online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
prawo do bycia idiotą (czyli polemika z monologiem ...)
<
Obcy TW #7
>
Praca Wyróżniona

Krucjata Baśki cz.1

 Szła, z lekka się zataczając. Dźwięk szurania towarzyszący powłóczystym krokom i odgłosy czkania spowodowane alkoholową niestrawnością, zaburzały późnonocną ciszę.

 Miasto spało.

 Ona nie potrafiła.

 Przeszkadzały jej w tym zbyt niski poziom alkoholu w krwioobiegu oraz kasy na koncie bankowym. Włóczyła się więc, szukając okazji do załatania choć jednego z trapiących ją problemów.

 Pasma długich, ciemnych włosów, niechlujnie związane na karku, plątały się po twarzy pijanej kobiety. Gdy zaczynały zbyt mocno przesłaniać widok, niecierpliwie odrzucała je na kark. Po każdym takim wymachu traciła na moment równowagę i wykonywała nieskoordynowany wykrok w bok. Lądowała wtedy na ścianie budynku, lub słupie.

 Dopiero gdy jeden z, jak jej się wydawało, takich słupów, wystosował przywitanie – „Elo, śliczna nastolatko” – kobieta zrozumiała, że oto jej czar w końcu zwabił jakiegoś napalonego amanta. Zrobiła więc krok w tył i zlustrowała go krytycznie, po czym wyraźnie zniesmaczona, rozglądnęła się w poszukiwaniu kogoś lepszego. Uliczka jednak, zarówno w jednym jak i w drugim kierunku świeciła pustkami. Łypnęła więc ponownie na tego swojego, pożal się boże, zalotnika, i z braku laku, postanowiła go nieco – to jest „po swojemu” – pokokietować.

 – Nastolatko? Poważnie? Ja nie wiem, gdzie ty takie nastolatki widziałeś, ale chyba w sanatorium. – Zarechotała i czknęła.

 – Oj, nie mów tak, maleńka. Dasz się zaprosić?

 – Chyba ci się mózg przebiegunował – skwitowała i ziewnęła.

 – No, nie bądź taka oporna, moja damo – zagaił, i nim kobieta zdążyła się jakoś do tego odnieść, wydobył zza pasa kozik. – Sama widzisz, że ze mną nie wygrasz. – Zrobił zamach ostrzem w powietrzu, tuż przed jej nosem.

 Ruch ten, jakkolwiek wyglądający na bardzo groźny, nie wywołał u zagadniętej damy pożądanego wrażenia, co nieco zaskoczyło zadziornego amanta.

 – I na chuja ci to było? – spytała drwiącym tonem, lustrując ostrze krytycznym wzrokiem. – Przegrana to stan umysłu. A mój wciąż pracuje.

 – Takaś pewna? Skąd wiesz?

 – Bo mi podpowiada, że powinnam ci zajebać! – I, niejako na potwierdzenie groźby, sięgnęła za pazuchę. Szybkim i wprawnym ruchem wyciągła swoją… maczetę. Napastnik zbladł, a kobieta, z wyrazem drwiny na twarzy, kontynuowała: – Nie wydawaj rozkazu, jeśli nie potrafisz wymusić posłuszeństwa.

 – Hę? – bąknął niepewnie, wycofując się do tyłu przed wycelowaną w tułów maczetą.

 – Nie hę, tylko Sofokles – ciągnęła dalej, szokując do reszty skołowanego zalotnika. – A teraz pozwól, że uprzejmie ci coś zasugeruję. Jeśli czujesz się przywiązany do swoich jaj, to wyskakuj z kasiory i spierdalaj!

 

 ***

 

 Komenda Marsjańskiej Policji Obywatelskiej mieściła się pod centralną kopułą przykrywającą tę część aglomeracji Elon Musk. Wsparta z jednej strony na filarze przytrzymującym potężną czaszę górującą nad miastem, z drugiej przechodziła płynnie w głąb marsjańskich skał. Kobieta znała tę lokalizację aż za dobrze, więc bez większego zainteresowaniem wyglądała przez okno podwożącego ją pod komisariat radiowozu.

 – Imię i nazwisko? – Przesłuchujący ją mundurowy siedział po drugiej stronie biurka, ze wzrokiem wbitym w opasłą dokumentację.

 – No coś ty, Stasiu, przecież mnie dobrze znasz. – Przesłuchiwana żachnęła się.

 – Niestety. – Zagadnięty pokiwał głową w geście rezygnacji. – Ale znasz procedury. Imię i nazwisko – drążył uparcie.

 – No, jak chcesz. – Wzruszyła ramionami. – Basia, to jest Barbara Szczepanowska. Z domu Wiśniewska, choć babcia twierdzi, że mogło być inaczej, bo zanim poznała dziadka, to…

 – Dość. Wystarczy. Już znam tę historię ze szczegółami. Nieważne… – Zniesmaczony uniósł rękę. – Co tym razem wydarzyło się na tej uliczce?

