jasno nowy wygląd
Rankor — część 20
<
Informacja zwrotna cz. 6 (cod #5)
>
Tagi: #rankor #postapo #sciencefiction #ritha

Rankor — część 19

 Poprzednia część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 Przed urzędem miasta Oklahoma City non stop pikietował tłum – dawniej można by rzec – obdartusów. Brudni, zmizerowani, nieogoleni i wściekli. Ellie zatrzymała samochód przy niedziałającej sygnalizacji świetlnej i razem z przyjaciółką analizowały sytuację.

 – Chyba tam nic nie dają, skoro ludzie tacy rozjuszeni – stwierdziła Abigail.

 – Protestują do pustych ścian. Idioci.

 Objechały kilka głównych budynków w mieście, łącznie ze szpitalem i kościołami, wszędzie zastając albo ciszę pustostanów, albo podobne widowiska.

 Zdefiniuj bezsilność.

 Niemożność poradzenia sobie z czymś.

 Brak siły.

 Brak rozwiązań.

 Brak zdolności do walki.

 Brak.

 – Jaki on jest? – zapytała Ellie, próbując urozmaicić dłużący się czas bezefektywnego błądzenia po ulicach.

 – Kto?

 – Nie żartuj! – Trącnęła kumpelę łokciem. – Jackie! Jaki jest w łóżku? – zaśmiała się. – O tam zobaczmy, chyba jakaś szkoła. – Wskazała palcem budynek po prawej, zaraz potem skręcając w jego stronę.

 – A skąd ja mam wiedzieć, jaki on jest?! – Gdyby Abi nie była mulatką, jej towarzyszka bez trudu wychwyciłaby rumieniec.

 – Czemu nie jesteście razem? Ty jesteś sama, on jest sam, hej!

 – Jedźmy do Tulsy.

 – Nie zmieniaj tematu, nie wstydź się. Jesteś dziewicą?

 – Spadaj, Ell! Serio nie masz innych tematów?

 – Serio ten mnie interesuje najbardziej, mało ostatnio fajnych facetów wokół, nie wybrzydzałabym. Nie chciałabyś się do niego przytulić? Poczuć dotyk ciepłych, męskich rąk na swoich plecach? Nie chciałabyś, żeby ws…

 – Przestań! Masz chyba za duże stężenie jakichś hormonów.

 – Krew nie woda. Od tej mięsnej diety można dostać pierdolca. Jackie śpi za ścianą twojego pokoju, nie wierzę! – wrzasnęła, kierując wzrok do niebios. – Och, do wszystkich świętych, nie wierzę, że nigdy nie zasypiałaś z wizją jego k…

 – Nie! – odwrzasnęła. – Nigdy! Jestem lesbijką! Zadowolona?

 – Wow! – Odruchowy okrzyk zdziwienia poprzedził chwilę niezręcznej ciszy. – Serio? Nigdy nie znałam żadnej lesby… Przynajmniej nie odbijesz mi Charlesa, świetnie, bo gdybyś spróbowała! – Wskazujący palec wystrzelił w stronę towarzyszki. – Gdybyś spróbowała to zrobić, wówczas nie zważając na naszą przyjaźń, musiałabym cię zabić. No dobra, Tulsa? Czemu Tulsa?

 – To mniejsze miasto, może mają jakieś syntetyki, być może nie zjechało się tam w ich poszukiwaniu aż tylu ludzi. Poza tym chciałabym coś sprawdzić… Sprawdzić, czy ktoś… żyje.

 – Okej. – Kolejna porcja naszpikowanej zamyśleniem ciszy. – No ale będąc lesbijką, nie myślałabyś, żeby włożyć sobi…

 – Przestań!

 – ...pałę Jackieg…

 – Boże, dopomóż mi.

 Droga do Tulsy minęła dość wesoło.

 

 *

 Jackie zaparkował samochód przed knajpą. Skraj lasu, gwarno, zapach surowego mięsa i krwi.

