online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
#(Cod) — Butch (II)
<
#(Cod) — Diatryba Hipnagoga o zaletach oduroczenia traktująca
>

#(Cod) — Zbyt długo w domu

 

 21.02. 2016r. – Niedziela

 Tylko ja, zdychający pies, pies zdrowy, kot, ktoś za ścianą i chyba ktoś nade mną. Ktoś, kto wczoraj wieczorem wrzeszczał na korytarzu, karaluchy (ochocho, a jak) mnóstwo, inne robale, wielonogi, pająki, muchy, ten co się czołgał, nim umarł tam na zewnątrz, kruki czy inne gawrony, wataha... albo nie... sfora psów i...

 ...i ble, ble, ble.

 Eh, pot. Cholernie kwaśny pot.

 Tylko ja i kilka świec, szczelnie zasłonięte okno, solidnie zabite drzwi, dostawione meble, nie antyki, nie graty, przeciętniaki. Ja i tona żarcia, co się psuje lub nie. Puszki, paluszki, ryby, powidła i malowidła na ścianach. Kał i krew.

 Ja i trupy urządzeń. Brak prądu, telewizji, radia. Ale nie śniegu. O nie. Ale nie zimna. O nie. Ale nie strachu. O nie.

 Telewizor trup. Pralka, lodówka, radio, sradio, zmywarka, mikser, telefon, trup, trup, trup. Wszystko trup.

 Wszystko? Wszystko nie.

 Muzyka jeszcze nie trup, co jest w tym urządzeniu małym, co dostałem. Nie w discmanie. W tym nowszym takim. Tym innym.

 Żarcie różnie. Zgniłe. Zielone. Twarde. I dobre, zdrowe, solidne.

 Spiker mówił, że na wypadek gdy:

 Weź apteczki. I sól. I mąkę. I kartofle. I zupy o długim terminie. I żarcie w puszkach. I baterie. I świece. I zapałki. I benzynę. I koce. I folię. Gaśnicę, sranicę i...

 I broń. Weź broń. Usiądź i broń swego domu.

 O długopisach czy ołówkach nie wspominał. A mam. Dużo mam.

 Kartek też mam dużo. I zeszytów kilka. Zapisuję to wszystko w jednym z nich. A potem pewnie w drugim. I trzecim. I...

 Duszno. Śmierdzi. Ciemno, kurwa, buro. Szaro. Chujowo. Sryjowo. Karaluszo. I w ogóle dupnie, przez gigantyczne D.

 I zimno. ZIIIIIIIIMMMMMMMMMMNNNOOOO!!!

 I głodnoooooo.

 I … ehh.

 Pies zdychający, zdechł.

 Przerwa.

 

 Ta sama niedziela – później.

 Zesrałem się, a kibel wszystko wybił. Nie śmierdzi bardziej niż zwykle. Skórki mandarynek utworzyły całkiem spory kopiec, jakbym ich zjadł już co najmniej dziesięć kilo. I może zjadłem. Mam bardzo żółte zęby.

 Jest szaro albo i czarno tam na zewnątrz. Tak, że gdy wyglądam zza zasłony, nie ogarniam wzrokiem nawet chodnika. Latarnie zdechły jak wszystko, co napędzane cywilizacją. Zdechły neony reklam. Syntetyczne światło i samochody.

 Ucichł gwar.

 Zostały drzewa i wieloboki z betonu. Zostało to, co nieżywe, a z tego, co żywe, to ja.

 Ja i ten kot kwadratowy. I ten pies.

 Śmierdzi. W domu mi śmierdzi trupami. W tym burdelu. Śmierdzi i jest zimno, choć mam palto i koc.

 Dosłownie jak w jakiejś baśni Andersena, co nie?

 W jednej z tych niewydanych. O tej z trupami wiszącymi na latarniach jak żyrandole i sadzawkami pełnymi martwych dzieci.

 O trupach i o zgniliźnie.

 Tak. Nie inaczej.

 Jens Christian Andersen: „Baśń o Trupach”.

 A może Hans, a nie Jens?

 A może chuj?

 Zimno nawet pod kocem. Kocem pod nawet zimno.

 Mecok dop tewan onmiz. Kurwa!!!

 Noga drapie nogę. Chcę mi się jeść. Nie bardzo, bardzo, lecz chce. Skubię sobie skórki z pomarańczy, czy tych mniejszych, tych. Tych mandarynek.

 To za mało. Ćmi mnie w środku.

 Tak łupie. Tak drapie od środka. Od wewnątrz aż mnie skręca.

 Coś sobie zrobię. Coś zniszczę. Ale co? Wszystko już poniszczone. Jaki jest sens niszczyć coś, co zniszczone? Nie wiem. Nie ma sensu.

 Kot mruczy, jebany. Mruczy. Szlag mnie trafi.

