online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 60 min.
jasno
S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 7
<
TW#7 – Pod gwiazdami z generałem rozmowy, czyli wywiad z Ozarem
>

S.T.A.L.K.E.R. Zdążyć przed Zoną cz. 6

 Link do części 5: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=6404

 

 

  Zastanawiał się, czemu bestia jeszcze nie zatopiła w nim swoich ostrych szponów i nie zabrała się za osuszanie jego ciała do ostatniej kropelki krwi. Pijawka stała tylko i przyglądała się, choć widział, że była rozdrażniona. Wyglądało to tak, jakby coś ją powstrzymywało przed podejściem bliżej. Po kilku przerażających chwilach i długim, trwającym całą wieczność kontakcie wzrokowym, poczwara zaryczała przeciągle, jakby z bezsilności, po czym wyminęła go łukiem i pobiegła dalej.

  Pikov siedział na ziemi krwawiąc i zastanawiając się nad tym, co przed chwilą zaszło. Nie widział powodu, dla którego Pijawka miałaby nie… chociaż…

  Myśli szybko przebiegały mu przez głowę. Stalker spojrzał na uwieszony przy pasku, generujący złotawe światło artefakt. Czyżby Graal, oprócz neutralizowania działania anomalii wpływał też na organizmy żywe? On, oprócz oczywistego bólu przemęczonych mięśni i tego spowodowanego odniesionymi obrażeniami, nie czuł się jakoś inaczej. On jednak był tu tylko gościem. Zarówno anomalie, jak i mutanty to powstałe w Zonie zjawiska i obiekty paranormalne, niespotykane poza jej granicami. Czy to możliwe, że Graal stanowił coś w rodzaju wirusa, którego organizm Zony nie tolerował?

  W okolicy wraku, który jeszcze do niedawna służył mu za schronienie, Pikov usłyszał przeraźliwy ryk, krzyki mężczyzn i kanonadę strzałów z broni palnej. Choć cały drżał, podniósł się i spojrzał w kierunku źródła hałasu. Niewiele był w stanie zobaczyć w ciemności, ale ogień wylotowy z luf na krótkie chwile rozświetlał dramatyczne sceny rozgrywające się kilkadziesiąt metrów od niego.

  Wyglądało na to, że Pijawka minęła Pikova, natknęła się na podążający za nim oddział i zadowoliła napaścią na jego członków. Wrzaski zaciekle broniących się (prawdopodobnie) Monolitowców nie wskazywały jednak na to, żeby specjalnie dobrze im szło odpieranie ataku rosłego mutanta.

  Pikov podziękował losowi za fortunny dla niego obrót spraw i puścił się pędem przed siebie, byle dalej od odgłosów walki. To, co wykonywał w tym momencie, trudno byłoby nawet w bardzo optymistycznych warunkach nazwać biegiem, ale nie bacząc na to kulejący, potykający się co kilka kroków, ociekający potem i krwią stalker posuwał się naprzód tak szybko i sprawnie jak tylko potrafił.

  Zatrzymał się na chwilę jedynie po to, by chociaż prowizorycznie opatrzyć sobie ranę, co nie było proste – wynikiem zmagań prawej, poparzonej ręki był niesamowicie koślawy opatrunek.

  Gdy nogi zaczęły odmawiać mu posłuszeństwa, Pikov upadł i czołgał się dalej. Byle przed siebie, byle jak najdalej stąd. W oczach mu pociemniało, w wyniku słabości i utraty krwi zalewał go zimny pot, mięśnie mu drżały, a jego oddech zrobił się krótki i gwałtowny. Nie zatrzymywał się jednak i parł dalej.

  Stalker zdawał sobie sprawę, że gdyby coś teraz zechciało go zaatakować albo gdyby wpełzł jednak w jakąś anomalię, to jego żywot można by było uznać za definitywnie zakończony. Jednak próba ucieczki była lepsza niż bezczynne czekanie na wyrok.

  Trudno powiedzieć ile czasu Pikov parł do przodu. Na przemian czołgał się i podnosił do pionu. Nie był pewien czy podczas tej przeprawy nie zdarzyło mu się na chwilę odpłynąć w krainę nieświadomości. Nie miał pojęcia, w którym konkretnie miejscu się znajduje, a niestety z Graalem przy pasie nie mógł sprawdzić lokalizacji na PDA. Wiedział jedynie, że znacznie pojaśniało i wyglądało na to, że niedługo będzie świtać. Dookoła były zarośla i drzewa – tak, drzew było tu dużo więcej. Poruszał się w górę niewielkiego wzniesienia równolegle do drogi ze spękanego asfaltu.

  Gdy Pikov zbliżył się do szczytu pagórka zauważył zabudowania. Spostrzegł jasny budynek z na wpół zawalonym dachem i stojącą nieopodal sporą wiatę.

