online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Dobry dzień (#komediokonkurs)
<
Marsz Przywróconych
>

Opis:

Taki tam szybki niezobowiązujący strzał, żeby literacka żyłka nie zardzewiała. Nie wiedziałem, do której kategorii powinno to wpaść, niech więc będzie groteska.

Restauracja

  Elegancki mężczyzna wszedł do restauracji i zbliżył się do atrakcyjnej blondynki stojącej nieopodal drzwi.

  – Dobry wieczór, miałem rezerwację na godzinę osiemnastą. Nazwisko Amaretto.

  Ubrana w dopasowaną czarną sukienkę dziewczyna uśmiechnęła się i postukała w monitor.

  – Zgadza się, panie Amaretto, proszę zostawić tu płaszcz. Pokażę panu pański stolik.

  Poprowadziła mężczyznę do dwuosobowego stolika znajdującego się pośrodku sali restauracyjnej.

  – Za chwilę podejdzie do pana kelner i przyjmie zamówienie. Tu jest menu. Czy będzie pan sam, czy może…

  – Będę sam – uciął gość.

  Pan Amaretto otworzył menu, poprawił okulary i zaczął przyglądać się proponowanym daniom.

  – Dzień dobry! – Głos kelnera, który zmaterializował się niespodziewanie tuż przy stoliku, sprawił, że zaskoczony Amaretto aż podskoczył na krześle. – Nazywam się Michael, będę pana obsługiwał.

  Gość zmarszczył brwi i spojrzał na uśmiechniętego intruza. Ponownie poprawił okulary, które przekrzywiły się w wyniku nagłego podrygu.

  – Czy udało się już panu coś wybrać? – dopytywał pracownik restauracji. – Serdecznie polecam chamburgera, to u nas nowość.

  Amaretto jeszcze raz spojrzał w kartę.

  – Dobrze, poproszę tego chamburgera. Może być medium rare. I żeberka w sosie wątrobowym.

  – Doskonały wybór! – zaćwierkał kelner. – A jakieś dodatki?

  – Nie, nie lubię się zapychać dodatkami.

  – Rozumiem. To może coś do picia? Zaproponuję Chateau de Boucher, idealnie pasuje do mięs.

  – Świetnie, niech będzie.

  Michael tanecznym krokiem oddalił się do kuchni. Za chwilę wrócił z przystawkami i butelką zamówionego przez klienta trunku. Postawił wszystko na stoliku, nalał krwistoczerwonego wina do pękatego kieliszka i zniknął.

  Pan Amaretto został sam, tak jak lubił najbardziej. Wziął łyk alkoholu, potrzymał w ustach, by jak najlepiej poczuć głęboki bukiet, po czym pozwolił Chateau spłynąć do żołądka. Mężczyzna przymknął oczy i delektował się smakiem płynu, który rozlał się po jego ciele przyjemną falą ciepła.

  – Pana zamówienie! – zaszczebiotał kelner, który znowu pojawił się nie wiadomo skąd, a Amaretto o mało nie udławił się winem. – Najmocniej przepraszam, czy wszystko w porządku?

  – Tak, tak, nic się nie stało – odburknął czerwony z zakłopotania i irytacji gość, jednak za chwilę dodał już ostrzej: – Ale niech mnie pan nie zachodzi cichcem jak jakieś zwierzę, mogłem się zakrztusić!

  – Bardzo pana przepraszam, nie miałem w zamiarze pana przestraszyć. Czy mogę coś jeszcze dla pana zrobić?

  – Nie, to wszystko. Proszę mnie zostawić w spokoju.

  – Jak pan sobie życzy. Już znikam. Życzę smacznego!

  Michael odwrócił się na pięcie, ale zanim wtopił się w tło, zdążył jeszcze wyciągnąć z kieszonki malutki notesik i coś w nim zapisać. Jednak pana Amaretto to nie interesowało. Był głodny i chciał wreszcie zjeść. Nie po to tłukł się samochodem przez pół miasta, żeby konsumować zimne dania.

  Amaretto zdjął pokrywę z pierwszego półmiska i jego oczom ukazały się parujące, apetycznie wyglądające żeberka. Solidna porcja mięsa skąpanego w obiecującym brunatnym sosie – tego mu było trzeba.

  Kiedy talerz zdobiły już tylko czerwonawe kleksy i kilkunastocentymetrowe ogryzione kości, gość wytarł usta serwetką. Westchnął z zadowoleniem, dolał sobie wina i sięgnął po drugi półmisek.