 Zabiję kota i zjem.

 

 Chyba poniedziałek, bo spałem. Ciemno.

 Usnąłem i nie zgasiłem świecy. Paliła się do końca i teraz została taka padlina z wosku. Taka zastygła ciecz. Jest tak zimno, jakbym miał otwarte okno. Albo zbite. Stłuczone. Słyszę, jak po domu biega wiatr. Jak piszczą szczury.

 Pies daje ciepło, bo zaległ przy moich nogach. Dobry pies. Pożyteczny.

 Kot nie.

 Za ciemno jest na pisanie. Muszę usnąć. Muszę doczekać dnia. Doczekać cudu.

 Jeszcze tylko jedno. Nad sobą słyszę kroki. Chyba. Ktoś tam chodzi nade mną. Ktoś tam jest. Nie jestem sam. Mam całą noc, by się zastanowić, czy to dobrze.

 

 Nie mogę spać. Wiercę się. Muszę to dopisać, nim zapomnę.

 To źle. To źle, że ktoś tam jest. Jestem pewien.

 To zawsze jest źle.

 Zimnoooooo. Zimno mi. Zimno.

 Czy jak napiszę to sto razy, jak za karę, to zniknie i będzie ciepło?

 Taaaaa...

 

 Kręcę się i kręcę. Wiercę. Nie mogę spać. Mam lęk.

 Czy to poprawnie napisane zdanie? Mieć lęk?

 Czy może lepiej: mam stracha, boję się, mam pietra...

 A może wyskoczyć przez okno?

 Jem mandarynki. Skórki. Mam zasady. Nie mogę otworzyć puszki. Tylko dwie na dzień, choć to już nowy dzień, więc mógłbym, ale nie chcę. Zjem, jak będzie widno. Przy oknie.

 I napiję się czegoś też przy oknie.

 Albo nie.

 Zjem wszystko, co mam i wyskoczę syty. Najedzony po pachy.

 Coś drapie, coś łazi chyba.

 Swędzi mnie skóra na plecach i nogach całych, ale nie mogę się podrapać. O nie. To taka walka woli. Jak się podrapię, to już nie przestanę i wydrapię sobie dziurę na wylot. I jak ja będę taki wydrapany na wylot wyglądał, co? Jak dziwadło jakieś.

 Nie mam komu tego napisać ani powiedzieć, przekazać, ale mam dość. Nie wiem. Nie jestem twardy może. Nie jestem jednym z tych, co wytrzymują latami tortury albo tych, co pływają miesiącami na tratwie. Nie mam aż tak ogromnej woli życia.

 Osiem dni. Albo już dziewięć nawet. Dziewięć dni, czyli tydzień plus dwa. Koszmar.

 Mam chęć pisać coś na złość, ale nie mam komu. Nikogo to nie ruszy. Nikomu nie sprawię przykrości. Czuję złość. Żółć. Odrazę. Wszystko czuję, co złe. Chcę z kimś to dzielić. Chcę komuś zrobić krzywdę. Niech ma.

 Niech nie będę sam.

 Jutro oślepię kota zapałkami, choć to w sumie już dziś.

 ...

 Jak spałem spadła mi z łóżka ręka, wisiała tak i uschła. Tak na serio. Chyba odpłynęła z niej krew. Waliłem nią o krzesło drugą ręką i ożyła. Miałem pietra nawet. Obiecywałem, że jeśli ręka zadziała, to będę dobry i postaram się myśleć pozytywnie. Ale kłamałem. Wiedziałem o tym w momencie, w którym to mówiłem.

 Kota nie ma. Obszukałem oba pokoje i kuchnię. Nie ma go. Zmył się.

 O tym już było, ale co tam. Jest mi zimno i jestem głodny. Mam zamiar zjeść dwie puszki naraz oraz resztę ciastek, a potem przespać się chwilę. A może dłużej niż chwilę? Może rok?

 Przez szron gówno jest widać. Pies wącha trupa, znaczy psiego kompana. Ten napuchł. Ciekawe czy głodny pies go w końcu zje? Czy psiak zje psa? Albo ja? Ciekawe czy ja bym mógł, gdybym już nie miał co?

 Ale mam. Jeszcze.

 

 Jest koło czternastej. Moje samopoczucie jest trochę dobre, trochę złe. Zjadłem dwie puszki z tuńczykiem, ale były tak dobre, że zjadłem kolejne dwie. Psu wysunął się jęzor do połowy, bo też jest głodny. Powiedziałem, że nie dla psa kiełbasa, ale potem mu dałem końcówkę czwartej. A co. Jak święto, to kurwa święto.

 Znalazłem też szczurze gówna.

 Jestem najedzony, jest mi cieplej, ale i smutno, że zjadłem, cholercia, więcej. Większy przydział zjadłem, rozumiecie? Powinienem móc umieć się powstrzymać. Hamulce to człowieczeństwo.

