online:
Liczba użytkowników online w ciągu ostatnich 10 min.
jasno
TW #1 – Cały świat patrzy
<
Słowo
>
Tagi: #rankor #ritha #scifi #sciencefiction #postapo #las #mięso

Rankor — część 26

 Poprzednia część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=6707

 

 Przy tylnym wejściu do budynku kucała kobieta. Odurzona lekkim szokiem w tym momencie wiedziała tylko, że ma na imię Ellie i że z jej przedramion kapie krew. Pojedyncze krople rozbryzgiwały się o żwir podjazdu, barwiąc ołówkowy odcień kamieni soczystym karmazynem.

 Dama kier.

 Byli jak rzucone na stół karty, którymi nikt nie grał, bo każdy z graczy zsunął się na podłogę, zostawiając puste krzesło i niedokończoną rozgrywkę, a ich duch unosił się wysoko pod sklepieniem. I wtedy, trwając tak w chwili dłuższego bezruchu, na twarzach karcianych figur zaczęła malować się konsternacja. Nastąpiła zamiana ról i to, co żywe znieruchomiało, a to, co nieożywione nabrało mocy. Może więc wcale nie byli kartami, tylko graczami, którym ktoś wyrwał z rąk czas gry. Ellie nie mogła przestać myśleć, że to mógł być Charles. Rozdarcie powłok brzucha, wytrzewienie jelit, wydostanie się na zewnątrz narządów jamy brzusznej, rozdarcie narządów, rozdarcie jelit. Dużo, dużo krwi. A do tego wszystkiego wciąż żywy, patrzący na własne wypływające wnętrzności pacjent – wszak nie oberwał w serce, czy mózg. Abigail robiła co w jej mocy, robiła naprawdę wiele, ale to wszystko się… rozlewało. Ellie nie mogła sobie tego poukładać w głowie, nie mogła wyrzucić z niej obrazów, zapachów i dźwięków tej upiornej sytuacji nawet na sekundę

 – Jezu, szukam cię i szukam. – Charles usiadł obok w fotelu Carmen, zaskrzypiała wiklina. Przez moment bacznie jej się przyglądał, w końcu wyartykułował najprostszą i zarazem według niego najskuteczniejszą radę: – Nie przejmuj się.

 Ellie wierzchem dłoni odsunęła opadający na oczy kosmyk włosów. Czoło umazało się krwią. Przez moment tępo przyglądała się mężczyźnie, po czym przerzuciła wzrok z Charlesa z powrotem na swoje ręce. Aż po łokcie tonęły w szkarłatnej posoce, która spływała z nich niespiesznie.

 – Miał w brzuchu ga… gałąź. – Zaczerpnęła powietrza. – Przebiła wszystko, co tam b… było. To się z niego wyl…wylewało…

 – Ochłoń.

 – Wszystko s… się z niego wylewało…

 Słońce wychodziło już znad linii lasu, oświetlając krajobraz w zasięgu wzroku.

 – Grunt to nie dopuścić, by te obrazy się rozrosły, w nas – kontynuował. – Wczoraj widziałem, co pocisk robi z twarzą. Niesam…

 – Charles.

 – …owite, jakbyśmy byli z plasteliny. To samo Bill i Will. Phil powinien dziękować Bogu, że nie zasmakował swojej porcji ołowiu. A powinien! Powinien, Ell.

 – Charles!

 – Co?

 – Może to nie taki głupi pomysł. – Kobieta przez chwilę zastanawiała się nad czymś intensywnie, spoglądając na ścianę drzew. Uczucie, jakie jej towarzyszyło, było tożsame z uczuciem wszystkich innych ludzi, którzy od czasów Wielkiej Zmiany patrzyli na las i sugerowało, że…

 …las patrzy na nich…

 Mężczyzna zmarszczył brwi, Ellie objęła umazanymi dłońmi kolana, przyciągnęła je mocno pod brodę, przerzucając wzrok na randomowy punkt gdzieś przed sobą, po chwili podjęła dalej:

 – Może właśnie trzeba je spalić. Są upiorne! Jakby były duchem. Demonem.

 Milczeli przez chwilę.

 – To w końcu będzie ktoś z nas…

 – Zayden to był ktoś z nas – stwierdził Charles.

 Spojrzał na linię horyzontu, na którą składało się całe morze koron drzew. Las powodował, że ów horyzont był bardzo blisko, tuż obok nich. Mężczyzna rozważał przez chwilę usłyszane słowa, kontrastując je z własnymi decyzjami, działaniem i tym, że uparcie trzymał Ellie z daleka od tych tematów.

 – Czy według ciebie wszystko robię źle? – zapytał w końcu.

 Pojedynczy ptak wzniósł się nad leśny gąszcz, trzepocząc szaleńczo skrzydłami. Dało się usłyszeć upiorny skrzek, po czym z impetem zanurkował z powrotem w leśną głuszę.

 – Według mnie wszystko robisz dobrze, Charles. Gdybyś nie był taki, jaki jesteś, nie siedziałabym teraz tu. – Z jej dłoni wciąż kapała krew. – Poprę cię zawsze.

 – Nawet gdy zachowam się jak narwany degenerat?

 – Nawet? Przecież zawsze się tak zachowujesz.

 Uśmiechnęli się oboje.

 

 *

 Abigail przyglądała się pąkom cytryny. Pojawiły się w ciągu ostatnich czterdziestu ośmiu godzin. Nie spodziewała się, że za pierwszym razem będzie ich aż tyle. Zgodnie z niezaburzonym cyklem rozwoju roślin z pąków powinny rozwinąć się kwiaty, a z nich owoce. Ale czy tak stanie się i w tym przypadku?

