gonitwę myśli, ale na żadną nie znała odpowiedzi. Pełna obaw o własne dziecko sama w pewnym momencie potrzebowała pomocy. Wreszcie ujrzała wózek na którym leżał Michałek, podeszła do lekarza z niemym pytaniem wymalowanym na twarzy.

 - Wszystko w porządku. Mieliśmy pewien mały problem, ale uporaliśmy się z nim. I już może pani być spokojna, bo mały będzie zdrowym dzieckiem.

 - Dziękuję panie doktorze.

 - Dodam jeszcze, że jeśli wszystko będzie dobrze to już w sobotę wrócicie do domu – widać było, że te wszystkie wiadomości pozwoliły Bożenie odetchnąć. Czuła się tak jakby spadł z jej pleców kilku tonowy głaz. Zadzwoniła do męża z informacją, że wszystko się udało, a w sobotę możliwy jest ich powrót do domu.

 - Ja po was przyjadę, a wiesz o której godzinie?

 - Nie wiem, ale myślę, że jutro będę wiedzieć więcej to zaraz dam znać – odpowiedziała mężowi.

 I tak jak mówił lekarz dwa dni później wracali we trójkę do domu. Bożena liczyła, że wreszcie będzie mogła się wykąpać oraz wyspać w normalnych warunkach, bo przez ostatnie pięć nocy spała na podłodze pod łóżkiem Michała lub na siedząco z głową ułożoną na jego łóżku. Jakie było jej zdziwienie, gdy okazało się, że teściowa organizuje imprezę imieninową dla swojego partnera. W tej chwili nie chodziło już o nią samą, ale mały Michał był po zabiegu i potrzebował spokoju. Impreza była suto zakrapiana i skończyła się dość późno. Łukasz, gdy poszedł poprosić matkę, aby byli nieco ciszej usłyszał tylko.

 - Jestem u siebie i będę robić jak mnie się podoba.

 Od tego dnia sytuacja w domu zaczynała być coraz bardziej napięta. W końcu dwa tygodnie później matka Łukasza kazała im się wyprowadzić w ciągu tygodnia. Będąc pod ścianą, bo wciąż nie mieli odpowiedzi z urzędu co do mieszkania musieli udać się do rodziców Bożeny.

 Ci co było dość dziwne nie mieli nic przeciwko. Jedynym plusem mieszkania u Agaty i Zygmunta było, to że mieli całkowicie osobny pokój, co było niemożliwe w mieszkaniu matki Łukasza. Tam zajmowali zaledwie połowę kuchni. Po raz kolejny składali wniosek o mieszkanie, ale tym razem ponownie pomogli sąsiedzi Łukasza, a sąsiadka umówiła ich na rozmowę z prezydentem miasta poza kolejnością. Podczas tego spotkania opisali oboje jak wygląda ich obecna sytuacja.

 Dwa miesiące później Bożena wraz z Michałkiem w wózku pojechała sprawdzić czy są listy osób, którym przyznano mieszkanie. Czytała tę listę i nie mogła uwierzyć własnym oczom ich nazwisko widniało na tej liście. Mieszkanie nie było duże, bo zaledwie pokój z kuchnią i miało nie całe trzydzieści sześć metrów kwadratowych, ale cieszyli się. I co najważniejsze z dala od jednych i drugich rodziców. Od tego dnia czas jakby przyspieszył i w przeciągu kolejnych dwóch miesięcy już mogli się wprowadzać.

 W przeprowadzce pomogła teściowa Bożeny wraz z jej bratem, chrzestny Michała oraz kolega z dziewczyną, rodzina Bożeny nagle miała wiele innych rzeczy do zrobienia. Zygmunt musiał wymienić butlę z gazem, Agata wielce robiła porządki, a Przemek ulotnił się z domu z samego rana.

 Nie posiadali zbyt wiele pieniędzy, ale mimo to za to co mieli zrobili remont. Wyposażenie mieszkania też było dość skromne. Meble do pokoju to segment, który Łukasz otrzymał od rodziny na osiemnaste urodziny, a reszta mebli to jakaś zbieranina od znajomych. A mimo to nie przejmowali się tym.

 - Przecież z czasem wszystko wymienimy – mawiali.

 Ale oczywiście matka Łukasza nie była by sobą gdyby nie zaczęła wszystkiego krytykować.