 Albo sobie to wmawiam, albo jest dużo cieplej. Boli mnie brzuch. Chyba będę miał sraczkę.

 

 Szczę dupą, aż miło. Raz za razem. Mam też gorączkę i różne natręctwa takie. Na przykład, przypomina mi się jakaś piosenka i ją nucę non stop. Wiele godzin. Znów jest zimno. Znów sram. Sram i tupię nogą do tej piosenki.

 Dziewięć dni. Tylko tyle minęło.

 A Może nie? Może upływa dzisiaj hydrybilion?

 A może chuj już z tym wszystkim?

 

 Tajemnica rozwikłana.

 Odczuwałem zimno, bo kot uchylił okno, choć to z kolei niemożliwe, bo było zamknięte na haczyk. Tak myślę. Więc może to ja? Może to ja go wyrzuciłem przez okno? Ósme piętro, więc jeśli tak, to już po nim.

 Słyszałem, że koty jak spadają, to nic im się nie dzieje pod warunkiem, że spadają z pięter nieparzystych. Pierwszego. Trzeciego. Piątego.

 Że tak mają. Tak obroty robią, że spadają na łapki z nieparzystych pięter, a z tych parzystych na grzbiet.

 A ludzie?

 Jak spadają ludzie z parzystych pięter? Na łapki czy na grzbiet?

 A psy?

 Dzieci, orangutany, patyki, plastikowe żołnierzyki i kubeczki?

 Zabiję kogoś. Znaczy, zabiję każdego, kogo spotkam.

 Od razu zabiję. Bez żadnego: Cześć, co tam w wielkim świecie? Bez żadnych ploteczek, rewelacji i informacji. Zabiję po prostu i koniec. Tak mi dopomóż krrruuuuuuuuukkkkkkkkkkkkk...

 

 Mam nastrój zwiadowczo-odkrywczy. Desperacyjny. Kurewsko silnie się czuję. Mam nóż i siekierę. Mam chęć.

 Jak tylko skończę, odstawię meble i wyjdę. Obejdę piętra. Kogo znajdę, upierdolę! Obiecuję to tym czterem ścianom. Składam hołd.

 Ujebię wszystko i wszystkich, a potem poukładam łby równo w rzędzie. Będą leżały, kurwa, jak w Iraku. Jeden obok drugiego. Pani z warkoczykiem obok, kurwa, pana w okularach. Mały urwis obok starej kobiety. Nie ma zmiłuj. Nie ma cześć oraz czołem.

 Nie ma nic.

 

 Wróciłem.

 Obszedłem tylko jedno piętro. To nade mną. Potem, tak jakoś... ta energia, co to ją wcześniej miałem, wyparowała. Widziałem zaschniętą krew na drzwiach od windy i włosy. Kępki włosów. Pies nawiał. Jestem tu teraz sam.

 Na tę pierdołowatość własną chce mi się równocześnie płakać i śmiać się z niej. Cały świat mnie robi równo w chuja, a ja się miotam. Muszę komuś zrobić jakąś krzywdę, ale nie mam komu. Mogę tylko sobie lub karaluchom. Nawet szczury są dla mnie sporo za sprytne.

 Muszę stąd wyjść. Odfrunąć do ciepłych krajów, odejść aleją ku słońcu lub oknem w dół. Mam tylko zeszyty w kratkę i ten długopis. Jest mi zimno.

 Jakby się to wszystko dało cofnąć, to bym sobie zamieszkał we wnętrzu pieca, jadłbym kebaby i pizze calutki czas.

 Jakby się to wszystko dało cofnąć, poszedłbym do parku i zabijał ludzi uderzeniem młotka w tył głowy. Raz za razem i jednego po drugim.

 Siedzi emeryt na ławeczce i nie siedzi emeryt na ławeczce. Spaceruje pani z dzieckiem i nie spaceruje pani z dzieckiem. Karmi chłopiec kaczuszkę i...

 Pies drapie do drzwi. Wrócił. Zabiję go.

 

 To nie pies. To oni. Są tu. Krzyczą, żeby otworzyć, że policja. Grożą użyciem siły. Chodźcie skurwiele, chodźcie! Chcecie zobaczyć prawdziwy pokaz siły, to dawajcie! Żadna kula nie położy marmurowego golema. Żadna broń. Chodźcie skurwiele!

 Dawajcie!

9810 zzs

Liczba ocen: 2
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: groteska

Liczba wejść: 61

Opis:

Turpizm — próby

Warning!!! — Kiedyś miałem rozgrzebane takie gówienko, więc wiedziony szachrajskim pomyślunkiem, postanowiłem je dokalibrować pod jako takie standardy i wcielić w (już dwudniową) armię codziennostrzałów. Jeśli więc ktoś poczuje szczypce deja-vu, to normalka.