 – Nooo, szłam. I szłam. Spacerowałam… – zaczęło bardzo wolno.

 – Dobra, nie mamy całej nocy. – Znów jej przerwał. – Więc tak jak poprzednio, zapewne twierdzisz, że to nie ty kogoś, ale ktoś cię napadł?

 – Tak było. Można sprawdzić. Macie film z monitoringu. – Ożywiła się.

 – Taaa, to już trzeci z tobą w roli głównej w tym miesiącu. Sęk w tym, że to bardzo ciemna uliczka.

 – Ano właśnie, już tyle razy mówiłam, że musicie coś z tym w końcu zrobić. To bardzo niebezpieczne miejsce – stwierdziła głosem mentora.

 – Nawet tego nie skomentuję – mruknął i zaczerpnął haust powietrza, wydobywając z siebie resztki cierpliwości. – Więc kto tym razem cię napadł? Możesz go jakoś opisać?

 – Jasne. Kawał chuja, reszta dziada.

 – Jesssu – jęknął. – To luka w pamięci, czy nie chcesz powiedzieć? – Spojrzał na nią uważnie.

 – Cóż, powiedzmy, że zajebałam mu zbyt szybko. Oczywiście w obronie własnej. I nie zdążyłam się przyjrzeć. A potem zaraz wy się zjawiliście i straciłam czujność, a wtedy jeszcze chciałam dać mu raz w ryja, ale mi nawiał, i wtedy…

 – Czy ty masz jakąś fiksacje wpierdalania komu popadnie, czy jak? – Mundurowy przerwał jej, wyraźnie tracąc cierpliwość. – To już twoja trzecia ofiara w tym miesiącu. A nie ma jeszcze nawet połowy!

 – Fakt, to była ofiara. Losu – doprecyzowała, a przesłuchujący pokręcił głową.

 – Słuchaj Baśka, a ty w ogóle bierzesz pod uwagę, że może on chciał tylko pogadać?

 – No, to zrobił błąd krytyczny.

 Mundurowy „Stasiu” nabrał i wypuścił ze świstem powietrze, wstał raptownie i przeszedł pod ścianę. Stał przez chwilę nieruchomo, najwyraźniej nie bardzo wiedząc, co ma począć. W końcu skinął wymownie na świadka przesłuchania, który dotąd w cieniu regałów przysłuchiwał się całej rozmowie.

 – No dobrze, to może ja teraz spróbuję. – Starszy, dystyngowany mężczyzna, z plakietką: „Psycholog Resocjalizacji. Specjalista mgr Józef Florczyk”, zawieszoną u klapy idealnie skrojonego garnituru, zajął miejsce za biurkiem.

 – Szanowna pani Barbaro – zaczął przesympatycznym głosem. – Nie może pani chodzić po ulicach i bić ludzi. To wysoce nieetyczne. – Pochylił się nad stołem i spojrzał jej głęboko w oczy. – Jestem przekonany, że pani to doskonale rozumie.

 – No, kurwa! – potwierdziła natychmiast. – Przecież nie jestem jakąś dewiantką.

 – Świetnie! – Ucieszył się, ale zaraz powściągnął emocje i zwrócił się do mundurowego: – W związku z zapewnieniami pani Szczepanowskiej, jestem gotów za nią poręczyć.

 – Ale, że co? To już? Na tym polega ta cała resocjalizacja? – Mundurowy Stanisław mocno się zdziwił. Baśka też, choć szybko się zreflektowała.

 – Mnie to pasuje. Czuje się w pełni zresocjalizowana.

 – Ciebie nikt nie pytał. – Stanisław szybko ją uciszył.

 – Spokojnie – wtrącił psycholog, chcąc rozładować zarzewie konfliktu. – Sam pan widzi, szanowny panie Stanisławie, że pani Barbara bardzo pragnie się zmienić. To są mocne podwaliny, zasługujące na to, aby dać jej szansę. Proszę mi zaufać, wiem co mówię.

 Jeszcze długo po opuszczeniu przez Baśkę i magistra Florczyka budynku Marsjańskiej Policji, atmosfera szoku, niedowierzania oraz ulgi, unosiła się w jego murach.

 

 ***

 

 Odgłos szumu elektrycznego silnika niósł się przytłumionym echem wśród monumentalnych kamienic marsjańskiej aglomeracji. Wyciszany w zakamarkach budowli, zlewał się z niepozornym szelestem wentylatorów i pomp, nieustannie tłoczących powietrze pod kopułami potężnego zespołu miejskiego. Oba elementy – wielowarstwowe sklepienia i tytaniczne czasze nawietrzników – niezauważalne dla stałych mieszkańców, stanowiły nieodzowną część składową większości osad na Czerwonej Planecie. Podobnie jak gigantyczne, często osadzone bezpośrednio w skałach, gmaszyska i blokhauzy.