  Pod pokrywką znajdował się spory burger. Rumiana bułka upstrzona ziarenkami sezamu otulała to, co stanowiło clue całego dania. Wściekle zielona sałata, krążki aromatycznej czerwonej cebuli, plaster żółtego sera, jasny chrzanowy sos i oczywiście gość honorowy – gruby, soczysty kotlet, na którego sam widok ślinianki szalały w dzikiej orgii, a kubki smakowe rozpaczliwie domagały się napełnienia. Pan Amaretto patrzył z podziwem i już wiedział, dlaczego chamburger był popisowym daniem restauracji. Kto by się spodziewał, że kanapka może być tak zachwycająca?

  Klient chwycił bułkę, oblizał wargi i wziął spory kęs. Przeżuwając, zmarszczył brwi i w zamyśleniu wodził oczami po wnętrzu lokalu. Przyjrzał się kotletowi, którego smakowita brązowawa powierzchnia otulała lekko różowawy rdzeń. Amaretto zauważył przemykającego między stolikami Michaela i przywołał go gestem.

  – Czy wszystko w porządku? Smakuje panu posiłek?

  Gość patrzył sceptycznie na kelnera.

  – Wyczuwam jakieś dziwne nuty w tym burgerze. Czy on powinien być tak gorzki?

  – Tak, jak najbardziej, proszę pana.

  – Dlaczego niby? – dopytywał Amaretto.

  – To chamburger, proszę pana – wyjaśnił Michael. – Odmiana manburgera, tyle że mięso pochodzi od wyjątkowo chamskich osobników, stąd czuć wyraźne nuty goryczy. Dlatego najlepiej spożywać go wraz z Chateau de Boucher, które panu poleciłem. Metaliczny bukiet wina wzbogaca smak potrawy.

  – Ach tak – mruknął klient i ponownie uniósł kanapkę do ust. Zanim jednak wziął kolejny kęs, spojrzał na kelnera. – To wszystko, może pan odejść. Nie lubię, gdy ktoś nade mną stoi podczas jedzenia. Zawsze potem mam zgagę.

  – Ma się rozumieć – odparł Michael, odchodząc i ponownie notując coś w zeszyciku.

  Gość odprowadził go wzrokiem i pokręcił głową z dezaprobatą. Potem wrócił do posiłku i siorbiąc Chateau, dokończył jedzenie. Wytarł ściereczką zatłuszczone usta i po raz kolejny kiwnął na kelnera.

  – Rachunek! – zawołał, zanim jeszcze Michael pojawił się przy stoliku. Kelner zatrzymał się wpół drogi, odwrócił na pięcie i ruszył podliczyć zamówienie. Wrócił niecałą minutę później.

  – Oto i rachunek, proszę pana. Czy jest pan zadowolony z posiłku? Wszystko w porządku?

  – Nie było złe, ale ta gorycz trochę mi przeszkadzała.

  – Nie tylko panu… – prawie bezgłośnie szepnął do siebie Michael.

  – Co proszę?

  – Nic nie mówiłem, proszę pana – odparł szybko kelner. – Dziękujemy za wizytę i zapraszamy ponownie.

  – Aha.

  Gdy znów został sam przy stoliku, Pan Amaretto spojrzał na rachunek, skrzywił się z niezadowoleniem i z głośnym westchnieniem wyciągnął portfel. Rzucił na stół dokładnie wyliczoną kwotę, po czym wstał i skierował się do szatni.

  Kiedy tylko mężczyzna się oddalił, Michael błyskawicznie doskoczył do stolika i spojrzał na leżące na nim pieniądze.

  – Żadnego napiwku – powiedział do siebie pod nosem.

  Schował pieniądze, po raz trzeci wyciągnął notesik i tym razem czerwonym ołówkiem namazał coś na jednej ze stron. Wyłowił z tłumu wzrok kierownika sali i skinął do niego głową. Gdy tylko tamten odwzajemnił gest, Michael ruszył w stronę recepcji.

  – Proszę pana, proszę pana – zawołał do Amaretto. – Proszę zaczekać, chcielibyśmy prosić pana o wypełnienie jednej króciutkiej ankiety na temat naszej restauracji.

  – Nie mam na to czasu, ani ochoty.

  – Każdą taką przysługę honorujemy złotą kartą i wpisaniem nazwiska wypełniającego do specjalnej księgi. Bardzo nam zależy, żeby wzbogacił pan nasz lokal własnym wkładem. A może ma pan jakieś sugestie dla szefa kuchni?

  Amaretto przewrócił oczami, ale informacja o złotej karcie okazała się, o ironio, mocną kartą przetargową.

