jasno nowy wygląd
Rankor — część 22
<
Rankor — część 20
>

Rankor — część 21

 Poprzednia część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 Wyraz twarzy Jackiego, gdy pchnął z impetem drzwi i wszedł do knajpy, zaintrygował Charlesa na tyle, by zdecydował się spróbować rozerwać ciążący nad nimi kożuch milczenia.

 – Coś się stało?

 – Urodziłeś się – syknął tamten, nie zatrzymując się nawet na moment. Minął ladę i pokonując po dwa stopnie, pobiegł na górę.

 Charles przyłożył palce do nasady nosa. Przez kilka sekund rozważał nieustępliwość – obracał w głowie pomysł, by pobiec za przyjacielem i jeszcze raz podjąć dzielące ich tematy, jeszcze raz przetrzepać ten kosz żalów i komplikacji, zmuszając tym samym siebie i jego do ponownego ułożenia sobie tego wszystkiego w głowie. Odpuścił.

 

 *

 Tego popołudnia Charles, wiedziony swoją zwyczajową chęcią rozejrzenia się po okolicy, wsiadł w samochód i ruszył siedemdziesiątką jedynką wzdłuż Ozark w stronę Fayetteville. Jechał wolno, bacznie obserwując okolicę. I być może intuicja, a być może szczątkowa wiedza, którą zdążył już sobie poukładać w dość spójną wizję sytuacji, zdawały się potwierdzać przypuszczenia, gdy zza opuszczonej szyby do wnętrza wozu wdarła się specyficzna woń.

 Dym.

 Dym jest jak sens, Charles. Sam w sobie nie istnieje. Coś go musi wytwarzać.

 Zaparkował na poboczu i dalej wybrał się pieszo, nie zbaczając jednak z asfaltowej trasy. Nie uszedł nawet ćwierć mili, gdy między zaroślami dostrzegł charakterystyczną barwę płomieni. Postanowił wejść tylko troszeczkę za linię drzew, jedynie na tyle, by mieć lepszą widoczność.

 

 *

 Wieczór ciążył chylącym się ku końcowi, upalnym, parnym dniem. Jakby pogoda wskoczyła na sinusoidalny tor piecowych temperatur szatkowanych cyklicznie ulewami. A może zawsze tak było o tej porze roku, tylko nikt na to nie zwracał aż takiej uwagi? Teraz ukrop śmierdział mięsem i dymem, a deszcz… Deszczu wszyscy mieli dość tak bardzo, jak chyba nigdy w historii ludzkości. Deszcz gnał ich batem w stronę jakiejkolwiek zagrody z dachem, nawet kosztem średnio opłacalnych z tego tytułu interesów. Wciąż nie przystosowali się do zmian.

 – Hej. – Ciepła dłoń wylądowała na ramieniu Abigail. – Pogadamy?

 – Hej… – Dziewczyna oderwała się od czyszczenia wielkiego rondla, momentalnie wychwytując zatroskany wyraz twarzy Charlesa. – Jasne. Co jest?

 – Widziałem pożar. – Skrzyżował ręce na piersiach i wbił wzrok w podłogę, jakby wizualizował sobie wspomnianą sytuację. – Dwie mile stąd.

 – Blisko… – szepnęła mulatka. – Może powinniśmy ugasić?

 Usiedli na zapleczu. Wpadające przez wąskie okienko promienie zachodzącego słońca oświetlały wirujący w powietrzu kurz.

 – To nie samozapłon.

 – Okej. – Rzuciła ręcznik, którym wycierała ręce w stronę blatu. – Ilu ludzi?

 – Nie wiem, kilku. Kolejny raz, bo ponoć Jackie też widział ogień niespełna dwa dni temu. Podgadałbym z nim, jak zaradzić tej sytuacji, ale zgrywa obrażoną lolitkę, więc jego wybór.

 – Martwisz się…

 – Ty się nie martwisz, Abigail? To może nam zaburzyć wszystko.

 Niespiesznie przyglądała się jego twarzy, drążąc przenikliwym spojrzeniem w każdej zmarszczce, bruździe, w jego, przepełnionym niepewnością wzroku.

