online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
Bliscy ludzie cz. 10
<
Bliscy ludzie cz. 8
>

Bliscy ludzie cz. 9

 Poprzednia część:

 https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 Pogrzeb rozpoczął się na moment przed tym, jak Kurt po raz kolejny zadał Frankowi to samo pytanie, on zaś jak poprzednio udzielił mało satysfakcjonującej odpowiedzi. Penny, choć lubiana w okolicy, nie zebrała zbyt wielkiego tłumu wokół urny. Kilkoro sąsiadów, Rose, oddelegowana przez zespół Megan i duchowny. Garstka osób cisnęła się przy świeżym usypie, rozglądając się wokoło, jakby w obawie, że ściągną na siebie nieszczęście.

 — Siniaki, które miała były przez ciebie, prawda? O co się pokłóciliście? — Kurt znów spróbował.

 — O pieniądze.

 — Wcześniej mówiłeś, że o sąsiadkę. A jak zapytałem pierwszy raz to stwierdziłeś, że nie wiesz. Wkurwiasz mnie, Frank, a ja nie mam dla ciebie tyle współczucia, co Harris, więc lepiej, żebyś zaczął gadać. I tak już wpadłeś.

 Starzec posmutniał. Zwiesił głowę i umieścił ją między ramionami, jakby chciał się zapaść. Szarość nadciągającej mgły kontrastowała z ziemistością jego cery, a oczy wciąż unikały wzroku policjanta. Ten zaś krążył wokół drewnianego, sfatygowanego stolika i liczył na to, że w końcu ustalą jedną, choć trochę realną wersję. Niczego nie nagrywał, nie zapisywał, pozwolił sobie na zapamiętanie najważniejszego. Wiedział, że Logan nie byłby zadowolony z braku nagrań, ale zdał się na własny intelekt. Poza tym Logana tu nie było. Zostawił go w pogoni za jakąś panienką, którą mógłby ściągnąć do Deadwood w każdej chwili. A jeśli nie on to długie ręce jego ojca.

 — Penny chciała dużą sumę pieniędzy, a ja nie mogłem na to pozwolić. To była kwota, którą odłożyliśmy na wyjazd. — Odpowiedź na pytanie w końcu padła.

 — Dlatego ją pobiłeś?

 Pokręcił głową.

 — Próbowałem powstrzymać, zanim zrobiłaby głupotę, której żałowałaby do końca życia. Nie chciałem jej skrzywdzić i Bóg mi świadkiem, nie zrobiłem tego. Przepychaliśmy się. Wpadła na stół.

 — Gdzie są te pieniądze?

 — Myślę, że już na jednym z kont. Gdzieś tam.

 — Dlaczego Penny o nie poprosiła?

 — Ubzdurała sobie, że odda tamtym. — Pionowa bruzda na czole Franka zapulsowała. — A ja wiedziałam, że robi błąd.

 — Jack i Oman? Mówisz nadal o tych ludziach?

 — Tak.

 — Byli u was?

 Znów potwierdził.

 — Jak wyglądali?

 — Był wieczór. Ani jednej gwiazdy na niebie. Nie mogłem zasnąć, bo Penny wciąż krzątała się w kuchni, spoglądając co rusz przez okno. Miałem ochotę na drzemkę, ale czułem, że nic z tego nie wyjdzie. A ona tylko czekała i czekała. Powtarzała, że...

 — Co takiego? — Kurt usiadł na przeciwko Franka i wczepił wronie spojrzenie w jego stare oczy. — Mów dalej.

 — Mówiła, że dziś wróci do niej cząstka samej siebie. Nie słuchałem tego, bo często coś mamrotała bez sensu. Dziamboliła trzy po trzy, jak to baby. Nie jesteśmy starzy, ale chyba czepiały się już nas różne dziwactwa. Najpierw myślałem, że gościem będzie Catherine. — Na dźwięk tych słów zagryzł wargi i przejechał ręka po szramie na szyi. — Ale wtedy spotkałyby się same.

 — Czekaj, czekaj. Catherine? To tam... — Już chciał dokończyć, ale ugryzł się w język.

 — Jej córka.

 — Jej?

 Nie odpowiedział. Ciszę przerywało tylko tykanie naściennego zegara. Kurt niecierpliwie uderzał palcami w blat, Frank z kolei wyglądał jakby jego twarz przebiegła siekanina zmarszczek i łamanych, krzywych uśmiechów.

 — Do rzeczy.

 — Cóż... Genetycznie patrząc i moja, ale nie chciałem mieć z nią nic wspólnego.

 — Dlaczego?

 — To chyba nie jest istotne dla sprawy.

 — Zdradzę ci coś. W mojej historii co prawda nie występuje twoja Catherine, ale główne skrzypce, przy akompaniamencie dwóch, poszukiwanych basówek grasz ty. — Obszedł stolik dookoła i przesunął ręka po szyi mężczyzny dokładnie w tym miejscu, gdzie jeszcze niedawno był sznur, a potem wolno, milimetr po milimetrze zaczął je uciskać. Celowo. Po to, by przywołać niedawne wspomnienia. Strach, który nie zdążył się przedawnić. Na efekty nie musiał długo czekać. Kilka szybkich, urywanych oddechów rozwiązało worek ze słowami, których oczekiwał. Prosty trik.

