online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
#(Cod-02) — Wszyscy zginą — część III
<
#(Cod-01) — Surfer wraca do domu (III)
>
Praca Wyróżniona

Martwe mile — część I

 I – Wszystko rozpoczął krzyk

 Prolog

 

 Wyższy z dwójki stojących jełopów za bardzo nie udawał, że chce tu być ani tym bardziej że słucha tego, co z umiarkowanym zapałem wkleja mu w banię niższy. Zakasłał w chustę, czując, że mięsna papka źle strawionego żarcia ślizga się coraz bardziej po bebechach, szukając wyjścia. I to naprawdę obojętną ze stron.

 — Marnie wyglądasz, Heintz. Dwa tygodnie urlopu i odwykłeś?

 Niebieskooki blondyn wyjaśnił z wrodzonym sobie pietyzmem, że dziesięciu dni nijak nie można nawet uznać za półtora tygodnia, a co dopiero dwa. Następnie odkaszlnął, spiął mocno zwieracz i upewniwszy się, że nic mu znikąd nie cieknie, dodał, że na kadłubie tej poćwiartowanej siksy może zjeść nawet kanapkę od Wendy's czy Taco Bueno. O tak. A na jej piździe postawić butelkę Fanty. Właśnie oznajmiał kurduplowi, gdzie może umieścić kukurydzianą sałatkę, kiedy ten wtarabanił się w słowo, rzucając, że już w porządku i żeby kumpel nie opowiadał takich cholernych świństw. Po chwili jednak jego złośliwa natura zwyciężyła.

 — Ale wyglądasz, jakby wysrała cię w biegu indiańska szamanka, skarbie. Przyznaj, że jednak trochę zardzewiałeś.

 — To od tych jebanych skór — zawyrokował Heintz z akcentem wysoce adekwatnym do imienia. — Od tego pierdolonego tałatajstwa.

 W pomieszczeniu faktycznie było duszno. Wrześniowa temperatura nie oszczędzała nikogo i niczego. Upał rozpanoszył się do tego stopnia, że zwykła ćwierć galonowa mineralna podskoczyła z siedemdziesięciu pięciu centów do dwóch i pół dolara, rozwodniony Miller stał od pięciu nawet i do dziesięciu, a żeby walnąć trzy w miarę zimne shoty w lokalnej spelunce mieszczącej się przy głównej ulicy miasta, trzeba by chyba poświęcić złoty ząb.

 Od poniedziałku wymęczony głos lokalnego pasma B.S.N. już sześciokrotnie ogłaszał bicie kolejnych rekordów w pieprzonym cieple, a za przyniesienie do siedziby radia zdjęcia sfotografowanych chmur można było otrzymać szmelcowaty wiatraczek. Gorąc tego lata rozdął się do tak niebotycznych rozmiarów, że niektórzy nawet i własne szczyny zaczynali uważać za lokatę.

 — To sklep, ale i garbarnia, Heintz. Rozumiesz, nie? W garbarni obrabiasz skóry. Widziałeś szyld: Ralph&Emilia Coenowie – Wyrób – Naprawa – Skup – Sprzedaż? Słuchasz ty mnie w ogóle?

 Heintz uniósł dwoma palcami jedną z rzuconych w stertę króliczych skór, odnajdując pod nią multiwszechświat. Wszystko piekielnie śliskie od roztopionego tłuszczu i gdzieniegdzie białe od złożonych przez jakieś chuj wie co larw. Zjedzony dwie godziny temu, "bardzo na szybko", sum obrał drogę powrotną.

 Konus nie lubił spoglądać na wymioty prawie tak samo, jak na zmagania dziecięcej ligi baseballu. O ile jednak w domu niewiele miał zazwyczaj do gadania, o tyle tutaj – tak. Odwrócił się więc na pięcie i wyszedł, pozwalając, by odgłosy Haintz'owego pawiowania zginęły w ulicznym tle.

  Już na zewnątrz obszukał kieszenie spodni, czując przy każdym ruchu wyniszczającą moc porannego słońca. Następnie z plastikową jednorazówką w zapoconej dłoni, ale wciąż bez papierosa w ustach, rozejrzał się po rejonie. Wtedy też poczuł na sobie czyjś wzrok, a raczej – posłyszał pęd. Odwrócił się i... wypalające skórę promienie słońca przestały zajmować piedestał w hierarchii jego problemów.

 Wtedy też kobieta bezwarunkowo krzyknęła.