  Strasznie rwało go ramię – bandaż przesiąkł i wymagał jak najszybszej zmiany. Pikov pomyślał, że spróbuje po cichu, wykorzystując poranną szarówkę dostać się do któregoś z budynków. Mógłby się zaszyć w jakimś kąciku, opatrzyć porządniej ranę, wymienić opatrunki, pożywić się i zażyć należną wymęczonemu organizmowi dawkę leków.

  Zbliżając się do celu, przedzierając przez bujnie rozrośnięte krzewy, z miejsca, w którym wzniesienie zaczęło opadać, stalker zauważył jeszcze jeden, mniejszy budynek leżący najbliżej jego aktualnej pozycji. Dom jako jedyny spośród stojących w obrębie kompleksu obiektów znajdował się niżej – reszta położona była na niewielkim wzgórzu. Ogrodzenie wokół zabudowań nie spełniało najlepiej swojej funkcji – w kilku miejscach siatki ziały spore dziury, niektóre przęsła były wyrwane i leżały obok nieobowiązującej już granicy działki.

  Pikov przycupnął obok krzaka i dokładnie obejrzał okolicę przez lornetkę. Oprócz zgrai ślepych psów ogryzających słusznej wielkości padlinę kilkadziesiąt metrów od niego, nie widać było żadnego zagrożenia. Graal też chyba robił swoje – trudno uwierzyć, ale jego nocna wędrówka przebiegła niemożliwie wręcz spokojnie. Słyszał co prawda wokół siebie rozmaite złowieszcze dźwięki, żaden mutant nie zdecydował się jednak na atak. Anomalie również nie stanowiły żadnego problemu – momentami aż głupio się czuł nie musząc korzystać z detektora, który w trakcie poprzednich wypadów był dla niego równie ważny jak strzelba, którą dzierżył w dłoni.

  Już miał rozpocząć zejście, ale zatrzymał go nagły ruch na pagórku po drugiej stronie kompleksu. Zza widzianej wcześniej przez Pikova wiaty wychynęło niewielkie stadko czarnobylskich dzików. Zwierzęta zeszły z nasypu i przetoczyły się niespiesznie przez dziedziniec znajdujący się tuż za główną bramą. Brama z resztą była określeniem jedynie umownym – otwarte na oścież przęsła ledwie trzymały się na przerdzewiałych zawiasach.

  Stalker postanowił przeczekać parę minut. Nie chciał natknąć się na ponad dwustukilogramowe, zmutowane dzikie świnie, tym bardziej że ani ich liczebność, ani jego stan zdrowia nie dawały mu wielkich nadziei na wyjście cało z tego spotkania. Zwierzęta tylko pozornie wyglądały na ociężałe. Co prawda Graal jako odstraszacz mutantów najwidoczniej nieźle się do tej pory sprawdzał, jednak lepiej było w ogóle unikać jakiegokolwiek prowokowania nieprzewidywalnych stworzeń.

  Po kilku minutach spędzonych na słuchaniu chrumkania i oglądaniu rycia w ziemi Pikov mógł wreszcie wznowić wędrówkę. Rozglądając się i badając teren, zszedł ze wzniesienia, przeszedł przez lukę w ogrodzeniu kilkanaście metrów na lewo od bramy głównej. Trzymając nisko głowę, zbliżył się do drzwi, a raczej do miejsca, gdzie w dawnych czasach drzwi się znajdowały.

  Akurat zaczynał padać deszcz, więc stalker ucieszył się, że może schować się pod dachem. Nie uśmiechało mu się zmoknąć po raz kolejny – miał już na koncie deszcz, moczenie nóg w żrącym bagienku, czołganie przez kałuże i kąpiel we własnym pocie. Zbyt dużo wilgoci jak na tak krótki czas.

  Nie zaniedbując kwestii bezpieczeństwa, mimo że Graal cały czas dyndał mu przy pasku, Pikov postanowił rzucić śrubę do środka – lepiej dmuchać na zimne. I tak już wiele ryzykował, za bardzo ufając swojemu cudownemu znalezisku w czasie długiej i ciężkiej przeprawy z Elektrowni aż dotąd. Faktem jest, że nadal żyje, jest zmordowany i poturbowany, ale jednak żyje. Głupio byłoby to zmarnować.

  Śruba odbiła się parę razy od zrujnowanej podłogi i znieruchomiała. We wnętrzu panowała cisza. Mimo zachmurzenia i deszczu było coraz jaśniej. Stalker nie chciał pozostawać zbyt długo na widoku, więc zdecydował się spenetrować wnętrze budyneczku. Poza tym zamierzał uruchomić PDA, przysiąść w jakimś spokojnym kącie i złożyć kolejny meldunek do bazy – skoro dotarł aż tu, to może i ta historia nie skończy się tak źle?