 — Gdybym pozwolił Penny oddać pieniądze, dziś by żyła, ale nie zrobiłem tego. Nie zrobiłem, bo nie potrafię wybaczać. Jack, Oman, oni... Czasem wyobrażałem sobie jak wyglądają,kiedy się urodzili byli niemal identyczni, ale potem to stało się faktem, Penny ich odnalazła i... ta złość znów wróciła. Obróciła się przeciwko niej. Może gdybym zapłacił... — Stłumił jęk.

 Sandler wciąż stał z tyłu. Obserwował małe, okratowane okienko i tłum stojący na ulicy. Słyszał ryk odpalanych motocykli i dźwięk szkła. Ktoś uderzał łyżeczką od herbaty o kilka, pieprzonych, decybeli za mocno, ktoś inny wrzeszczał na stojących zbandowanych w grupę brodaczy, hałas narastał i rozwarstwiał się na wiele pojedynczych odgłosów. Trudno było zebrać myśli. W dodatku wiąż nurtowało go jedno pytanie.

 — Założyłeś sobie pętle dla alibi? Czy ktoś to zrobił? Czemu cię nie zabili? Czemu cię, kurwa, zostawili przy życiu, skoro wszystko widziałeś?

 — Też chciałbym wiedzieć.

 Sandler wzruszył ramionami. I tak miał więcej, niż się spodziewał.

 — Przyjdzie tu ktoś i sporządzi rysopis — rzucił, kierując się do drzwi.

 — Wyjdę stąd?

 — Przyjdzie na to czas. W obecnej sytuacji, to najlepsze miejsce, w którym możesz być. Może znajdziesz w sobie pokłady przebaczenia. — Nie mógł darować sobie złośliwości.

 Drzwi trzasnęły. Frank został sam na sam ze swoimi myślami, które goniąc się po labiryncie neuronów pożerały same siebie. Jedna była jednak niezmienna.

 Uważaj na bliskich ludzi. Uważaj.

 

  ***

 

 Dzień powoli poddawał się cieniom, kiedy Rose wracała do domu. Skorzystała z możliwości podwiezienia przez Megan nie z uwagi na pogodę, czy dystans, ale z chęci zdobycia informacji. Myśl o tym, że Harris znów angażuje się w jakąś sprawę przepełniał ją niepokojem, ale i radością. Nie widziała go tak zafascynowanego od dawna, drobne kradzieże i pobicia, którym przypatrywał się w asyscie Sandlera były niczym w porównaniu z podwójnym morderstwem.

 — Jesteś przekonana, że to Frank, prawda? — zapytała, nie siląc się tym razem na opisy pogody i interpretację kazania duchownego.

 Megan przytaknęła.

 — Każde włókienko mówi mi, że to on, ale szukamy kogoś jeszcze. Frank pójdzie siedzieć za współudział. — Była pewna swojej wersji.

 — A Kurt? Co on o tym sądzi?

 Przewróciła oczami.

 — Pieprzony skurwysyn, który myśli, że jest mózgiem operacji, a prawda jest taka, że w pojedynkę nie poradziłby sobie nawet z powiązaniem prostych faktów. To sądzę o nim i jego szowinistycznym podejściu do kobiet. — Uśmiechnęła się szeroko. — A jeśli chodzi o sprawę, to mamy podobne zdanie.

 — Przykro mi, Megan. Jesteś naprawdę fajną...

 — Jeśli zamierzasz mówić, o tym, jaką jestem super dziewczyną to z całą sympatią, jaką cię darzę, daruj sobie. Nie walczę o nagrodę w konkursie szkolnej gwiazdy. Dobrze wykonuję swoją pracę, tego możesz być pewna.

 — Kurt też tak sądzi.

 — Yhym. Kiedyś byliśmy kolegami, nawet przyjaciółmi, ale odkąd razem pracujemy zupełnie nie możemy się dogadać.

 — Rozumiem.

 — Nie sądzę. Tam, gdzie pracujesz nie umniejszają roli kobiet, prawda? A facet, w którym jesteś zakochana nie próbuje ci wmówić na każdym, kurewskim kroku, jaki to z ciebie beznadziejny partner? — Niemal wrzasnęła.

 Rose otworzyła usta i natychmiast je zamknęła. Sprawa Penny odeszła gdzieś na dalszy plan. Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale czuła, że to nie będzie dobry pomysł. Nie wiedziała, czy taki w ogóle istniał.

 Jechały więc w milczeniu, w ciszy tak męczącej jak dziura po niedawnym zębie, w którą wciąż wkłada się język i bada, mimo że nie można. Rosemary też to czuła. Chciała powiedzieć, że w końcu jakoś się dogadają, ale nie miała w tej kwestii żadnej pewności. Dwadzieścia minut później i kilka piosenek dalej, wysiadła, rzucając jedynie krótkie:

 — To zostanie między nami.