 - Tę firankę powinnaś powiesić w kuchni, a ten obrazek nie pasuje tutaj lepiej by wyglądał w tej części wydzielonej z kuchni dla Michała. Kanapa powinna stać w tym miejscu – i tego typu uwag miała mnóstwo, a w Bożenie gotowała się krew. W pewnym momencie już nie wytrzymała i rzekła.

 - To nie jest mamy mieszkanie tylko nasze i nic mamie do tego co, gdzie i jak będzie stało, wisiało albo leżało.

 Ta oburzona słowami synowej z obrazą w głosie odparła.

 - Nic tu po mnie ja już wracam do siebie – będąc w przedpokoju usłyszała głos swojego brata, który proponował jej podwiezienie.

 W tym momencie w mieszkaniu zostali Bożena z Łukaszem i Michałem oraz kolega z dziewczyną.

 - My wam pomożemy to poustawiać, bo sami będziecie to robić do rana – oboje byli im wdzięczni za pomoc. Było już po dwudziestej jak znajomi opuszczali ich mieszkanie.

 

 Czas płynął swoim rytmem, a oni cieszyli się swoim szczęściem i tym, że ich syn był zdrowy. Kiedy to dwa lata po zabiegu podczas wizyty w poradni kardiologicznej usłyszeli, że to ostatnia wizyta, bo z sercem syna jest wszystko w porządku odetchnęli.

 - Pani doktor, chcieliśmy jeszcze wiedzieć czy możemy małego zapisać od września do przedszkola? - dopytywali, bo Bożena chciała iść do pracy, na co przystał Łukasz.

 - Oczywiście, że możecie. Syn jest już zdrowy i należy mu pozwolić na to wszystko co innym dzieciakom w jego wieku.

 Mając zgodę lekarki zapisali małego do pobliskiego przedszkola, a Bożena zaczęła poszukiwać pracy. Chciała iść do pracy jeszcze przed wrześniem, aby przyzwyczaić synka do zmian jakie miały nastać. Dużo mu tłumaczyli, a on jak na trzylatka zdawał się wiele rozumieć i chyba nawet tak było.

 Lecz zanim Bożena znalazła pracę trochę czasu minęło, ale w końcu się udało. Znalazła pracę w sklepie na osiedlu gdzie mieszkała teściowa, lecz to nie miało znaczenia. Wówczas Łukasz wpadł na pewien pomysł.

 - Miśka wiesz co, pomyślałem, że może byśmy kupili jakiś samochód?

 - To niezły pomysł – odparła Bożena. Ta jej aprobata wywołała radość w oczach jej męża – A myślałeś jaki? - zapytała.

 - Jeszcze nie. Ale dziękuję, że nie oponujesz – rzekł z radością w głosie.

 - Przecież wiem, jak wielkim fanem motoryzacji jesteś. A i zakup auta zawsze nam ułatwi wiele spraw – odparła zgodnie z prawdą. Ona wiedziała jak Łukasz kocha wszystko co związane jest z samochodami. Prawdą było też, że gdyby nie ingerencja jego matki on zostałby mechanikiem. Ale ta kobieta z jakichś sobie tylko znanych przyczyn była przeciwniczką wszystkiego co z tym się wiązało.

 - Co byś powiedziała na takiego Malucha? Na początek i nasze możliwości były wystarczający – zaproponował.

 - Czemu nie – odparła.

 Od tej rozmowy nie minęło wiele, a oni już cieszyli się z zakupionego autka.

 Jej rodzice pochwalili nawet ten zakup, ale jego matka już nie. Kiedy tylko dowiedziała się o tym zakupie najpierw zrobiła swojej synowej awanturę w miejscu jej pracy, a gdy to nie zrobiło na młodych wrażenia obrała inną taktykę. I tak przy każdej możliwej sytuacji mówiła jacy są nieodpowiedzialni, że może stać się jakiś wypadek, że może urwać się koło od samochodu. Ale to co zrobiła w dniu imienin Łukasza przeszło najśmielsze oczekiwania.

 Na kilkanaście dni wcześniej zadzwonili do niej z informacją, że w urodziny Michała ich nie będzie bo wyjeżdżają na weekend do Radomska, ona tę wiadomość przyjęła. Ale dwa tygodnie później przyjechała do nich i najpierw złożyła swojemu synowi życzenia i wręczyła prezent i chwilę później przeszła do meritum sprawy.

 - W tej chwili masz mi oddać dokumenty samochodu wraz z kluczykami – Łukasz popatrzył na matkę i nie był pewien czy dobrze usłyszał.