  – Właściwie to mam sugestię. Ten chamburger nieco mnie zawiódł. No dobrze, ale tylko pięć minut. Mam jeszcze dużo spraw do załatwienia.

  – Oczywiście! – zawołał kelner entuzjastycznie i wymienił porozumiewawcze spojrzenie z recepcjonistką, która przyglądała się całej akcji z boku. – Panna Madelaine zaprowadzi pana do pokoiku, w którym czeka nasz ankieter. Obiecuję, że wszystko pójdzie bardzo szybko.

  – Ja myślę – odburknął gość.

  Recepcjonistka ruszyła w kierunku znajdującego się naprzeciwko toalet wejścia. Amaretto podążył za nią, skrycie łypiąc na długie, zgrabne nogi dziewczyny. Nadal pożerał ją wzrokiem, kiedy delikatnie pukała do drzwi. Te uchyliły się i w szczelinie pokazała się spocona, ubrudzona czymś czerwonym twarz.

  – Pan do ciebie, Bruno. W sprawie chamburgera – rzekła Madelaine i porozumiewawczo mrugnęła do potężnego mężczyzny w (niegdyś śnieżnobiałym) fartuchu.

  – Widzę, że strój ankietera też pozostawia wiele do życzenia – narzekał klient. – Jak już wypełnimy ankietę, chciałbym również poprosić o księgę życzeń i zażaleń. I o moją obiecaną złotą kartę rzecz jasna.

  – Nie ma sprawy – zahuczał basowo Bruno, po czym wciągnął mężczyznę do pokoju i zatrzasnął, a następnie zaryglował drzwi od środka.

  Madelaine wróciła do stanowiska, podniosła telefon i wybrała numer do menedżera restauracji.

  – Panie Bessler, kolejny chamburger u ankietera.

  – Cudownie, panno Madelaine, Bruno się dziś napracuje.

  Pan Bessler odłożył słuchawkę. „Ta kanapka to strzał w dziesiątkę, taka oszczędność!” – pomyślał, wykreślając wieprzowinę z restauracyjnej listy zakupów.

8612 zzs

Liczba ocen: 2
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !CptUgluk
Kategoria: groteska

Liczba wejść: 79

Dodano: 2020-11-22 17:20:48
Komentarze.
~oko 11 m.
i zadowolenie gości rośnie. podobno maltretowane za życia mięso kruszeje i staje się słodsze - dlatego psy w Chinach zabija się pałkami męcząc je zanim zdechną. czemu chamy miały być gorzkie?
Odpowiedz
!CptUgluk 11 m.
oko w takim razie Chiny nie są miejscem dla mnie. Cham jest w domyśle kimś przepełnionym goryczą, zgorzkniałym, nie szczędzi innym cierpkich słów. Skojarzeniowo pojechałem, ot co
Odpowiedz
~oko 11 m.
CptUgluk teraz rozumiem zamysł.
Odpowiedz
!CptUgluk 11 m.
oko cieszę! Dzięki za wpadunek
Odpowiedz
~alka666 11 m.
z dużym wykopem
Towar sam się dostarcza
Dobry pomysł na cięcie kosztów. Muszę ten tekst pokazać szefowej. Zarządza motelem z barem
Odpowiedz
!CptUgluk 11 m.
alka666 spoczko, tylko podaj mi potem adres tego motelu, żebym będąc w okolicy miał się na baczności. Staram się zawsze być uprzejmy, ale mimo wszystko lepiej się pilnować
Odpowiedz
~alka666 11 m.
CptUgluk dobra, nie ma sprawy. Zgadamy się na FB
Odpowiedz
!CptUgluk 11 m.
alka666 z początku przeczytałem "FBI" i już zacząłem sobie organizować drugą tożsamość :O
Odpowiedz
~alka666 11 m.
CptUgluk
Nigdy nie zaszkodzi mieć alternatywę
A motel całkiem spoko. Kierowcy TIR-ów najczęściej są gośćmi. Obok jest stacja benzynowa, parking dla TIR-ów i biuro, w którym pracuję. Kawałek dalej Biedra i Lidl. I hotel 500. Miasteczko całkiem spokojne, bogata gmina. Park Przemysłowy. Same duże firmy.