 – Jesteś dużym chłopcem, Charles. Ale miękniesz. Miękniesz, bo masz pod skrzydłami ją, mam rację? Nie odpowiadaj, wiem, że mam. Do tego wasze nieporozumienie z Jackiem i trochę cię przytłacza sytuacja. Gdzie ten silny i zdecydowany Charles, którego poznałam na ganku domu Sophii Johnson w Saskatoon? Zanurzyłeś się w pozornej stabilizacji, ale to nie jest świat, w którym można uwierzyć w taki stan. To nie jest świat, w którym istnieje sielanka. Dlatego Jackie chodzi do lasu, nawet gdy nie musi. Ale to nie on dowodzi. Nie on jest samcem alfa. To ty nim jesteś, Charles. Przytłoczył cię ten stan?

 – Nie wiem, co zrobić, Ab. Jedyne co mógłbym, jest tym, czego bym już nie chciał.

 – Bo co? Bo niby dlaczego? Jedynym, co powinieneś, to wybić ich w pień. Oboje o tym wiemy. To nie jest czas, żeby być lepszym gościem.

 – Chciałem…

 – Ja też chciałam być fair, gdy bliska mi osoba… – Zatrzymała się na moment, stabilizując oddech. – Gdy chciała, żebyśmy przetrwały głód. A teraz nie żyje. A ja już pewnie zawsze będę sama, bo to nie jest świat, gdzie łatwo o relacje, które mnie interesują.

 – Jeśli mówisz o Isabelli, to Jackie wspominał, że…

 – Nieważne, co Jackie wspominał. Jeśli odbiorą nam zwierzęta, zaczniemy jeść siebie nawzajem. Nie pozwól im, Charles. – Wstała i podeszła do szafki z wiktuałami. – Kawy?

 – Zrób. Mam iść na wojnę? Nie mamy aż tylu kul.

 – Oni nie potrzebują kul, żeby wzniecić ogień. Nie potrzebują kul, żeby dążyć do własnych celów. Nie potrzebują kul, żebyś się bał. – Postawiła na ladzie dwa wysłużone kubki, w każdym wylądowała taka sama, spora porcja kawy.

 – Sugerujesz, żebym ich spalił?

 Wzruszyła ramionami w pozornej obojętności. Oboje jednak wiedzieli, że dokładnie to sugerowała.

 – Wiesz… – kontynuowała. – Dużo ostatnio rozmawiam z Carmen. Starsi ludzie patrzą na życie inaczej. Z większym dystansem, bardziej z lotu ptaka. Może powinieneś porozmawiać z nią, a nie ze mną.

 – Chciałem z tobą – stwierdził. – I nie żałuję. Dzięki, Abigail.

 

 *

 Zdefiniuj ogień.

 Suma obserwowanych zjawisk wizualnych, akustycznych, zapachowych, cieplnych, towarzyszących fizyczno-chemicznemu procesowi spalania.

 Zdefiniuj pożar.

 Niekontrolowany, samoistny tenże proces spalania materiałów palnych w miejscu i czasie do tego nieprzeznaczonym.

 Zdefiniuj niekontrolowany.

 Zachodzący w sposób żywiołowy, mimowolny.

 

 Wariował.

 Ellie spała, emanując aurą spokoju i odprężenia, podczas gdy Charles krążył niespokojnie po pokoju. Obracał w głowie słowa Abigail. Obracał w głowie przypisaną mu rolę i przyszłe czyny.

 A jeśli u nich też tak spokojnie śpią kobiety?

 Od kiedy ma to znaczenie?

 Spojrzał jeszcze raz na Ellie, a potem sięgnął po mapę Arkansas i rozłożył ją na biurku. Rozważał dwie opcje. Pierwszą była rozmowa z tymi ludźmi, poznanie ich punktu widzenia i zrozumienie motywów, jakie nimi kierują. Drugą – atak z zaskoczenia. Palą lasy pod ich nosem i nikt nie przyszedł tego z nimi skonsultować. Dlaczego więc on miałby wykazywać się dobrą wolą?

 Bo palą lasy, a nie nas.

 Jeszcze… Charles, jeszcze nie nas.

 Potrzebował skonsultować to z Jackiem, ale niestety nie było takiej możliwości. Mógł też zapytać Ellie, nie chciał jednak zrzucać na nią chociażby części ciężaru tych zmartwień. Być może podświadomie starał się dać jej trochę beztroski. Musiał podjąć decyzję sam. Jeszcze raz spojrzał na mapę, lustrując wszystkie drogi przeszywające lasy Ozark. Jeszcze raz przemyślał sytuację.

 Negocjować czy atakować?