 – Jak nazywa się to miejsce, młodzieńcze?

 – Ciągle ktoś nas o to pyta… Powinno się chyba jakoś nazywać, ale założyliśmy z Charlesem, że marketing stracił na znaczeniu.

 Staruszka pokiwała głową.

 – Może powinniśmy ją nazwać Pini… – Rzucone w eter zdanie miało w sobie znamiona zarówno pytania, jak i stwierdzenia.

 – San Quentin – szepnęła Carmen.

 – Słucham?

 – Więzienie na zachodnim wybrzeżu nazywało się San Quentin. Przypomniałam sobie.

 

 *

 Pod budynkiem urzędu miasta Tulsa City Hall zastały wojskowy wóz, a w środku dwie kobiety przy obszernym stole oraz uzbrojonych po zęby mężczyzn. Jedna z kobiet wydała im cztery porcje żywności, druga dokładnie przyjrzała się ich twarzom.

 – Spokojnie, nie brałyśmy jeszcze u państwa – szepnęła Abigail – a na pewno nie dziś, ani nie w ostatnim czasie.

 – Każdy tak mówi.

 – Przydałby się jakiś rejestr – wtrąciła Ellie.

 – Przydałoby się, żeby świat się nie spierdolił – odparła kobieta za stołem. – Kto to będzie prowadził? Kto nam za to zapłaci? Czym? Pieniędzmi? Pieniędzmi, za które nie można kupić jedzenia? Nie można zaspokoić jednej z podstawowych potrzeb, piramida Maslowa runęła jak domek z kart bez tej jednej kluczowej rzeczy.

 – No ale skoro już panie tu siedzą – ciągnęła Ellie – to dobrze byłoby orientować się…

 – Dostałyście przydział, żegnam.

 – Ale… – Ellie nie dawała za wygraną. – Jak często można dostać? Ile tego produkujecie? Dlaczego nie wyprodukujecie tego więcej? Z czego to jest?

 Kobieta zaczęła się śmiać.

 – Zastrzel ją, Kevin.

 – Moment, stop! – wtrąciła Abigail. – Już wychodzimy. – Szarpnęła towarzyszkę za ramię i za moment były już przy wyjściu. Na schodach minęły faceta z dwójką małych dzieci. Gdy doszły do samochodu, z wnętrza budynku dało się usłyszeć wystrzał. Wymieniły znaczące spojrzenia.

 – Jedziemy. – Abigail usiadła za kółkiem. – Chcę jeszcze gdzieś zajrzeć.

 Tulsa przez tych kilka tygodni, odkąd wyjechała stąd z Jackiem i Pini, zmizerniała równie mocno, jak zmizernieli jej mieszkańcy. Z pięknego, zadbanego miasta stała się splądrowaną i zapuszczoną ruiną. Wszędzie walały się śmieci, a uliczki wypełnił smród.

 Gdy dotarły na miejsce, dziewczyna przez dłuższą chwilę nie gasiła silnika, jakby chciała jeszcze przez moment mieć go w pełnej gotowości na wypadek, gdyby właśnie w tym momencie zmieniła zdanie. Na wypadek, gdyby chciała uciec. Podobno człowiek powinien zrobić dokładnie to, czego boi się najbardziej. Ponoć niemy, skonsolidowany w umyśle strach jest jedną z największych blokad. Trudno z nim pójść do przodu. Dlatego tam przyjechała. Dlatego chciała to sprawdzić.

 Dom z zewnątrz wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętała. Piętrowy, z czerwonej cegły, kryty drogą dachówką, wbudowany garaż, podwórko, płotu brak. Sąsiednie posesje były bliźniaczo podobne. Na jednej z nich wciąż stała psia buda z napisem: Rasti, od miesięcy niezamieszkała przez żadnego czworonoga.

 Zjadły Rastiego.

