jasno nowy wygląd
Ostatnia Przystań - Panna Karton cz.3 (#cod) #15
<
Znamiona finału - (#cod) #13
>

Ostatnia Przystań - Panna Karton cz.2 (#cod) #14

   część 1 - https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 

 

 

   Przystań była droga. Do Przystani szedłeś z portfelem wypchanym sałatą i wiedziałeś, że wrócisz bez centa, a wszystkie wspomnienia znikną wraz z pierwszymi promieniami porannego słońca, które zbudzi cię i zmusi do dalszej egzystencji. Na kacu będziesz wiedział tylko, że wybuliłeś majątek na szybki numerek z jakąś topową dziwką-ekstrawerdżin. Reszta pozostanie zamknięta w sejfie bez szyfru, na zawsze.

  Martin przyglądał się mijanym budynkom, wiedząc, że znajduje się na tej słynnej ulicy-wylęgarni. Dwie przecznice stąd znajdowała się Przystań, ale to tutaj młode, ambitne dziewczyny zwykle zaczynały przygodę. W ciasnych, wilgotnych uliczkach, opuszczonych mieszkaniach starych kamienic, albo bardziej odważnie – jak gwiazda w blasku fleszy, na środku chodnika, zwykle oznaczonym trójkątem ostrzegawczym. Ludzie krzątali się w te i wewte, ale nie było żadnych tłumów. Tutejsi albo żerowali nocą, albo w większości nie żyli, nierzadko gnijąc we własnych mieszkaniach. Martin Lemon lubił sytuacje nieoczywiste, więc w jego historii zawodowej było kilka przypadków rodzinnych grobowców na starej sofie w jadalni, albo przy stole. Takie obrazki wzmagały ambicje, dlatego Martin zmienił w końcu zwykłe trupy na dziwkotrupy. Siedział w prostytucji po uszy, ale z czasem nauczył się pływać w tym bagnie na miarę kwalifikacji olimpijskiej.

  Przystań wypłynęła zza zakrętu w pełnym majestacie rozkładu i brudu, jaki ją otaczał. Prestiż znikał w czasie krótszym niż sekunda, ale do takich miejsce nie idzie się na trzeźwo, więc szczegóły nigdy nie były istotne. Końcowy efekt zaś zwykle wynagradzał wszelkie uchybienia w aspektach innych niż cielesne uciechy. Martina interesowało biuro. Myślcie, co chcecie, ale nawet w tym chlewie mieli pokoik, w którym siedziała tylko częściowo roznegliżowana sekretarka i przyjmowała interesariuszy o konkretnych powodach. Faktycznie była tam tylko dla takich ludzi jak Martin. Siedziała w nieokreślonych godzinach na fotelu i udawała, że wklepuje coś do wyłączonego komputera. Poza tą dorywczą fuchą kurwiła się nie mniej niż topki, prawdziwe gwiazdy, poławiaczki pelikanów.

 Na drzwiach widniał napis namalowany czerwoną, fluorescencyjną farbą w nieznanym języku. Martin rozejrzał się na boki, czekając, aż ktoś z drugiej strony łaskawie go wpuści. Dzwonek przypominał dźwięk orgazmu jakiegoś androida drugiej kategorii z wadą wymowy. Między dwoma śmietnikami wypchanymi po brzegi podpaskami i pustymi pudełkami po chińszczyźnie leżała jakby nigdy nic dłoń. Rozłąka ze swoim właścicielem nie działała na nią dobrze. Widać było pierwsze oznaki gnicia i podgryzania przez gryzonie. Na pierwszy rzut oka wydawała się jednak dość świeża. Chrzęst zamka wyrwał detektywa z jakiejś większej walki myśli w głowie. Otworzyła mu prawie naga brunetka. Prawie, bo chodź cycki przypominające worki z piaskiem dla powodzian zwisały bez rusztowania, tak między nogami przebłyskiwał fioletowy trójkąt upaprany w cekinach. Dziewczyna spojrzała na Martina kuszącym wzrokiem.

 — Umówiony?

 — Chciałabyś, żebym był?

 — To zależy kiedy. Dzisiaj jestem już zajęta. Od południa mam same grupowe orgie a wieczorem lecę na miasto. Po pracy zawsze są najbardziej spięci. — Oparła się o futrynę, odsłaniając tonący w czerwieni lamp korytarz.

