online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
Powiew Zachodu – Przeklęta szkapa (cod#1)
<
Dobrze ci w różowym, byku (cod#8)
>

S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 4

  Link do części 3: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=6307

 

 

  Niedaleko stał wrak samochodu osobowego. Pojazd został tu porzucony z pewnością w nie aż tak odległej przeszłości, choć zdążył już na tyle „wrosnąć” w krajobraz, że wyglądał, jakby stał tam od zawsze. Marka samochodu i jego kolor były na tym etapie „rozkładu” nie do odgadnięcia. Stalker doczłapał się do niego, zwalił na ziemię i oparł plecami o przerdzewiałą do cna karoserię.

  W chwili zetknięcia z wrakiem coś we wnętrzu przenikliwie zaskrzeczało i zaczęło się szamotać. Stalker mimowolnie krzyknął, odskoczył od samochodu jak oparzony i wycelował broń w kierunku źródła dźwięku. Okazało się, że niepotrzebnie. W starym aucie zagnieździły się jakieś szkodniki. Było to prawdopodobnie kilka gryzoni, które spłoszone nagłą wizytą intruza błyskawicznie uciekły w zarośla. Zniknęły tak szybko, jak się pojawiły, nie było więc szans, żeby dokładniej przyjrzeć się stworzeniom.

  Pikov zaklął szpetnie i pokręcił głową, karcąc się w duchu za nieostrożność i niepotrzebnie spowodowany hałas. Ponownie przysiadł, opierając się o zardzewiałe i pogięte drzwi. Zaczął szacować straty, jakie poniósł w wyniku nieplanowanej kąpieli błotnej.

  Buty były nadżarte przez silnie żrącą substancję, widać to było nawet w słabym świetle wyjątkowo dziś aktywnego księżyca. Kwas nie zrujnował ich jednak doszczętnie – naukowcy dysponowali świetnym sprzętem, a obuwie, które zapewniali swoim pracownikom terenowym, było czymś więcej niż tylko zwykłymi wojskowymi kamaszami. Jako że w logiczny sposób stopy znajdowały się najbliżej ziemi, buty wzmocniono ołowianymi wkładkami w celu zabezpieczenia przed radioaktywnym syfem. Podeszwa była antypoślizgowa, nie przewodziła prądu, a materiał chronił przed wysokimi i niskimi temperaturami. Obuwie, w porównaniu do klasycznych stalkerskich butów było również bardziej odporne na działanie agresywnych, żrących substancji. Dzięki temu stopy Pikova przetrwały kąpiel bez uszczerbku, czego niestety nie można było powiedzieć o łydce i dłoni stalkera. Tu anomalia zrobiła swoje.

  Dłoń Pikova zaczynała piec. Stalker zaczął powoli ściągać rękawicę. Obawiał się, że przesiąknięty materiał mógł przywrzeć do skóry, starał się więc to zrobić na tyle wolno, na ile się dało. Odrzucił na bok niezdatny już do użytku element kombinezonu i spojrzał na pokrywającą się ropnymi bąblami, pulsującą bólem dłoń. Podwinął ostrożnie nogawkę – noga także nosiła ślady poparzeń chemicznych.

  Stalker podpierając się o podrapany i obity w wielu miejscach dach samochodu, zajrzał do kokpitu. Pojazd był ogołocony. Kierownica, fotele, lusterka – wszystko zostało dawno wymontowane i zabrane, czart wie gdzie. We wraku było sporo ogryzionych kości, resztek, śmieci, nie brakowało też suchych gałązek i trawy – gryzonie urządziły tu sobie noclegownię ze stołówką. W każdym razie teraz uciekły, a Pikov potrzebował miejsca, gdzie mógłby opatrzyć rany. Został tymczasowo dzikim lokatorem i miał nadzieję, że prawowici mieszkańcy tego przytulnego apartamentu prędko nie wrócą z obstawą i nakazem eksmisji.

  Usiadł na podłodze i wyciągnął z plecaka apteczkę dla naukowców. Od zwykłych, powszechnie stosowanych zestawów pierwszej pomocy różniła się ona (nie licząc koloru opakowania) ilością, różnorodnością i intensywnością działania zawartych w niej leków. Instytut dbał o swoich ludzi tak samo, jak o swoje interesy, dlatego, aby jeszcze bardziej zwiększyć szanse na przeżycie wysyłanych w Zonę stalkerów i ułatwić im realizację powierzonych zadań, naukowcy wyposażali ich w możliwie najlepszy ekwipunek. Szczególnie ważne było to w ostatnim czasie, gdy Strefa zaczęła być jeszcze bardziej nieobliczalna niż do tej pory.

  Pikov wyłuskał z opakowania preparat przeznaczony do łagodzenia oparzeń pochodzenia chemicznego, gazę, bandaż i jeszcze parę innych, niezbędnych do zabiegu narządzi. Trzeba było czym prędzej oczyścić i zabezpieczyć miejsca, które zetknęły się ze żrącą substancją, żeby ograniczyć skalę zniszczeń w organizmie, a także zapobiec wdaniu się zakażenia lub innego nieokreślonego świństwa.