 

 *

 Maria Estera Paloma, całkiem jeszcze zdrowa pięćdziesięcioletnia pomoc sklepowa, która niespełna pół godziny temu zastała cały ten burdel, siedziała teraz na zardzewiałych, przeciwpożarowych schodach, paląc taniego szluga i biadoląc nad swym cholernym losem. Z jej brązowych oczu wyzierała najprawdziwsza bojaźń o to, że tylko patrzeć jak ktoś "poważny" chwyci ją mocno za dupę i przerzuci przez meksykański mur. Karty pobytu nie miała. Trwoga była w pełni uzasadniona.

 Siedziała więc i paliła, gdy najniższy z trójki — nie miała pojęcia, kim byli, ale machnęli blachami — wyszedł na zewnątrz. Odruchowo wcisnęła twarz w piersi i najciszej, na ile tylko pozwalała klocowatość jej ciała, szurnęła dupą, chcąc znaleźć się jak najdalej od zafrasowanego czymś jegomościa. Ten wyciągnął z kieszeni zapalniczkę, sprawdził, czy działa, odwrócił się i dostał w skroń najprawdziwszym, pierdolonym, tomahawkiem.

 Maria Estera, pomimo tsunamicznej fali kiełkującego w niej z każdą chwilą szoku, miała stuprocentową pewność, że przedmiot, który dosłownie wysadził czaszkę niewysokiego gościa, był tomahawkiem. Nie tradycyjną siekierą, rzeźnickim półkolistym toporem czy dwuostrzowym labrysem, tylko właśnie indiańskim tomahawkiem.

  Kobieta pracowała u państwa Coenów dopiero miesiąc, ale jak syczał jej w ucho właściciel, najczęściej zresztą podczas piłowania Estery od tyłu na borsuczych, niewyprawionych skórach, dobrze jej z oczu patrzy, a w duszy gra. Szybko więc zrozumiała, że wszystko nie prosperuje dobrze jedynie dzięki temu, że większość z licznie odwiedzających zakład interesantów pragnie wycierać zabłocone buty w wycieraczki wyszywane z lisich dup. I dlatego, zanim krzyk przecisnął się przez jej podrażnione od nadmiaru nikotyny gardło, wiedziała, że to tomahawk. Wiedziona niepokojącym impulsem spojrzała w kierunku, z którego to śmiertelne narzędzie nadleciało, dostrzegając miotacza.

 Wtedy krzyknęła ponownie.

 

 *

 Heintz doskonale zdawał sobie sprawę, że okraszenie miejsca zbrodni wymiocinami jest źle widziane i mimo że nie spodziewał się za ten skądinąd oczyszczający akt namacalnej kary, czuł pewien rodzaj przykrego zażenowania. Słabości, która nie powinna mieć miejsca.

 Zza koralikowej zasłonki prowadzącej na zaplecze sklepu doleciało melodyjne pytanie. Guido, fanatycznie dumny ze swojego meksykańskiego pochodzenia, nie bacząc na to, że już nie jest w "Biedlandii", zadał je po hiszpańsku. Heintz jednak wiedział, co oznacza słowo "mujer"* oraz jakiego użyć zwrotu, żeby swego nazbyt patriotycznego kumpla nie podkurwić. Zwłaszcza że mieli tu około piętnastu puzzli kobiecego mięsa, które tylko tamten mógł poskładać.

 — Ella está afuera, fumando** — odparł z zamiarem dołączenia do niego. W ogóle, odkąd pozbył się z trzewi tego niedosmażonego wodnego stwora, ponownie czuł radość z życia. I to na tyle wielką, że znów był gotów zmierzyć się z widokiem poszatkowanej panny. Tylko tym razem nie przez sekundową migawkę, ale normalnie, jak facet. Wtedy usłyszał mrożący kał w dupie krzyk.

 A potem... cóż. Potem się kompletnie pojebało.

 

 * Mujer – Kobieta

 ** Ella está afuera, fumando – Jest na zewnątrz, pali papierosa.

 

 Link do części II: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

6516 zzs

Liczba ocen: 4
96%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 136

Opis:

Kontynuacja "500 mil"

Dodano: 2021-01-12 20:52:01
Komentarze.
*Ritha 4 m.
OMG
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
Będę. Będę, ale nie w takim biegu, w jakim jestem w tej chwili. Ale nooo, opis na dole zrobił mi dzień Prawdopodobnie zrobił mi też tydzień
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
Tytuł 10/10! 15/10! 23/10!
Odpowiedz
Ritha to dawne "Kiepskie Karty", zmiana tytułu, ale seria wraca.
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
Can, bardzo korzystna zmiana tytułu. Mimo wszystko sobie odświeżę. Niemiernie cieszy mnie kontynuacja tej serii. Tekst w kolekcji
Odpowiedz
Ritha skoro jest wznowienie, będzie i dalej
Odpowiedz
Jestem w szoku, jak się otrząsnę, to przeczytam!
Odpowiedz
alfonsyna oczekiwać będę.
Odpowiedz
Dodałam do kolekcji, by nie przegapić kolejnych części.
Na razie zakodowałam skóry, tomahawk, piętnaście kawałków i komplikacje.
Zapowiada się intrygująco!
Odpowiedz
alka666 bardzo dziękuję za kolekcjonowanie
Odpowiedz
~jotka 3 m.
Ojej jaki tytuł piękny. Przeczytam to jako pierwsze, bo dawno tu nic chyba nie czytywałam.
Odpowiedz
"głos lokalnego pasma B.S.N. Już sześciokrotnie ogłaszał" - tu chyba się przypadkiem zrobiło "już" z wielkiej litery;
"mrożący kał w dupie krzyk" - no i proszę, tak mnie ta kwiecista metafora na koniec rozbawiła, że cała powaga poszła w las Musiał to być zaiste straszny krzyk!
Bardzo charakterystyczny, Canulasowy styl - zupełnie nie do podrobienia. Będzie się czytało z niegasnącym zapałem!
Odpowiedz
alfonsyna aaaa, bo zmieniałem, zglądałem, szukałem i coś popsułem. Już ogarniam.
Ukłonias
Odpowiedz
~jotka 3 m.
z dużym wykopem
Ejj, czy to już było? Kojarzę, że czytałam i podobało mi się słowo "tatalajstwa". W każdym razie bardzo fajne, można się od Ciebie uczyć barwnych dialogów i porównań. Na początku jakoś tak mi topornie szło, bo miałam wrażenie że już za gęsto, za dużo chciałeś wsadzić ale później już luz. Tylko taka moja skromna opinia.
Odpowiedz
jotka tak, było, pod inną nazwą, ale zawędrowało w złe miejsce i można albo porzucić albo gruuuntownie przebudować. Tutaj (pomimo gęstości) i tak lekko odchudziłem. Dziękuję za odwiedzińsko
Odpowiedz
~jotka 3 m.
z dużym wykopem
Ejj, czy to już było? Kojarzę, że czytałam i podobało mi się słowo "tatalajstwa". W każdym razie bardzo fajne, można się od Ciebie uczyć barwnych dialogów i porównań. Na początku jakoś tak mi topornie szło, bo miałam wrażenie że już za gęsto, za dużo chciałeś wsadzić ale później już luz. Tylko taka moja skromna opinia.
Odpowiedz
Wchodzisz na jakiś półap, gdzie wszystko jest sprawnie wyjaśnione, połączone i nie ma odskoków rozmyśleniowych pobocznie.
Kawałek jeden z lepszych u Ciebie.
Ta zwrócona ryba, pobiła rekord. 😝

Odpowiedz
Szudracz pułap*
Odpowiedz
Szudracz taa, klarowniejsze, bo wcześniej ucięte. Dlatego.
Dzięki za wizytex
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
z dużym wykopem
"— Ale wyglądasz, jakby wysrała cię w biegu indiańska szamanka, skarbie" - hahahaha

O, Boże. Dobrze tu być. To jak usiąść w swoim hotelu po długiej podróży, tożsame uczucie. Obrazy w głowie jak zawsze - tarantinowskie Narracja jak zawsze - patrz zdanie o fotelu. Postaci, dialogi, klimat. Łap wykopy, Canulardo.
Odpowiedz
Nooo, dziękuję. Trochę usprawniam. Na razie lifting, ale wiem, że będą części, gdzie przeróbki będą spore
Odpowiedz
Oo cię sunę! Tak zaczęłam trochę od niechcenia, bo słyszałam, że dobre. W momencie roztrzaskania czaszki już miałeś mą uwagę i tak zostało Z przyjemnością lecę do drugiej części.
Odpowiedz
SylviaWyka Czy dobre, nie wiem. Bardziej idzie na zasadzie:echo po 500mil. Mam nadzieję, że się utrzyma na rowerku yuzerskiego znaku jakości
Dziękuję za miły wpad
Odpowiedz
z dużym wykopem
Czyżby inspiracją Janem Baptystą Grenouille? A opko też jakieś znajome, szczególnie Coenowie, no ale reszty nie pamiętam. Zaczęło się soczyście, przyjdę później pod drugą część 😁
Odpowiedz
Adelajda łoj, musiałem być na wakacjach, gdy przydrylowałaś pod okienko. Nie znam wyżej wspomnianego. Ja żem zwykły oprych, do tego lednie pisaty, więc no... Dziękuję za odwiedzinix
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.