 Rasti zagryzł swoją panią. Najpierw usłyszały krzyki, pobiegły, a potem Isabella rzuciła się na niego, a Rasti rzucił się na nią. Tkwili w walecznym zakleszczeniu przez kilka decydujących sekund, a potem wbiła w jego kark nóż. To było pierwsze takie mięso. Inne niż jadały przed Wielką Zmianą. I wtedy Isabella pierwszy raz powiedziała, że wołowina, wieprzowina, ryby i drób nie są niczym dziwnym w menu. I że to kwestia przyzwyczajenia. Urabiała Abigail wykładami na temat tego, co jada się na świcie i że w Azji pies lub kot nie jest niczym niezwykłym na talerzu. A w afrykańskich plemionach – człowiek. Wszystko się posypało.

 Uciekły razem. Kochała ją. Musiała sprawdzić, czy żyje.

 – Iść z tobą? – Ellie wyczuwała, o co chodzi.

 Abi zastanowiła się przez chwilę.

 – Lepiej zostań i nie gaś silnika. Nie wiem, czy żyje… Jeśli tak, nie wiem… – zawahała się. – Nie wiem, jaka teraz jest…

 Wysiadła i w przypływie adrenaliny pewnym krokiem pomaszerowała w stronę wejścia. Zapach uderzył jeszcze zanim otworzyła drzwi i choć umysł nie ubrał jeszcze tego przeczucia w konkretną myśl, którą można by wyrazić słowami, nos jednak informował wyraźnie – w środku był trup.

 Zdefiniuj śmierć.

 Stan charakteryzujący się ustaniem procesów życiowych organizmu.

 Muzułmanie wierzą, że dusza po uwolnieniu się z ciała spotyka dwóch aniołów śmierci, Munkara i Nakira. Zadają oni pytania o przebieg życia. Dusze grzeszników poddają torturze grobu, pełniącej funkcje przedsionka piekieł.

 Powiedz im o katastrofie w Andach, Isabella. O Hołodomorze, o Chińskiej Republice Ludowej i o rytuałach praktykowanych wśród afrykańskich plemion, powiedz im o świecie zwierząt, o modliszkach, powiedz im to, co mówiłaś mi.

 Uchyliła drzwi, zza których buchnął odór rozkładu, a w korytarzu widok wystającej z kuchni, sczerniałej i przeżartej niemalże do kości kończyny. Pełzały po niej larwy. Reszta ciała leżała na kuchennej posadzce, Abigail nie musiała jednak sprawdzać nic więcej. Na stopie poznała pantofla, którego sama kupiła.

 Uciekła na zewnątrz i zwymiotowała tuż obok skrzynki na listy. Otarła usta rękawem i wskoczyła do samochodu.

 – Jedziemy – stwierdziła rzeczowo i pewnie. – Wracamy do Forth Smith. Nic tu po nas.

 Ellie kiwnęła potwierdzająco głową.

 

 *

 – Cześć, masz moment? – zapytał Charles, klaps mocnego uścisku dłoni zabębnił w całym pomieszczeniu. – Musimy pogadać.

 – Mów. – Jackie przegapił moment, w którym zaczęli traktować się jak bracia, ale tak właśnie było.

 – Robi się gorąco…

 – Co ty nie powiesz – wtrącił. – Dziewięćdziesiąt pięć fahrenhaita i to w cieniu! Nie wiem, gdzie nabić klimę w wozie – zarechotał.

 Charles poklepał go po plecach.

 – Taa, chodzi raczej o sytuację, hm, ogólną – stwierdził. – O nasze jak zawsze gówniane położenie. Podobno grupa jakichś oszołomów chce zjarać lasy, Ozark i Oachita.

 – Jak to? Nasze lasy? Całe?

 – Wziąłem dwóch gości do ekipy, na moje oko są w porządku. Nie możemy tu siedzieć jedynie we trzech z dwiema kobietami.

 – Trzema. Przywiozłem przyjaciółkę matki Pini.