  Stalker jak zaplanował, tak zrobił. Zaciskając z bólu zęby, zabrał się za opatrywanie ran. Zadanie było o tyle trudniejsze, że musiał posługiwać się lewą ręką, która niezależnie czy mu się to podobało, czy nie, musiała w tym momencie zostać jego ręką dominującą. Zrobił, co mógł, zastosował wszelkie środki zaradcze, jakie był w stanie zastosować w takich warunkach. Przytrzymał zębami końcówkę bandaża, żeby zwolnić na chwilę dłoń, którą mógł sięgnąć po zapinki.

  Pikov był cały mokry i zasapany, potrzebował chwili odpoczynku. Uniósł głowę i rozejrzał się dookoła, żeby upewnić się, czy nic nie skrada się w jego kierunku. Na razie było cicho i spokojnie, więc kilka chwil postanowił poświęcić na pożywienie się. Otworzył konserwę i zjadł szybką, improwizowaną kolację. Niby nic, puszkowanym żarciem raczył się już setki razy, ale teraz był tak głodny, że te kilka kawałków mięsa w galarecie było dla niego jak danie dnia w dobrej restauracji.

  Korzystając z chwili spokoju, zdecydował się wyciągnąć PDA. Uruchomił palmtopa i bez większego zaskoczenia stwierdził, że ten, podobnie jak wszelkie inne elektryczne sprzęty w jego posiadaniu nie działał prawidłowo. Komputerek zawieszał się, a jego ekran przygasał. Mimo to Pikovowi udało się po chwili przełączyć go w tryb offline. W efekcie nie mógł wysyłać ani otrzymywać wiadomości, a także sprawdzić, czy PDA wychwytuje w pobliżu sygnał innych stalkerów. Plusem tej sytuacji było jednak to, że i jego nikt nie powinien teraz namierzyć.

  Pikov postanowił, że da odpocząć nogom jeszcze przez parę minut i wykorzysta postój do przyjrzenia się swojemu dziwnemu, połyskującemu znalezisku. Wyciągnął z plecaka pojemnik na artefakty. Przygotował PDA, uaktywniając tryb aparatu, żeby sfotografować niezwykły przedmiot. Odbezpieczył i zdjął wieko puszki, z której wysączył się delikatny blask. Stalker ostrożnie wytrząsnął artefakt na podłogę. W tym momencie jego noktowizor odmówił posłuszeństwa. Zauważył, że palmtop również się wyłączył, tak jakby nagle rozładowała mu się bateria. Popatrzył badawczo na detektor anomalii, który jeszcze przed chwilą wychwytywał sygnał jakiejś umiejscowionej nieopodal pułapki – teraz dioda na urządzeniu zgasła zupełnie.

  Pikov zastanowił się przez chwilę, po czym wpakował z powrotem złotawy „owoc Zony” do pojemnika. Sprzęty odżyły i mimo że daleko im było do wzorowego działania, to chociaż starały się spełniać swoje funkcje. Gdyby były żywymi istotami, to z pewnością ociekałyby potem z wysiłku.

  Wygląda na to, że pierwsza cecha artefaktu została odkryta – pomyślał stalker. Właściwość zaburzania pola elektromagnetycznego nie wydawała mu się jakaś szczególnie wyjątkowa, chociaż naukowcy z pewnością znaleźliby dla tego zastosowanie. Musieliby się jednak trochę natrudzić ze zbadaniem tego anormalnego przedmiotu.

  Pikov, odkrywszy powód fiksowania sprzętów, pomyślał, że warto by było na chwilę uruchomić PDA w trybie pełnej funkcjonalności – zorientować się, czy otrzymał może jakieś wskazówki „z góry” i czy jego kompani są cali i zdrowi. Mógłby też zameldować o tym, gdzie jest i wysłać szefostwu wzmiankę o swoim odkryciu – może udałoby się im zorganizować jakąś ekipę ratunkową? Nie robił sobie wielkich nadziei, ale kto wie.

  Problem polegał jednak na tym, że artefakt trzeba pozostawić w pewnym dystansie. Stalker nie wiedział, jaki jest jego zasięg działania – w jakiej odległości od niego komputerek odzyska pełną sprawność? Będzie się musiał o tym przekonać na własną rękę.

  Postanowił, że oddali się na odległość kilkudziesięciu metrów od wraku, w którym urządził sobie tymczasową kryjówkę i saperką wykopie w ziemi dołek, do którego następnie włoży pojemnik z artefaktem. Dzięki temu ukryje go na chwilę przed… no właśnie, przed kim? Kto by mógł się tu zapuszczać? Może jedynie Monolitowcy patrolujący swoje tereny, ale mało prawdopodobne, że łaziliby po krzakach i żrących bagnach. Mimo to uznał, że znalezisko jest na tyle cenne, że nie chce lekkomyślnie ryzykować jego utraty.