 Józef Florczyk, dystyngowany magister resocjalizacji, prowadził pojazd z wdziękiem słonia, co i rusz zaliczając jakiś krawężnik. Po godzinie jazdy jakimś cudem udało mu się zaparkować pod jedną z kamienic, po czym zaprosił panią Szczepanowską do jednego z mieszczących się weń mieszkań.

 – Zawrzemy porozumienie – zaczął bez wstępów, krzątając się przy nieskazitelnie czystej kuchence, podczas gdy Baśka usadowiła się na nieskazitelnie gustownej kanapie. – Poprowadzi pani biznes, z którego będziemy czerpać wspólne korzyści. – Zalał kawę w okazałych filiżankach, które następnie, z wytworną elegancją postawił na barokowym stoliku. – Proszę się częstować – zagaił uprzejmie, otwierając szykowne pudełeczko z ciasteczkami.

 – No, jeśli mam być burdel mamą, to z góry uprzedzam, że mam za sobą dwa nieudane eksperymenty w tej materii – wymówiła się, zagryzając ciasteczko w taki sposób, aby nie nakruszyć.

 – Tak, wiem. Znam szczegóły. – Józef zapewnił uprzejmie i zajął miejsce na fotelu, na wprost Baśki. – Problematyczna wtedy okazała się niezwykle rozbudowana aparatura destylacyjna w piwnicach obu, zarządzanych przed panią, obiektów.

 – No właśnie. Zupełnie nie rozumiem, komu to przeszkadzało? – Oburzyła się i ujęła delikatnie filiżankę z aromatyczną kawą.

 – O ile mnie pamięć nie myli, to Urzędowi Skarbowemu i mafii – ocenił i z gracją upił łyk kawy.

 – A to jakaś różnica jest? – zagaiła, ale zaraz machnęła ręką, odpuszczając drążenie tematu. – Dobra, jeśli mam wejść z tobą w jakieś układy, muszę wpierw wiedzieć, dlaczego właśnie to mnie coś chcesz zaproponować? – Zmierzyła go czujnym wzrokiem.

 – Bo dostrzegłem w szanownej pani potencjał.

 – Ale, że jaki? Elektryczny? – zadrwiła, zaniosła się śmiechem i aż beknęła z wrażenia.

 – Och, to pani poczucie humoru. No, doprawdy. – Józef zaśmiał się oszczędnie, a po kilku sekundach natychmiast spoważniał i odstawił filiżankę. – Przechodząc do konkretów, uważam, że należy pani do ludzi, do których szczęście się uśmiecha.

 – Chyba raczej wściekle szczerzy kły – mruknęła sarkastycznie, ale ostatecznie poniechała polemiki. Zamiast tego przeszła do meritum: – No dobra Dżozefie, co to za biznes?

 

 

 link do cz.2 https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=6603

 

9798 zzs

Liczba ocen: 7
80%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Agnieszka
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 166

Opis:

Dodano: 2021-01-19 14:12:20
Komentarze.
z dużym wykopem
Świetnie się czyta, kilka razy wybuchnęłam śmiechem. Odpowiedź maczetą na kozik rewelacyjna. Bardzo dobrze skomponowane cięte wypowiedzi Baśki, natychmiast poczułam sympatię do bohaterki. Coraz mniej takich tekstów; pogodnych gdzieś w istocie, bez nadęcia i pseudopoetyckiej mamałygi. Dużo momentów w stylu "szach z odsłony", czyli bohaterowie okazują się być nie tymi, jakimi się wydają. Trochę błędów stylistycznych do poprawy chyba, ale to szczegół.
Odpowiedz
anuszka
Dzień dobry pani anuszko,
Dziękuję za wnikliwą i niezwykle przychylną analizę Baśka to moja ulubiona bohaterka
Pracowałam kiedyś z dziewczyną, która stanowi jej pierwowzór
Pozdrowionka
Odpowiedz
z wykopem
Baśka zawsze zadziwia i zjednuje sympatię. W jaką kabałę wpakuje siebie, a raczej psychologa?
Odpowiedz
BozenaJoanna taaa, stara, dobra Baśka
Ano, zobaczymy
Pozdrowionka i dzięki że podleciałaś
Odpowiedz
Jest Baśka! Pośmiałam się z jej wyczynów, a szczególnie z likwidacji amanta. 😂
Jest obłędna w swojej osobie. 😁
Konkretna baba. 😉
Cieszę się, że trafiła tutaj.
Odpowiedz
Szudracz
Ano jest, i trochę się może tu poszwęda
Pozdrowionka
Odpowiedz
Agnieszka Nawet się nie upominam, bo wierzę, że pociągniesz dalsze części.😊
Odpowiedz
Szudracz hahaha 😂. Ok jasne

