jasno nowy wygląd
Rankor — część 23
<
Rankor — część 21
>
Tagi: #rankor #postapo #scifi #ritha #las

Rankor — część 22

 Poprzednia część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 Myślał o tym, co powiedziała Carmen. Myślał o tym, że szedł dokładnie w to samo miejsce, w którym dzień wcześniej spotkał tamtą dziewczynę. Myślał też o tym, co zrobiła i że chwilowo stracił kontrolę nad czymkolwiek, a być może – jak szeptał złośliwy chochlik w jego głowie – stracił ją już dawno, dawno temu. Wszystko nieustannie wymykało mu się z rąk.

 Nie będzie jej tam, Jackie. Nie masz żadnych powodów, by myśleć, że ją spotkasz. Zdefiniuj irracjonalność.

 Zbiór postaw, zachowań i schematów myślowych cechujących się pozarozumowym podejściem do wyjaśniania problemów.

 Czekała.

 Przedarł się w to samo miejsce, co wczoraj, a ona siedziała nad brzegiem. Niepewność, z którą się obudził i mętlik, który towarzyszył mu przez ostatnią dobę, w jednej sekundzie uleciał. Znów był sobą. Usiadł obok dziewczyny, wyjął papierosa. Przyglądali się polanie, linii lasu, rzece przywodzącej na myśl ubiegły poranek.

 – Poczęstujesz mnie? – zapytała, gdy milczenie rozlało się na kolejne minuty. Kobieta nie doczekała się przywitania z jego strony. Jackie nie spuszczając wzroku z połaci zieleni przed nimi, sięgnął do kieszeni.

 – Przychodzisz tu codziennie o świcie? – Podsunął paczkę w kierunku Hannah. Płomień zapalniczki zatańczył przed jej nosem.

 – Czasami – odparła, częstując się jednym.

 – Czasami wczoraj i dziś. – Złość, jaką dało się wyczuć w jego głosie, zaskoczyła nawet samego Jackiego.

 – A ty, dlaczego przyszedłeś? – Wydmuchała niespiesznie dym.

 – Bo ja tutaj jestem codziennie o tej porze. Każdego, pieprzonego dnia. Jak długo mnie obserwujesz?

 Oczy dziewczyny rozszerzyły się w rosnącym zdziwieniu.

 – Mam przyjaciółkę – kontynuował. – Ma na imię Carmen. Gdyby teraz na ciebie spojrzała, uznałaby, że trafiłem w punkt. Zaskoczyłaś mnie wczoraj. Powinienem się cieszyć. Łatwy, wybacz, łup. Nie wiem w jakim towarzystwie się obracasz, ale nie interesują mnie relacje oparte na zasadzie…

 – Chyba sobie kpisz – wtrąciła, nim zdążył dokończyć. – Kim jesteś, żeby robić mi wykład?!

 – Kobiety zazwyczaj nie mają parcia na tarzanie się w rzece z kim popadnie, musiałem ci się oswoić, choćby wizualnie, jak długo mnie obserwujesz?

 – Boisz się mnie? Tak samo jak kałuży?

 Siedzieli tuż obok siebie, a on w tym momencie złapał ją i rzucił na trawę. Poddała się temu gestowi, który miał tyle samo agresji, co pasji.

 – Mogłeś wziąć, co ci dałam… – szepnęła – …i nie zjawić się nigdy więcej.

 – To moje miejsce, ja tu przychodzę i nie mam zamiaru zmieniać przyzwyczajeń z powodu jakiejś obcej wariatki.

 – Z łatwością przychodzą ci belgi. Zaintrygowałam cię?

 – Widziałem cię przy pożarze.

 Badali się wzrokiem, wnikliwie i intensywnie. Zanurzyła palce w jego włosach, masując potylicę i kark.

 – Bo tam byłam. Czy to ważne skąd jesteśmy i co robimy?

 Przymknął oczy, poddając się działaniu jej dłoni.

 – Nie ufam ci – stwierdził, bardziej przekonując siebie niż ją. Oplotła nogami jego biodra, a on wsunął pod nią dłonie, zręcznie omijając krawędź bluzki, dotarł do rozgrzanej skóry pleców. Nachylił się, dążąc do pocałunku.

 – Nie… – wyszeptała wprost w gorący oddech jego ust. – Dziś nie.

 Niespiesznie odwrócił głowę, otarli się policzkami, po czym Jackie wycofał się i w kolejnej chwili znów siedzieli obok siebie, lustrując krajobraz.

 – Co jest z tobą nie tak? – Odpalił następnego papierosa.

 – Muszę wracać. Anthony mnie potrzebuje.

 Zerwała się, łapiąc porzucony wcześniej plecak i pobiegła, zostawiając Jackiego dokładnie tak samo, jak dzień wcześniej.