  W każdym razie, po rozstaniu się na chwilę z puszką i jej cenną zawartością, stalker planował wrócić we względnie najbezpieczniejsze w tym momencie miejsce, czyli do przerdzewiałego wraku samochodu nieokreślonej marki i stamtąd wysłać meldunek do bazy. Miał nadzieję, że ta odległość wystarczy.

  Zastanawiające było dla niego to, że artefakt widocznie osłabiał działanie sprzętów nawet wtedy, gdy był szczelnie zabezpieczony w specjalnie przystosowanym do takich celów pojemniku. Ciekawe jak silne pole emituje bez ołowianego „tłumika”?

  Plan został opracowany, teraz tylko trzeba go było zrealizować. Pikov pozbierał z podłogi samochodu kilka drobnych śmieci, które miały posłużyć jako obiekty testowe i najpewniej skończyć w jakiejś anomalii.

  Obrał kierunek na południe, z dala od krzaków i zdradliwych bagien, wzdłuż dalszej części betonowego płotu, który zakręcał właśnie w stronę południową. W ciemności nieopodal, na jego ustanowionej na szybko trasie trzaskało i błyskało nieśmiało spore Elektro. Stalker wziął pod uwagę, że będzie musiał obejść ją bokiem. Niepotrzebne, większe graty z plecaka zostawił we wraku. Był zmęczony, więc nie widział sensu dźwigania całego sprzętu tam i z powrotem – wystarczy tylko broń, saperka, pojemnik z artefaktem i parę drobiazgów, z którymi w Zonie nie było rozsądnie się rozstawać. Ostrożnie, kulejąc, ruszył w wyznaczonym kierunku.

  Tym razem patrzył pod nogi bardzo uważnie i jeszcze dokładniej badał teren, zanim postawił na nim stopę – potencjalna kontuzja lewej nogi wykluczyłaby go z dalszej podróży i można raczej bezpiecznie założyć, że przy okazji i z reszty życia. Nie miał pewności, czy to, co robi, jest rozsądne. Może powinien spakować się i jak najszybciej wyruszyć w dalszą drogę ku, jak miał nadzieję, bezpieczniejszym terenom? Nie tracić czasu na próby kontaktu tylko starać się dotrzeć do najbliższej granicy Zony? Brzmiało to rozsądnie, jednak uważał, że uruchomienie PDA i połączenie z bazą naprawdę jest w stanie mu pomóc – może jednak wyślą po niego ekipę? Może podrzucą współrzędne jakiejś pobliskiej kryjówki, w której mógłby się podleczyć i dojść do siebie przed wykonaniem kolejnego kroku? Te myśli dawały mu iskierkę nadziei i wiary w to, że być może wykaraska się jeszcze jakoś z gówna, w którym tkwi. Utwierdziło go to w przekonaniu, że to, co robi, jest słuszne i że warto chociaż spróbować. Szedł więc dalej, starając się ignorować ból i koncentrować na każdym kolejnym kroku.

 

 

 Link do części 5: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=6404

10619 zzs

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !CptUgluk
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 54

Dodano: 2021-01-16 18:17:04
Komentarze.
Niniejszym kontynuuję wycieczkę razem z Pikovem i mam teraz jakieś dziwne przeczucie, że oto zbliża się moment, kiedy to dopiero rzucą się na niego prawdziwie nieprzewidziane przeciwności. Ten artefakt sam z siebie już jest dość podejrzany, a Pikovowi już wystarczająco długo się względnie farciło, więc wyraźnie czuję kłopoty!
Dobrze dopracowany kawał tekstu z lekką narracją, nadal jestem na tak.
Odpowiedz
alfonsyna No! Żeby Pani nie wykrakała!
Dziękuję za wizytę, śledzenie i dobre słowo
Odpowiedz
CptUgluk czyli już zostało wykrakane!
Odpowiedz
alfonsyna ciiii 🤫😉
Odpowiedz
^Ozar 9 m.
z wykopem
Ciekawy odcinek i jak mniemam wstęp do jeszcze bardziej ciekawej dalszej części. Artefakty znajdywane w Zonie były zazwyczaj bardzo tajemnicze i nie zawsze bezpieczne. Jak widzę poruszasz się całkiem dobrze w tych klimatach. Chętnie poczytam dalej.
Odpowiedz
Ozar dzięki, miło mi. Pokusiłem się o stworzenie nowego, autorskiego artefaktu. Zapraszam do kolejnych odcinków, będzie mi miło Cię gościć
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Jestem i tu, nie wiem kiedy pochłonęłam tę część, a to bardzo dobry znak, narracja wciąż płynna, czekam jednak z niecierpliwością na dialogi - dialogi są pierwszym sprawdzianem pisarza, po prowadzeniu dialogu dużo widać. Tak w ogóle to bałabym się choroby popromiennej na jego miejscu, pomimo ekstra butów etc.
Odpowiedz
Ritha ajj, jakby Ci to... Muszę Cię rozczarować, ale w prologu raczej dużo gadania nie będzie. Nie ma z kim :P
Ale potem to już się dialog ściele gęsto, lubię pisać dialogi.
Też bym się bał. On też się bał, nie był gupi
Dzięksy za czytęksy!
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.