Odpowiedz
*Ritha 5 m.
Wrzucam do kolekcji do poczytania
Odpowiedz
Ritha dobrzę
Odpowiedz
z dużym wykopem
Nooo Baśka w pełnym blasku słońca epatuje Jak zawsze kontrowersyjna i zabawna. Świetne, zabawne, lekko się czyta
Odpowiedz
Adelajda jaka tam kontrowersyjna normalna kobita
Dzięki że podleciałaś.
Pozdrowionka
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
Dzień dobry! Dotarłam i do Ciebie. Agu pierwsza rzecz - techniczna - link do dwójki na dole by się przydał Już przystępuje do czytania!
Odpowiedz
Ritha cenna uwaga dzięki
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
z dużym wykopem
Od progu masz tu smaczki, które mi leżą, np.:
"Przegrana to stan umysłu"
"Nie wydawaj rozkazu, jeśli nie potrafisz wymusić posłuszeństwa"

"Komenda Marsjańskiej Policji Obywatelskiej mieściła się pod centralną kopułą przykrywającą tę część aglomeracji Elon Musk" - ach! już czuję, że to będzie dobra seria

Cudne, swojskie, dowcipne dialogi.

"– Szanowna pani Barbaro – zaczął przesympatycznym głosem. – Nie może pani chodzić po ulicach i bić ludzi"

"– Zawrzemy porozumienie – zaczął bez wstępów, krzątając się przy nieskazitelnie czystej kuchence, podczas gdy Baśka usadowiła się na nieskazitelnie gustownej kanapie" - bardzo dobre zastosowanie zamierzonego powtórzenia, like it

"– No, jeśli mam być burdel mamą, to z góry uprzedzam, że mam za sobą dwa nieudane eksperymenty w tej materii" - hahahaha

Jak oni cudnie te kawę piją i ciasteczka zagryza Baśka delikatnie, żeby się nie nakruszyło w akompaniamencie rozmowy o "biznesach", i jeszcze to:
"– O ile mnie pamięć nie myli, to Urzędowi Skarbowemu i mafii – ocenił i z gracją upił łyk kawy.
– A to jakaś różnica jest?" - złoto

Świetna końcówka, świetna narracja, świetne dialogi, jest lekko, zabawnie, przyjemnie i intrygująco, będę czytała dalej
Odpowiedz
Ritha dzięki za fajny, motywujący komentarz
Pozdrowionka
Odpowiedz
z dużym wykopem
Gratulacje!!... zostałem fanem.. dawno się tak nie uśmiałem ...Pilipiuk ma konkurencje
Odpowiedz
jacek79 Łooo Panie, porównanie do Pilipiuka to niesamowite wyróżnienie. Dziękuję.
Baśka to pierwsza bohaterka, jaką "na poważnie" stworzyłam gdzieś w początkowych momentach moich pisarskich przymiarek tym bardziej mnie cieszy, że przypadła Ci do gustu
Dzięki żeś podleciał, przeczytał i skomentował
Odpowiedz
Agnieszka muszę doczytać jescze następne części .. ale po tej już widzę ze będzie mi się widzieć
Odpowiedz
^Ozar 4 m.
z wykopem
Cześć. Jak zwykle jestem lekko spóźniony , ale już nadrabiam. Fajny tekst, choć wydaje mi się, że lekko odbiegający od twoich innych bardziej "poważnych" tekstów. Kobitka jak widzę radzi sobie całkiem nieźle, choć pewnie nie łatwo znaleźć klienta z maczetą w dłoni. Dobry początek więc lecę dalej.
Odpowiedz
Ozar Cześć taaa, lubię czytać komediowe opowieści, to pomyslałam, że może napiszę cos wyluzowanego
Dzięki, że podleciałeś czytać
Odpowiedz
z dużym wykopem
Odkopuję i idę dalej!
Bardzo fajne tekścicho z dobrze zarysowanymi bohaterami. Czy Baśka z klatki B była inspiracją dla głównej bohaterki? Nieważne, wyszło świetnie.
Do zobaczenia!
Odpowiedz
Hiraeth Oooo Pani, jakże mi miło, żeś zechciała zawitać w moje skromne progi

Inspiracją była koleżanka z byłej pracy oraz jeszcze taka blogerka - Barbara Kwarc... - nie wiem, czy to ta z klatki B, nie pamiętam dokładnie
Teraz śledzę ją na yt i na tiktoku

Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam
Odpowiedz
Agnieszka Ooo Pani, to Ty na mnie spojrzałaś

O, Barbara Kwarc to ta sama osoba, co Baśka z klatki B, intuicja mnie nie zwiodła. Idę dalej i do zobaczenia!
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.