 Nie ma żadnej jej, Carmen. Nie ma żadnej Hannah. To tylko taki głupi, leśny omam.

 Kolejny kwadrans spędził, leżąc na plecach i wpatrując się w sunące po niebie chmury. Myślał o uchodźcach z niezalesionych terenów, o zwierzynie, pożarach, głodzie, Pini, która pragnęła zemsty i której okaleczone już wcześniej ciało ktoś pożarł jak kawał mięsa, o Charlesie, który stał się dla niego jak brat, o Philu, który strzelał do nich po tym, jak Charles zabił mu kompanów, o tym, że Charles jest przekleństwem, o ojcu, którego ciała nigdy nie wyłowiono, znów o Pini, która nie ma grobu, o wszystkich ludziach, którzy przepadli, o matce, która odebrała sobie resztę dni, o Carmen, która wygląda coraz mizerniej, i o tym – w tym momencie najbardziej właśnie o tym – kim jest Anthony?

 

 *

 Jak co rano Abigail rozpoczęła dzień, doglądając sadzonki w żeliwnej doniczce na parapecie niewielkiego pokoiku na poddaszu. Swoje wcześniejsze, przestronne lokum, pomimo sprzeciwów staruszki, oddała Carmen. A teraz uparcie próbowała wyhodować z pestki działającą zbawiennie na szkorbut cytrynę. Nie miała pewności czy małej, zaledwie kiełkującej roślince, uda się kiedyś zaowocować. I czy owoc, którym obrodzi, nie okaże się zepsuty szybciej, niż dojrzeje, jak od czasu Wielkiej Zmiany miały w zwyczaju wszystkie dary natury.

  Dary natury.

 Natura przestała nam dawać. Natura zaczęła brać. Chcesz ją okraść, Abigail. Oby ci się poszczęściło, mała złodziejko.

 Podlała sadzonkę i chwilę do niej pomówiła, zmuszając się do wiary, że ten naiwny gest mimo wszystko zachęci roślinkę do wzrostu. Pozostało czekać.

 

 *

 Hannah wyminęła Henry’ego i Theodore, wchodząc do obszernego budynku zajmowanego przez grupę, do której od kilku miesięcy należała. Pokonując po kilka stopni naraz, pędziła do swojego pokoju. Nacisnęła klamkę, popchnęła drzwi i wpadła do środka, zrzucając plecak na fotel. Nim zdążyła je za sobą zatrzasnąć, w progu już stał Henry. Skrzyżował ręce na piersi.

 – Obiecałem twojemu ojcu, że będę się tobą opiekował dokładnie tak, jakbyś była moją córką. Zmarł kilkanaście minut później. Przyjaźniliśmy się całe życie. Jest to dla mnie na tyle ważne, że zamierzam dotrzymać tej obietnicy. Robię wszystko, żebyśmy nie pomarli z głodu. Robię wszystko, żeby cię ochronić. Tymczasem ty…

 – Mam dwadzieścia pięć lat. Nie potrzebuję niańki! – wykrzyczała mu w twarz.

 – Niejednokrotnie wspominał, że jesteś krnąbrna.

 Parsknęła pod nosem, przewracając oczami.

 – Muszę nakarmić Anthony’ego.

 – Zgodziłem się na niego również ze względu…

 – Och, przestań pieprzyć! – Rozsunęła plecak, wyciągając dwa gryzonie. Każdy z nich miał przetrącony kark. Przez moment rozważała, czy ich nie oprawić i nie upiec, minęło jednak zbyt dużo czasu, nie chciała, by czekał głodny. Pchnęła kolejne drzwi.

 – Surowym mięsem go nie oswoisz – stwierdził dobitnie mężczyzna stojący za nią.

 Weszli oboje. Niewielkie pomieszczenie mieściło solidną klatkę, wewnątrz której właśnie przebudził się wyżeł. Ledwo otworzył ślepia, a już w kolejnej sekundzie rzucił się przednimi łapami na kraty. Zajadle szczekał i warczał na przemian, ukazując rząd białych zębów.

 – Ciii, Anthony, mam dla ciebie jedzenie.

 Dziewczyna próbowała zbliżyć się na odległość wystarczającą, by zdołać wcisnąć gryzonie do środka, jednak rozwścieczony pies łomotał w pręty z rosnącą pasją, nie przejawiając zainteresowania tym, co Hannah dla niego trzymała w dłoniach, a samą nią. Wyglądał, jakby chciał ją rozszarpać. Sunąc wzdłuż ściany, próbowała go ominąć i wrzucić pożywienie z boku przez kraty, jednak zawzięcie przesuwał się razem z nią. Próbowała więc podsunąć mięso pod jego pysk, ale on jedynie wlepiał w nią rozszalałe ślepia, zupełnie ignorując podarunek. W jednym momencie przerzucił jednak uwagę na głośne klaśnięcie, które rozległo się przy wejściu. To dłonie Henry’ego zaczęły wybijać jednostajny rytm.