 Pomyślał o Philu. O Pini. I o tym, że ten świat nie sprzyja mediacjom. Zwinął mapę, zzuł spodnie i wsunął się pod ciepłą kołdrę, przytulając do Ellie. Sam też potrzebował beztroski. Potrzebował Ellie. Nim nastał świt, Charles podjął decyzję.

 

 *

 – Dokąd pędzisz, młodzieńcze? – zawołała za Jackiem, który wypadł na zewnątrz jak strzała. Carmen uwielbiała przesiadywać na podwórzu tuż przy tylnym wejściu do knajpy, w wiklinowym fotelu, który pewnego dnia przytaszczył dla niej Charles. – Poranna rosa jeszcze nie zeszła. Nie możesz spać?

 Zatrzymał się w pół kroku, po czym odwrócił na pięcie i kucnął obok staruszki. Zamknął jej pomarszczone dłonie w swoich, ciepłych i tętniących życiem.

 – Idę do lasu. Zapowiada się kolejny upalny dzień. Chciałbym zdążyć przed ukropem.

 Milczała przez chwilę, studiując wyraz jego twarzy.

 – Wiesz, że z oczu można wiele wyczytać? Emocje, chorobę, zamiary. Niektórzy śmiałkowie, twierdzą, że duszę, ale ja wypatrywałabym w nich raczej bieżących trosk.

 – Tak? A co widzisz w moich?

 Uśmiech zatańczył w kącikach jej poszarpanych pajęczyną zmarszczek ust.

 – Mam dużo lat, Jackie. Mogę się mylić, ale nie sądzę. Widzę w twoich oczach coś, czego odkąd się znamy, jeszcze niedane mi było zaobserwować. – Zrobiła krótką pauzę, oboje skinęli głowami w stronę Felipe, który właśnie wracał z nocnej warty. Gdy tylko zamknął za sobą drzwi, kontynuowała. – Oczekiwanie, nadzieję, radość.

 Mężczyzna przytrzymał jej spojrzenie, ani na moment nie uciekając od przenikliwego wzroku Carmen.

 – Oczekiwanie, nadzieję, radość – powtórzył. – Której z tych rzeczy nie widziałaś jeszcze w moich oczach, że to takie dziwne?

 – Żadnej – odparła.

 Wstając, ucałował jej czoło.

 – Rozejrzę się po okolicy, będę koło południa.

 – Jak ma na imię?! – krzyknęła za nim.

 Zatrzymał się i przez chwilę obracał coś w myślach, po czym odparł łagodnie, że nie ma żadnej jej. Staruszka uśmiechnęła się pobłażliwie.

 Uważaj na siebie, Jackie.

 

 Kolejna część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

8694 zzs

Liczba ocen: 1
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 49

Opis:

#rankor #postapo #scifi #ritha #pożar #las

Dodano: 2021-02-22 06:11:53
Komentarze.
"Wyraz twarzy Jackiego, gdy pchnął z impetem drzwi i wszedł do knajpy, zaintrygowała Charlesa na tyle" - zaintrygował;
Oho, Jackie się zauroczył! To dopiero będzie dym - dosłownie i w przenośni. Znowu się okaże zapewne, że Charles narobi bigosu, wyczuwam to w powietrzu. Fajnie się to wszystko splata - podejrzewam, że gdyby pogadali, uniknęliby niektórych rzeczy, które mają się wydarzyć. Cóż, sami sobie winni!
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
alfonsyna nie ma to jak zrobić błąd w pierwszym zdaniu
No cóż... nie twierdzę, że pokomplikuje bardziej, chłopcy się ewidentnie nudzą
Kłaniam się!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Cieszy mnie ogień. Coś we mnie z piromana jest
Ogień to pożar, zniszczenie i zgliszcza, śmierć. To również oczyszczenie, narodziny czegoś nowego, nowe możliwości, budowanie nowej rzeczywistości, ewolucja.
Taak, szykują się zmiany.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
alka666 dokładnie, idzie nowe I w fikcji i wokół, lubię przedwiośnie, lubię poczucie, że idzie nowe Dziękuję za wizyty wieczorową porą
Pozdrawiam
Odpowiedz
Ritha mam podobnie, lubię wiosnę i lato. Jesień i zima to dla mnie przekleństwo.
Cała przyjemność po mojej stronie. Wpaść trochę do Twojego świata
Odpowiedz
Kurczę, będzie jatka... 🤔

Odpowiedz
*Ritha 1 m.
SylviaWyka hehehehe
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.