Odpowiedz
!CptUgluk 11 m.
alka666 Prawda, nie wiadomo kiedy drugie "ja" może się przydać.
No, to brzmi jak idealne miejsce na motelik z restauracją
Odpowiedz
~alka666 10 m.
CptUgluk w trasie takie miejsca są jak zbawienie dla zmęczonych.
Mrozi krew w żyłach widok kierowcy TIRa kupującego na stacji małpkę, a następnie wsiadającego za kierownicę i ruszającego w trasę. Trafiają się tacy, niestety.
Odpowiedz
!CptUgluk 10 m.
alka666 wyobrażam sobie. Dostawcy śmierci możnaby rzec. Choc miejmy nadzieję, że akurat ten towar dostarczany będzie jak najrzadziej.
Odpowiedz
~alka666 10 m.
CptUgluk napisz opowiadanie, skoro już sobie wyobraziłeś
Namawiam, zachęcam.
Odpowiedz
!CptUgluk 10 m.
alka666 w jednym z ostatnich TW miałem już motyw naćpanego kierowcy, nie wiem czy mam teraz wenę na podobne klimaty. Ale nie mówię nie I dziękuję za zachętę, budujące jest to, że ktoś chciałby czytnąć z mojej budki
Odpowiedz
~alka666 10 m.
CptUgluk czytam, może nie zawsze zostawiam ślad, ale mam naprawdę wiele do czytania i wywiązania się z obiecanych recenzji. A po drodze taka np. "Alfabetyczność" Henryka Berezy wpadnie i co? No perełka! Nie odmawiam.... Krytykowi literackiemu nie odmawia się przeczytania
Odpowiedz
!CptUgluk 10 m.
alka666 ja sobie świetnie zdaję sprawę z tego, że do czytania jest mnóstwo rzeczy, tak samo wiele jest zobowiązań i innych takich. Nie wymagam od nikogo, żeby tu u mnie przesiadywał po prostu miło mi bardzo jak ktoś przyjdzie i czytnie, a tym bardziej jak zostawi ślad. Czy to pochwała, czy krytyka, zawsze mnie się serduszko raduje!
Odpowiedz
~alka666 10 m.
CptUgluk a ja lubię innych radować
Tylko czasami czasu brak. Ten Biały Królik popierala jak gópi
Odpowiedz
!CptUgluk 10 m.
alka666 za dużo tych duracellków ktoś mu w dupkę wcisnął
Odpowiedz
~alka666 10 m.
CptUgluk pojemna ta dupka
Odpowiedz
!CptUgluk 10 m.
alka666 Jak policzki u chomika
Odpowiedz
~alka666 10 m.
CptUgluk albo torba kangura
Odpowiedz
!CptUgluk 10 m.
alka666 albo worek pod dziobem u pelikana. Ale jesteśmy oblatani przyrodniczo
Odpowiedz
~alka666 10 m.
CptUgluk ale dupka, to dupka... jak u kurki, gdzie jajko
Odpowiedz
!CptUgluk 10 m.
alka666 tylko teraz zagwozdka, co było pierwsze: jajko czy dupka?
Odpowiedz
~alka666 10 m.
CptUgluk myślę, że gady (wynalazły skorupkę, by wnętrze mogło przeżyć bezpiecznie). Ale gdyby sprawę rozkminiać od dupy strony... Kto wie?
Odpowiedz
~Alchemik 10 m.
z dużym wykopem
Opowiadanko jest proste, w zasadzie przewidywalne gdzieś tam od polowy, ale fajne.
Określenie fajne moze nie brzmi zbyt wyszukanie, ale ja z przyjemnością czytam fajne rzeczy.
Na szczęście nie jadam fastfoodow. Mnie tez nikt nie podgryzał. No moze kiedyś jedna poetka. Ale podgryzaliśmy się wzajemnie.
Hmmm. Chamburgery nie powinny gorzkim osadem osadzać się na języku.
Myślę, ze jakby dobrze namoczyć klienta w kompocie ze suszonych śliwek, to gorzkość znikłaby, a nawet została zastąpiona nuta słodkości.
A chamów ci u nas dostatek. Nie wiem czy wystarczy śliwek do maceracji.

Alchemik poprowadzi doswiadczenia celem satysfakcjonującej konsumpcji. Interesujący byłby jałowiec i tarnina. Taka gorzkawość delikatesowa.
Odpowiedz
!CptUgluk 10 m.
Alchemik fajnie, że fajne nie miało specjalnie ambicji, by być czymś szczególnie ambitnym.
Obawiam się, że na niektórych chamów kompot ze śliwek to byłoby za mało. Ale warto spróbować, bez próbowania nie ma odkryć.
Podgryzanie wzajemne jest uczciwym podejściem do sprawy.
Dzięki, że wpadłeś!


Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.