 — Wiem. — Policjantka nawet na nią nie spojrzała.

 Rose otworzyła drzwi do domu i mimowolnie zerknęła w stronę biurka, jakby z nadzieją, że będzie tam Harris. Czuła palącą potrzebę opowiedzenia mu o tym, co przed chwilą usłyszała, ale fotel nawet nie drgnął. Na telefonie z kolei nie było żadnej wiadomości, żadnego: „Wszytko dobrze, Rose. ”, albo po prostu: „Dojechałem. ”. Po tylu latach powinna przywyknąć, że brak wiadomości był lepszym sygnałem, niż pojawienie się esemesa, ale mimo to wolałaby, żeby informował o czymkolwiek.

 Otworzyła okno i wyjrzała na dachy domów, a chłód natychmiast wdarł się do wnętrza. Miasto przesiąknęło zapachem nadchodzącej zimy. Ogarnęła ją dziwna nostalgia, zatęskniła za wieczorem spędzonym sam na sam z Loganem, ale doszła do wniosku, że przynajmniej ma więcej szczęścia niż Megan. Zdecydowanie więcej.

 Stłumiła w sobie niepokój, który towarzyszył jej zawsze wtedy, gdy zostawała sama i poszła wziąć prysznic.

 Pięć mil dalej, w zapyziałej salce o kolorze zgniłej zielini Frank podawał szczegóły, dotyczące wyglądu gości, a chudy okularnik dopasowywał wszystko do portretu na monitorze komputera.

 To było takie proste. Kilka kliknięć i poszukiwane twarze były na wyciągnięcie ręki. Sęk w tym, że w Deadwood widywano takich tysiące. Jedynym szczególnym znakiem, jaki zapamiętał Frank była blizna na szyi jednego z nich. Krzyżykowa rana, która nie mogła powstać przypadkowo.

 — Dobrze się spisałeś — rzucił Sandler, trzymając w ręce telefon. Zagryzł między wargami machorkowego papierosa, a potem buchnął między mężczyzn i przyjrzał się portretom. Nie widział tych ludzi. Nie znał.

 Zdjęcie powędrowało do Harrisa. Jeśli istniał człowiek, który miał pamięć do twarzy lepszą niż ktokolwiek, z pewnością był to on.

 

 

9619 zzs

Liczba ocen: 1
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~jotka
Kategoria: kryminal

Liczba wejść: 46

Opis:

Dodano: 2021-02-21 13:20:32
Komentarze.
*Ritha 2 m.
Mam na oku tę serię, będę na dniach, fajnie, że kontynuujesz!
Odpowiedz
~jotka 2 m.
Ritha
Uważaj, gonię Cię w odcinkach, jeszcze tylko 11 😂
A tak serio, no polubiłam się z tą historią, więc tłukę.
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
jotka bardzo dobrze, goń! Kibicuję tej serii
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
z dużym wykopem
"Penny, choć lubiana w okolicy, nie zebrała zbyt wielkiego tłumu wokół urny" - za każdym razem, gdy czytam "Penny" widzę Sheldona z tego serialu takiego, wisz

"— Siniaki, które miała były przez ciebie, prawda? O co się pokłóciliście? — Kurt znów spróbował.
— O pieniądze.
— Wcześniej mówiłeś, że o sąsiadkę. A jak zapytałem pierwszy raz to stwierdziłeś, że nie wiesz. Wkurwiasz mnie, Frank" - hahahaha

"Pogrzeb rozpoczął się na moment przed tym, jak Kurt poraz kolejny" - po raz*
"Czemu cię nie zabili? Czemu cie" - cię*
"I tak miał więcej[,] niż się spodziewał"
"Frank został sam na sam ze swoimi myślami, które goniąc się po labiryncie neuronów[,] pożerały same siebie" (świetnie ujęte)
"Dzień powoli poddawał się cieniom[spacja zbędna] , kiedy Rose"
"— Jeśli zamierzasz mówić, o tym[,] jaką jestem super dziewczyną to z całą sympatią[,] jaką cię darzę, daruj sobie"
"Nie wiedziała[,] czy taki w ogóle istniał"
"Sltumiła w sobie niepokój" - Stłumiła*

Jeszce taka myśl - używaj czasem imion w zestawieniu z nazwiskami, to ugruntuje w świadomości kto jest kto

Bardzo ciekawa kolejna część, świetne dialogi i widzę, że nowa część wpadła, super, niebawem zajrzę
Odpowiedz
~jotka 2 m.
Ritha O, no to będzie trzeba tak robić. Z tymi nazwiskami. ;x
Serio po raz? Zawsze myślałam że poraz i coraz to łącznie I chyba wszędzie tak wstawiałam.
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
jotka po raz kolejny, raz po raz, naraz razem
https://jaksiepisze.pl/poraz-czy-po

Odpowiedz
~jotka 2 m.
Ritha o dziękuję 😘 wbije do łba
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
jotka
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.