 — Obgadamy to kiedyś, ale z brunetkami mam ten problem, że zwykle kończą u mnie z rozwaloną głową o kant stolika kawowego, więc musisz to dobrze przemyśleć. — Wyjął odznakę i nie czekając na wyraźną reakcję, wszedł do środka. Brunetka zagrodziła mu drogę, ale nie zdołała zatrzymać. Szybkim pchnięciem zafundował jej kombo: ściana, jego pięść, znowu ściana i w końcu podłoga.

 — Przecież wiecie, że możemy was naparzać jak worki bokserskie. Dyrektywa wyszła rok temu. Chyba jesteś nowa i nie powiedzieli ci, że policja dla was równa się grabarz.

 Końcówki raczej nie usłyszała, bo w połowie zdania zemdlała wcześniej plując koktajlem śliny, krwi i nadpsutej czwórki górnej. Lewej. Prawą miała dopiero stracić.

 W biurze nie było nikogo. Właściwie nawet tam nie wszedł, bo drzwi były zamknięte. Na końcu korytarza pojawiła się kolejna. Tym razem blondyna, nieco wyższa i udekorowaną fioletowym koronkowym bikini. Wyglądała na zachęconą samym spojrzeniem Martina.

 — Płatność z góry — powiedziała, będąc w połowie drogi.

 — Zawsze jesteś taka wyrywna?

 — Profesjonalna obsługa klienta to...

 — Taaa, ale ja tu w innej sprawie — pokazał odznakę i uśmiechnął się z przekąsem.

 Dziewczyna tylko przełknęła ślinę i poprawiła nerwowo stanik. Obrót na szpilkach nawet dla niej okazał się zbyt trudny. Martin miał ją w przysiadzie po trzech sekundach, choć żałował, że nie było to dwie sekundy.

 — Tym razem role się odwróciły — syknął, dociskając jej twarz do podłogi. Blondyna tylko łypnęła na niego przerażonymi oczami i wykrztusiła jakieś niezrozumiałe sylaby.

 Dla niego była trochę bardziej elastycznym manekinem sklepowym. Jeśli nie była pusta, to jej wnętrze tonęło w plastiku. Ale zakładał, że została wydrylowana jeszcze w przedszkolu. Wyszli na zewnątrz, gdzie światło dnia było zbawieniem po wiśniowej czerwieni zmieszanej z mrokiem i zapachem lateksu.

 Docisnął ją do ściany. Z lewego oka popłynęła łza.

 — Już? Tak szybko wymiękasz?

 — Popracuj na tym dosiadem. O mało nie wydłubałeś mi oka!

 — Ach, tak? Już myślałem, że pękasz. — Wyjął z kieszeni kluczyki. Na breloku wisiał niewielki pilot z dwie funkcjami: on i off. Wcisnął gumowy kwadrat z napisem ON i po chwili nadwozie jego Camry uniosło się na czterech teleskopach ku górze. Przestrzeń między nim a zespołem napędowym i kołami wypełniał rower. Blondyna spojrzała na Martina skonsternowana, po czym od razu tego pożałowała. Chwila nieuwagi i lądujesz we własnych zużytych podpaskach. Wyfrunęła z jego objęć jak pluszowa zabawka. Wylądowała między śmietnikami, czując jak lewa stopa wygina się nienaturalnie. Do był czas na przygotowanie sprzętu. Podszedł do auta i wyciągnął rower. Błękitny składak lśnił w słońcu głębokim jak nowy lakierem, równie mocno co nalepka na ramie: WIGRY 3.

 Ponownie do niej podszedł i kazał wstać. Uczyniła to z trudem.

 — Podoba się? — spytał.

 — Co to?

 Oberwała tylko srogim spojrzeniem, ale i tak wiedziała, że to najgorsze pytanie, jakie mogła zadać.

 — Rower. Od mojego przyjaciela z dalekiego kraju nad rzeką Wisłą. U nas takich cudeniek nie spotkasz. Prędzej trafisz na uczciwą dziwkę.

 Dziewczyna od razu zauważyła szczegół, który zdobił przód roweru. Niemały szczegół. Złoty wibrator wielkości XXXL.

 — Od razu zauważyłaś, co? To nie rekwizyt. Moja broń ostatniej potrzeby. Niezawodna. Myślę, czy nie przetestować jej od razu na waszej mamci?