 Zrobiłaś wszystko, co w twojej mocy.

 Szanse były nikłe, ale to nagłe pączkowanie zaszczepiło w niej nutkę optymizmu, choć lepszym słowem byłaby „nadzieja”. Śliskie, zwodnicze pojęcie. Abigail pod paznokciami wciąż miała krew Zaydena. Szorowała ręce dobry kwadrans, jakby chcąc za wszelką cenę zmyć z siebie tę sytuację, a mimo to czerwona maź wciąż tam była. Dziewczyna zaczęła więc ją nerwowo wydłubywać, z każdą chwilą mocnej i intensywniej, aż po własną krew. W końcu wpadła w namiastkę amoku, zrzucając ze stołu wszystko, co tam było. Raptem kilka książek i kubek po porannej kawie.

 Zrobiłaś wszystko, co w twojej mocy, Abigail.

 Kobieta z trudem powstrzymała cisnące się do oczu łzy, wyszła z pokoju i zbiegła na dół. Złapała głębszy oddech, nim otworzyła drzwi i weszła po raz kolejny na zaplecze, gdzie na stole w centralnej części pomieszczenia leżało rozbebeszone ciało mężczyzny.

 To jest jedzenie, Abigail.

 – Wynoś się z mojej głowy… – szepnęła, po czym przymknęła powieki, miarkując oddech.

 Nie ma innego sposobu. A przynajmniej ja nie znalazłam takiego. Ani ty nie znalazłaś. Pokroję go i zamrożę. Nie musimy jeść od razu.

 Po udręczonej twarzy kobiety popłynęły łzy.

  Zapadamy się, Abigail. Oglądałyśmy kiedyś taki film… „Alive, dramat w Andach”, pamiętasz?

 – Wynoś się! – wrzasnęła na całe gardło, wczepiając palce we włosy. – Wynoś się z mojej głowy, Isabelle!

 W kolejnej sekundzie wybiegła tylnymi drzwiami na zewnątrz, natykając się wprost na Charlesa i Ellie.

 – Zabierzesz go, Charles? Zabierz go stamtąd, mam już tego świata dość! – zapłakała, uspokajając się dopiero w ciepłym uścisku Ellie.

 

 *

 Jackie biegł znaną, leśną ścieżką. Nie była długa, raptem kilkaset jardów dystansu pomiędzy rzeką, nad którą spędzał poranki a asfaltówką numer siedemdziesiąt jeden i zaparkowanym na niej wozem. Traktował ten codzienny, poranny bieg jak trening koegzystencji z lasem. Kilkaset sekund sprintu z przeszkodami, kiedy pieprzony mikroklimat usilnie próbował go unicestwić. Jackie nie miał jednak zamiaru pozwolić się unicestwić. Im szybciej biegł, tym las mniej go oblepiał. Chłopak pamiętał kilka średnio udanych wypraw, jeszcze na samym początku, kiedy niezbyt trafnie dostosował tempo, momentalnie tracąc przewagę. A wtedy dziesiątki pnączy wyrosło jak spod ziemi, a liście, które obijały się o jego ramiona, twarz, plecy, zdawały się palić żywym ogniem lub parzyć kwasem. Do tego cały leśny gąszcz momentalnie zaciskał się wokół niego. Tak bywało wielokrotnie, ale Jackie nie był głupi.

 Jackie już wiedział jak z lasem grać. Jackie wiedział jak z lasem wygrać.

 Zapewne tak byłoby również teraz, ponieważ widok znajomego asfaltu migotał już między konarami drzew, wzrok Jackiego przyciągnęła jednak pewna znajoma rzecz. Chcąc nie chcąc zwolnił, zaraz po tym, gdy w tej gęstwinie i chaosie ożywionego podłoża oczy wychwyciły jeden jedyny punkt.

 Plecak.

 Jackie zobaczy plecak. Zatrzymał się, a wtedy las sfokusował na nim całą swoją dzikość.

7337 zzs

Liczba ocen: 2
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 76

Opis:

Dodano: 2021-03-04 06:20:13
Komentarze.
"wrzucając ze stołu wszystko, co tam było" - zrzucając;
Jezu, jaka piękna tragedia. Nie ma to jak flaczki, flaczki zawsze na propsie, mogli sobie elegancko podjeść zamiast marudzić.
Swoją drogą - wszystkim się wszystko sypie i jest to bardzo obiecujące, bo w takich czasach nie można się zasiedzieć, trzeba cały czas być czujnym. A Charles to już niech lepiej nic nie robi.
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
alfonsyna : )))
Ano tak to wygląda na ten moment, dziękuję za wizytę Tak, flaczki zawsze na propsie
Odpowiedz
z dużym wykopem
Dotarłam i tutaj. Twoje teksty pobudzają mi serducho do pracy. Powinnam je mieć przepisane na stałą receptę - codziennie, trzy razy dziennie
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
alka666 cieszę się
Odpowiedz
Ritha serio!
Odpowiedz
z dużym wykopem
Kuźwa! RITHA! Ty się opanuj, nie możesz ich wszystkich wymordować! Mogę się tu wstawić za Hannah, czai się za rogiem świetny lesbijski wątek ;D Takie niespełnione zauroczenie pcha do różnych głupot :p Przemyśl to.
Jackie - to must have tego opko!
Powiedziałabym, że jest bajecznie... Ale to trochę... Yy nie.. Jest upiornie, palce lizać!
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
SylviaWyka "Ty się opanuj, nie możesz ich wszystkich wymordować!" - cóż... mogę
Lesbijski wątek mówisz? No nie wiem
Dzięki za wizytę, cieszy mnie taki odbiór
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.