Sorrex, że montuję pół odgrzewańca, ale se trzeba jakoś radzić.

Dodano: 2021-01-05 21:27:54
Komentarze.
*marok 4 m.
się głowa ma i się zna, a ja filuje przed ekranem i myślę jak dalej ciągnąć
Odpowiedz
marok szacuken, walcz

Odpowiedz
"O tej z trupami wiszącymi na latarniach jak żyrandole i sadzawkami pełnymi martwych dzieci" - podziałało na mą wyobraźnię niemal organoleptycznie.

Baza słów.
I wściekłość wyziera spod liter.
Ale jest też moc...
Odpowiedz
alka666 taaa, taki zamysł, ale mam pewien wyrzut sumienia, że jednak jedynie usprawniłem coś, co już po części było. No nic, kurde. Mogłem tak, lub nic. Mniejsze zło
Odpowiedz
Canulas to nic złego. Każdy tekst można ulepszyć. Tego nie pamiętam, a trochę Twoich poczytałam na T3. Dobrze mi się czytało, zatem cała przyjemność po mojej stronie
Odpowiedz
alka666 na t3 tego nie było Dziękuję
Odpowiedz
Canulas tym bardziej! Dobrze, że tutaj objawiłeś ten tekst
Jest wstrząsająco poruszający.
Odpowiedz
*marok 4 m.
No czasami trochę ciężko mi się wbijało w tekst ale ogólnie całkiem dobrze się czytało. Nawet uśmiechnąłem się parę razy, choć nie wspomnę gdzie. Ale ogólnie, poza dwoma może trzema momentami gdzie trochę miałem ciężko, naprawdę spoko strzał
Odpowiedz
marok Dziękuję za wizytę. Wiem, że to się czyta małopłynnie
Odpowiedz
Uu, grubo się coś odkleiło narratorowi. Straszne i smutne jednocześnie. I sugestywne. Brud, smród i odraza aż się wylewa z ekranu. Piesa tylko szkoda, co on winny.
Nie czuję deja vu, bo za czasów pierwowzoru chyba mnie tu jeszcze nie było. Muszę tak w ogóle trochę poszperać w Twoich zaszłych tekstach. Pouczyć się
Odpowiedz
CptUgluk na starociach ciężko, choć może i jakieś teksty by i były. Ot, loteria.
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
Przybędą tutaj niebawem
Odpowiedz
Ritha taaa, to akurat wisz, takie ooo. Coś jak remaster starej gry.
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
z dużym wykopem
"Tylko ja, zdychający pies, pies zdrowy, kot, ktoś za ścianą i chyba ktoś nade mną. Ktoś, kto wczoraj wieczorem wrzeszczał na korytarzu, karaluchy (ochocho, a jak) mnóstwo, inne robale, wielonogi, pająki, muchy, ten co się czołgał, nim umarł tam na zewnątrz, kruki czy inne gawrony, wataha... albo nie... sfora psów i...
...i ble, ble, ble.
Eh, pot. Cholernie kwaśny pot.
Tylko ja i kilka świec, szczelnie zasłonięte okno, solidnie zabite drzwi, dostawione meble, nie antyki, nie graty, przeciętniaki. Ja i tona żarcia, co się psuje lub nie. Puszki, paluszki, ryby, powidła i malowidła na ścianach. Kał i krew" - zajebista wyliczanka na solidnym flow (chyba, bo flow czuć, uwielbiam), do tego jest to mocno melodyjne

Jezu, dalej też mam ochotę kopiować

Doczytałam do końca. Jestem ZACHWYCONA!!! Boże, pamiętałam tytuł, ale niekoniecznie treść. Jest pęd, dynamika, wspomniane flow i takie to wszystko... prawdziwe. Jestem zachwycona!
Odpowiedz
Ritha no właśnie, bo to sporo poprawiłem, ale i tak: chuj w taki codziennostrzał. Staroć, to staroć. Robię pauzę i od poniedziałku dziabnę kolejną próbę.
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
Can, ok, skusiłeś mnie! Solidarnie też robię pauzę do poniedziałku! (zwłaszcza, że w niedzielę losowańsko!)
Odpowiedz
Ritha tajesstt!!!
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
Yeeee!
(A flow jest cudowne w tym tekście!!!)
Odpowiedz
z dużym wykopem
Czytałam jakoś w niedzielę. Zdecydowanie jest w tym opowiadaniu coś, co podsyca zmysły i ta nieustanna myśl, że coś w końcu musi się stać. Nie czytałam wcześniej, ale zdecydowanie trzyma w napięciu i nie puszcza do samego końca.
Odpowiedz
Adelajda nie mam zdania co do teo starocia, więc zawierzę Twemu
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.