 – Co? Popierdoliło cię? Kobiety i dzieci to ciężar, a w dzisiejszych czasach kula u nogi. Abigail i Ellie są z nami od początku, możesz sobie ewentualnie wziąć jakąś do… – urwał, próbując opanować myśli, bezskutecznie – …kurwa mać, Jackie! To nie jest przytułek dla emerytek! Po co nam ona?

 – Bo jest samotna, chora, a jej wspólnota stawia krzyżyk na takich. Bo wszyscy stawiają krzyżyk na takich. Ty, jak widać, też stawiasz krzyżyk. I dlatego właśnie ją wziąłem.

 Charles usiadł i poczochrał dłońmi włosy, głośno wydmuchując powietrze. Intensywnie nad czymś rozmyślał.

 – No dobra, wypiliśmy trochę z Mikie’em, możliwe, że mnie ponosi. Ellie czasami krwawią dziąsła. Mnie zresztą też, ale chuj ze mną. Ilość problemów mnie momentami przerasta. Skąd w ogóle wytrzasnąłeś tę babkę?

 – Odszukałem ją. Chciałem, żeby mi powiedziała, gdzie znaleźć tego faceta. Wiesz, którego.

 – Myślałem, że dałeś sobie spokój… I co powiedziała?

 – Chciałem to zrobić dla Pini. Nic nie powiedziała, nic, co mogłoby mnie naprowadzić. No trudno. Nigdy się nie dowiem.

 – No dobra, Jackie. Musimy pogadać. – Charles przez moment wbijał wzrok w zaokienną dal, po czym przybrał chłodny i jeszcze poważniejszy niż dotychczas ton wypowiedzi. – Wiesz, że to ja zabiłem tamtych dwóch gości w Mound City. Zabiłem ich z miejsca, zakładając, że negocjacje nie doprowadzą nas do satysfakcjonujących rozwiązań. I to również ja nieopatrznie zostawiłem przy życiu trzeciego z nich, mordercę Pini. A zrobiłem to, bo przestałem zabijać bez potrzeby. Przestałem być złym gościem, który uczestniczy w strasznych rzeczach. Być może właśnie w tym momencie powinienem kiblować w celi śmierci San Quentin za kilka morderstw i brutalnych okaleczeń. Być może jestem też odpowiedzialny za to, że pewna przepiękna albinoska spędziła życie, oglądając świat tylko jednym okiem. Być może za drugie jej oko dostałem worek pieniędzy. Pieniędzy, które przestały rządzić tym światem, co pod pewnymi względami okazało się dla niego zbawienne. Być może to właśnie ja, Jackie. I być może właśnie dlatego dosiadłem się do niej w tamtej karczmie w Oklahomie, gdy czekała, aż wrócisz z lasu. Nie ma wiele jednookich albinosek. Nawet wspomniałem jej wtedy o San Quentin, nie podałem tylko przyczyny. Być może właśnie dlatego pojechałem do Saskatoon, żeby pomóc wam żyć, ułatwić wam… jej… życie i wyciszyć głosy przeszłości, by odkupić chociaż część win. Ale los ze mnie zadrwił. Los sprawił, że nacisnąłem za spust o jeden raz za mało, zostawiając Phila przy życiu. Los bardzo głośno się ze mnie śmiał. A w tym momencie, znając ciebie, patrząc w twoje oczy, myślę, że właśnie w tym momencie mój los… to ty.

 Jackie słuchał tego monologu w rosnącym osłupieniu. Umysł zbombardowały urywki rozmów – pierwszej i wszystkich kolejnych z Charlesem, dziesiątek dyskusji z Pini, jedna, kluczowa rozmowa z Carmen. Cała droga do Saskatoon, śmierć Pini, pobyt u matki, wyprawa z Charlesem po Phila, znów podróż, tworzenie tego miejsca, w którym teraz są i przede wszystkim więź, jaka łączy go z tym facetem, a którą śmiało można określić mianem przyjaźni.

 Zdefiniuj przyjaźń, Jackie.

 Bliskie, serdeczne stosunki oparte na wzajemnej życzliwości i zaufaniu.