 - A to niby dlaczego? - zapytał ze zdziwieniem w głosie.

 - Nie zamierzam się tłumaczyć. Powiedziałam raz i nie zamierzam się powtarzać.

 - Ale auto nie jest moje tylko Bożeny – odparł zgodnie z prawdą. A ta nagle sięgnęła po swoją torebkę i wyjęła z niej młotek

 - Albo zrobisz co ci karzę albo zaraz powybijam szyby w tym samochodzie – krzyczała.

 - Może mama nie krzyczeć. Dziecko się boi – odezwała się milcząca do tej pory Bożena trzymając na rękach przestraszonego synka.

 - Ty się nie odzywaj. Pozwoliłaś mu kupić to auto po to aby się zabił albo żeby kogoś zabił i poszedł siedzieć do więzienia. A ty wówczas będziesz mogła sobie do mojego mieszkania sprowadzać kochanków aż ci sperma uszami będzie wychodziła – krzyczała, a oni z osłupieniem słuchali co ta kobieta mówi.

 - Możesz przestać – krzyknął Łukasz.

 - Nie. Powiedziałam albo kluczyki albo zobaczysz co zrobię.

 - To spotkamy się wówczas w sądzie – odezwała się Bożena.

 - Myślałam, że będziesz taką synową jaką sobie wymarzyłam i będziesz mnie wspierać. A ty nawet nie jesteś mi wdzięczna, że to dzięki mnie masz to mieszkanie – mówiła.

 - A co mama ma wspólnego z tym mieszkaniem? - zapytała Bożena.

 - Gdyby Łukasz nie był niepełnosprawny to nie dostalibyście tego mieszkania – odparła pewna swego.

 - A to ciekawe, bo my nigdy nie pisaliśmy o tym w żadnym z wniosków – odpowiedziała jej synowa – A teraz opuścisz to mieszkanie, bo jak nie to wzywam policję.

 - To sobie wzywaj, jestem u siebie – rzekła butnie matka Łukasza.

 Bożena nie zastanawiając się wybrała numer na policję, a ta pojawiła się u nich w kilkanaście minut od zgłoszenia. Policjanci wysłuchali każdego z osobna. Ale matka Łukasza przez jakąś chwilę nie dawała za wygraną i próbowała dyskutować z mundurowymi.

 - Prosimy aby pani dobrowolnie opuściła ten lokal – usłyszała.

 - Ale ja przyjechałam do syna i tak w ogóle to jestem u siebie – mówiła.

 - A czy pani jest tu meldowana? - padło z ust policjanta.

 - No nie, ale tu mieszka mój syn – odparła i była pewna swego.

 - Czy pan chce aby pańska matka opuściła to mieszkanie? - zwrócono się do Łukasza.

 - Tak, chcę aby moja matka stąd wyszła – odparł z całą pewnością w głosie Łukasz.

 - Moja noga więcej tu nie powstanie – krzyknęła jeszcze i wyszła w asyście policji.

 Od tego wieczoru rzeczywiście jego matka dała im spokój. Nie odzywali się ze sobą przez dwa lata. Jedni nie dzwonili do drugich i odwrotnie. Młodzi odetchnęli, wreszcie nikt im nie mówił jak mają żyć.

 Ale ta cała sielanka miała prysnąć jak bańka mydlana w dwa tysiące dziewiątym roku mniej więcej od połowy tego roku. Do tego czasu pracowali oboje albo pracowała Bożena. Po zrezygnowaniu z pracy w handlu przyjęła się do zakładu produkcyjnego, gdzie zarobki były dużo wyższe.

 W kwietniu tegoż roku Bożena uległa wypadkowi w pracy, ale jej nadgorliwość ją zgubiła. Nie pozwoliła wezwać pogotowia, wzięła tabletkę przeciwbólową i wróciła na swoje miejsce pracy. Po pracy odebrała syna z przedszkola, w domu zrobiła porządek i o zwykłej porze poszła spać. Następnego dnia rano ona nie mogła się ruszyć. Z trudem wstała i wraz z mężem pojechała do lekarza. Wszelkie badania wykazały uszkodzenie kręgosłupa, a diagnoza była jednoznaczna.

 - Albo zacznie pani się oszczędzać albo wyląduje na wózku - padło z ust lekarza.

 CDN...

10517 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~julitam
Kategoria: wspomnienia

Liczba wejść: 15

Opis:

Dodano: 2020-11-08 17:48:26
Komentarze.
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin