online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
Bliscy ludzie cz. 8
<
Bliscy ludzie cz. 6
>

Bliscy ludzie cz. 7

 Poprzednia część:

 https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 Logan przystanął w progu domu. Kurt stał do niego plecami. Miał na sobie krótką, czarną koszulę, mimo, że jesień nie należała do ciepłych. Jasne włosy sterczały mu we wszystkie strony. Harris zaczekał aż skończy zabezpieczać wszystko co mogło w jakikolwiek sposób doprowadzić do sprawcy i będą mogli porozmawiać.

 W pokoju było mnóstwo plecionek i koralików, plakaty zespołów indie rock, a większość oblepiona toną kurzu. Jakby brakowało kobiecej ręki. Nieco jak z lat sześdziesiatych, tylko komputer i całkiem zgrabny odbiornik nie pasowały do takiego stylu.

 — Kurt? — Harris pomyślał, że to trwa za długo. Tamten z kolei powoli odwrócił się w kierunku źródła głosu i skinął ręka w gęście aprobaty, chwilę po tym jak kilka ciekawskich spojrzeń powędrowało w stronę Logana. Jego przyjście zawsze budziło niepewność. Samozwańczy detektyw noir, były policjant, który powinien grzać stołek w barze i od niechcenia rzucać lotkami w środek tarczy, mieszał się w większość spraw. Nie wszystkim się to podobało. Sęk w tym, że jak dotąd wiele kwestii potrafił rozstrzygnąć tylko on. Przymykano więc oko na jego obecność, a jeśli ktoś próbował odsunąć go od węszenia długie łapy Sandlera trzymały w ryzach co większych śmiałków.

 — Czemu zadzwoniłeś do Rose? Po co ją — ściszył nieco głos — niepokoisz?

 — Nie miałem ochoty z tobą gadać.

 — Brzmisz jak obrażalska ciota, Sandler. Jeśli chodzi o tego Boga...

 — Lubisz komedie, Harris?

 — Nie bardzo.

 — Tak czułem. Może zapamiętałbyś jakieś lepsze teksty, niż tamten.

 — Co z Sarą? Znów przyszedł człowiek widmo i nikt tego nie słyszał?

 — Jak często wychodzisz sprawdzać, kto idzie do sąsiadów?

 — Dureń. Jak ci przejdzie to możemy pogadać. Trzeba sprawdzić co siedzi w tym pudle. — Wskazał duży, stacjonarny komputer.

 — To nie jest priorytetowa sprawa.

 — A co jest? Nie przyszedłem tu na licytację i głaskanie cię po jajach w ramach urażonej dumy. W tym gównie siedziały obie i Sara i Penny. Tu też odesłała mnie Elena. Czego szukały?

 — Może romansu?

 Harris zmarszczył brwi.

 — Dobra. Przeszukamy historię. Skąd wiesz, że stary mówił prawdę?

 — Co?

 — No że Jack i Oman istnieją.

 — Z listu. Penny pisała, że spodziewa się gości. Myślę, że to tamci. Sęk w tym, że nie wiem skad się wzieli, ale...

 — Ale co?

 — Obawiam się, że nie są miłymi kuzynami. Eliminują dowody. I depczą nam po piętach, Kurt. Dlatego prosiłem, żeby pilnować Eleny. Najlepiej gdyby Megan mogła z nią trochę no... Pobyć.

 — Tu?

 — Albo przed domem. Dopóki się nie wyjaśni.

 — Kiedy to się coraz bardziej komplikuje.

 — Trzeba jej pilnować. Po prostu. Ty zajmiesz się historią, a ja pojadę do Catherine.

 — Dokąd?

 — Do córki Penny.

 Tym razem to Sandler sprawił, że na czole powstała pionowa bruzda ze zdziwienia.

 — Miała córkę. Przynajmniej tak wynikało z tych papierków. Bądź co bądź trzeba to zbadać.

 — Dziś pogrzeb. Możesz z nią porozmawiać jak tu przyjedzie.

 — Nie liczyłbym na to. Nie było jej przez tyle lat. Czemu nagle miałaby się pojawić?

 — Bo to pogrzeb? Jak nie przyjdzie, będzie żałować.

 — Czasem zapasy żalu się kończą. Czasem ich wcale nie ma, a sumienie już człowieka nie rusza.

 — Harris, współczesny poeta. Ty weź może tomik wydaj, bo cię powołanie ominęło — zadrwił. — Będzie na pogrzebie, inaczej nie nazywam się Sandler.

 — Jeśli go dożyje.

 — Nie sądzisz chyba... — Harris skutecznie zasiał ziarno niepewności, a potem wzruszył ramionami. — Jeśli Elena będzie pilnowana, to Cath może być następna. Idz na pogrzeb i dobrze przyjrzyj się wszystkim, Kurt. Wyglada na to, że nasz śmiałek, albo śmiałkowie wcale nie należą do strachliwych. Nie zdziwiłbym się, gdyby też przyszli. Przesłuchaj jeszcze Franka, dowiedz się, jak wyglądali. Powinien wszystko wypaplać. A to już połowa sukcesu.

 — Żartujesz, prawda?

 — Istnieje prawdopodobieństwo, że nie — odparł Logan i nawet jeśli nie był pewien swojej wersji zyskał tym niewyartykułowane, ale wyraźne zezwolenie Kurta na dokładnie taki przebieg działań.

 — Gdzie mieszka Catherine?

 — Miles City. Jakiś trzy godziny jazdy stąd.

 Powinienem być tam zanim się ściemni. Niespodziewani goście po zmierzchu nie są dobrze widziani. Prawda?

 Odpowiedziało mu kolejne teatralne skinięcie głową.

 

 

4303 zzs

Liczba ocen: 2
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~jotka
Kategoria: kryminal

Liczba wejść: 61

Opis:

Dodano: 2021-01-13 10:16:53
Komentarze.
Pogubiłam się nieco. Myślę, że linki przy każdym nowym odcinku do poprzednich części ułatwiłyby orientację
Odpowiedz
~jotka 3 m.
alka666 ale w czym pogubiłaś? Ok, pomyślę
Odpowiedz
jotka w fabule. Kiedyś zaczęłam czytać, ale już zapomniałam co było na początku. Chodzi mi o wstawianie linków, których u Ciebie brak, by cofnąć się do wcześniejszych części i przypomnieć o co chodziło.
To ja się pogubiłam, Ty zapewne wszystko prowadzisz według zamysłu i tego się trzymaj
Odpowiedz
~jotka 3 m.
alka666 jasne, poprawione
Odpowiedz
jotka
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
z wykopem
Jestem i tu, Ciebie można czytać i czytać, bardzo mi się podoba Twoja narracja w takim wydaniu, historia mnie zaczyna coraz bardziej wciągać, ciekawa jestem, jak to poprowadzisz, lubię gatunek. Będę wypatrywać kolejnych części
Odpowiedz
z dużym wykopem
Idę dalej ...na marginesie jak czytam Twoja opowieść przypomniał mi się zabieg Larsa von Triera w „Dogville” ...tam sceneria i rekwizyty ( taki teatralny majstersztyk) idealnie pasują do Twojej narracji
Odpowiedz
~jotka 2 m.
jacek79 Nie oglądałam szczerze mówiąc, weszłam teraz w wiki i nawet ciekawe :x
Miło, że podążasz!
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.