 Klask, klask, klask.

 Zdefiniuj zaskoczenie, kundlu.

 Hannah wcisnęła mięso między kraty i w jednej sekundzie odsunęła się z powrotem pod ścianę. Rzuciła okiem w stronę misek z wodą, które rozłożyła pod klatką w kilku miejscach, głęboko wierząc, że pies zdoła się napić. Nie przestawał warczeć i szczekać, teraz już na nich oboje, założyła jednak, że gdy zgłodnieje, wówczas zainteresuje się mięsem.

 Wyszli i zamknęli drzwi pokoju z klatką i rozszalałym Anthonym.

 – Męczysz go – stwierdził mężczyzna.

 – Theodore chciał go zjeść.

 – Możemy go wypuścić wolno.

 Dziewczyna usiadła na łóżku, zatapiając głowę w dłoniach.

 – Nie odejdzie. Będzie nas atakował. A wtedy ty będziesz musiał go zabić. Tak mi wówczas powiesz. Musiałem go zabić, Hannah, sama widziałaś, atakował nas. – Posłała rozmówcy ostre spojrzenie. – Anthony jest ze mną od dziewięciu lat. Nie mogę go stracić, rozumiesz? Nie jego.

 – Możemy go wypuścić w lesie. One już nie potrafią z nami żyć.

 – W tym lesie, co to go chcecie spalić?

 – Gdzie byłaś rano?

 – Zmieniasz temat zawsze, gdy brakuje ci argumentów. Typowe!

 – Nie będziemy tak żyć, Hannah. Nie… będziemy… – cedził każde słowo – tak… żyć. Jesteśmy gotowi, by przystąpić do akcji, która zapewni nam pożywienie na kilka miesięcy, może na rok. Zrobiliśmy kilka prób, jest wystarczająco sucho. Mamy ludzi, broń i mamy gdzie schować mięso. Za trzy dni Ozark National Forest zniknie z mapy Arkansas w USA.

 – I gdzie się przeniesie, w kosmos?

 – We wspomnienie.

 – A co z ludźmi, którzy polują w tych lasach? A co z Fort Smith?

 Wzruszył ramionami.

 – Jeśli będą robić problemy, zabijemy ich. Nie wychodź jutro rano z domu. Ruszamy skoro świt. To grubsza akcja, więc tym razem tu zostań.

 

 Kolejna część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

9293 zzs

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 53

Opis:

Dodano: 2021-02-23 06:14:45
Komentarze.
Dzień dobry. Wpadłam pierwsza
Biorę się za czytanie

Odpowiedz
*Ritha 1 m.
alka666 dzień dobry, zapraszam, jeszcze ciepłe
Odpowiedz
~jotka 1 m.
Jak Ci to szybko idzie O.O
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
jotka te części są w 60% napisane, jedynie je łatam, ale już się kończą, jeszcze z jedna, może dwie, resztę trzeba będzie na żywca tkać 😱
Odpowiedz
Kiedy piszesz o wodzie, lesie... Bardzo lubię. Dorastałam nad jeziorem. Było pięknie! Opisy budzą wspomnienia.

Rozrywkowy piesek.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
alka666 cieszę się, że budzą wspomnienia, a no takie klimaty blisko natury tym razem Piesek nerwowy
Dzięki za wizytę
Odpowiedz
Ritha z pieskiem jakaś niespodzianka będzie?
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
alka666 nie spoileruję własnej fabuły
Odpowiedz
Ritha się rozumie! To było pytanie retoryczne
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
alka666 oki
Odpowiedz
z wykopem
Ojoj czekam na kolejny i z drugiej strony nie czekam...
Powiem Ci, że trochę torturujesz publikę... Tym czekaniem.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
SylviaWyka jak to czekaniem, toż to wczoraj wpadł odcinek, dzisiaj wpadł i następny już prawie gotowy
Fajno, że śledzisz, dzięki
Odpowiedz
Ritha haha wiesz jak to działa, dasz palec - chcą całą rękę!
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
SylviaWyka dobrze, cieszy mnie zainteresowanie
Odpowiedz
"którym obrodzi, nie okaże się zepsuty szybciej, niż dojrzej, jak od czasu Wielkiej Zmiany" - dojrzeje;
"Oby cię się poszczęściło" - ci;
Świetna ta pierwsza scena z Jackiem i Hannah, bardzo dobry ten ich dialog, zatrzymuje uwagę. Z kolei cała sytuacja z psem to świetny sposób na sportretowanie bohaterów od nowej strony. Zapewne niedługo polecę do kolejnej części.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
alfonsyna kłaniam się, miss Alfonsyno Błędy nareperowałam, dziękuję za wizytację, opinie, rady
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.