 — Już dawno jej nie ma. Kiedy tylko podjechałeś...

 — Spieprzyła daleko, może nawet do innego miasta. Tak, wiem, przerabiałem już to. Tylko się z tobą droczę. To dla ciebie. Ale ostrzegam, albo wyśpiewasz mi wszystko trzynastozgłoskowcem, albo będą cię zeskrobywać z tych ścian przez następne osiem godzin.

 Zabrał ją ze sobą. Na platformie gdzie spoczywał rower stała drewniana skrzynka dobrze oznakowana. Kazał jej zataszczyć ją do roweru. Była cholernie ciężka, a szpilki i ból stopy nie pomagały. Na końcu tego morderczego spaceru po prostu wypościła skrzynię z rąk, a zawartość wysypała się pod nogi.

 — Węgiel? — zdziwiła się chwilę przed tym jak ponownie wylądowała w śmieciach.

 — Ano, węgiel. Muszę rozpalić kociołek. Inaczej moje cacko będzie tylko nędznym, złotym dildosem.  

 

 CDN:https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

7538 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *marok
Kategoria: groteska

Liczba wejść: 40

Opis:

Dodano: 2021-01-16 23:31:22
Komentarze.
Dużo bicia, bynajmniej nie kwiatkiem. Ale gdzieś musi to mieć swoje uzasadnienie w przeszłych przygodach bohatera.
Odpowiedz
*marok 3 m.
alka666 no to jeszcze nie koniec, dopiero początek
Odpowiedz
marok to też czekam na resztę z niecierpliwością
Odpowiedz
Cdn dodaj
Odpowiedz
Odpowiedz
Marok pędzi jak burza z piorunochronami
Odpowiedz
Q chwale oczywiście
Odpowiedz
Napis w nieznanym języku namalowany farbą.

Bo tak to wygląda jakby farba była w nieznanym języku,choc w sumie to bizarro więc nikogo to nie powinno zdziwić.
Odpowiedz
A dalej masz jeszcze ze wypościła skrzynkę.

dzi(e)wczyny lekkich obyczajów ale w twoich tekstach lekko nie mają
Odpowiedz
Pan Lemon się nie patyczkuje, aż się boję, co będzie dalej. Ale co mi tam, zaryzykuję Idę pod część 3
Odpowiedz
*marok 2 m.
CptUgluk już taki z niego zimny drań
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
"Przystań wypłynęła zza zakrętu w pełnym majestacie rozkładu i brudu, jaki ją otaczał. Prestiż znikał w czasie krótszym niż sekunda, ale do takich miejsce nie idzie się na trzeźwo, więc szczegóły nigdy nie były istotne" - świetny opis

"Dzwonek przypominał dźwięk orgazmu jakiegoś androida drugiej kategorii z wadą wymowy" - haha, dobre
"Szybkim pchnięciem zafundował jej kombo"

Tutaj obrazy są dużo klarowniejsze. Jeśli miałabym wybierać, którą serię kontynuować, to to i PGR
Odpowiedz
*marok 1 m.
Ritha no to tutaj mam jeszcze zapas bo są 4 cześci, więc byłbym ostrożny z taką deklaracją, bo może jeszcze coś się skrzaczyć znając mnie
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
marok bardzom ostrożna w deklaracjach, spakojny
Odpowiedz
*marok 1 m.
Ritha nie mam do tej pory szczęścia w seriach stąd ten pesymizm
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
marok to nie jest kwestia szczęścia, tylko samozaparcia
Odpowiedz
*marok 1 m.
Ritha może ostatnio wzbranialem się od serii jak mogłem Ale teraz nie ma wyjścia trzeba działać
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
marok nie wiem tylko czy ciągnięcie kilku naraz to dobry pomysł, jedną ciągnąc jest ciężko, co dopiero kilka
Odpowiedz
*marok 1 m.
Ritha dwie to nie tak strasznie dużo, zobaczy się
Odpowiedz
*marok 1 m.
Nie planuje z nich dużych serii, więc może będzie dobrze
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
marok zaraz, zaraz, a PGR? To trzy!
Jak to nie planujesz dużych, a Marocza książka to niby kiedy?
Odpowiedz
*marok 1 m.
Muszę to wszystko obmyśleć i rozpakować, będzie git, najwyżej jedna odstawię na potem
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
marok trzymam kciuki!
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.