 – Ufałem ci… Czemu mi nie powiedziałeś?

 – Kurwa, Jack, przestań pieprzyć jak zraniona panienka. Co ci miałem powiedzieć, stary? No wyobraź sobie, co miałem ci powiedzieć, jak by to zabrzmiało i co byś sobie pomyślał?

 – Zabrzmiałoby dokładnie tak, jak teraz i pomyślałbym sobie to samo, co myślę teraz, ale przynajmniej byłbyś fair.

 – Co ty chrzanisz, byłbym fair, gdybym dwadzieścia jeden lat temu nie pozbawił jej oka, za które gruby hajs zapłacił mi jakiś nawiedzony szaman. Byłbym fair, gdybym nie urżnął ręki czteroletniemu albinosowi. Byłbym fair, gdybym nie zabił trzech osób w wielkiej burdzie w tamtej wiosce. Byłbym fair, gdybym nie łaził wówczas nakoksowany po czubek łba. Byłbym fair, gdybym nie wydymał jakiejś przypadkowej cizi na rogu Buona Vista i Webber Street w Santa Fe. Do dziś pamiętam, że stały tam granatowe śmietniki, bo wpadła w jeden, uciekając. Wtedy, kurwa, byłbym fair. Ba! Może nawet byłbym fajnym gościem, Jackie. Może nawet byłbym taki jak ty! – Zrobił krótką pauzę, obaj oddychali głośno i głęboko, mierząc się wzrokiem. – Ale nie byłem! I od tak samo parszywych gości jak ja wydarłem Ellie. Rozwaliłem ich z miejsca, bo czułem się tak, jakbym rozwalił sam siebie. I się oczyścił, rozgrzeszył, przestał istnieć w dotychczasowej formie. I powinienem jeszcze rozwalić Phila, tak jak ktoś kiedyś powinien rozwalić mnie!

 Jackie wysłuchał do końca i wyszedł. Rąbnęły drzwi.

 

 Kolejna część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

13569 zzs

Liczba ocen: 3
93%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 95

Opis:

Dodano: 2021-02-15 06:34:44
Komentarze.
~Jared 2 m.
To i ja zostawię taktyka z nadzieją, że będzie w robocie wolne 30 minut xD
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
Jared nadzieja matką głupich, coś o tym wiem, też nie wyrabiam na zakrętach w tym tygodniu
Odpowiedz
~Jared 2 m.
Ritha, wiem, sory, ale jestem jedynym informatykiem u mnie na piętrze i nie dość, że sam muszę ogarniać to jeszcze innych uczyć :/ Ale wpadnę xD
Odpowiedz
O w końcu !!!!!! Przybędę jeszcze dziś
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
SylviaWyka
Odpowiedz
Ojeeejusiu! Aleś mnie zaskoczyła, spodziewałam się już flaków Charlesa haha 😂
Jest epicko jak zawsze
Zdefiniuj Epicko - Po Rithowemu ♥
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
SylviaWyka łaaaaa, dziękuję! To bardzo motywujące
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
SylviaWyka zagłosuj czy mam zlinczować Charlesa. Na razie mamy 2:0 za linczem
Odpowiedz
Ritha oo matko, trochę szkoda chłopa. Bo w sumie chciał się zrehabilitować, a z drugiej biedna Pini – toż to jego wina!
Odpowiedz
SylviaWyka jaa bym nie biła hahaha to takie fajne zaskoczenie, że nie dostał w ryj
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
SylviaWyka głos zaliczony! 2:1
Odpowiedz
"Braku rozwiązań" - chyba powinien być "brak";
"piramida Maslova runęła jak domek z kart" - Maslowa;
"jak zmizerniali jej mieszkańcy" - chyba bardziej pasuje "zmizernieli" (jako proces), bo "zmizerniali" to już takie bardziej znaczenie dokonane - że są zmizerniali;
"Inne niż jadały przez Wielką Zmianą" - przed;
"Charles przez moment wbił wzrok w zaokienną dal" - albo "przez moment wbijał wzrok", albo "na moment wbił wzrok";
"przestać istnieć w dotychczasowej formie" - przestał;
Myślałam, że chociaż w głupią mordę dostanie, łeee! Swoją drogą, przyjemnie się wraca do tego świata, choć może nie jest on przyjemny sam w sobie, ale właśnie to powoduje zapewne, że tak ciekawie jest się po nim poruszać. Żywię nadzieję, że już pojedziesz dalej bez większych przestojów i tego Ci życzę.
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
alfonsyna Matko Kochana! Ile baboli, reperuję od razu, dziękuję pięknie za pochylenie się i jak zawsze wnikliwą analizę, jesteś nieoceniona
W mordę? MÓJ CHARLES? Uchowaj Boże! A tak serio, to, hm, są jak bracia ponoć, więc założyłam, że Jackie, sama rozumiesz.
CO BYŁO A NIE JEST NIE PISZE SIĘ W REJESTR
Dziękuję za życzenia
Pozdrawiam!
Odpowiedz
~jotka 2 m.
z dużym wykopem
Jak to dobrze, że kontynuujesz 😘 a co do tekstu, cóż ktoś tu powinien dostać nieźle po głowie 🙄
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
jotka
hehehe, dzięki za wizytę, czyli 2:0 za linczem Charlesa wśród publiki
Odpowiedz
No tak, burza hormonów... Każda z nas ją zna.
Jackie i Charles oczyszczają relacje.
Lecę dalej.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
alka666 o proszę, miło gościć, leć
Odpowiedz
Ritha czas się obudzić i wrócić do tego wymiaru
Tęskniłam już, ale jeszcze kilka spraw musze zakończyć. Mam nadzieję uporać się do końca tygodnia.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
alka666 trzymam kciuki
Odpowiedz
Ritha dżinx
Odpowiedz
z dużym wykopem
Ok, jestem. Od progu sorry za koślawość komentarza, bom jeszcze niedokręcony.

"Kobieta zaczęła się śmiać.

– Zastrzel ją, Kevin." - yeee, lubię takie cuś. Niby mimochodem, ale świetnie creepy.

"Podobno człowiek powinien zrobić dokładnie to, czego boi się najbardziej. Ponoć niemy, skonsolidowany w umyśle strach jest jedną z największych blokad. Trudno z nim pójść do przodu." - ciekawe. Nawet się zgadzam. Kiedyś miałem taki mur na budowie, chyba wys pierwszego piętra i zawsze pałem się skoczyć z niego z saltem na żwir, ale tak długo mnie kusilo, że by się uwolnić, musiałem.


Szkoda, że tamta psychopatka nie żyje, ta w tym pantoflu, lubiłem ją. Była nieźle pojebana.

Wstawki zacne.

Kurde, nooo, końcówka trochę namieszała. A więć to un. No cuszzz. Trudno.




Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Can "i zawsze pałem się skoczyć z niego z saltem na żwir, ale tak długo mnie kusilo, że by się uwolnić, musiałem" - hahaha, czemu mnie to nie dziwi?
Tak, Isabella miała potencjał. Pini też. Uczyłeś mnie nie brać jeńców. Mam brać? :3
dziękuję pięknie za wizytę, niezmiernie cieszy mnie Twój powrót, to chyba więcej niż oczywiste Kłaniam się!
Odpowiedz
Ritha zła wiadomość jest taka, że nigdzie nie występuje - rezonuje
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Can :O myślałam, że to dla Ciebie ulga?
Odpowiedz
~Adelajda 28 d.
z dużym wykopem
"co jada się na świcie" - świecie

Ładnie przedstawiasz proces dehumanizacji. Fakt, bardzo powolny, ale jednak postępujący, sięgający coraz dalej i dalej.
Good job.
Odpowiedz
*Ritha 25 d.
Dziękuję za wizytę, Adelajdziu
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.