  Najpierw zajrzał, a potem powoli wkroczył do niewielkiego przedsionka. Pomieszczenie było bardzo ciemne pomimo okna w ścianie po prawej. Jedyny jego „wystrój” stanowił przewrócony drewniany regał leżący pod ścianą.

  Wejście do głównego, jak zakładał Pikov, pomieszczenia znajdowało się półtora, może dwa metry w prostej linii od progu, który przed momentem przekroczył. Większy pokój wyglądał na urządzony równie gustownie, jak ten, w którym się obecnie znajdował, z tą różnicą, że do jego elementów wyposażenia należało też biurko, a na podłodze walało się więcej rozlatujących się regałów. Pod jedną ze ścian można było zobaczyć też coś, co kiedyś najpewniej służyło za tapczan.

 Pikov ostrożnie i najciszej jak potrafił, starając się uniknąć nadepnięcia na jeden z wielu rozrzuconych po podłodze śmieci, przestąpił przez próg.

  Pomieszczenie było przestronne i stanowiło centralny punkt budynku. Stalker ujrzał dwa przejścia prowadzące do pozostałych pokojów – jedno w dalszym rogu po lewej, drugie blisko po prawej.

  Przez to bliższe, za zbutwiałą framugą Pikov zauważył, że narożna ściana domu i sufit nad nią były zburzone, a parkiet w kącie zerwany. To dodatkowe prowizoryczne wejście wyglądało na efekt działania jakiejś uaktywnionej tu niegdyś potężnej anomalii. Co więcej, pod sufitem wisiała spora kępa Spalonego Puchu. Stalker uznał, że w kwestii bezpieczeństwa bliższy pokój nie spełnia nawet minimalnych wymagań, nie widział więc sensu, by dalej się nim interesować.

  W „salonie”, w którym się aktualnie znajdował, Pikov dostrzegł też pokrytą rdzą drabinę prowadzącą na poddasze. Znajdowała się ona w połowie ściany po prawej, niedaleko wejścia do pomieszczenia, którego pobieżne oględziny przed chwilą przeprowadził.

  Stalker uznał, że wdrapanie się na górę będzie w tej chwili najlepszym pomysłem. Nie miał siły na obejście całego budynku, noga i ramię coraz bardziej dawały mu się we znaki. Leki przeciwbólowe przestawały działać i choć próbował być twardy, to coraz gorzej znosił trudy ciężkiej przeprawy. Poddasze wydawało się sensowne ze względu na wysokie położenie i prawdopodobnie tylko jedną drogę wejściową, nie licząc oczywiście luk w podłożu i w pokryciu dachowym. Jeśli tylko stryszek był opuszczony i nie zagnieździły się tam żadne szkodniki, to było to względnie bezpieczne miejsce, a przy okazji stanowiło niezły punkt obserwacyjny.

  Pikov zbliżył się do drabiny, ostrożnie stawiając stopy, nie udało mu się jednak całkiem ustrzec przed hałasem. Każdy jego krok odzywał się skrzypieniem wysłużonych desek, chrzęstem piachu i zgniatanych pod masywnymi butami śmieci. Już prawie był na miejscu, jeszcze kawałek…

  Stanął twarzą do drabiny, przewiesił sobie broń przez ramię i chwycił jeden ze szczebli lewą ręką. Szarpnął za metal i upewniwszy się, że drabina nie ustąpi i nie oderwie się od ściany pod jego ciężarem, postawił nogę na pierwszym szczebelku. Prawą, poparzoną dłonią nie był w stanie mocno się chwycić i utrzymać na niej ciężaru własnego ciała, zahaczył więc o pręt zgięciem łokciowym, żeby umożliwić sobie utrzymanie stabilnej pozycji. Już miał podnieść drugą nogę i rozpocząć wspinaczkę, gdy nagle usłyszał szurnięcie.

 

 

 Link do części 7: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=6466

10916 zzs

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !CptUgluk
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 48

Dodano: 2021-01-23 17:27:56
Komentarze.
"On, oprócz oczywistego bólu przemęczonych mięśni i tego spowodowanego odniesionymi obrażeniami, nie czuł się jakoś inaczej. On jednak był tu tylko gościem" - ten "on" na początku obu zdań się gryzie;
"leżały obok nieobowiązującej już granicy działki.
Pikov przycupnął obok krzaka" - małe powtórzonko - "obok";
"który w trakcie poprzednich wypadów był dla niego równie ważny jak strzelba, którą dzierżył w dłoni" - może dałoby się jedno "które" na coś wymienić?
"Brama z resztą była określeniem jedynie umownym" - zresztą;
Jaki fajny cliffhanger na końcu! Teraz trza szybko czytać następny odcinek. Czyli w sumie faktycznie dobrze kombinowałam z tym Graalem, że wpływa też na mutanty. Wychodzi na to, że Pikov naprawdę miał dużo szczęścia w nieszczęściu, że akurat trafił mu się taki skarb - bez niego pewnie by już zginął jakieś kilka, czy nawet kilkanaście razy.
Odpowiedz
alfonsyna ależ tu "nabłędziłem", aż wstyd się przyznać, że czytałem i poprawiałem tekst kiiilka ładnych razy :P
Tak jest, szczęścia dużo. Ale jak daleko w Zonie da się na szczęściu ujechać?
Dzięki za kolejne odwiedziny!
Odpowiedz
^Ozar 8 m.
z wykopem
Cześć. Wróciłem do Stalkera. Jak widzę mamy tu kolejną ekstra zaletę artefaktu. Jeśli to coś rzeczywiście ochrania albo zniechęca wszystkie stwory w Zonie to gość ma reku skarb przynajmniej wielkości tego, co znaleziono u Tutenchamona hahahahaha. Teraz na pewno bym go nikomu nie oddał za żadne pieniądze. Podejrzewam że takiego czegoś nie ma nikt w całym tym
świecie. Odcinek trochę jakby lżejszy bez większych zawirowań, ale końcówka aż zachęca żeby czytać dalej, co na pewno uczynię jeszcze dzisiaj.
Reasumując pokazujesz całkiem dobrze ciekawy kawałek tego zmutowanego świata. Fajnie się czytało.
Odpowiedz
Ozar Ano, Graal to nie byle kotlet
Dziękuję w imieniu swoim i zmutowanego świata
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Ok, na pierwszym z brzegu przykładzie:
" Pikov ostrożnie i najciszej jak potrafił, starając się uniknąć nadepnięcia na jeden z wielu rozrzuconych po podłodze śmieci, przestąpił przez próg.
Pomieszczenie było przestronne i stanowiło centralny punkt budynku. Stalker ujrzał dwa przejścia prowadzące do pozostałych pokojów – jedno w dalszym rogu po lewej, drugie blisko po prawej" - dla mnie to jest jakoś tak okrutnie szczegółowo wszystko, penetracja świata przez Pikova, ok, rozumiem zamysł, ale dla mnie te sześć części są do kondensacji w trzy, ale to ja, bo jestem żądna wrażeń, emocji, akcji, interakcji bohatera z innymi etc. Czytam i świat jest naprawdę okej, ale czytam i wciąż czekam. Lubię czuć, że jestem w fabule z bohaterem, a teraz tego nie czuję. Czuję jakbym oglądała postać na monitorze jakiejś gry, a nie jakbym tam była. Jedynie taki zarzut, reszta jest ok, ale musiałam o nim wspomnieć...
Odpowiedz
Ritha no i cóż mogę powiedzieć, jest, jak mówisz. To były czasy dokładnych opisów, chciałem przedstawić wszystko tak obrazowo, żeby czytelnik wiedział co, kto i gdzie jest.
A tak po prawdzie, to niektóre miejscówki zaczerpnąłem żywcem z gry właśnie. To miały być takie smaczki, mrugnięcie okiem do tych, co z wirtualnym Stalkerem są obeznani.
Dlatego wyszło tak właśnie.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
CptUgluk
"To były czasy dokładnych opisów, chciałem przedstawić wszystko tak obrazowo, żeby czytelnik wiedział co, kto i gdzie jest" - to, co tu piszesz, to równie dobrze możesz pójść do kuchni, odsunąć szufladę, wyciągnąć tasak i odrąbać sobie palucha, tyle myślę na temat dokładnych opisów

"A tak po prawdzie, to niektóre miejscówki zaczerpnąłem żywcem z gry właśnie" - ha! czuć grę
King by Ci powiedział: chcesz być pisarzem – nie graj, czytaj

Ok, w sumie uniwersum stalkerowskie, więc rozumiem chęć mrugnięcia okiem, ale to zawęża publikę, coś za coś, niebawem odwiedzę kolejną część
Odpowiedz
Ritha ha, nie no, paluch się przyda :P ale że jest przydługo miejscami - przyznaję.

Jak czuć grę, to znaczy, że wyszło. Tylko kwestia czy to dobrze, że wyszło, hah.

Mrugam, ale chyba nie aż tak natarczywie. Chociaż jak mówisz, że to przeszkadza, to może znaczy, że jednak trochę za mocno
Dzięks!
Odpowiedz

Polub nas na facebooku!

fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin  · 

Foldery  ·  Tagi  

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.